FANDOM


Hej,

To znowu ja, ta niecierpliwa. EDIT: Nevra skończony, Valk skończony, Ez skończony + na końcu jest finałowa scena rozmowy Leiftana z Ashkorem. Będę przeplatać sceny z WSami, byście widziały jak to się rozwija w odcinku u wszystkich chłopaków. Cały odcinek tłumaczy Agathe, u mnie będzie samo mięsko, he he, xD. Zaznaczam, że tłumaczenie jest kompletnie amatorskie, wykonane przy pomocy translatora i niektóre zdania mogą brzmieć dziwnie, a także nie zawsze udaje mi się też domyślić, jaka jest intencja danej linijki. Takie zdania będą oznaczone.

Krótka legenda:

- teksty w ramkach u góry strony, ewentualnie opis gdzie jest Gardia/co się działo -

[moje komentarze do tłumaczenia i różne inne śmieszki]


Miłej lektury!


- początek odcinka -


NEVRA:

- Jęknęłam, gdy dotarł ustami do moich drżących ramion. -
- Złapałam go za włosy, prawdopodobnie zbyt mocno, ale chciałam, by szedł dalej i niżej...
- Byłam wyczerpana tą żądzą, moje myśli się rozmywały. -
- Miałam tylko jedno pragnienie. Pragnienie tego ciała prowadziło mnie do szaleństwa. -
- Chcę go dla siebie... całego. -
G: Ach...
G: Nevra...
- Jego zęby gorączkowo skubały delikatnie moją skórę [wg translatora tu jest "jego zęby utknęły w mojej skórze :D]. Zbyt delikatnie dla mnie... -
- Sapnęłam, gdy moje ciało napięło się pod jego pocałunkami. -
- Korzystając z mojej wygiętej/łukowatej pozycji, Nevra wsunął rękę pod moje plecy i przywiódł moje biodra do jego.
- Zdjęłam mu kimono [no przecież nie kurtkę, lol, a tak jest w oryginale] i wsunęłam ręce pod jego koszulkę. Jego skóra była chłodna, prawie lodowata... ale czułam, że w jego wnętrzu się gotowało [pożądanie prawdopodobnie xD] .
- Nevra odsunął się na chwilę ode mnie i zdjął swoją koszulkę, a potem zrobił to samo z moją. Popatrzył na mnie przez chwilę... i miałam tylko jedno pragnienie: by mnie pożarł całkowicie [dopiero co gryzienie się jej nie podobało, no halo, trochę konsekwencji xD] -
- Bez żadnej obawy/wątpliwości, opuściłam jedno ramiączko stanika, by odsłonić pierś.
- Wampir nachylił się [wg translatora "rzucił się", ale to nie brzmi XD], by skubnąć czubek mojego sutka, wywołując u mnie westchnienie. -
- Już nic mnie nie obchodziło... chciałam, żeby wziął mnie całkowicie, zanurzył się w moim ciele, zapachu... i krwi... -
N: Ugryź... Nevra... Ugryź mnie.
- Nevra się zatrzymał -
- Wyprostował się, zmuszając mnie do oderwania się od niego i spojrzał na mnie intensywnie.-
N: Nie, Gardienne, nie ugryzę cię.
G: (Jego odmowa gwałtownie przeszyła moje serce, nie spodziewałam się, że to powie.)
N: Picie czyjejś krwi to nie jest coś, co traktuję lekko...
G: Ach tak? Ezarel twierdził, że często wybierasz dziewczyny z jego Straży/często bierzesz jego rekrutki.
N: Zrobiłem to tylko raz... i żałuję tego.
G: Czemu tego żałujesz? [to jest wybór, potem zobaczę czy ktoś wybrał inaczej]
N: Ponieważ ona, tak jak ty, nie wiedziała, z czym to się wiąże/co to oznacza [jestem zaintrygowana]
G: (Założył mi stanik z powrotem a potem się nachylił, by położyć głowę na mojej piersi) [raaany, jakie to jest urocze <3]
N: Przepraszam, powinienem się zorientować, w jakim jesteś stanie. [fangirling in 3... 2... 1... *o*]
G: Jakim stanie?
N: Obudziłaś się cała w łzach... i fakt, że poprosiłaś mnie o ugryzienie bez zastanowienia się nad konsekwencjami... to nie jesteś ty. [fangirling intensifies]
N: Wiem, że jesteś bardziej rozsądna.
- Czując jego ciepły oddech na mojej piersi, zrozumiałam, że miał rację. Po prostu wskoczyłam w to bezmyślnie, kompletnie dając się kierować impulsom. -
- Kiedy walczyłam ze swoimi wyrzutami sumienia, Nevra usiadł, by się ubrać, a potem mnie przytulił - [dosłownie: ubrał się, zanim mnie przytulił]
N: Co się stało? Co to był za sen, że cię tak wystraszył?
G: To był raczej koszmar.
- Wyjaśniłam Nevrze tę grozę, którą widziałam... starając się niczego nie pominąć. Przy słowie "daemon", jego ręce zacisnęły się na mnie. -
N: Daemon, jesteś pewna? [dosłownie: jak możesz być pewna?]
G: Nie wiem jak ci to wytłumaczyć. Wiem, że jestem tylko ziemianką, która nic nie wie o tym świecie, ale zapewniam cię Nevra...
G: Czułam ciemność w jego duszy... Była naprawdę... demoniczna.
G: (Znowu poczułam łzy w oczach i natychmiast skuliłam się/schroniłam w ramionach Nevry.
N: Nie martw się, jestem tutaj.
N: I wierzę ci. Czuję twój strach i rozpacz... [ale się ładnie pocieszająco uśmiechnął <3]
G: (Pozwoliłam łzom spłynąć po moich policzkach. Groziło mi, że znowu ogarnie mnie strach.)
N: Chyba domyślasz się, o co cię zapytam?
G: Abym porozmawiała z Huang Hua?
N: Tak...
G: Ona i tak musi wiedzieć...
N: Chodźmy więc.


VALKYON [uwaga na nisko latające sado-maso!]:

- Instynktownie wygięłam ciało w jego stronę, gdy jedna z jego rąk objęła moje udo. -
- Myśli mi się mieszają... -
- Mam tylko jedno pragnienie. Pragnienie tego ciała, które tak rozpaliło moje. -
- Chcę go dla siebie... całego. -
- Odchylając głowę do tyłu, pozwoliłam Valkyonowi, by pieścił moje ciało swoimi silnymi, żarliwymi dłońmi.
- Ściągnął kurtkę, zanim powrócił do moich ust, które porzucił/zostawił na zbyt długo.
- Ciepło jego ciała zdobywało każdy kawałek mojej drżącej skóry. [w sensie chyba takiej z gęsią skórką Oo]
- Wywołał u mnie jęk, gdy jedną z rąk sięgnął pomiędzy moje uda... [w translatorze jest "to the edge of my crotch", ale to brzmi śmiesznie xD]
G: Valkyon... achhh...
- Może i nie miał ręki bezpośrednio na tej intymnej części mojego ciała, ale to ciepło, które u mnie wywołał, sprawiło że straciłam głowę. -
- Valkyon wydawał się, że chciał kazać mi czekać/pastwił się nade mną [ale w dobrym znaczeniu, jakkolwiek by to nie brzmiało]... tak bardzo pieszcząc mnie po plecach [ciekawe jak] i między udami. Byłam cała napięta/kręciłam się pod niekontrolowanym dotykiem jego palców. -
- Potem złapał mnie za włosy, z mimowolną szorstkością i krzyknęłam. Zaskoczyła mnie jego pasja i siła, co podekscytowało mnie jeszcze bardziej niż mogłam sobie wyobrazić.
- Jego druga ręka, podobnie jak pierwsza, schroniła się we włosach za moim uchem.
- Valkyon nie kontrolował już swojej siły i im dłużej trwało nasze zbliżenie, tym bardziej ona rosła, doprowadzając mnie do słodkiego bólu, najbardziej rozkosznego [hohoho].-
- Zostawił moje uda i chwycił mnie za nadgarstki, a potem ułożył je na poduszce tuż nad moją głową. Patrzył mi w oczy i zdawał się rzucać mi wyzwanie, bym się mu oparła... ale ja nie miałam na to najmniejszej ochoty. -
- Jego usta pochłonęły moje i jedną ręką sięgnął już bezpośrednio do mojej intymności/krocza. Jęczałam mu w usta i całkowicie się temu poddałam. -
- Pochłonięty pasją, wykonał niekontrolowany ruch ręką, wykręcając mi lekko nadgarstek. -
G: Ała!
V: Wszystko w porządku? Zraniłem cię? [aawww, jaki jest rumiany na buzi!]
G: Tak, trochę... [to jest wybór]
V: Pokaż mi.
G: (Złapał mój nadgarstek i widząc że moja skóra przybiera fioletowego koloru, przeprosił) [wtf, miało być LEKKO!]
G: (Valkyon odsunął się od mojego ciała, podczas gdy ja go ciągle pragnęłam.)
V: Nie kontroluję mojej siły...
G: (Usiadł z boku łóżka i złapał się za głowę. Uniosłam się i prześlizgnęłam się za jego plecy.)
G: To nieważne... Nie zrobiłeś tego specjalnie.
V: Powinienem bardziej zwracać na ciebie uwagę. Przepraszam.
G: Ależ nie! To nie było celowe. Nie jestem zła na ciebie.
G: (Obsypałam jego plecy pocałunkami, by dać mu do zrozumienia, że nie mam pretensji, ale on się odsunął, by się ubrać.
V: Gardienne...
G: (Wrócił do mnie i wziął mnie na kolana, po czym złożył delikatny pocałunek na moich ustach)
G: A może wrócimy do tego, co przerwaliśmy? [Gardia jest tak ostentacyjnie napalona, że aż mi jej trochę szkoda][wiem, to dziwnie brzmi z akurat mojej klawiatury, ale serio...]
V: Nie, wolałbym nie...
G: (Zapadła grobowa cisza. Poczułam, że mnie odrzucono, zrobiło mi się źle...)
V: Co się stało wcześniej?
V: Dlaczego obudziłaś się z płaczem?
G: (Jak zawsze, Valkyon od razu przechodzi do rzeczy, gdy o coś pyta.)
G: To był raczej koszmar.
- Wyjaśniłam Valkyonowi tę grozę, którą widziałam... starając się niczego nie pominąć. Przy słowie "daemon", jego ręce zacisnęły się na mnie. -
V: Daemon, jesteś pewna? [dosłownie: jak możesz być pewna?]
G: Nie wiem jak ci to wytłumaczyć, wiem, że jestem tylko ziemianką, która nic nie wie o tym świecie, ale zapewniam cię Valkyon...
G: Czułam ciemność w jego duszy... Była naprawdę... demoniczna.
G: (Znowu poczułam łzy w oczach i natychmiast skuliłam się/schroniłam w ramionach Valkyona.)
V: Hmm.
G: (Wygląda na zagubionego w myślach. Mam wrażenie, że mi nie wierzy.)
G: Czego potrzebujesz więcej, by mi uwierzyć?
V: Wierzę ci! Nie myśl inaczej... nie mam powodu, by wątpić w ciebie.
G: Dlaczego więc nic nie mówisz? [20 odcinek, a Gardia jeszcze się nie przyzwyczaiła xD]
V: Nie wiem, co ci powiedzieć... Ja... Ja nie sądziłem, że to w ogóle możliwe.
G: (Szczerość Valkyona mnie nie uspokaja, groziło mi, że znowu ogarnie mnie strach.)
V: Musimy porozmawiać o tym z Huang Hua.
G: Tak... (Otarłam łzy jednym ruchem ręki. Valkyon pocałował mnie znowu, jakby chcąc dać mi siłę by iść.



