FANDOM


Z góry przepraszam za to dziwadło, ale nic lepszego nie potrafiłam wymyślić :D.



Doskonale wiedziałam, że Gardienne ma iść dziś do Valkoyna, do kuźni po nowy sztylet, który jej wykuł. Wiedziałam również, że oboje mają się ku sobie. Wielokrotnie mówiła mi, że bardzo jej się podoba i chciałaby móc spędzać z nim więcej czasu. Jako jej najlepsza przyjaciółka postanowiłam jej pomóc. Wykradłam od Ezarela eliksir wygłuszający, a z kuźni zabrałam klucze. Teraz pozostało mi tylko czekać aż Gardienne przyjdzie po swój sztylet. Gardienne Weszłam do kuźni, przywitała stojącego tam Valkoyna, usiadłam obok niego na blacie i powiedziałam.
— Pokaż mi to, proszę!
Białowłosy zaśmiał się lekko i z szafki wyciągnął jakieś małe zawiniątko.
— Trzymaj — powiedział, podając mi je. Natychmiast je rozwinęła i ujrzałam śliczny sztylet. Miał Darfaela na rękojeści, a ostrze było wypolerowane na błysk. Delikatnie przesunęłam po nim palcem, a następnie spróbowałam przeciąć tym materiał, w który był owinięty. Przecięłam go bez większych problemów. Uśmiechnęłam się szeroko i oglądałam go przez chwilę i już miałam powiedzieć Valkoynowi jak bardzo mi się podoba, kiedy usłyszałam zgrzyt zamka i odgłos tłuczonego szkła.
— Co to było? — zapytałam.
— Nie mam pojęcia — odpowiedział i podszedł do drzwi. — Zamknięte — stwierdził i spojrzał na mnie.
— Kto mógł to zrobić?
— Na myśl przychodzą mi tylko Ezarel i Nevra, ale jednocześnie jakoś mi to do nich nie pasuje... — odpowiedział. — A ty? Podejrzewasz kogoś.
Kiedy Valkoyn zapytał, czy mam pomysł kto mógł nas tu zamknąć, natychmiast przypomniałam sobie o Karenn, która bardzo dokładnie wypytywała mnie o miejsce i godzinę mojego spotkania z Valkoynem. Byłam niemal pewna, że to ona. Tym bardziej że na okrągło powtarzała mi, jak cudowną parą stworzyłabym z białowłosym. Podzieliłam się tą refleksją z moim towarzyszem, a on zgodził się ze mną, że trzeba ją ukarać, za wtykanie nosa w nie swoje sprawy.

Plan mieliśmy już gotowy, pozostało nam tylko czekać, aż wampirzyca otworzy drzwi. Po jakimś czasie ponownie usłyszeliśmy dźwięk przekręcanego w zamku klucza, a po kilku sekundach w progu stanęła Karenn. Przedstawienie czas zacząć!
— Nareszcie! Dziękuję ci Karenn! — zawołałam i mocno ją przytuliłam. — Tak się cieszę, że udało ci się znaleźć klucz i nas wypuścić. Ktoś nas tu zamknął i już sama nie wiem, ile już tu siedzę i nudzę się niemiłosiernie, bo Valkoyn był zbyt pochłonięty pracą, żeby ze mną choć trochę porozmawiać. Ba! On przez cały ten czas nawet nie zwrócił na mnie uwagi! Rozumiesz to? Jeszcze nigdy nie milczałam tak długo, jak dzisiaj. Nie, żebym była jakąś wielką gadułą, ale zbyt długo milczeć też nie lubię. Muszę się wygadać. A tak przy okazji wiesz może, kto nas tu zamknął? — zapytałam, ale nie dałam jej dojść do słowa, bo kontynuowałam mój wywód. — Poczułaś czyjś zapach albo widziałaś, jak ktoś się tu kręcił? Muszę sobie z tą sobą poważnie porozmawiać. Osobiście podejrzewam, że to Nevra lub Ezarel. A może oboje? Nie widziałaś ich przypadkiem? Muszę sobie z nimi poważnie porozmawiać na temat zamykania ludzi i zmuszania ich do nudzenia się przez tyle czasu! Nie obraź się Valkoynie — powiedziałam, zwracając się do białowłosego. — Bardzo lubię spędzać z tobą czas i trochę sobie pomilczeć, ale tyle czasu to już przesada! Rozumiem, że jesteś małomówny i miałeś coś do zrobienia, ale praca nie pimpel nie ucieknie. Prawda Karenn? — zapytałam, ale ponownie nie dałam jej dojść do słowa. — Masz ochotę na kawę? Albo ciasto? A może na jedno i drugie? Jak już wspominałam, muszę się nagadać za ten czas milczenia. Może poopowiadam ci o Ziemie? Co chcesz wiedzieć? Och wiem! Opowiem ci o telewizorze i o samochodach. No i oczywiście o telefonach... Strasznie za swoim tęsknię, wiesz? Miałam tam tyle fajnych gier. O właśnie! O tych grach też muszę ci opowiedzieć. Jestem pewna, że by ci się spodobały. Kiedyś grałam w jedną taką, w której podsłuchiwało się innych. Ta z pewnością przypadłaby ci do gustu. To, co idziemy do stołówki? - zapytałam, kończąc swój monolog. Karenn przez chwilę milczała, jakby chciała się upewnić, że już skończyłam mówić. A ja w tym czasie starałam się nie roześmiać na widok jej miny, która wyrażała tak wielkie zdezorientowanie, że bardziej już się chyba nie dało.
— Przykro mi Gardienne, ale nie mam teraz czasu może innym razem — odpowiedziała i powoli zaczęła się wycofywać. Po czym nagle się odwróciła i gdzieś odbiegła. Widząc to, wybuchnęłam głośnym śmiechem, którego nie potrafiłam już powstrzymać. Po chwili dołączył do mnie również Valkoyn, który delikatnie mnie objął od tyłu i powiedział.
— Świetnie Ci poszło. Jej mina była komiczna.
Odwróciłam się w jego ramionach i pocałowałam go w usta.
— Mam nadzieję, że to ją czegoś nauczyło i że nie będzie wpychać nosa w nie swoje sprawy — powiedziałam i ponownie go pocałowałam, a on to natychmiast odwzajemnił. — A tak przy okazji sztylet jest piękny. Dziękuję — wyszeptałam, kiedy się od niego oderwałam.
— Cieszę się, że ci się podoba. Myślałem o tobie, gdy go robiłem — odpowiedział, a ja cicho się zaśmiałam i ponownie go pocałowałam. 

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.