FANDOM


Chodziłem po KG i szukałem Gardienne, która już dawno powinna wrócić z misji. Martwiłem się o nią, bo to była prosta wyprawa i fakt, że tak długo nie wracała, sprawiał, iż obawiałem się, że mogło coś się jej stać. Nagle usłyszałem jej krzyk. Pobiegłem w stronę bramy, bo stamtąd on dochodził. Zobaczyłem Valkoyna, który trzymał szamoczącą się dziewczynę.
— Co jej jest? — zapytałem przerażony.
— Nie mam pojęcia! Rzuciła się na mnie, gdy wracałem do KG. Miałem wrażenie, że próbuje mnie zabić. I prawie jej się to udało... Wiem, że trenuje z Camerią, ale nie sądziłem, że ma aż tyle siły — powiedział. - Nevra... — urwał na chwilę, a potem kontynuował — ona zachowuje się, jakby była zakażona kryształem.
— Wypluj te słowa! Ona nie może być... Nie wierzę w to! — warknąłem, zaciskając dłonie w pięści. Wziąłem głęboki oddech, aby się uspokoić i powiedziałem — Powinniśmy zabrać ją do Ewe. Dasz sobie z nią radę, czy mam ci pomóc.
— Nie trzeba, poradzę sobie z nią. — powiedział i razem ruszyliśmy w stronę przychodni. Przez całą drogę milczałem, zastanawiając się, co zrobię, jeśli rzeczywiście okaże się, że Gardienne jest skażona kryształem, nie wiem, czy będę w stanie się z tym pogodzić. Stała mi się naprawdę bardzo bliska. Uśmiechnąłem się pod nosem, zdając sobie sprawę z tego, że wszystkie moje próby uwiedzenia jej skończyły się na tym, że sam się w niej zakochałem. Pochłonięty myślami nawet nie dostrzegłem, kiedy doszliśmy do przychodni. Otworzyłem Valkoynowi drzwi i zawołałem Ewelein. Gdy zobaczyła, w jakim stanie jest Gardienne pobladła.
— Co jej się stało? — zapytała, podchodząc do nas powoli.
— Nie wiem. Zaatakowała mnie, gdy wracałem do KG. Ewe... Ona zachowuje się podobnie do Yvoni. Próbowała mnie nawet ugryźć...
Ewelein odsunęła się od nas i zaczęła coś szykować, jak się okazało chwilę później, był to silny eliksir usypiający. Ciało Gardienne zwiotczało, a ona sama zapadła w sen.
— Połóż ją tutaj, Valkoyn — powiedziała elfka, wskazując na jedno z łóżek. — Trzeba zawiadomić Miiko — dodała, a ja natychmiast ruszyłem po kitsune. Wiedziałem, że ma dziś dzień wolny, więc szukanie jej w sali kryształu nie miało zbytnio sensu, ale i tak najpierw zajrzałem tam, a gdy potwierdziły się moje przypuszczenia, udałem się do jej pokoju, a gdy i tam jej nie znalazłem, ruszyłem na dalsze poszukiwania. Znalazłem ją pod stuletnią wiśnią.
— Miiko, coś się dzieje z Gardienne. Zaatakowała Valkoyna i zachowywała się bardzo agresywnie.
— Gdzie ona teraz jest?
— W przychodni — odpowiedziałem, a kitsune natychmiast ruszyła w tamtą stronę, a ja poszedłem za nią. Gdy weszliśmy do pomieszczenia, Gardienne wciąż była nieprzytomna, a Ewelein badała ją, przysłuchując się Valkoynowi, który ze wszystkimi szczegółami opowiadał jak zachowywała się Gardienne.
— Miiko, jak dobrze, że już jesteś! — zawołała elfka. — Znalazłam w ciele Gardienne ciało obce. Bardzo dziwne ciało obce, przypomina dym. A dodając do tego jej zachowanie, obawiam się, że naprawdę jest skażona kryształem.
Gdy to usłyszałem, poczułem, jak krew odpływa mi z twarzy i musiałem na czymś usiąść, bo nogi się pode mną ugięły.
— Jesteś pewna Ewelein? - zapytała cicho Miiko.
— Nie na 100 procent, ale wszystko na to wskazuje. Agresja, zwiększona siła, dziwne ciało obce w organizmie...
— To moja wina — wyszeptała i opadła na wolne krzesło. - To ja wysłałam ją na tę cholerną misję...
—Miiko, nie możesz się za to obwiniać. Nie mogłaś wiedzieć — powiedział milczący dotąd Valkoyn.
— Chcę, żebyś mi wszystko opowiedział. Musi być coś, co pomoże nam wykluczyć skażenie — powiedziała, podniosła się, a potem razem z białowłosym ruszyła do drzwi. Tuż przed ich otwarciem zatrzymała się i powiedziała — Nie mówcie nikomu o naszych podejrzeniach. Nie ma sensu siać paniki.
Spojrzałem na śpiącą dziewczynę. Wyglądała tak spokojnie i krucho... Dlaczego musiało ją to spotkać...
— Nevra?
Podniosłem wzrok, gdy usłyszałem głos Ewe.