EZAREL:

- Wyrwał mi się jęk. Jego pocałunki stały się bardziej żarliwe. -
- Byłam wyczerpana tą żądzą, moje myśli się rozmywały. -
- Miałam tylko jedno pragnienie. Pragnienie tego ciała, które prężyło się pod moimi palcami. -
- Chciałam go dla siebie... całego.
- Pod wpływem pożerającego mnie pożądania/pasji, całkowicie poddałam się Ezarelowi.
- Jednym ruchem ściągnęłam mu kurtkę i przewróciłam go na łóżko. Upadł łagodnie i podniósł ręce do moich łopatek. Zadrżałam pod tym dotykiem i oparłam się o niego, by go znowu pocałować. -
- Ezarel ujął moją twarz dłonią i pocałował ciepło. Mogłam łatwo wyczuć, jak bardzo mnie pragnął [( ͡° ͜ʖ ͡°)].
- Jego gorączkowe dłonie wsunęły się pod moją koszulkę. Jego ciepło szybko ogarnęło moje ciało i instynktownie zaczęłam kołysać biodrami. -
- Chciałam mu ofiarować moje ciało i w pełni przeżyć tę namiętność, która mnie wywyższała. -
- Bez zastanowienia wyprostowałam się i zdjęłam koszulkę, która więziła moje piersi i niepotrzebnie je zakrywała. [nie jest to powiedziane wprost, ale mam wrażenie, że zdjęła także stanik] -
E: ...
E: Gardienne...
- Po lekkim wahaniu, Ezarel wreszcie pozwolił swoim dłoniom pieścić moje ciało, od brzucha do moich piersi [tzn. do klatki piersiowej, ale wszystkie doskonale wiemy, co go tam najbardziej interesowało XD]
- Skorzystałam z okazji i ściągnęłam także jego koszulkę. -
- Też chciałam go odkryć, bym mogła go teraz poznać tak, jak on mnie. -
- Ezarel pozwolił mi na to, nie bez lekkiego skrępowania [awww]. Po tym ujęłam jego twarz, by przykryć jego zaróżowione policzki pocałunkami.
- Nie panowałam już nad dłońmi, pozwoliłam im ruszyć w dół, do jego podbrzusza i zaczęłam delikatnie go rozbierać [to może trochę potrwać]
E: Gardienne...
E: Nie, przestań/stop.
- Zatrzymałam się i spojrzałam na niego intensywnie. -
G: (Mimo że mi powiedział, bym przestała, moje ciało ciągle go pragnęło, ale nie chciałam go do niczego zmuszać.)
G: (Kiedy moje ciało ciągle się trzęsło, on przechylił mnie lekko i pocałował czule.)
E: Gardienne... [o jeżu, ale on jest kjut taki półgoły i rumiany <3]
G: (Jego dłoń gładziła moją twarz.)
G: Ja... (Słowa nie chciały opuścić moich ust...)
G: (Wysunął się z moich ramion i wstał. Zostałam na łóżku parę chwil, zanim sama wstałam.)
G: (Ubierał się i sięgnęłam po moją koszulkę, by też to zrobić.)
E: Nie myśl, że cię odrzucam, to po prostu zbyt skomplikowane, zbyt szybkie, ja...
G: (Myślę, że ma rację. Po prostu wskoczyłam w to bezmyślnie, kompletnie dając się kierować impulsom.)
G: (Kiedy walczyłam ze swoimi wyrzutami sumienia, Ezarel zbliżył się i ujął mnie za rękę.)
E: Co się stało, Gardienne?
G: C-co?
E: Jak się obudziłaś, byłaś cała w łzach... dlaczego?
G: Miałam sen... a raczej koszmar.
- Wyjaśniłam Ezarelowi tę grozę, którą widziałam... starając się niczego nie pominąć. Przy słowie "daemon", jego ręce zacisnęły się na mnie. - [w ogóle tej linijki brakuje w oryginale, ale to pewnie błąd xD]
E: Daemon, jesteś pewna?
G: Nie wiem jak ci to wytłumaczyć, wiem, że jestem tylko ziemianką, która nic nie wie o tym świecie, ale zapewniam cię Ezarel...
G: Czułam ciemność w jego duszy... Była naprawdę... demoniczna.
G: (Znowu poczułam łzy w oczach i schroniłam się/skuliłam w ramionach Ezarela.)
E: Wierzę ci... Nie widzę powodu, byś miała kłamać w takiej sprawie.
E: I widziałem strach w twoich oczach.
G: (Pozwoliłam łzom spłynąć po moich policzkach. Groziło mi, że znowu ogarnie mnie strach.)
E: To, o co chcę cię poprosić może być trudne, ale... powinnaś o tym porozmawiać z Huang Hua. Czujesz się na siłach?
G: Tak... nie martw się!
E: Doskonale!



- Huang Hua jest w swoim pokoju, który najpierw trzeba odnaleźć XD - [ta scena jest wspólna dla WSów, różnią się jedną linijką i tylko ją dopiszę]

G: (Weszliśmy do pokoju Huang Hua, która spojrzała na nas zaskoczona) [pewnie co nieco widziała w ich aurach XD]
H: Masz jedną z tych min, która wygląda jakbyś zobaczyła śmierć [ostatnie słowo strzelam, bo jest jakieś dziwne]
G: Huang Hua... Ja...
G: (Spojrzałam na Nevrę/Valkyona/Ezarela, by dodać sobie sił [albo "żeby dodał mi sił"] i on uśmiechnął się ciepło do mnie.
G: Myślę, że Wyrocznia przesłała mi nową wiadomość.
H: Wiadomość?
G: Tak, o tym stworzeniu, co ją atakuje. Myślę, że to daemon.
H: Daemon? Ha ha.
H: To niemożliwe, nie żyją już od dawna.
G: (Rozumiem, że pomysł powrotu daemonów tak ją rozbawił... wszystkie faery są przekonane o tym [że daemony nie żyją, tak sądzę])
G: (Znów poczułam jak się wzdrygam)
NEVRA/EZAREL: G: (Nevra/Ezarel podszedł do mnie i położył dłoń na moim ramieniu, by dać mi wsparcie, którego potrzebowałam).
VALKYON: G: (Valkyon stanął przede mną i zwrócił uwagę Huang Hua, jakby chciał ją przekonać, że moje słowa nie były "zabawne")
H: Ty mówisz poważnie?
G: (Jej twarz załamała się, gdy łzy spłynęły do moich oczu.)
H: Przykro mi. Usiądź tutaj.
G: (Huang Hua wskazała mi jedną z poduszek leżących na podłodze. Usiadła koło mnie, trzymając mocno moją dłoń w swojej.)
H: Feng Zifu, natychmiast sprowadź Leiftana i Ewelein!


- Po tym jak Gardia opowiada swoją wizję, Huang Hua ją prosi by wyszła, bo muszą się naradzić. Gardia wychodzi z Zifu -


NEVRA:
N: Gardienne, poczekaj!
G: (Nevra mnie złapał i przytulił.)
G: Nevra... ja... (Feng Zifu popatrzył na nas z wyrzutem.)
N: Możesz nas zostawić na chwilę samych?
Z: Hmm.
G: (Odszedł, podczas gdy Nevra ciągle przytulał mnie mocno.)
N: Powiem wprost: Nie pozwolę, by to się dalej za tobą ciągnęło/by to cię dalej prześladowało [w sensie ten daemon]
G: (Po jego głosie mogłam poznać, że jest szczery). Wiem...
N: Cóż, idę... czekają na mnie.
G: (Po ucałowaniu mnie w czoło, wrócił do pokoju Huang Hua. Feng Zifu uniósł wysoko brwi, niemal aż do nieba.)


VALKYON:

V: Gardienne, poczekaj!
V: Feng Zifu, pozwolisz mi porozmawiać z Gardienne?
Zifu: Oczywiście.
V: Prywatnie...
Z: Och, rozumiem. Poczekam na ciebie, Gardienne.
V: Dziękuję!
G: (Kiwnęłam mu głową, by mu podziękować) [chyba Zifowi xD]
V: Jak się czujesz?
G: Całkiem nieźle...
V: Nie mogę zapomnieć o twojej rozpaczy/przerażeniu, i obawiam się...
G: Obawiasz się?
V: Nie chcę, by ktoś cię zaatakował, nie wybaczyłbym sobie.
G: Valkyon, nie musisz się martwić, jestem tu bezpieczna. Czuję to [po takich słowach to Natka już musiała jej zrobić backstaba XD]
G: (Podeszłam do niego bliżej i złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach)
G: (Odsunął się...)
V: Przepraszam, muszę iść.

EZAREL:

E: Gardienne, poczekaj!
G: (Ezarel mnie złapał i Feng Zifu popatrzył na nas z dezaprobatą.)
E: Możesz dać nam chwilę spokoju/na osobności?
Feng Zifu: Hmm.
G: (Odszedł.)
E: Ja... [ale ma rumieńce, haha <3]
G: (Podszedł do mnie i zbliżył dłoń do mojej twarzy, zanim nagle zmienił zdanie)
G: (Uciekł wzrokiem... jesteśmy tak blisko siebie teraz...) [omg, ale ta jego nowa mina jest kjut, zobaczcie same: cuteness overload]
E: Zapomnij [pasowałoby mi tu dobre, swojskie "nieważne"]
G: (Odszedł, nie dodając nic więcej.)
E: Zapomnij.
G: (Chociaż powiedział wcześniej, że mnie nie odrzucał, jakoś nie mogłam w to uwierzyć...)


  - Dużo łażenia, zwiedzania i poznawania historii fenghuangów, a potem zapada wieczór - [ta scena wygląda podobnie u WSów]
G: (Ciekawe czy już zakończyli spotkanie [w sensie Lśniąca Straż]... chciałabym trochę porozmawiać z Nevrą/Valkyonem, zanim pójdę spać.)
G: (Zapukałam do drzwi [Nevry/Valkyona/Ezarela], ale to Leiftan mi otworzył)
L: Coś potrzebujesz?
G: Tylko chciałam zobaczyć co u Nevry/Valkyona/Ezarela.
L: Śpi... nasze spotkanie było bardzo wyczerpujące.
G: Rozumiem... powiedz mu, że... że...
G: (Hmm... nie wiem co powiedzieć!)
L: Tak?
G: Nic, nieważne.


