FANDOM


Tekst powstał na podstawie teorii, że za Lancem i Leiftanem stoi ktoś o wiele potężniejszy. Mam nadzieję, że tekst się Wam spodoba.

Wszyscy milczeliśmy. Nikt nie wiedział, co powiedzieć w tej chwili. Zaledwie w ciągu kilku minut całe życie straży zostało odwrócone do góry nogami. Lance, uznany za zmarłego brat Valkoyna, tak naprawdę żyje i to on jest tym słynnym "Nieznajomym", który uprzykrzał życie Kwaterze. A jakby tego było mało to Leiftan jest jego wspólnikiem i wcale nie jest, jak twierdził lorialetem, tylko daemonem.
— To niemożliwe. To nie może być prawda. Błagam, powiedzcie, że to tylko jakiś nieśmieszny żart — mówiła Miiko chodząc w tę i z powrotem po sali kryształu.
— Miiko... My też bardzo byśmy chcieli, żeby tak było, ale niestety to prawda — powiedział Nevra i w tym samym momencie do pomieszczenia wszedł jakiś chowaniec, który miał do szyi przyczepioną karteczkę. Ezarel ją odpiął i przeczytał.
— Leiftan się obudził.
— Powinniśmy tam iść i go przesłuchać — powiedziała milcząca dotąd Ykhar.
— Tak, tak powinniśmy, ale nie wiem, czy dam radę — powiedziała kitsune.
— Im szybciej to zrobimy, tym lepiej. Miiko, przecież cały czas będziemy z tobą — powiedział Nevra. Ona tylko popatrzyła na nas wszystkich niepewnie, a potem niemrawo skinęła głową.
— Pójść po Valkoyna? — zapytała brownie.
— Nie, informacja, że Lance żyje, bardzo nim wstrząsnęła. Potrzebuje teraz trochę spokoju. Ale idź i zobacz, jak się ma.
Wszyscy wyszliśmy z sali kryształu. Ykhar skierowała się do przychodni, a my do lochów. Leiftan siedział w swojej celi z kpiącym uśmieszkiem na twarzy, a gdy tylko nas zobaczył, zapytał.
— I jak, podobała się niespodzianka?
— Dlaczego, Leiftan dlaczego? Ufałam ci, ufałam Lancowi. Dlaczego nam to zrobiliście?
— To proste, zabiliście moich bliskich tylko dlatego, że byli daemonami. Więc ja postanowiłem, się na was odegrać. Długo na to czekałem, ale przecież zemsta smakuje najlepiej na zimno.
— Nie możesz winić nas za czyny naszych poprzedników! — zawołał elf.
— Wy obwinialiście moich bliskich, za błędy ich przodków, choć oni niczym nie zawinili — odpowiedział spokojnym tonem, a ja niestety musiałam się z nim zgodzić. Choć nigdy bym mu tego nie przyznała
— A Lance? Jaką on miał w tym korzyść? Dlaczego i on nas zdradził? — zapytała Miiko.
— Och! Ty naprawdę myślisz, że twój Lancuś dobrowolnie mi pomagał? Że z własnej woli zdradził straż i skrzywdził swojego braciszka? Naprawdę jesteś zabawna. Jest pod wpływem zaklęcia. Potężnego zaklęcia, które zmienia jego charakter. Długo się opierał, ale w końcu i on musiał ulec. Całkiem nieźle się bawiłem, widząc, jak powoli się łamie i zaczyna nienawidzić wszystkich, których wcześniej tak kochał.
— Co to za zaklęcie?! Gadaj! — wrzasnęła kitsune, używając swojej laski.
— Nie mogę Miikuś. To zaklęcie to tajemnica, a tajemnic się nie zdradza — powiedział i zachichotał tak przerażająco, że aż się wzdrygnęłam. Zupełnie nie poznawałam człowieka, który siedział teraz w celi. To z pewnością nie ten sam miły i uczynny Leiftan, którego poznałam, gdy tu trafiłam. Teraz pokazał swoją prawdziwą twarz.
— Skoro tak nas nienawidzisz, to dlaczego powstrzymałeś Lanca, gdy chciał zniszczyć kryształ? — zapytałam, a on spojrzał na mnie.
— Och Gardienne. Moja słodka Gardienne. Pytasz, dlaczego to zrobiłem? Cóż, jesteś w jakiś sposób połączona z kryształem. Obawiałem się, że może ci się coś stać. A tego bardzo bym nie chciał — odpowiedział, nie spuszczając ze mnie wzroku.
— Skoro tak, to dlaczego go zatruwałeś, a tym samym również i ją? — zapytał Ezarel, wskazując na mnie.
— Nie wiedziałem, że to jej szkodzi. Gdy tylko się zorientowałem, robiłem, co mogłem, by ponownie do tego nie dopuścić.
— Nie wierzę ci — stwierdził dotąd milczący wampir. — Miiko, to nie ma sensu. On i tak nic nam nie powie. Tylko tracimy tu swój czas.
— Jeszcze z tobą nie skończyłam — powiedziała złowrogo kitsune, a potem odwróciła się na pięcie i wyszła, a chłopcy ruszyli za nią. Ja też kierowałam się do wyjścia, kiedy usłyszałam, wołającego mnie Leiftana.
— Gardienne, wypuść mnie. Razem pokonamy ich wszystkich. Nasza połączona moc będzie nieograniczona.
