FANDOM


Z góry przepraszam jeśli charakter Eza kuleje, ale nie potrafiłam wymyślić nic lepszego



Siedzieliśmy z Chrome przy fontannie, a ja tłumaczyłam mu mój szatański plan.
— Czyli chcesz, żebym zagadał Eza, a ty wykradniesz klucze od sali alchemii i eliksir wygłuszający, a potem zamkniemy ich tam na godzinę, żeby mogli zostać parą?
Energicznie pokiwałam głową, a on powiedział.
— To się nie uda, a Ezarel nas potem zabije.
— Nie bądź pesymistą Chrome! Gardienne mu na to nie pozwoli, a poza tym, jeśli zostaną parą, to Ez da ci spokój, bo bardziej skupi się na niej. Proszę, Chrome. Bez ciebie sobie nie poradzę — powiedziałam, łapiąc go za rękę. Popatrzył na mnie niepewnie, a potem westchnął i powiedział.
— Niech ci będzie.
Zaklaskałam lekko z radości, a potem przytuliłam go.
— Dziękuję Chrome. A teraz chodź. Musimy wdrożyć nasz plan w życie.
— Co? Już? Teraz?
— A kiedy niby? No chodź — zawołałam, łapiąc go za nadgarstek i ciągnąc za sobą. Ponownie westchnął, wstał i ruszył za mną.

Gardienne

Zdezorientowana weszłam do sali alchemii. Według Karenn Ezarel chce mnie natychmiast u siebie widzieć.
— Gardienne? A co ty tu robisz? — zapytał elf, widząc, że weszłam do pomieszczenia.
— Jak to co? Przecież chciałeś mnie widzieć — odpowiedziałam. Na jego twarzy pojawiło się zdziwienie. Już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, kiedy usłyszeliśmy szczęk zamykanych drzwi, a potem dźwięk tłuczonego szkła. Ezarel natychmiast zaczął rozglądać się po sali, zupełnie jakby czegoś szukał.
— Wiedziałem. Po prostu wiedziałem!
— Co się stało? — zapytałam, podchodząc do niego.
— Chrome i Karenn się stali. Kto powiedział ci, że chcę cię widzieć?
— No Karenn — odpowiedziałam i nagle wszystko zrozumiałam. — A to mała szuja. I chyba nawet wiem, dlaczego to zrobiła. Uważa, że bylibyśmy fantastyczną parą — powiedziałam, patrząc na niego z uśmiechem. — A Chrome, zrobi wszystko, o co go poprosi.
Ezarel pokiwał głową ze zrozumieniem, a potem uśmiechnął się przebiegle i powiedział, podchodząc do mnie.
— Chyba powinniśmy dać im nauczkę, nie sądzisz?
— Myślę, że to wspaniały pomysł.

Jakiś czas później

Wszystko było gotowe. Ez wysmarował siebie, podłogę, moje ręce i jeden z noży alchemicznych eliksirem, który w zetknięciu z jakimkolwiek materiałem barwił go na czerwono. Miałam tylko nadzieję, że moja gra aktorska będzie wystarczająco przekonywająca. I że Karenn nie zauważy braku zapachu krwi. Kiedy usłyszeliśmy szczęk zamka, Ez położył się na podłodze, a ja klęknęłam obok niego i przygotowałam się do odgrywania scenki. Kiedy usłyszałam otwieranie drzwi, zaczęłam szturchać Eza, wołając, że go przepraszam i że chcę, żeby przestał udawać i się obudził.
— Na Wyrocznię! Co tu się stało? — zawołał Chrome. Lekko uniosłam głowę i powiedziałam.
— N-nie wiem. Ktoś nas tu zamknął. Ez zaczął na mi dokuczać. W końcu nie wytrzymałam... Złapałam za to — pokazałam mi zakrwawiony nóż — i chyba go dźgnęłam...
— Miiko nas zabije, jak się o tym dowie. To wszystko twoja wina Karenn. A ja głupi uwierzyłem, że to się dobrze skończy.
— O-on nie żyje? —zapytała roztrzęsiona wampirzyca, ignorując krzyczącego wilkołaka.
— Jak możesz o to jeszcze pytać? — krzyknął Chrome. — Jest cały we krwi! I to przez twój głupi plan Gardienne go zabiła!
Udałam, że zaczynam płakać. Musiałam odegrać moją rolę jak najlepiej.
— Ja nie chciałam. Naprawdę nie chciałam. Ja... Nie wiem, jak to się stało. To nie miało się tak skończyć. On się nie rusza, odkąd go dźgnęłam. Krzyczałam i prosiłam o pomoc, ale nikt nie przyszedł. On chyba nie oddycha — odpowiedziałam roztrzęsiona. Przerażona wampirzyca zaczęła się powoli do nas zbliżać. Tuż za nią był Chrome. Kiedy stali już krok przed nami Ezarel podniósł się gwałtownie i wrzasnął. Nastolatkowie wpadli w panikę i zaczęli uciekać z sali alchemicznej. Kiedy wybiegli z pomieszczenia, wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
— Myślisz, że to ich czegoś nauczyło? — zapytał elf, obejmując mnie i przyciągając do siebie.
— Mam taką nadzieję, ale jeśli jednak to nic nie dało, to myślę, że mój zdolny i przebiegły alchemik wymyśli coś, co sprawi, że już nigdy nie będą wtykać nosa w nie swoje sprawy — powiedziałam, delikatnie go całując.
— Z pewnością, ale tylko wtedy, gdy będzie ze mną moja trochę nierozważna, ale urocza asystentka.
Walnęłam go w ramię i powiedziałam.
— Głupi jesteś, wiesz?
— Ale to ja wymyśliłem ten wspaniały plan, więc zachowuj się tak, jak należy i pogratuluj mi.
Zaśmiałam się cicho i ponownie go pocałowałam. Tym razem odwzajemnił pocałunek, jeszcze bardziej brudząc mnie eliksirem. Oderwaliśmy się od siebie, słysząc czyjeś kroki. Do pomieszczenia weszły ofiary naszego żartu i Ewelein.
— Podobno jest tutaj żywy trup Eza — powiedziała rozbawiona elfka.
— To był tylko żart Ewe — powiedział Ez. — Chcieliśmy dać dzieciakom nauczkę, że nie powinni wtykać nosa w nie swoje sprawy, kraść czyjejś własności i pozbawiać innych ich wolności.
Pielęgniarka tylko się zaśmiała i wyszła z pomieszczenia zostawiając nas z Karenn i Chrome.
— Przepraszamy — powiedzieli jednocześnie i wyszli, a my znowu się zaśmialiśmy.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.