- Następnego dnia, Gardia się gdzieś tam szwęda po nieudanej rozmowie z Huang Hua -

NEVRA:

N: Hej, Gardienne.
G: Nevra?
N: Tu jesteś. Potrzebuję partnera do pomocy fenghuangom. Chciałabyś?
G: Oczywiście, zawsze jestem gotowa pomóc!
N: Tak sądziłem. Jesteś perfekcyjna!
N: Chodź za mną, musimy iść do ogrodu.
G: (Delikatnie złapał mnie za rękę i poczułam prąd przechodzący przez moje ramię.)
- idziemy do ogrodów -
G: Co mamy tu zrobić?
N: Usunąć kamienie i trochę tu ogarnąć. [w ogrodach jest jeszcze trochę gruzu i rozwalony mur] Fenghuangowie zajmą się później odbudową ogrodu.
G: Do dzieła!
G: (Te kamienie są okropnie ciężkie) [komentarz Gardii po kliknięciu na gruz]
- pojawia się Chrome -
C: Hej, co robisz?
G: Jak widzisz, sprzątamy okolicę.
C: Nie znalazłaś może tym razem jakiegoś pierścienia?
G: Bardzo śmieszne... (uniosłam oczy do nieba).
G: Czy masz na myśli pierścień, który dałeś mi w rozpaczy/załamany?
C: Nie, to był znak przyjaźni!
G: Co za piękna przyjaźń: Karenn nie chciała mojego prezentu, więc go sobie weź!
C: Ach... ups... Zostawię was samych [nawet śmiechłam przy tej rozmowie xD]
G: (Uciekł/odbiegł.)
N: Naprawdę? Ten głupek chciał dać pierścień Yeu mojej siostrze?!
G: Tak.
N: Zabiję go.
G: (Chciał pójść poszukać Chrome'a, ale zatrzymałam go.)
G: (Spojrzałam mu w oczy [oko xD]... i chciałam go znowu pocałować.)
G: (Położyłam mu rękę na policzku [ewentualnie zabrałam mu rękę z policzka, ale strzelam że to pierwsze xD] i moje usta wyszły na spotkanie jego...)
N: Nie teraz... ciągle mamy sporo do zrobienia. [rany, ale ja tu kwikłam XD]
G: W porządku...
G: (Zaczerwieniły mi się policzki... czuję się trochę zdenerwowana/zniecierpliwiona.)
- idą dalej, jeszcze więcej gruzu -
G: Co tutaj mamy zrobić? Oczyścić teren?
N: Tak właśnie. Potrzebują czystego placu, by odbudować tę część świątyni.
G: Nie możemy się tym zająć?
N: Nie, oni muszą najpierw pożyczyć materiały, żeby się móc tym zająć.
G: W porządku.
G: (Podczas podnoszenia kamieni, poczułam jak osłabły mi ręce... i moje serce zaczęło bić mocniej niż zwykle...) [komentarz Gardii po kliknięciu na gruz]
G: (To przez Kryształ, czuję to... pali moje serce.)
N: Coś nie tak?
G: (Nie mogę mu powiedzieć prawdy.)
G: Te kamienie są dla mnie trochę za ciężkie, chyba przeceniłam swoją siłę.
N: Nic nie mów... mi też brakuje energii. [mniej więcej coś takiego]
G: Za mało jedzenia?
N: Za mało picia...
G: (Zaproponowałabym mu moją krew, ale po tym co się wydarzyło między nami, obawiam się, że znowu mi odmówi.)
N: Cóż, odpocznijmy chwilę. To nam nie zaszkodzi!
G: (Po paru minutach, tak akurat wystarczających, by złapać oddech, oboje wróciliśmy do pracy.)
N: No i voila, skończyliśmy. Dzięki za pomoc.
N: Jesteś wolna.
G: Nie możemy zostać razem jeszcze trochę?
N: Euh... mam jeszcze sporo do zrobienia.
G: A może mogłabym ci pomóc?
N: Nie za bardzo, przepraszam. [zarumienił się, nie umie kłamać :D]
G: Rozumiem.
N: (Nevra potarł kark, odwracając wzrok. Poczekałam chwilę, mając nadzieję, że ma mi coś do powiedzenia, ale ciągle stał przede mną milczący)
N: (Oczywiście, nie miał mi nic do powiedzenia...) [hasztag: Gardiaplz... widać, że coś chce powiedzieć xD]
- przechodzą na główny plac -
N: Gardienne.
N: Tak mi przykro/Tak bardzo przepraszam. [w tej linijce jeszcze jest zarumieniony]
G: Za?
N: Że nie mogę ci dać więcej czasu. To nie jest to, czego bym chciał.
G: Rozumiem, masz dużo do zrobienia...
G: (Nevra wziął moją rękę, by ją delikatnie pogładzić.)
N: Muszę iść...
G: Do zobaczenia później...
G: (Odszedł natychmiast.)
G: (Co za frustracja! Chciałam spędzić z nim więcej czasu... Nic z tego!
G: (Gdybym była w swoim świecie, to bym to przetrwała oglądając serial z kubełkiem lodów...)


VALKYON:

V: Hej, Gardienne!
G: Valkyon?
V: Och Gardienne, bardzo się cieszę, że cię widzę.
G: Ach tak?
V: Postanowiłem trochę pomóc fenghuangom, chcesz też pomóc? Nie odmówię dodatkowej parze rąk.
G: Och... oczywiście!
G: (Valkyon położył dłoń na moich biodrach/moim biodrze, przeszedł mnie dreszcz na ten dotyk...)
V: Idealnie! Chodź ze mną do ogrodu.
- idą do ogrodu -
G: Co powinniśmy tu zrobić?
V: Dbam o oczyszczenie z kamieni. [tutaj pada jakieś dziwne zdanie o odrastaniu, jakby mieli od razu siać trawę, czy coś XD nie jestem pewna tłumaczenia]
G: Mogę ci pomóc z kamieniami.
V: Nie są lekkie.
G: Nie jestem z cukru.
V: Jak chcesz.
G: (Te kamienie są strasznie ciężkie!) [komentarz Gardii po kliknięciu na gruz]
C: Hej, co robisz?
G: Jak widzisz, sprzątamy okolicę.
C: Nie znalazłaś może tym razem jakiegoś pierścienia?
G: Bardzo śmieszne... (uniosłam oczy do nieba).
G: Czy masz na myśli pierścień, który dałeś mi w rozpaczy/załamany?
C: Nie, to był znak przyjaźni!
G: Co za piękna przyjaźń: Karenn nie chciała mojego prezentu, więc go sobie weź!
C: Ach... ups... Zostawię was samych.
G: (Uciekł/odbiegł.)
V: Czy Chrome wie, co się stało z tym pierścieniem?
G: Nie sądzę.
V: To dobrze. Myślę, że byłby bardzo zły za to.
G: Tak myślisz?
V: Chrome nigdy nie chce zła/nie myśli źle. Domyślam się, że nie dał tego pierścienia świadomie.
G: To prawda...
V: Nie traćmy z oczu naszego celu, chodźmy do bramy.
- zmiana lokacji na bramę -
G: Co tutaj mamy zrobić? Oczyścić ziemię?
V: Tak właśnie.
V: Co za katastrofa. Nie mogę się doczekać, aż fenghuangowie poświęcą kamienie, by móc na nowo zobaczyć bramę orła w jej wspaniałości [niepewne tłumaczenie]
G: Poświęcą skały?
V: Tak, proszą feniksa o pokój i ochronę dla duchów, które przekroczą portal [w sensie tę bramę chyba]
G: Rozumiem. Oczyśćmy więc to miejsce!
G: (Podczas podnoszenia kamieni, poczułam jak osłabły mi ręce... i moje serce zaczęło bić mocniej niż zwykle...) [komentarz Gardii po kliknięciu na gruz]
G: (To przez Kryształ, czuję to... pali moje serce.)
V: Jakiś problem?
G: (Nie mogę mu powiedzieć prawdy.)
G: Myślę, że miałeś rację - te kamienie są dla mnie za ciężkie.
V: Nie ma sprawy i tak bardzo dużo pomogłaś.
V: Pozwól, że ja się tym zajmę, a ty idź odpocznij [tłumaczenie niepewne]
G: W porządku.
G: (Usiadłam na kamieniu nad stawem i czekałam aż Valkyon skończy zbierać gruz i dokończy aplikować środek zaradczy) [to chodzi o to samo, co wcześniej wspominałam z tą trawą, oni jakiś preparat rozsiewali przy okazji zbierania gruzu, coś takiego]
G: (Skorzystałam z okazji, by złapać oddech i uspokoić serce.)
G: (Z powodu gorąca, Valkyon zdjął kurtkę)
G: (Przygryzłam wargę, obserwując jego ciało, tak wyrzeźbione, że przypominało mi posąg greckiego boga)
G: (Valkyon zauważył, że go obserwuję.)
V: Mam coś na sobie? [normalnie pewnie by zapytał "czy mam coś na twarzy?", ale chyba widział, że to nie na twarz gapiła mu się Gardia XD]
G: (Położył dłonie na swojej piersi... A ja zapragnęłam przyłożyć do niej moje usta)
G: Nie, nic...
G: (Nie możesz sobie pozwalać na odpłynięcie w fantazję, nie po to tu teraz jesteśmy!)
V: Skończyliśmy tutaj. [w sensie prace]
V: Dziękuję, dzięki tobie udało się sporo zrobić.
G: Nie ma za co. Mamy coś jeszcze do zrobienia?
V: Nie, możesz iść.
G: Nie możemy zostać razem na dłużej?
V: Gdyby tylko... ale mam ciągle coś do zrobienia, przy czym nie możesz mi towarzyszyć.
G: Naprawdę? Nie ma szans, żebym mogła z tobą zostać? Obiecuję, że nie będę przeszkadzać/będę cicho jak mysz pod miotłą, obiecuję! [wg translatora "będę stała mała w kącie" xD]
V: Nie... to sprawa Lśniącej Straży.
G: Rozumiem... zatem do zobaczenia...
V: Gardienne...
G: (Zrobiło mi się smutno.)
- przechodzą razem na główny plac -
V: Dasz mi chwilę?
G: Oczywiście. Co jest?
G: (Bez słowa wziął mnie w ramiona i przytulił mocno/z siłą)
G: (Zostaliśmy w swoich ramionach na długi moment.)
G: (Zdawała się nas otaczać magiczna cisza)
G: (Po paru chwilach Valkyon odsunął się ode mnie)
V: Hmm...
V: Muszę iść.
G: (Odszedł natychmiast...)
G: (Co się wytarzyło?)
G: (Nic nie powiedział, tylko mnie przytulił...)
G: (Ciągle czuję ciepło jego ciała, nie mogę zrozumieć jego zachowania....)
G: (Co za frustracja! Chciałam spędzić z nim więcej czasu... Nic z tego!
G: (Gdybym była w swoim świecie, to bym to przetrwała oglądając serial z kubełkiem lodów...)


