FANDOM


Kolejna część! Trochę się zainspirowałam odcinkiem 25 :D. 

Wszyscy się rozeszliśmy, aby wykonać przydzielone nam przez Ezarela, który najwyraźniej przejął na chwilę obowiązki Miiko, zadania. Ja jednak cały czas martwiłam się o Valkoyna. Nie przyjął najlepiej najnowszych wiadomość. Tak bardzo mu współczułam, ale jedyne co mogłam teraz zrobić to dać mu czas, żeby na spokojne wszystko przemyślał i dołożyć wszelkich starań, żeby znaleźć sposób na odzyskanie dawnego Lanca. Razem z Nevrą i Ykhar weszliśmy do biblioteki i skierowaliśmy się w stronę regału, na którym znajdowały się pozostałe po ataku demona książki. Niestety nie było tego zbyt wiele. Każdy z nas wziął po parę z nich i usiadł gdzieś na podłodze, by w spokoju je przeglądać.
— Dziewczyny, wiecie może gdzie jest Valkoyn? — zapytał, przerywając ciszę wampir. — Widziałem, jak wychodzi z przychodni, ale myślałem, że zaraz wróci.
— Nie wiem, nie mówił, gdzie idzie. Powiedział tylko, że musi to wszystko przemyśleć i wyszedł — odpowiedziałam. Nevra jakby pobladł, podniósł się szybko i powiedział.
— Pójdę go poszukać. Nevra Doskonale wiedziałem, gdzie znajdę Valkoyna. Zawsze tam przesiadywał, gdy potrzebował trochę pomyśleć. Kiedy dotarłem pod drzewo wiśni, zobaczyłem go siedzącego na ziemi. Usiadłem obok niego, ale nie odzywałem się. Wolałem, żeby to on zaczął rozmowę. Nie chciałem przez przypadek powiedzieć coś niestosownego.
— Przepraszam, że nie powiedziałem wam wcześniej o tym, że znam swoją rasę — odezwał się nagle, przerywając ciszę. — Na początku nic nie mówiłem na prośbę Lanca, ale potem... Nie wiem, dlaczego dalej trzymałem to w tajemnicy. Może bałem się, że przestaniecie mnie lubić... Że będziecie na mnie źli. Że będziecie mnie obwiniać za problemy w Eldaryii.
— Valkoyn, to nigdy nie miałoby miejsca. Jesteś naszym przyjacielem i nic by tego nie zmieniło.
Spojrzał na mnie i uniósł w śmiechu kącik ust.
— Mógłbyś być nawet trolem, a nadal byłbyś naszym przyjacielem. A teraz ruszaj się, mamy misję do wykonania. Musimy przecież odzyskać twojego brata — powiedziałem z uśmiechem. Wstałem i podałem mu dłoń, a on ją złapał i również się podniósł.
— Dziękuję Nevra. Chodźmy do biblioteki. Tak jak mówiłeś, musimy przywrócić mojemu bratu zdrowy rozsądek — powiedział i razem ruszyliśmy do dziewczyn, by pomóc im przeszukać książki. Kiedy tam dotarliśmy, zastaliśmy je obłożone wielkimi tomiszczami.
— Znalazłyście coś? — zapytałem, a one pokręciły przecząco głową. Westchnąłem, usiadłem obok nich na podłodze i zacząłem przeglądać następne woluminy. Valkoyn również do nas dołączył. Im więcej rąk do pracy tym lepiej. Nie wiele wiedzieliśmy o tym zaklęci, a to bardzo utrudniało nam poszukiwanie go. A fakt, że większość z naszych ksiąg została zniszczona, paradoksalnie wcale nam tego nie ułatwiał.