— Nic mi nie jest — odpowiedziałem i ponownie spojrzałem na Gardienne. Nie mam pojęcia, ile czasu tam spędziłem. Dopiero czyjaś ręka na ramieniu wybudziła mnie z transu. Jej właścicielem okazała się Miiko.
— Udało wam się znaleźć jakieś inne wyjaśnienie jej zachowania? - zapytałem, a ona odwróciła wzrok. Nie musiała już nic mówić. To w zupełności mi wystarczało. — Nie pozwolę wam jej zabić! Nie pozwolę wam się do niej zbliżyć! Słyszysz?
Miiko westchnęła ciężko i powiedziała.
— Nevra, ja wiem, że ty i Gardienne bardzo się do siebie zbliżyliście, dla mnie też stała się ważna, ale nie znamy innego sposobu na to. Ona cierpi.
— Wiem Miiko. Do cholery jasnej doskonale to wiem, ale nie chcę jej tracić! — Wziąłem głęboki oddech, a potem spojrzałem na nią i powiedziałem — Kocham ją.
Kitsune zamilkła zaskoczona moim wyznaniem. Odwróciłem od niej wzrok. Ponownie kierując go na nieprzytomną Gardienne.
— Tak mi przykro. Doskonale wiem, jak się teraz czujesz — powiedziała, kładąc mi rękę na ramieniu.
— Niby skąd? Musiałaś decydować o śmierci osoby, za którą sama oddałabyś życie?
— Nie, ale też straciłam kogoś, kogo bardzo kochałam. Spróbujemy znaleźć jakieś rozwiązanie, ale nic ci nie obiecuję. — Poklepała mnie po ramieniu i dodała na odchodne. — Nie siedź tu zbyt długo. Gardienne na pewno nie chciałaby, żebyś się przemęczał.
Niemrawo skinąłem głową. Jak mam jej pomóc? Tak bardzo nie chcę jej tracić. Na Wyrocznię, co ja... Wyrocznia! Ona jej pomoże.
— Zaraz do ciebie wracam piękna — powiedziałem, całując ją w czoło i rzuciłem się biegiem do sali kryształu. Na szczęście była pusta. Padłem na kolana i zawołałem — Wyrocznio! Błagam pomóż Gardienne. Uratują ją. Proszę... — Zwiesiłem głowę, wpatrując się w posadzkę. — Ona nie może odejść. Jeśli ona umrze, to ja razem z nią.
— Ien wtram ęis. Oktsyzsw eizdęb ezrbod. Ęmjaz ęis ąin.
Usłyszałem nad sobą. Uniosłem głowę i dostrzegłem uśmiechającą się Wyrocznie. Poczułem, jakby ktoś zdjął ze mnie potężny ciężar.
— Dziękuję — wyszeptałem, a ona lekko skinęła głową, by po chwili się rozpłynąć. Wstałem z klęczek i z powrotem udałem się do przychodni. Gardienne leżała w tej samej pozycji, a jej klatka piersiowa powoli się uniosła i opadała. Usiadłem obok jej łóżka, złapałem ją za rękę i ucałowałem ją.
— Nie martw się Gardienne. Wszystko będzie dobrze. — Miałem wrażenie, że bardziej mówię do siebie niż do niej. Doskonale wiedziałem, że mnie nie słyszy. — Obiecuję, że wszystko się ułoży. — Ponownie złożyłem pocałunek na jej dłoni i pogłaskałem ją po policzku. Dostrzegłem, że moja ręka drży. — Wyrocznia ci pomoże, moja piękna — szeptałem cały czas, coraz bardziej utwierdzając się w przekonaniu, że tymi słowami uspokajałem samego siebie. Położyłem głowę na materacu i obserwowałem ją kątem oka. Gardienne. Byłam w pustce. Wszystko wokół mnie było białe. Umarłam? Nie... To niemożliwe, słyszę, jak inni rozmawiają, ale nie potrafię odróżnić słów. Brzmią, jakbym słuchała ich z głębokiej studni. Co się ze mną dzieje? Gdzie ja jestem? Wstrzymałam oddech i uważnie wsłuchałam się w słyszaną rozmowę. Rozpoznałam głos Ewelein i Miiko.
— ... A dodając do tego jej zachowanie, obawiam się, że naprawdę jest skażona kryształem.
Skażona?! Zabiją mnie... Na pewno to zrobią. Nie będą ryzykowali trzymaniem takiego potwora. Wcale się im nie dziwię. Zrobiłabym to samo. Ciszę przerwał, krzyk Nevry. Nie chce im pozwolić mnie skrzywdzić. Jest taki kochany, ale oni i tak to zrobią, a on musi to zrozumieć.
— Kocham ją! — usłyszałam i zamarłam. Kocha mnie? Nevra mnie kocha? Och... Dlaczego nie powiedział mi o tym wcześniej? Rozpłakałam się, nie słuchając reszty rozmowy. Za bardzo bolała mnie świadomość, że wampir odwzajemnia moje uczucie. Nie mam pojęcia, ile czasu minęło, a nagle usłyszałam głos Wyroczni, ale nie tak jak poprzednie. Była tu. Podniosłam wzrok i rzeczywiście ją ujrzałam.