EZAREL:

E: Hej, Gardienne!
G: Ezarel?
E: Szukałem ciebie. Fenghuangowie potrzebują pomocy przy odbudowie świątyni. Pomyślałem, że mogłabyś się na to skusić...
E: Mylę się?
G: O nie, w ogóle. Z chęcią pomogę.
E: Idealnie. Weźmiemy lunch [drugie śniadanie?] i pójdziemy tam.
G: (Ezarel i ja zjedliśmy z innymi, zanim poszliśmy na miejsce spotkania/przeznaczenia)
E: Zacznijmy od sprzątania ogrodu.
G: Ok, do dzieła.
G: (Cieszę się, będę mogła spędzić z nim trochę czasu!)
G: (Ale może on nie chce spędzać czasu ze mną?) [tak, dlatego właśnie zaproponował ci wspólną pracę, Gardia plz]
- przejście do ogrodu -
G: Co mamy tutaj zrobić?
E: Musimy posprzątać ten gruz. Kiedy to zrobimy, musimy wylać trochę preparatu na odrośnięcie trawy.
G: Ok, to niedużo
E: Do pracy!
G: (Te kamienie są okropnie ciężkie) [komentarz Gardii po kliknięciu na gruz]
- pojawia się Chrome -
C: Hej, co robisz?
G: Jak widzisz, sprzątamy okolicę.
C: Nie znalazłaś może tym razem jakiegoś pierścienia?
G: Bardzo śmieszne... (uniosłam oczy do nieba).
G: Czy masz na myśli pierścień, który dałeś mi w rozpaczy/załamany?
C: Nie, to był znak przyjaźni!
G: Co za piękna przyjaźń: Karenn nie chciała mojego prezentu, więc go sobie weź!
C: Ach... ups... Zostawię was samych
G: (Uciekł/odbiegł.)
E: On naprawdę chciał dać ten pierścień Karenn?
G: Tak. Byłam drugim wyborem. [tłumaczenie niepewne]
E: Co za kretyn... na szczęście nie wie, co ci się stało.
G: Tak, prawdopodobnie nie chciałby narażać życie swojej ukochanej [to zdanie jest dziwnie skonstruowane, ale chodzi o Karenn]
E: *szepcze* Rozumiem to... Nie chcę, żeby coś ci się stało. [to zostało napisane tak małymi literkami, że z wielkim poświęceniem to odczytałam XD]
G: Coś mówiłeś?
E: Ja? Nie, nic!
G: Mówiłeś coś o mnie! Powiedz prawdę!
G: (Złapałam go za ramię i popatrzyłam na niego.)
G: (Szybko odwrócił wzrok i zarumieniły mu się policzki.)
E: Zostaw mnie [w spokoju].
G: (Ezarel wyrwał się z mojego uścisku. Coś jest nie tak, ale on nie chce mi powiedzieć co.)
E: Musimy sobie poradzić z bramą odnowy [to po prostu nazwa xD]
- zmiana lokacji na bramę -
G: Co tutaj mamy zrobić? Oczyścić ziemię?
E: Dokładnie. Zaproponowałem, że naprawimy bramę, ale oni do tego potrzebują pobłogosławionych kamieni przez ich Feniksa, by przynieść pokój i ochronę temu miejscu... Więc po prostu tutaj posprzątajmy.
G: (Podczas podnoszenia kamieni, poczułam jak osłabły mi ręce... i moje serce zaczęło bić mocniej niż zwykle...) [komentarz Gardii po kliknięciu na gruz]
G: (To przez Kryształ, czuję to... pali moje serce.)
E: Gardienne? Coś nie tak?
G: (Nie mogę mu powiedzieć prawdy.)
G: Jestem trochę za słaba...
E: Jesteś pewna?
G: Tak, w końcu nie jestem tak silna jak ty, a te skały... mój Boże, są ciężkie!
G: Daj mi chwilę odpocząć i będzie w porządku, ok?
E: Zgoda.
G: (Po kilku minutach, wystarczających by złapać oddech, wróciłam do pracy.)
E: To już koniec, możesz iść. Dzięki za pomoc.
G: Nie możemy zostać razem?
E: Nadal mam sporo rzeczy do nadzorowania
G: Rozumiem...
G: (Ciągle ucieka wzrokiem... Nie ośmieliłam się nalegać, w końcu mam wrażenie, że nie chce spędzać ze mną czasu.)
- zmiana lokacji na plac przed świątynią -
E: Gardienne...
E: Poczekaj!
G: Tak?
E: Naprawdę przepraszam, że nie mogę ci dać więcej czasu.
G: Jesteś zajęty, to zrozumiałe... no i już spędziliśmy trochę razem czasu...
G: Trochę za mało jak dla mnie, ale zawsze coś!
E: Hmm, zatem spotkamy się później... Muszę z tobą pogadać na poważnie/muszę ci coś powiedzieć...
G: Dobrze...
G: (Odszedł natychmiast)
G: (Chce, byśmy porozmawiali... na poważnie?)
G: (Poczułam jak ścisnęło mnie w żołądku.)
G: (Nie podoba mi się to... obawiam się, co to może oznaczać, szczególnie że jego zachowanie przy mnie jest dziwne. Wydaje się ciągle miotać między ciepłem a oziębłością.)
G: (Co za frustracja! Chciałam spędzić z nim więcej czasu... Nic z tego!)
G: (Gdybym była w swoim świecie, to bym to przetrwała oglądając serial z kubełkiem lodów...)


- BANKIET -

- Gardia dostaje strój od Fenghuangów i przychodzi na imprezkę wystrojona jak stróż w boże ciało, sam początek bankietu -

Leiftan: Gardienne, czy to nowy strój?
G: Tak, został mi ofiarowany przez mieszkańców świątyni.
L: To bardzo hojne z ich strony.
Feng Zifu: Tu trzeba wspomnieć, że ta młoda pielęgniarka bardzo dużo pomogła, kiedy nikt tego od niej nie wymagał [ta linijka chyba się różni w zależności od wykonywanego przez Gardię "zawodu", ale nie jestem pewna.]
G: (Zarumieniłam się.)
L: W każdym razie wyglądasz ślicznie.
G: Dziękuję.
G: (Już było sporo osób przy stole, usiadłam obok Nevry/Valkyona.)

NEVRA:
N: Pięknie dziś wyglądasz [tego wieczoru], masz jakiś powód do świętowania? [ma zdziwioną minę xD]
G: Nie, to mieszkańcy świątyni dali mi ten strój w zamian za kilka przysług.
N: Och, to miłe z ich strony.
G: Też tak uważam.
G: (Posiłek się zaczął w przyjaznej atmosferze)

VALKYON:

G: (Valkyon oparł brodę na dłoni i spojrzał na mnie z łagodnym uśmiechem.)
G: (Patrzył na mnie przez chwilę bez słowa...)
G: (Czułam się, jakbym miała coś na twarzy.)
V: Czy to jedna z kreacji Feng Haina? [nie jestem pewna ostatniego słowa, ale z kontekstu wynika, że Valkyon zna się na tutejszych kreatorach mody, kwiiiik XD]
G: Może... to nie ja to kupiłam.
V: Jak to?
G: Dostałam je w prezencie od mieszkańców świątyni.
V: Musiałaś zrobić na nich dobre wrażenie.
G: Mam nadzieję. Są naprawdę uroczy.
G: (Posiłek zaczął się w przyjaznej atmosferze)

EZAREL:

G: (Obejrzał mnie od stóp do głów.)
G: Mam coś na twarzy?
E: Raczej na całym ciele.[gdybym dostawała złotówkę za każdym razem, gdy Ezarel w tym odcinku się rumieni, to byłoby mnie stać na zlecenie tego tłumaczenia komuś innemu XD]
G: Ach, zauważyłeś.
E: Trzeba być ślepym, żeby nie zauważyć.
E: W każdym razie jesteś bardzo ładna.
G: Dziękuję... [niby nic specjalnego, ale ten dialog wyszedł świetny <3]
G: (Posiłek zaczął się w przyjaznej atmosferze)



- dalsza część bankietu -

- Przyjęcie trwało, grupa muzyków akompaniowała młodej kobiecie o przepięknej urodzie, w "tańcu żagli" [jakiś taniec, no] -
- Oglądanie jej występu bardzo mnie zaabsorbowało i Huang Hua mnie zaskoczyła, gdy nagle zaprosiła mnie do tańca.-
- Oczywiście to niemożliwe bym jej odmówiła.-
- Była tutaj między nami harmonia [w sensie wśród fenghuangów]... harmonia, której nigdy nie czułam w KG. Znowu zapragnęłam skorzystać z okazji i tutaj zostać.
- Ale to by oznaczało, że zostawiam jego... -

NEVRA:

G: (Nevra...)
- Ogarnęła mnie melancholia, gdy spojrzałam na niego... -
- Nevra spojrzał na mnie ze irytacją, gdy podszedł do mnie chłopak, by zapytać o taniec.- [mam wrażenie, że pomiędzy tymi dwiema linijkami czegoś brakuje, ale nie, nic tu nie ma Oo]
- Grzecznie odmówiłam chłopakowi [albo "odmawiałam" tak na logikę], dopóki nie zobaczyłam, jak Nevra flirtuje z jakąś fenghuang. -
- Z zazdrości, poszukałam tego chłopaka, by z nim zatańczyć [walca, serio xD] i parę chwil później zobaczyłam jak Nevra wstał, a potem wyszedł z pokoju. [druga linijka powtarza dokładnie to samo co pierwsza o wyjściu Nevry, tu chyba jest jakiś błąd][ta scena jest strasznie kanciaście opisana, ale koncepcja wzajemnych przypałów z zazdrości rozbraja mnie kompletnie] -
G: (Czyżby on też był zazdrosny?) [Gardia plz]
G: (Nawet jeśli to on wywołał tę sytuację, to ja dolałam oliwy do ognia. Powinnam pójść i wyjaśnić z nim tę sytuację.)
- Gardia wychodzi na plac, ogród czy co tam -
G: (Noc jest taka słodka/piękna...)
G: (Ołtarz jest piękny jak tonie w ciemności. Błyszczące świetliki nadają mu bajkowy wygląd.)
G: (Nevra jest tutaj, siedzi przy wodzie.)
N: Co chcesz ode mnie?
G: Wyszedłeś w pośpiechu, to przyszłam sprawdzić czy wszystko w porządku.
N: Jest w porządku, możesz wrócić do swojego kolegi.
G: (Hmm... biorąc pod uwagę ton, jakim to powiedział, nie miałam wątpliwości, że był zazdrosny) [brawo Sherlocku]
G: Powiedz mi po prostu, dlaczego jesteś na mnie zły. To nam zaoszczędzi czasu.
N: Nie jestem zły...
N: No dobra, jestem zły, ale nie na ciebie... no, nie całkiem [rany, ale to jest kjut, jak on tak się miesza]
G: Słucham?
N: Poprzedniego ranka się całowaliśmy. Nawet błagałaś mnie, bym cię ugryzł, a dzisiaj wieczorem... oglądasz się za kimś innym?
G: Tobie też szło nieźle z tamtą dziewczyną. [1:0 dla Gardii]
N: Ona się nie liczy... nie tak jak ty [zarumienił się]
G: C-co...?
N: Gardienne...
N: Początkowo tłumaczyłem to sobie, że to przez Tinha patrzę na ciebie inaczej.
N: Ale gdy zobaczyłem cię dzisiaj z tym głupkiem...
N: Rha! Przepraszam.
G: (Wściekł się) [i odszedł]
G: Nevra, poczekaj!
G: (Dlaczego... dlaczego to wszystko musi tak wyglądać?) [tłumaczenie niepewne]
G: (Łzy popłynęły mi po policzkach... Czułam się jakby łamało mi się serce.)
G: (Nic nie mogłam powiedzieć... Nie mogłam zrozumieć, co się stało.)
G: (Dlaczego Nevra powiedział mi to wszystko, by ostatecznie uciec przed rozmową?)
G: (Nie mogę tu zostać... Nie mogę też iść.)
- Gardia w końcu wraca do pokoju -
G: (Nevra...)
G: (Upadłam na łóżko i płakałam. Serce miałam ściśnięte, a gardło związane)
G: (Dlaczego tak reaguję?) [naprawdę nie wiesz? Oo]
- biały box na czarnym tle: Dlaczego tak reaguję? - [ach, i see what you did there, to miało być gładkie przejście między perspektywami]
- perspektywa Nevry -
N: (Cholera... jestem naprawdę głupi!)
N: (Dlaczego nie mogłem jej tego tak po prostu powiedzieć?)
N: (Gardienne, nie lubię gdy flirtujesz z innymi!)
N: (Czy mam prawo chcieć cię mieć tylko dla siebie?)
N: (Czy to nie jest samolubne z mojej strony?)