Gardienne Siedzieliśmy nad tymi księgami już dobre parę godzin. W pewnym momencie dołączył do nas również Ezarel, ale na niewiele nam pomógł. Odłożyłam na bok kolejną książkę, w której nie znalazłam nawet najmniejszej wzmianki na temat zaklęcia rzuconego na brata Valkoyna, ani nawet niczego co by to w najmniejszym stopniu przypominało. Machinalnie sięgnęłam po kolejną, ale moja dłoń trafiła na podłogę. Przyjrzałam się wszystkim i dostrzegłam, że też już skończyli swoją część tomów, albo zaraz ją skończą.
— Znalazł ktoś coś? — zapytałam, mimo że doskonale znałam odpowiedź.
— Nic a nic. Nawet słowa na temat czegoś podobnego do tej sytuacji. - odpowiedział Nevra.
— U mnie też nic — dodała Ykhar.
— Jedno wielkie zero — stwierdził Ezarel.
Zrezygnowana położyłam się na podłodze i wpatrywałam w sufit. Tak bardzo chciałam znaleźć sposób, by pomóc Valkoynowi, ale nie potrafiłam. Nienawidziłam czuć się bezsilna, a teraz niestety byłam i nie mogłam nic na to poradzić. W żadnej z książek, które przetrwały atak demona nie było nic co chociaż naprowadziłoby nas na odkrycie, jakie zaklęcie rzucono na Lanca.
— Gardienne? Chyba powinnaś to zobaczyć — powiedział elf. W jego głosie coś było, ale nie potrafiłam tego nazwać. Usiadłam i wytrzeszczyłam oczy. Przede mną stała Wyrocznia. Czułam na sobie spojrzenia wszystkich obecnych w bibliotece, ale ja nie odrywałam oczu od stojącej przede mną postaci. Nagle wskazała na mnie i powiedziała.
— Gardienne źdohc az ąnm! Meiw kaj ic cómop.
Wiara w odzyskanie Lanca wróciła i byłam niemal pewna, że nie tylko mi. Natychmiast się podniosłam i niewiele się zastanawiając, ruszyłam za nią. Za mną poszła cała reszta. W napięciu czekałam na to, gdzie nas poprowadzi. Ku mojemu zdziwieniu zatrzymała się przed pokojem Leiftana.
— Mat zseizdjaz ot ogezc eicakuzs — powiedziała, wskazując na drzwi i zniknęła.
Popatrzyłam na moich towarzyszy, a potem z lekkim wahaniem nacisnęłam na klamkę i weszłam do pomieszczenia. Mimowolnie zaczęłam podziwiać wystrój pokoju Był utrzymany w błękicie, a przy oknie wisiał pleciony fotel, który zawsze chciałam mieć u siebie w domu. Kiedy dotarło do mnie, że myślę o niebieskich migdałach, zamiast przeszukiwać ten pokój, potrząsnęłam głową, odrzucając głupie myśli o stylu, w jakim urządzony jest pokój Leiftana i starałam się jak najszybciej otrząsnąć oraz nie zwracać już więcej uwagi na to, jaki wystrój jest sypialni ma ten daemon. Razem z resztą zaczęłam szukać, czegoś, co możne nam pomóc. Przekopywaliśmy każdy zakamarek, sami tak naprawdę nie wiedząc, czego szukamy. Nie mieliśmy pojęcia czy to książka, czy coś innego. Leiftan mógł również zapisać to zaklęcie na jakiejś karteczce albo wyrwać stronę z księgi, w której to zaklęcie pierwotnie było zapisane. W końcu coś takiego łatwiej ukryć niż cały tom. Będąc w amoku poszukiwań, nawet nie zauważyłam, kiedy zrobiliśmy w pomieszczeniu okropny bałagan. Przeszukaliśmy każdy zakątek pokoju. Każdy, poza regałem. Najwyraźniej wszyscy, razem ze mną na czele, stwierdzili, że to zbyt oczywista kryjówka. Podeszłam do niego i zaczęłam przeglądać stojące na nim tomiszcza. Zaczęłam wywalać z wszystkie książki, uprzednio sprawdzając tytuły i odwracając je do góry grzbietem na wypadek, gdyby coś było w nich ukryte. Nagle dotarłam do książki, której najprawdopodobniej szukaliśmy. Tylko w niej były zaklęcia. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem. W końcu mówi się, że najciemniej jest pod latarnią. Na nic nie czekając, otworzyłam trzymaną przeze mnie książkę i zaczęłam ją przeglądać. W końcu trafiłam na coś, co bardzo przypominało urok, rzucony na Lanca.
— Chyba znalazłam — powiedziałam, a wokół mnie zebrali się wszyscy. — Zaklęcie novirae... Jest tu dokładnie opisany rytuał. Novirae - zaklęcie powodujące zmianę osobowości. Wszystkie cechy charakteru stają się takie, jakie wybrał przeprowadzający rytuał — czytałam na głos. — Rzucający zaklęcie może również wpoić takiej osobie nowe ideologie oraz zmienić sposób postrzegania świata. Często taki proces bywa bolesny, gdyż zazwyczaj ofiara nie chce poddać się działaniu uroku i próbuje walczyć z zaklęciem. Niestety jednak na marne — skończyłam czytać i spojrzałam na moich towarzyszy. Leiftan mówił, że Lance długo się opierał... Zerknęłam na Valkoyna. Jego oczy dziwnie błyszczały. Zajrzał mi przez ramię i zapytał.
— Dlaczego przestałaś czytać? Jest coś o tym, jak je zdjąć?
— Bardzo możliwe, że coś było, ale wygląda na to, że ktoś wyrwał jedną kartkę — powiedziałam, posyłając mu smutny uśmiech. Mimo wszystko zaczęłam jednak dalej przeglądać zaklęcia, w nadziei, że jednak coś znajdę, co okaże się, chociaż w małym stopniu pomocne. Niestety, na marne. Jeśli było tu coś, co mogłoby pomóc nam w zdjęciu uroku, przepadło wraz z wyrwaną kartką. Na wszelki wypadek sprawdziłam, czy żadna kartka nie jest ukryta w pozostałych książkach. To niestety również nic nie pomogło.
— Wygląda na to, że Leiftan przygotował się na możliwość pojmania przez nas Lanca — powiedział Ezarel. — Chyba nie zostało nam nic innego, jak czekać na wiadomość do Huang Hua. Może ona coś zaradzi na to zaklęcie. Bo ja nawet o takim nie słyszałem.
— Ja też go nie znam — stwierdził Valkoyn, a później cała reszta zadeklarowała się tak samo.
— Też nigdy o nim nie słyszałem — powiedział Nevra. — A ty Ykhar? Wiesz coś na temat tego zaklęcia? Przeczytałaś prawdopodobnie całą naszą bibliotekę.
— Niestety, ale nigdy o takim zaklęciu nie słyszałam — odpowiedziała brownie.
— Czyli naprawdę pozostało nam czekanie na odpowiedź, Huang Hua — podsumował Valkoyn. — Chodźcie, powiemy Ewe i Miiko o naszym odkryciu — powiedział i ruszył stronę wyjścia, a my wszyscy zrobiliśmy dokładnie to samo.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.