— Gardienne! Ien wtram ęis. Ien ęlowzop ic ćezrmu. Ien ajzsur ęis zezrp ęliwhc. I źdąb anleizd, ęhcrot ilobaz.
Mniej więcej zrozumiałam sens jej słów i przygotowałam się na najgorsze. Wyrocznia przyłożyła dłoń do mojej klatki piersiowej, a później zatopiła ją w niej. Poczułam, jakby ktoś rozrywał mnie od środka, przez ogarniający mnie ból, nie mogłam oddychać. Kiedy Wyrocznia wyciągnęła ze mnie rękę, wciągnęłam gwałtownie powietrze i podniosłam się do siadu. Dopiero po chwili zorientowałam się, że jestem w przychodni, a w mojej dłoni jest kryształ. Gdy chciałam odłożyć go na szafkę nocną, zauważyłam głowę Nevry, ułożoną na moim materacu. Uśmiechnęłam się delikatnie, położyłam fragment na szafce i nie mogąc, ani nie chcąc się powstrzymać wplotłam dłoń we włosy Nevry. Nevra Obudziło mnie łaskotanie po głowie. Na początku nie otwierając oka, starałem się strącić to, co powodowało gilgotanie, ale moja dłoń natrafiła na czyjąś rękę. Natychmiast podniosłem się do siadu i zobaczyłem uśmiechniętą Gardienne.
— Przepraszam, nie chciałam cię obudzić.
Widząc jej delikatny uśmiech, moje serce zaczęło fikać koziołki. Natychmiast ją do siebie przyciągnąłem, zaciągając się jej oszałamiającym zapachem.
— Tak się bałem, że Cię stracę. — Nie zwracałem uwagi nawet na to, że ktoś wszedł do przychodni. Za nic nie wypuściłbym teraz Gardienne z objęć.
— Co tu się dzieje? Gardienne nie powinna spać?
To była Miiko.
— Powinna — odezwała się Ewelein. Moja ukochana delikatnie mnie odsunęła i podała im kryształ, który leżał na szafce obok jej łóżka. Dziwne, wcześniej go nie zauważyłem.
— W nocy przyszła do mnie Wyrocznia i pomogła mi. To Nevra ją o to poprosił. Gdyby nie on nie byłoby dla mnie ratunku. — Dotknęła mojego policzka, uśmiechając się do mnie słodko.
— Całe szczęście, że jesteś już zdrowa — powiedziała Miiko. — Nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś ci się stało. W końcu to ja wysłałam cię na tę misję.
— Nie mogłaś przewidzieć jak to się skończy Miiko. Nie mam ci tego za złe.
Widziałem roześmiane spojrzenie Ewelein. Przejrzała mnie na wylot i bezbłędnie odczytała moje uczucia względem Gardienne. Nie musiałem nawet nic mówić. Schowałem twarz w szyi mojej ukochanej.
— Jak się czujesz Gardienne? — zapytała w końcu elfka.
— Dobrze, dziękuję, ale jednocześnie tak inaczej. Jakby ten kryształ zostawił po sobie jakiś ślad...
— Później cię przepadam. Jak już Nevra mi na to pozwoli.
Zignorowałem jej uwagę i mocniej przyciągnąłem do siebie Gardienne.
— Jak to się stało, że zostałaś skażona? — zapytała.
— Kiedy wracałam z misji porwał mnie Ahskor i zmusił do połknięcia tego. Ktoś jeszcze z nim był, ale nie mam pojęcia kto. Mówił coś o osłabieniu straży i dokonaniu zemsty.
Wszyscy milczeliśmy zaskoczeni tym, co usłyszeliśmy.
— No dobrze — odezwała się nagle Miiko. — Pójdę przyłączyć ten kawałek do reszty kryształu — wzięła odłamek i kontynuowała — Porozmawiamy o tym jeszcze później, a teraz odpoczywaj — kitsune wyszła — Naprawdę się cieszę, że się obudziłaś. Mimo że to był tylko jeden dzień, to naprawdę nam ciebie brakowało.
Gardienne zrobiła zaskoczoną minę. Nie spodziewała się takich słów od Miiko... Szczerze to ja też nie. Nagle dostrzegłem, że Ewe posyła mi piorunujące spojrzenie.
— Gardienne musi odpoczywać Nevra. I muszę ją przebadać.
Westchnąłem i wypuściłem ją z objęć.
—Zaraz do ciebie wrócę — oznajmiłem i ucałowałem kącik jej ust. Już miałem odejść, kiedy złapała mnie za rękę.
— Ewe, dasz nam jeszcze pięć minut?
Elfka westchnęła męczeńsko, ale skinęła głową i weszła do innego pomieszczenia.
— Wszystko słyszałam.
Spojrzałem na nią zaskoczony i przerażony jednocześnie.
— Gardienne, ja...
Położyła mi palec na ustach i powiedziała.
— Ja też cię kocham.
Uśmiechnąłem się szeroko i delikatnie ją pocałowałem.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.