VALKYON:

G: (Valkyon...)
- Ogarnęła mnie melancholia, gdy na niego spojrzałam... -
- Valkyon uniósł brwi i uśmiechnął się do mnie. -
- Będąc w uwodzicielskim nastroju, zmysłowo poruszam biodrami, chcąc go zwabić na parkiet... ale chyba nie był dobrym tancerzem, bo dał mi znak, bym do niego podeszła. -
- Oczywiście odmówiłam i kiwnęłam na niego palcem, by to on podszedł do mnie. - [tę uwodzicielską Gardię widzę mniej więcej tak xD]
- Zostaliśmy przez chwilę na swoich miejscach... ale to on pierwszy się poddał. -
- Byłam zachwycona, gdy wreszcie się podniósł i podszedł do mnie.-
- Jego dłoń delikatnie zacisnęła się na mojej szyi [rany boskie, co oni mają z tym ściskaniem szyi... jak dla mnie to chodzi o kark]
V: Dołącz do mnie na zewnątrz, proszę.
- wychodzą na plac, ogród, ołtarz czy co tam -
G: (Noc jest taka słodka/piękna...)
G: (Ołtarz jest piękny jak tonie w ciemności. Błyszczące świetliki nadają mu bajkowy wygląd.)
G: Dlaczego chciałeś, żebym przyszła?
V: Chciałem cię tylko dla siebie.
G: N-naprawdę?
V: Tak.
V: Gardienne... muszę ci coś wyznać: bardzo cię lubię.
G: C-co? [Gaaardia, plz...]
V: Nie wiem czy to tylko fizyczne...
V: Czy jeszcze we mnie są uczucia Tinha... nawet jeśli sam w to wątpię...
V: Ale nie mogę zaprzeczyć, że twoja obecność robi na mnie wrażenie.
G: Valkyon... też cię lubię. [ta rozmowa jest taka awww, ale nijak się ma do tego, że raptem dzień wcześniej byli o włos od dzikich sado-maso seksów, co jest z tobą nie tak, scenarzysto?!]
G: (Podeszłam do niego, by go pocałować, ale on położył dłoń na moich ustach.)
V: Nie... nie teraz. [ahahaha, totalnie widzę tę scenę, genialne XD]
G: Dlaczego? Skoro ty lubisz mnie, a ja ciebie?
V: Ja... Ja nie chcę by...
G: By co?
V: Nie chcę, by wszystko się zepsuło przez to, że coś zrobiliśmy za szybko.
V: Wiesz, znałem mnóstwo kobiet...
G: (Zacisnęłam zęby.)
G: (Nie za bardzo mam ochotę się o tym dowiadywać. Czy on naprawdę nie potrafi się powstrzymać, gdy coś mówi/nie ma filtra na słowa?)
V: Ale tym razem... jest inaczej. Nie chcę, żebyś była jedynie kolejną twarzą w nocy.
G: Valkyon... Czy ty chcesz mi powiedzieć, że nigdy nie byłeś w poważnym związku? [co taka zdziwiona? już przecież o tym mówił w 17 odcinku Oo]
V: Nie, nigdy.
G: Och, rozumiem... Zatem zaczniemy powoli.
G: Jednak ja...
G: (Zbliżyłam się do Valkyona i położyłam usta na jego.)
G: (Wreszcie odnalazłam zapach jego słodkich ust [tak było w tekście, nie zmyślam, też nie kumam, ale to chyba opis pocałunku XD]... i chociaż byłam sfrustrowana, że nie mogłam ich więcej skosztować, uszanowałam jego prośbę.
- Położył rękę na moich plecach i niemal przygniótł mnie do siebie/niemal mnie miażdżąc. -
- Jego gorące wargi, pieściły moje, kiedy jego język z pasją odkrywał wnętrze moich ust -
- Po chwili na oddech po pierwszym pocałunku, skradł mi drugi, a potem odsunął się by spojrzeć na moją twarz. - [niepewne tłumaczenie]
V: Jesteś taka piękna.
G: (Przytulił mnie znowu.)
G: (Spędziliśmy sporą część wieczoru w swoich ramionach...)
G: (Uwielbiałam każdy centymetr jego twarzy.)
G: (Wymieniliśmy tylko kilka słów [i tutaj Gardia dodaje coś w stylu, że nie było w tym nic zaskakującego], nie potrzebowaliśmy rozmawiać... było nam po prostu dobrze razem.)
G: (Ziewnęłam, gdy poczułam zmęczenie.) [to pewnie po tych uwodzicielsko-tanecznych wygibasach]
V: Myślę, że powinniśmy iść już spać.
G: Też tak sądzę, ale nie chcę opuszczać twoich ramion.
V: Możesz do nich wrócić, kiedy tylko zechcesz... kiedy będziemy w KG, będzie łatwiej.
G: Tak... kiedy będziemy w KG...
V: Idę z tobą.
- Valk odprowadza Gardię do pokoju, tzn. nie ma sceny z jego perspektywy -
G: No i dotarliśmy.
G: Jesteś pewien, że nie chcesz wejść do środka?
V: Mówiłem ci... nie chcę nic przyspieszać.
V: Jednak skoro o to pytasz... tak, pragnę/pożądam cię... ale chcę się przekonać, czy... czy to co jest między nami, działa także poza łóżkiem.
G: Nie przebierasz w słowach, ale to trochę mylące.
V: Chcesz, żebym był bardziej subtelny?
G: Nie sądzę, by to było konieczne, przynajmniej jesteś uczciwy.
G: (Valkyon podszedł do mnie i pocałował mnie w usta.) [tyle razy w tej ścieżce widziałam to zdanie/podobne, że obudzona w środku nocy chyba je rozpoznam]
G: (Złapałam go za kurtkę, by przedłużyć nasz pocałunek... i poczułam jak jego biodra napierają na mnie) [koniec zdania tłumaczę na logikę, bo translator sugeruje "napinają się do moich"]
G: (Jego ręce zsunęły się na dół moich pleców i napięły się)
G: (Valkyon natychmiast się ode mnie odsunął i rozłączył nasze usta.)
V: Pójdę już... nie jestem pewien, czy w przeciwnym razie umiałbym się powstrzymać.
G: Dobrze... do zobaczenia.
G: (Wzięłam od niego ostatni pocałunek, tak namiętny jak tylko potrafiłam, a on się uśmiechnął, gdy wychodził.)
G: (Poszłam do łóżka z ciężkim sercem od mieszanych uczuć....)



EZAREL:

G: (Ezarel...)
- Ogarnęła mnie melancholia, gdy na niego spojrzałam... -
- Po raz kolejny się odwrócił i znowu poczułam jak serce mi się zaciska w piersi. -
- Co to za dystans, który nagle pojawił się między nami? -
- Nie rozumiałam jego zachowania... -
- Czując smutek, postanowiłam wyjść, by to sobie przemyśleć i nabrać dystansu - [tłumaczenie niepewne]
- Gardia wychodzi na placyk z ogródkiem, ołtarzem czy czym tam -
G: (Noc jest taka słodka/piękna...)
G: (Ołtarz jest piękny jak tonie w ciemności. Błyszczące świetliki nadają mu bajkowy wygląd.)
G: (Ezarel jest dla mnie bardzo dziwny od tamtego dnia. Nie wiem co o tym myśleć, ani jak reagować.)
G: (Szkoda, że nie był...)
E: Gardienne... [znowu ten rumieniec, gdzie moja złotówka? xD]
G: Och, Ezarel. (Odciągnął mnie od moich myśli.)
E: To jest piękne, prawda?
G: Tak.
G: (Ezarel przeszedł mały mostek i usiadł obok statuy)
G: (Instynktownie poszłam za nim i usiadłam obok niego, by móc lepiej kontemplować piękno tego miejsca.)
G: (Otoczona delikatnym dźwiękiem pływających w basenie karpi, oparłam głowę na ramieniu Ezarela i złapałam go za rękę.)
G: (Dziwne, nie odrzucił mnie... akceptował mój dotyk na swojej skórze.)
G: (Ciągle jest między nami jakieś napięcie... Jak je rozbroić/rozładować?)
G: (Po paru minutach spokojnej ciszy, postanowiłam zacząć.)
G: Ezarel, czy ostatnio zrobiłam coś złego? Wydajesz się mnie unikać...
E: Tak... i nie.
G: (Ezarel opuścił głowę, jakby nie miał odwagi na mnie spojrzeć... Nie ośmielę się już odezwać...)
E: Nie mogę przestać o tobie myśleć... Kiedy cię widzę, głupieję. Jestem tu, robię wszystko, by ciebie mną zainteresować... Martwię się o ciebie....
E: Nie rozpoznaję siebie... Nienawidzę się.
G: (Jego słowa przebiły moje serce... i poczułam łzy w oczach, a gardło miałam tak ściśnięte, że nie mogłam już mówic.)
E: Nie mogę ci dać tego, czego chcesz. To nie jestem ja.
E: Przepraszam, jeśli dałem ci fałszywą nadzieję, ale to między nami... nigdy nie będzie możliwe.
G: Ezarel... ja...
E: Zapomnij o mnie.
E: Zapomnij o tym, co się wydarzyło tamtego ranka. Zrobiłem błąd.
G: (Łzy popłynęły mi po policzkach... On łamał mi serce.)
G: (Nie mogę nic mu odpowiedzieć, myśli krążą mi w głowie.)
G: (Chcę go uderzyć, chcę na niego krzyczeć i wyzywać... ale nic nie wychodzi z moich ust.)
G: (Nie mogę tu zostać... Potrzebuję być sama/odizolować się!)
- Gardia idzie do pokoju -
G: (Nie mogę zrozumieć jego zachowania)
G: (To wszystko między nami wymknęło się spod kontroli i on wolał się cofnąć...)
G: (Jestem zła/zdenerwowana...)
- biały box na czarnym tle: "I nie jesteś jedyna", zmiana perspektywy -
- perspektywa Eza -
E: (Cholera! Dlaczego w ogóle wpuściłem ją do swojego życia?)
E: (Dlaczego tak bardzo chcę ją wziąć w ramiona?)
E: (Upadłem na podłogę i uderzyłem w nią pięścią.)
E: (Nie mogę... Nie mam prawa przywiązać się do kogokolwiek.)
E: (Pamiętaj o tamtej dziewczynie Ezarel... ona też była człowiekiem.) [tam jest "dzieciak" nie "dziewczyna", ale strzelam, że po prostu chodzi o bardzo młodą kobietę]
E: (Gardienne, tak jak ona, kiedyś wróci do swojego świata...)
E: (Nie jestem pewien, czy tym razem bym to zniósł, nie ma szans bym trzymał się blisko niej...)