— Nawet na to nie licz. Brzydzę się tobą, rozumiesz? Przez cały czas kłamałeś, podawałeś się za kogoś, kim nie jesteś. Z premedytacją zraniłeś swoich przyjaciół. Jak możesz po czymś takim prosić mnie o dołączenie do ciebie?
— Ależ Gardienne, nie wiesz, że cel uświęca środki? A poza tym jesteśmy tacy sami. Wiesz o tym doskonale.
— Nie jestem taka jak ty. Fakt tej samej rasy, wcale nie sprawa, że jesteśmy do siebie podobni — odpowiedziałam, a potem odwróciłam się i ignorując jego nawoływanie, wyszłam z lochów. Kiedy w sali kryształu nikogo nie spotkałam, od razu ruszyłam do przychodni. Miiko informowała Valkoyna o tym, co powiedział nam Leiftan.
— Jest szansa, że odzyskamy Lanca. Jeśli uda nam się odkryć co to za zaklęcie i znajdziemy sposób, by je złamać, on wróci. Wróci i znowu wszystko będzie jak dawniej — mówiąc to, uśmiechała się tak szeroko, że aż mnie bolał policzki od samego patrzenia na to.
— Ezarel, znasz jakiś eliksir, który mógłby nam pomóc? — zwróciła się do elfa, który patrzył na nią zdezorientowany.
— Nie wiem, Miiko. Przecież nie wiemy co to za zaklęcie!
Kitsune odepchnęła go wyraźne zirytowana i spojrzała na Nevrę.
— A ty? Znasz jakieś wampirze czary, które nam pomogą?
— Miiko, ja nie... — zaczął, ale ona już go nie słuchała. Skupiła swój wzrok na mnie. Podeszła do mnie szybkim krokiem i złapała mnie za ręce.
— Gardienne, moja droga przyjaciółko! Ty na pewno mi pomożesz. Czy u was na Ziemi są jakieś czary, które mogą nam pomóc odzyskać Lanca? — uśmiechała się do mnie słodko, a w jej oczach był czysty obłęd.
— Na Ziemi nie ma magii — powiedziałam, bardzo powoli. — Nie wiem, jak mogłabym pomóc.
— Jesteś przecież daemonem. Na pewno coś potrafisz — powiedziała i mocnej ścisnęła moje dłonie.
— Miiko, ja dopiero niedawno dowiedziałam się o swojej rasie. Nie wiem, co potrafię zrobić.
Kiedy to usłyszała, puściła moje ręce i zwróciła się do Valkoyna.
— Ty na pewno wiesz, jak mu pomóc. Zrób coś! Użyj smoczej magii i wylecz go!
— Ale to tak nie działa — powiedział spokojnym tonem. — Żeby jakoś go wyleczyć, musimy najpierw poznać to zaklęcie. Bez tego możemy mu tylko zaszkodzić.
Słodki uśmiech na twarzy Miiko zmienił się w grymas wściekłości. Wszyscy milczeliśmy, obawiając się tego, co zaraz się stanie.
— Zawiodłam się na was. A na tobie Valkoyn najbardziej. Myślałam, że chcesz odzyskać brata. Ale skoro tak, to sama będę musiała się z tym zmierzyć — powiedziała, kierując się do wyjścia.
—Posłuchaj, ja chcę odzyskać Lanca, ale nie możemy tego zrobić, nie wiedząc jakie zaklęcie na niego rzucono. I ty dobrze o tym wiesz.
— Valkoyn ma racje — powiedział Nevra. Stając w drzwiach przychodni i tym samym blokując Miiko przejście. — Musisz ochłonąć i na spokojnie to wszystko przemyśleć. My wszyscy tego potrzebujemy.
— Zejdź mi z drogi — warknęła, używając swojej mocy. — Słyszysz? — kitsune przygotowywała się do ataku, ale Nevra nawet nie drgnął. Chwilę później dziewczyna osunęła się na podłogę. Za nią stała Ewelein ze strzykawką.
— Wybacz mi Miiko, ale to było konieczne. Pomóżcie mi ją przenieść na łóżko — zwróciła się do chłopaków, a oni posłusznie wykonali jej prośbę.
— Co jej się stało? — zapytałam zdezorientowana.
— Wiesz, jak ważny był dla niej Lance. Gdy dowiedziała się, że może go odzyskać, postanowiła zrobić to za wszelką cenę i nie docierało do niej, że to na razie niemożliwe.
— W takim razie, dlaczego dopiero teraz? Dlaczego nie zaczęła się tak zachowywać od razu, gdy Leiftan jej o tym powiedział? — zapytał Nevra.
— Najwyraźniej jej umysł potrzebował czasu, żeby przeanalizować tę informację. To normalne w takich sytuacjach.
Kiedy oni rozmawiali o sposobach, dzięki którym można byłoby odkryć co to za zaklęcie, ja usiadłam obok milczącego Valkoyna.
— Wszystko w porządku? — zapytałam i uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
— Tak, nie... Nie wiem. Gardienne właśnie się dowiedziałem, że te wszystkie złe rzeczy, które nam się ostatnio przydarzały, są winą mojego brata i Leiftana. Dowiedziałem się, że on żyje i mogę go odzyskać, bo jest pod wpływem zaklęcia. Ja... muszę to wszystko przemyśleć — powiedział, a potem podniósł się z leżanki i wyszedł.
— Musimy znaleźć jakieś rozwiązanie. Musi być gdzieś jakaś informacja o tym zaklęciu — powiedział Ezarel. — Wyślę wiadomość do Huang Hua, a wy zajmijcie się przeglądaniem pozostałości naszej biblioteki.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.