FANDOM


Tekst wyjątkowo z perspektywy Leifa, bo tak było mi o wiele łatwiej. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Kiedy przyszedłem do kryjówki Ashkora on od razu powiedział.
— Skoro Gardienne już urodziła, to w końcu możemy rozpocząć nasz plan. Przynieś mi to dziecko i zostaw to — powiedział i podał mi jakąś karteczkę. Szybko na nią zerknąłem. Było na niej napisane: Jeśli jeszcze chcesz zobaczyć swojego bachora, spotkaj się ze mną dziś o północy przy drzewie z dziuplą. — Wyślij mi swojego chowańca, jeśli wszystko będzie gotowe.
— Jasne — powiedziałem, chowając karteczkę do kieszeni. - A gdzie masz zamiar ją trzymać?
— Mam przygotowane dla niej miejsce. Szykowałem się do tego, odkąd powiedziałeś mi o ciąży. A co? Martwisz się o swoją córeczkę?
— Jakby nie patrzeć to moje dziecko. A poza tym dobrze wiesz, że jeśli coś jej się stanie, to Gardienne nie zgodzi się nam pomóc. Więc lepiej nie dopuść do jej krzywdy — powiedziałem i z powrotem ruszyłem do KG. Musiałem się śpieszyć, powoli się ściemniało, a ja wyszedłem, gdy było południe. Znając Gardienne niedługo zacznie panikować. Kiedy wróciłem, zastałem ją w naszym pokoju, gdy karmiła naszą córkę.
— Cześć kochanie — zaświergotała i uśmiechnęła się do mnie szeroko. — Jak tam na misji?
— Cześć Gardienne. Tak jak zwykle. Nie była to skomplikowana misja, więc mogłem szybko ją skończyć, aby być z wami — powiedziałem, podchodząc do niej i mocno ją przytulając, pocałowałem ją w czubek głowy. — Skoro ją karmisz, to znaczy, że zaraz pójdzie spać, a tym samym my będziemy mieli trochę czasu dla siebie, prawda?
— Chciałabym Leiftan, ale jak tylko ułożę ją do snu, to idę pod prysznic i natychmiast zasypiam — powiedziała, ziewając lekko. Delikatnie się od niej odsunąłem. Jej zmęczenie bardzo mi pomoże. — Jesteś zły kochanie?
— Nie na ciebie, tylko na siebie. W ogóle ci nie pomagam z dzieckiem. Okropny ze mnie ojciec — powiedziałem z udawaną skruchą.
— Nie mów tak. Po prostu masz dużo pracy. To normalne na Ziemi. Najczęściej to kobiety zajmują się dzieckiem, a mężczyźni pracują — powiedziała, układając Pavettę tak, aby jej się odbiło po jedzeniu. — Jeśli tak bardzo chcesz mi pomóc, to ukołysz ją do snu, kiedy ja będę się kąpać.
— W porządku — powiedziałem, uśmiechając się delikatnie. Gardienne odwzajemniła uśmiech i jeszcze przez chwilę chodziła z naszą córką na rękach, delikatnie poklepując ją po pleckach. Kiedy jej się to udało, podała mi Pavettę, wzięła swoje rzeczy i ruszyła do drzwi. Tuż przed wyjściem zatrzymała się jednak i powiedziała.
— Owiń ją tym kocykiem — wskazała na różowe coś, leżące w jej łóżeczku. - Dziękuję.
Spojrzałem na dziecko w moich ramionach.
— Wiesz, ile namieszałaś swoim pojawieniem się mała? - zapytałem z lekkim uśmiechem, podniosłem się i tak jak kazała jej mama, owinąłem ją delikatnie kocem, a potem zacząłem ją kołysać, tak jak niedawno pokazywała mi Gardienne. Skupiony na usypianiu dziecka nawet nie zauważyłem, że moja partnerka, wróciła spod prysznica.
— Świetnie ci poszło tatusiu — szepnęła mi do ucha i pogłaskała naszą córeczkę po główce. — Daj mi ją. Odłożę ją do łóżeczka. — Jak powiedziała, tak zrobiła, a potem rzuciła się na nasze łóżko i wtuliła w poduszkę. Uśmiechnąłem się pod nosem. To naprawdę wszystko ułatwia. Napisałem list do Ashkora i wysłałem go przez mojego chowańca, a potem ruszyłem w stronę drzwi.
— Gdzie idziesz? — zapytała na wpół przytomna.
— Pod prysznic. Zaraz do ciebie wrócę — powiedziałem.
— Nie wziąłeś nic na przebranie kochanie — powiedziała, uśmiechając się delikatnie.
— Faktycznie. Co ja bym bez ciebie zrobił — zaśmiałem się cicho, pocałowałem ją w policzek, wziąłem coś na przebranie i wyszedłem z pokoju. Swoje kroki od razy skierowałem w stronę pokoju Chroma.
— Co się stało? — zapytał, otwierając drzwi.
— Za dwie godziny u nas w pokoju. Zaniesiesz dziecko do Ashkora. Zrozumiano?
Chłopak pokiwał głową, a ja w spokoju się wykąpałem i dołączyłem do Gardienne.

Następnego dnia

Obudził mnie okropny krzyk. Podniosłem się do siadu i zobaczyłem załamaną Gardienne, klęczącą przy łóżku naszej córki.
— Co się stało kochanie?
— Zabrał ją. Ashkor ją zabrał — powiedziała, pokazując mi karteczkę, którą zostawiłem w łóżeczku Pavetty. Miałem nadzieję, że naprawdę dotrzyma obietnicy i dziecku nic się nie stanie.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.