- Trochę rozkmin Gardii o zostaniu w świątyni, przychodzi Ewe, rozmawiają chwilę i bam, zaczyna się atak, Gardia od Feng Zifu dostaje miecz - [ta scena jest podobna u WSów]

- Walka trwała na głównym placu. Widziałam walczących fenghuangów, którzy walczyli z wrogami, których nigdy wcześniej nie spotkałam. -
- Z drugiej strony byli prowadzeni przez osobę, którą znałam bardzo dobrze: Ashkore'a. -
NEVRA: - We wzburzonym tłumie zobaczyłam Nevrę z nożami w dłoniach, biegnącego na Zamaskowanego. -
VALKYON: - We wzburzonym tłumie dostrzegłam Valkyona, uderzającego młotkiem w rękę i zmierzającego ku Zamaskowanemu. -
EZAREL: We wzburzonym tłumie dostrzegłam Ezarela, biegnącego z floretem w dłoni w stronę Zamaskowanego.
- Po tym co się wydarzyło między nami, nie mogłam powstrzymać paniki i pobiegłam w ich kierunku [kek, na pewno tam bardzo pomożesz] -
G: Nevra/Valkyon, Ezarel, nie, muszę mu pomóc.
- Fioletowa błyskawica przecięła mi drogę i musiałam zmierzyć się z horrorem/grozą, który był zbyt znajomy. -
- Natka ruszyła na mnie i wzniosła przezroczysty, nieprzekraczalny mur, który zamknął nas obie. Rodzaj magicznej tarczy, która nas odseparowała od reszty świata. -
- Obróciłam się i poprawiłam uchwyt na mieczu. Byłam gotowa przebić to [chyba mur, nie Natkę] moim mieczem przy najmniejszej okazji. -
- Mur odzielał nas od innych i zatrzymywał mnie przed ucieczką czy zdobyciem wsparcia. Były dla mnie tylko dwie możliwości - kontynuować walkę albo umrzeć. -
- Oczywiście wybrałam pierwszą opcję - walczyć. -
- W akcie rozpaczy rzuciłam się na Natkę, mając nadzieję, że mój cios zada jej ranę, której nie będzie mogła wyleczyć, ale jej moc była dla mnie zbyt silna. -
- Pokonała mnie bez trudu. Brutalnie złapała mnie za ramię i wykręciła mi je do tyłu, z bólu upuściłam broń.
- Widząc, że byłam w złym położeniu, Nevra/Valkyon/Ezarel ruszył do mnie i napotkał mur oddzielający nas. -
Natka: Pożegnaj się z nią.
- Właśnie wtedy poczułam, jak coś mnie przeszywa... metal, zimny, ostry, który przeciął skórę i zagłębił się w ciało. -
- Coś mokrego spłynęło mi po plecach i kiedy usłyszałam przerażony okrzyk Nevry/Valkyona/Ezarela, dotarło do mnie co się stało [backstab!] -
- Natka mnie dźgnęła. -
- Nogi mi osłabły, gdy uderzył mnie ból, osunęłam się na ziemię. -
- Nie miałam siły ani chęci. Kiedy moja krew rozlewała się wokół mnie [głupio brzmi, ale wiecie o co chodzi], zobaczyłam Leiftana, biegnącego obok dolmenu [nie wiem, to jakieś miejsce?] -
L: Gardienne!!!111oneone [serio, są aż trzy wykrzykniki, szkoda tylko dali mu tę najgorszą nową minę a'la D: ]
- Gestem udało mu się zniszczyć mur, który otaczał mnie i Natkę. -
- Wraz z utratą krwi, odpływałam. Drżałam z zimna... Nie mogłam zrozumieć, co się działo wokół mnie. -
- Usłyszałam trzask. Chwilę później ciało Natki legło obok mnie. Jej oczy były puste... -
G: Co jest...
?: Leiftan!!!
G: (Słyszę głosy i zgrzytający z walce metal...)
G: (Niedaleko jest jakaś sylwetka... To chyba Ashkore.)
G: (Leiftan... wydaje mi się, że się z nim zmaga...)
?: Jak ona się ma?/wszystko z nią w porządku?
?: Ewelein! Pomóż mi ją stąd zabrać?
?: Traci całą krew!
G: (Co się dzieje?)
G: (Próbuję zostać przy zmysłach, ale... nie daję rady.)
G: (We mgle, która mnie otoczyła, coś nagle oczarowało moje uszy...)
G: (Co to za melodia? Tak jakby ktoś grał na flecie... chyba już straciłam głowę do reszty)


- fletem odgoniono Ashkore'a & co., uratowano Gardię, Leiftan dał jej swoją krew, blah blah, dużo gadania i łażenia, przejdźmy do mięska -



- Gardia łazi i natrafia na pogrzeb -

- W tłumie wychwyciłam spojrzenie Nevry/Valkyona/Ezarela... niepokojące, widać było u niego emocje, których nie potrafiłam rozszyfrować.
- Pomimo wszystkiego, co się wydarzyło, chciałam go przytulić... ale przyzwoitość mnie powstrzymywała i po prostu machnęłam mu ręką, na co odpowiedział nieśmiało.-

- Gardia ma trochę rozkmin o śmierci i takich tam, gada z Zifem, a potem idzie do pokoju, na posępnych rozmyślaniach o śmierci, spędza czas do wieczora -

- Zagubiona we własnych myślach, nie usłyszałam otwarcia się drzwi... -

NEVRA:

N: Gardienne.
G: Nevra?
N: Czy... płaczesz?
G: Nie, wcale. (Skierowałam twarz w jego stronę).
G: To tylko pyłek w oku. Co tutaj robisz?  [aż mi się przypomniało kultowe "oczy mi się pocą" z "W pustyni i w puszczy" :D]
N: Chciałem cię zobaczyć, muszę z tobą porozmawiać.
G: Czy zamierzasz powiedzieć mi różne, niewygodne rzeczy, a potem uciec?
N: Właśnie o tym chciałbym porozmawiać.
N: Nie chcę już uciekać.
G: Brawo, świetne rozwiązanie... (Nie mogłam powstrzymać gniewu w głosie)
N: Gardienne, myślę, że już znasz moją reputację w KG.
N: Podrywacz, łamacz serc... wykorzystuję kobiety by dostać to, czego chcę.
N: Udaję, że bawią mnie te pogłoski, by nic z nimi nie robić...
N: Nie chcę, żebyś tak o mnie myślała.
G: Nie myślę tak o tobie. [to jest wybór]
N: Naprawdę?
G: Tak. Jesteś trochę niezręczny [awkward, bo "niezręczny" nie oddaje pełni tego słowa :D], ale widzę, że się starasz, by nie przekroczyć granicy.
N: Chciałbym to kontynuować!
N: Ale... Już nie wiem, jak to się robi.
N: Nie wiem jak zwrócić twoją uwagę... Jak cię uwieść? [rumieniec :D]
G: (Słowa Nevry są niepokojące... Można by pomyśleć, że brakuje mu uwagi, ale czuję w głębi siebie, że to coś poważniejszego [w oryginale "głębszego", ale już starczy tych głębin w jednym zdaniu], muszę wiedzieć.
N: Powiedzmy, że myślę, że nie muszę już polować.
N: Ja... ja myślę, że już znalazłem to, czego od zawsze szukałem.
G: (Nevra podszedł do mnie i ujął moją twarz w dłonie)
N: Ciebie [mina z zamkniętym okiem, omg <3]
- Na chwilę dałam się porwać jego czułym słowom/jego słowom czułości. Ale kiedy mnie pocałował, ruszyło mnie sumienie i się odsunęłam od jego ust. -
G: Co sprawiło, że tak nagle zrozumiałeś, że to ja jestem tym "czego zawsze szukałeś"? [właściwie to "kogo", ale wiecie o co chodzi]
N: Natka... kiedy cię dźgnęła ["stab" brzmi lepiej ;<], miałem poczucie, że świat mi się zawalił.
G: (Zamarłam zaskoczona.)
G: (Nawet po tym wszystkim, co się między nami wydarzyło, nigdy bym nie pomyślała, że mogłam dla niego tyle znaczyć.)
G: Nie czuję, żebym tyle dla ciebie znaczyła.
N: To normalne, jestem idiotą, który nigdy nie wiedział jak wyrażać swoje uczucia. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak wiele ukrywałem za próbami uwiedzenia cię, kiedy byłoby o wiele łatwiej po prostu powiedzieć ci prawdę.
N: Ja, który nie lubię kłamstw, nie mogłem przestać okłamywać siebie.
G: Zatem jaka jest prawda, Nevra?
N: Taka.
- Nevra nachylił się, by mnie pocałować. - [intensified fangirling intensifies *o*, z przyjemnością to przetłumaczyłam xD]
- Na początku delikatny, nagle jego pocałunek stał się bardziej naglący [gwałtowny? pożądliwy? te klimaty], chcący mnie przekonać o jego szczerości -
N: Bądź moja i będę twój na zawsze/na wieczność.
G: Nevra...
- To stwierdzenie rozgrzało mój umysł i na nowo czując pasję, wciągnęłam wampira do mojego łóżka [prześcieradła w oryginale xD]
- Zdjęłam mu szal i skubnęłam jego szyję, pragnąc jego skóry.-
N: Będę twój...
- Te słowa doprowadziły mnie do szaleństwa.-
- Wyginając ciało w stronę jego, pozwalam moim dłoniom badać jego pierś, starając się go rozebrać, by móc bardziej rozkoszować się naszym uściskiem -
- Kiedy wreszcie był bez koszulki, pozwoliłam moim ustom poruszać się po jego skórze. Uwielbiałam czuć jego napięcie pod moimi pocałunkami i jego jęki wzmacniały moje pragnienie - [jej, ale to ładne <3]
- [To zdanie jest dziwne, więc je wam opiszę tak jak je rozumiem z kontekstu i logiki sceny: Gardia pieściła Nevrę, ale zeszła za daleko, przez co Nevra ją przyciągnął do siebie z powrotem, by ją pocałować i położył ją na plecach. Teraz tak jakby nastąpiła jego kolejka do pieszczenia xD. Tłumaczenie niepewne][Jeszcze mam drugą koncepcję tego zdania, że Nevra "przywołał" Gardię do swoich ust, bo za bardzo mu się rozpanoszyła, gdy się pocałowali, to ją położył i tak jakby nastąpiła jego kolejka. Tłumaczenie niepewne xD]. Umieścił moje ręce nad moją głową i pozwolił sobie swobodnie pieścić palcami moje ciało.
- Delikatnie wsunął je w moje spodnie i poczułam je między udami.-
G: (Nie chcę już powstrzymywać moich pragnień) [to jest wybór]
- Ruchem bioder dałam mu ostatecznie zaproszenie. -
- Smutek, ból i brutalność ostatnich dni przestały istnieć...
- Nic nie istniało poza naszym uściskiem, który chciałabym, żeby trwał wiecznie. -
- Czułam, że żyję/czułam się taka żywa. -
- Ponownie sięgając moich ust, Nevra wyrwał ze mnie okrzyk ekstazy [ależ on musi... całować ( ͡° ͜ʖ ͡°)] -
G: Nevra... pragnę cię. [to jest wybór] [tylko dlaczego Nevra ma tutaj zdumioną minę? XD]
- Wydawało się, że tylko czekał, aż to usłyszy -
- Jego dłoń cofnęła się, by mnie rozebrać, zdjął także resztę swojego ubioru. -
- Zapytał mnie, czy jestem pewna... -
- Oczywiście, że byłam. Moje ciało domagało się go bardziej niż rozum [druga część zdania niepewna] -
[ILU]
- W odpowiedzi, zakołysałam się i umieściłam się nad nim, byśmy wreszcie połączyli nasze ciała. -
- W końcu należeliśmy do siebie. -
[PO ILU]
- Widząc to wyrzeźbione ciało, które samo mi się ofiarowało, oddałam się temu kompletnie... po raz pierwszy od bardzo długiego czasu [nie żebym wypominała czy coś, ale raptem dwa dni wcześniej zdarzyło się Gardii trochę się zapomnieć w chwili xD] -
- Wtedy straciłam oparcie... gdy odnalazło mnie odczucie, które było dla mnie nieznane.-
- Było nieuchwytne, ale jak najbardziej prawdziwe.-



VALKYON:

V: Coś nie tak?
V: Widziałem jak szybko opuściłaś ceremonię... To przez twoją ranę?
G: Nie... po prostu nie mogłam tam zostać.
G: Nie zniosę już tego dłużej. Te wszystkie śmierci... to jest dla mnie za dużo. Nie daję temu rady.
G: (Zaczęłam płakać i Valkyon wziął mnie w ramiona.)
V: To normalne... Mało kto sobie z tym radzi...
G: (Jego ramiona zacisnęły się na mnie mocniej i płakałam coraz więcej i więcej.)
G: (Jego obecność łagodziła mój ból... to takie dziwne.)
G: J-jak ty to zrobiłeś? Kiedy twój brat umarł?
G: (Valkyon zamarł w bezruchu.)
V: Czy to chłopacy ci powiedzieli, że Lance nie żyje?
G: (To prawda... Valkyon nigdy mi o tym nie powiedział.)
G: Nie... kiedy walczyliśmy przeciwko Natce, oglądałam wspomnienia Miiko... i jedno dotyczyło tego... Widziałam jaki wtedy byłeś smutny. [Valkyon uniósł brwi, świetną ma tę minę XD]
G: (Valkyon ciągle tkwił w bezruchu i tylko na mnie patrzył... ale ze mnie idiotka!) [z grzeczności nie zaprzeczę]
G: Przepraszam, to głupie z mojej strony, że poruszyłam ten temat.
V: Nie! Nie mam nic do ukrycia
V: Ale tak, ból który czułem był ogromny. Myślałem, że nigdy nie osłabnie.
V: Poczułem to samo, gdy Natka cię dźgnęła. [aw, ten rumieniec <3]
G: Valkyon...
G: (Uniosłam głowę, by pocałować go z pasją.) [to jest wybór][drugim jest "pocałować go delikatnie", ach te różnorodne wybory XD]
G: (A on odpowiedział mi z jeszcze większym zapałem)
- Bez ceregieli wsunął dłonie pod moje uda, by mnie unieść i zanieść do łóżka.-
- Moje ciało pocałowało delikatny materiał prześcieradła [tak jest w tekście, nie zmyślam XD], gdy Valkyon mnie na nim położył. Objęłam go ramionami, by go powstrzymać od odejścia [ciekawostka techniczna: wiecie jaki to problem znaleźć dobry synonim dla Valka? xD Myślałam, że to tylko ja mam z tym kłopot, ale jak zobaczyłam w oryginalnym tekście, że zamiennie nazywa się go "obsydiańczykiem", to od razu zrobiło mi się lepiej XD. "Objęłam obsydiańczyka ramionami", kwiiiiik]
- Chciałam go całego dla mnie. -
- Jego dłonie poznawały moje ciało, poruszając się w górę i w dół, tak by poznać najdrobniejszy kawałek mojej skóry. -
- Wyginałam się pod gorącym dotykiem jego palców. -
- Wtedy mnie poprosił, bym się odwróciła i zrobiłam to bez wahania. -
- Uniósł mi koszulkę, by pocałować moją ranę, która już prawie zniknęła. -
- Gorączkowo rozkoszowałam się dotykiem jego ust na mojej ranie, pozwalając sobie na westchnienie z przyjemności. Całował mnie powoli w dół, wzdłuż kręgosłupa, co powodowało dreszcze w całym moim ciele [tłumaczenie niepewne, oddaję tutaj kontekst zdania] -
- Jego dłoń przesunęła się, by złapać mnie mocno za pierś i mnie przysunąć do jego torsu - [eee, jeśli to dobrze rozumiem, to chyba mogło zaboleć Oo] [w ogóle pierwotnie założyłam, że on ją tu obraca, ale nie, Gardia to robi dopiero w dalszej części tekstu i czy tylko mi taka pozycja, że ona na brzuchu, a on na jej plecach i próbuje ją pieścić rękami byłaby pierońsko niewygodne? XD]
- Ciepło jego skóry sparaliżowało mnie na moment i gdy doszłam do siebie [pewnie po tych pocałunkach, ale jak dla mnie to dowód, że ją jednak zabolało XD], odchyliłam głowę, by odsłonić dla niego szyję/by ofiarować mu szyję. -
- Nachylił się tam, by obsypać mnie tysiącem pocałunków. Tłumiłam moje jęki, przygryzając wargi... jakbym się bała, co to mogło pociągnąć za sobą. -
- Ale Valkyon poczuł moje podniecenie i pozwolił by jego ręka zsunęła się dużo niżej... -
G: (Nie chcę już więcej ograniczać mojego pragnienia!) [to jest wybór]
- Jeszcze bardziej naparłam biodrami na Valkyona. -
- Jego palce roztopiły się we mnie [haha, nie spodziewałam się, że ujmą to tak dosłownie :D] z energią, która wyzbyła mnie resztek zahamowań. -
- Czułam się taka żywa/czułam, że żyję. -
- Czując, że nasze ciała przepełniało pożądanie, obróciłam się, by go pocałować. -
G: Valkyon... chcę ciebie.
V: Jesteś pewna?
- Oczywiście, że byłam. Moje ciało domagało się go bardziej niż rozum [druga część zdania niepewna] -
- Jako odpowiedź, pocałowałam go namiętnie. W tej namiętności zmusiłam go do zakołysania się na materacu i umieściłam się nad nim, podczas gdy go rozbierałam. -
- Bardzo szybko staliśmy się nadzy. -
- Podziwiałam jego muskularne i imponujące ciało... każdy najdrobniejszy szczegół czynił go jeszcze piękniejszym w moich oczach, nawet te wystające żyły, które wystąpiły na jego ciele [yyygh, naprawdę musiała o tym wspominać? >,<] -
- Nachyliłam się do jego piersi, by złożyć na niej kilka pocałunków. -
[ILU]
- Kiedy usiadłam, Valkyon mocno trzymał moje biodra, by wreszcie połączyć nasze ciała. -
- W końcu należeliśmy do siebie. -
[PO ILU]
- Smutek, ból i brutalność ostatnich dni przestały istnieć... Nic nie istniało poza naszym uściskiem, który chciałabym, żeby trwał wiecznie. -
- Jak poruszane zmysłową melodią, nasze ciała tańczyły ze sobą, a nasze westchnięcia mieszały się z żarem, który nas otaczał. [nie chcę nic mówić, ale trochę wyżej Gardia stwierdziła, że Valk nie wygląda na dobrego tancerza, więc to dość niefortunne porównanie ( ͡° ͜ʖ ͡°)] -
- Wtedy straciłam oparcie... gdy odnalazło mnie odczucie, które było dla mnie nieznane.-
- Było nieuchwytne, ale jak najbardziej prawdziwe. -



EZAREL:

E: Gardienne?
- Usiadłam, by stawić czoła Ezarelowi... a on się trząsł. -
- Ale dlaczego? -
- Stał przede mną w bezruchu przez dłuższy czas. -
G: O co chodzi? Czego chcesz ode mnie?
G: (Ciągle miałam w sercu to, co mi powiedział tamtej nocy przy ołtarzu... "zapomnij o mnie")
E: Gardienne...
- Bez ostrzeżenia napadł na mnie. Jego usta naparły na moje, niemal brutalnie. -
- Zaskoczona odepchnęłam go. -
G: Zwariowałeś? [roztrzęsiona Gardia rzuca się na Eza - spoko, roztrzęsiony Ez rzuca się na Gardię - niespoko. Cholerne podwójne standardy]
G: (Odsunęłam się od niego, ale poprosił mnie, bym go wysłuchała.)
G: (Po krótkim zastanowieniu zgodziłam się, przełykając łzy, które napłynęły mi do oczu [yyy...]
E: Gardienne... kiedy cię poznałem, byłem dla ciebie okropny... byłem pretensjonalny i wyniosły. Uważałem cię za gorszą ode mnie. Postępowałem tak samo, jak te wszystkie osoby, których nienawidzę.
G: (Odwrócił wzrok, zaciskając dłoń w pięść.)
E: Aż poznałem ciebie lepiej...
E: Wtedy dostrzegłem, że pod tą małą księżniczką zagubioną w nieznanym świecie, byłaś wspaniałą kobietą... pomocną i chętną.
E: Pozwoliłem, by przytrafiły ci się rzeczy niewybaczalne... a ty ciągle tu jesteś...
G: (Mówiąc te słowa, Ezarel zbliżył się do mnie i wziął moją rękę, a ja nie miałam ochoty go odrzucić.)
E: Wpuściłaś mnie do swojego serca i znowu cię skrzywdziłem, ponieważ niszczenie tego, co kocham, to jedyne, co potrafię...
E: A poza tym i tak ciągle próbowałem cię zadowolić.
G: (Zaśmiał się nerwowo.)
E: To było takie paradoksalne/sprzeczne! Jak udało ci się nie zwariować?
G: Ja... ja... (Nie wiem, co mu powiedzieć.)
E: Tam... przy ołtarzu... Nie powinienem ci mówić tego, co powiedziałem.
E: Nie chcę, żebyś o mnie zapomniała... nigdy.
- Jego głos drżał i ledwie rozpoznawałam  w nim tego kpiącego elfa, którym był na co dzień. -
- Po raz pierwszy zobaczyłam go kruchego, zagubionego i zdezorientowanego. -
- Moje serce było rozdarte między bólem odrzucenia przez Ezarela i bólem jaki sprawiał mi jego widok w takim stanie. -
E: Nigdy nie powinienem ci mówić tych wszystkich okropnych rzeczy, wybacz mi.
G: Ezarel...
G: Nigdy nie będę na ciebie zła...
- Rzuciłam się w jego ramiona i pocałowałam go w usta. -
- Nagle moje serce wyzwoliło się od wszystkich uraz. - [translator wskazuje na czas przyszły, tzn. "będzie wyzwolone", ale to nie brzmi]
- To było tak, jakbym całe życie czekała na ten moment.
- Ręce Ezarela objęły moje ciało, by mnie w nich zamknąć. -
- Zadrżałam, pozwalając by mój język pieścił jego. - Wyglądał na zaskoczonego i odsunął się od moich ust, uśmiechając się nieśmiało [awww]. Ciągle wyglądał na zagubionego i chciałam go ukoić/uspokoić najlepiej jak mogłam.  -
- Pocałowałam go znowu i z całą zmysłowością, na jaką tylko było mnie stać, zaprosiłam go do zaprowadzenia mnie do łóżka
- Kiedy położył mnie na materacu/łóżku, poczułam ostry ból w miejscu, gdzie dźgnęła mnie Natka i wyrwał mi się okrzyk [bólu]
- Ezarel natychmiast zrozumiał, co się stało i namówił mnie bym pokazała mu ranę, odsłaniając bluzkę. -
- Przesunął palcami w dół mojego kręgosłupa i pomimo bólu, nie mogłam powstrzymać lekkiego dreszczyku przyjemności. -
E: Prawie nie ma śladu, ale ból jest ciągle obecny, czyż nie?
G: Tak...
E: Naprawdę myślałem w tamtej chwili, że cię stracę... Ciągle widzę twoje nieruchome/martwe ciało.
G: Ezarel...
E: To wtedy dotarło do mnie, jak bardzo jesteś dla mnie ważna. Bardzo żałuję, że nie zrozumiałem tego wcześniej. Zmarnowałem tyle czasu na tłumienie swoich uczuć...
E: Później próbowałem być kimś innym, nie rozumiejąc, że mogłabyś mnie pokochać takim, jakim rzeczywiście jestem...
E: Byłem tak zaślepiony, że też nie widziałem, jaka ty naprawdę jesteś...
- Elf tańczył palcami [poruszał po prostu -,-] w miejscu, gdzie przebiło mnie ostrze Natki. Z całą słodyczą świata, wyglądał jakby chciał uleczyć moją ranę i wchłonąć mój ból. -
- Delikatnie zastąpił palce językiem i ucałował moją ranę. Nowy dreszcz przebiegł mi po plecach.
E: Czujesz się już lepiej? [z tym cwaniackim uśmieszkiem mu jednak lepiej jak z rumieńcami xD]
G: Tak... K... Kontynuuj.
- Ezarel zdjął moją bluzkę i obsypał moje plecy pocałunkami.
- Czucie jego warg na mojej skórze elektryzowało mnie bardziej niż to mogłam sobie wyobrazić. Wydawało mi się, że moja wrażliwość na plecach zwiększyła się dziesięciokrotnie.
- Nagle jego język przesunął się z moich pleców na szyję, którą skubnął namiętnie.
- Zdyszana/pozbawiona powietrza odwróciłam się, by odnaleźć jego usta i zdjąć mu górę ubrania. -
- Jego drżące ręce sięgnęły na moje plecy, by rozpiąć mi stanik.
- Tym razem nie czuł się zakłopotany widokiem moich nagich piersi, które mu pokazałam i nachylił się, by ucałować ich czubki.
- Moje serce biło jak szalone, jakby chciało wyrwać mi się z piersi i nagle poczułam, jak mięśnie Ezarela spinają się aż do skrajności/szczytu możliwości.
- Objęty niszczycielską namiętnością, Ezarel porzucił moje piersi i przeniósł się niżej, do ud, by zdjąć ze mnie resztę ubrań. Zsunął delikatną koronkę bielizny po moich nogach... i bardzo szybko znalazłam się przed nim całkowicie naga.
- Całował moje uda, powoli zbliżając się do punktu bez odwrotu. -
G: (Nie chcę już więcej ograniczać mojego pragnienia!) [to jest wybór]
- Instynktownie uniosłam biodra, by dać mu ostateczne zaproszenie. -
- Jego twarz ukryła się/zatopiła się pomiędzy moimi udami, podczas gdy jego palce ciągle pieściły moje całe ciało...
- Zaciskałam palce na jego włosach, ponieważ przyjemne ciepło ogarniało całe moje ciało
- Nie istniało nic poza tym, co się właśnie działo między nami, teraz, w tym pokoju. [boom, wchodzi Ewe]
- Nic, tylko on i ja... [żartowałam]
- Czułam się taka żywa/czułam, że żyję.
- Ezarel usiadł i popatrzył na mnie.
G: Ezarel... chcę ciebie...
- Nie zdążyłam dokończyć zdania, bo Ezarel mnie pocałował, jego język zagłębił się w moje usta bardziej śmiało, niż kiedykolwiek wcześniej.
- W gorączce chwili, rozerwałam mu spodnie, próbując je zdjąć [ahahahahahah, nawet scenarzyści się skapnęli, że może być ciężko zdjąć Ezowi spodnie XDDD]. Roześmiał się lekko, zanim stanął nago przede mną.
- Zapytał, czy jestem tego pewna...
- Oczywiście, że byłam. Moje ciało domagało się go bardziej niż rozum [drugie zdanie niepewne]
- W odpowiedzi położyłam mu rękę na biodrze i zaprosiłam go do tego, by się zbliżył...
- Całowaliśmy się namiętnie.
[ILU]
- Nareszcie należeliśmy do siebie w pełni. -
- Rozkoszowałam się każdą częścią tego nerwowego/napiętego [raczej to drugie] ciała, które uderzało we mnie z siłą i napełniało do perfekcji... [Oo... ( ͡° ͜ʖ ͡°)] [z tym zdaniem łączy się ciekawostka, bo w zależności od translatora brzmi ono inaczej i prawdopodobnie dopiero oryginalne tłumaczenie to rozsądzi; pierwsza wersja jest taka jak podałam wcześniej, a druga: "rozkoszowałam się każdą częścią tego nerwowego/napiętego ciała, które napełniało mnie siłą i perfekcją" XD. Szczerze, to trochę jak wybór między dżumą a cholerą, ale ten drugi wariant mnie bardziej śmieszy, a pierwszy jest bardziej wyuzdany XD. Traktujcie to jednak bardzo swobodnie, bo w oryginale pewnie pojawi się trzecia wersja XD]
[PO ILU]
- Wtedy straciłam oparcie... gdy odnalazło mnie odczucie, które było dla mnie nieznane.-
- Było nieuchwytne, ale jak najbardziej prawdziwe. -


- Scena z Leiftanem i Ashkorem -

?: Jesteś w końcu... [niepewne tłumaczenie]
L: Co cię sprowadza tutaj z powrotem? [zarumieniony Leiftan]
Ashkore: Myślę, że jesteś mi winien wyjaśnienia.
L: ...
A: Leiftan, o co chodzi z Natką?
A: Dlaczego ją zabiłeś?
L: Tak jakby jej śmierć ciebie nie cieszyła... [z całym szacunkiem, ale Leiftan ma tu minę jak uczniak przyłapany na sikaniu do umywalki, serio]
L: Jesteś zły, bo zabrałem ci tę przyjemność?
A: Nie. Jestem "zły", bo mogła się nam jeszcze przydać.
L: Wiemy już jak uszkodzić kryształ, więc jej obecność przestała być potrzebna.
L: Stałaby się dla nas ciężarem. To był idealny moment, by się jej pozbyć.
A: Skoro tak mówisz... ale nie przekonasz mnie, że to jedyny powód.
L: A jaki mógłbym mieć inny powód?
A: Ta dziewczyna.
L: Jaka dziewczyna?
A: Gardienne! Wydajesz się interesować się nią... za bardzo.
L: I czy to jakiś problem?
A: Jeśli popsuje nasze plany, to tak.
L: Nie zrobi tego.
A: Lepiej żeby tak było. Dobrze wiesz, że usunę każdą przeszkodę na swojej drodze, nawet tę najmniejszą.
- BAM -
- Rzuciłem się na Ashkore'a i zadałem mu brutalny cios - [btw, oni się właśnie biją na środku placu przed świątynią... jakieś straże or sth? Nie? Ech.] -
- Na początku był zaskoczony, ale potem mi oddał i zaczęliśmy szaloną walkę. - [cholera, nie wiem, komu kibicować @_@]
- To był pierwszy raz, kiedy ja i mój partner/sojusznik zaczęliśmy się bić, ale posunął się za daleko.
- On zagroził komuś, kogo kochałem bardziej niż cokolwiek na świecie... -
- Tej, na którą czekałem od zawsze... -
- Gardienne... -
- W tej walce oczywiście miałem przewagę... ten mały smok nie miał szans przeciwko aengelowi [megalomania strikes again!] -
- Dobrze wymierzony cios strącił mu maskę i machnąłem ręką, zanim położyłem mu ją na gardle. -
L: Posłuchaj mnie.
L: Dotknij choć jednego jej włosa, a zabiję cię... cię i pozostałych ocalałych z twojej nędznej, małej rasy.
A: Leiftan... ja...
L: (Zacisnąłem dłoń na jego szyi, pomimo jego jęków/stęknięć)
L: Zaproponowałem ci moją pomoc. Beze mnie jesteś nikim. Nie zapominaj o tym.
L: Gardienne jest moja. Zabraniam ci ją zranić. Zrozumiałeś... Lance? [och nie, udawajmy, że jesteśmy zaskoczone!]

[ZAKOŃCZ ODCINEK]

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.