FANDOM


Hej,

Nadymka pisała, że ma teraz mniej czasu i może nie dać rady z tłumaczeniem, więc postanowiłam wziąć to na klatę i dokończyć. Zaczynam od miejsca, w którym Nadymka skończyła. Tłumaczenie opieram na tym filmiku czyli francuski przeciągnięty przez translator na język angielski. Skupię się na oddaniu sensu i kontekstu, bo jednak z translatora czasem wychodzą trochę połamane zdania i trzeba trochę zgadywać xD. Perfekcyjnie nie będzie, ale postaram się, żeby było jak najlepiej. Miejscami będę się wspierać francuskimi filmikami, ale te też trafią do translatora, bo ja francuskiego ni w ząb xD. Zapraszam do podsuwania jakichś wskazówek czy uwag przez kogoś bardziej rozgarniętego w języku francuskim. W miarę możliwości codziennie powinien wpadać jakiś fragment. Miłego czytania :). 

PS. nie czaję od czego zależy wielkość interlinii, więc dopóki nie skończę, to tekst może wyglądać różnie w zależności kiedy i na którym kompie akurat tłumaczyłam XD.

PS2. moje uwagi wpisuję w [ ]

PS3. Już przetłumaczyłam wszystko, co udało mi się znaleźć (w sensie, tyle wariantów rozmów, ile się dało). Yay!

________

Zgodnie z zapowiedzią, uzupełniam sceny, których brakowało u Nadymki:

- Brakująca scena z Karuto, gdy idzie się jeść po wizycie u Ewe -

- Stołówka, Gardii burczy w brzuchu -

G: (Jestem taka głodna! Mam nadzieję, że Karuto będzie łaskawszy/pobłażliwy dzisiaj)

G: Witaj Karuto!

K: Mmmh... [ma nietęgą minę]

G: Karuto?

K: Mmmh...

K: Proszę, to twój posiłek!

- boom -

G: (Dał mi tacę z posiłkiem nagłym ruchem. On zawsze jest bardzo zły...)

G: (Poszłam i usiadłam cicho, bez patrzenia, co mi dał.)

G: (Huh? Jajko z bekonem? I nawet płatki z mlekiem [dosłownie: zboża i cegłę mleka XD]?)

G: (Myślałam, że mam jakieś płatki owsiane czy nawet ten gulasz [o którym wspominał wcześniej przy Huang Hua]. Byłam zaskoczona.)

G: (Gestem podziękowałam Karuto. Nawet jak wyglądał ciągle na niezadowolonego, naprawdę rozpieścił mnie dzisiaj, w porównaniu do poprzednich dni.)

G: (Nie spieszyłam się, ostatnio byłam ciągle w wielkim pośpiechu... Mam dużo pracy do wykonania, jeśli chcę odnieść sukces!)

G: (Ostatecznie spędziłam tu więcej czasu niż się spodziewałam, mam nadzieję, że to nie będzie przeszkadzać Ewelein.)

[tutaj można od razu pójść do Ewe, albo jeszcze raz podziękować Karuto. Jeśli to drugie:]

G: Hej, Karuto!

G: (Podziękuj mu ciepło) [sprawdziłam wersję z całusem - jest taka sama jak normalne podziękowania, tylko w tym wariancie rumieni się i robi minkę a'la ^_^ xD]

G: To był wspaniały posiłek, jesteś prawdziwym szefem kuchni!

K: Dziękuję.

- Gardia idzie do Ewe i spotyka WSa -

____________

Scena z Nevrą przy okazji bilansu u Ewe:

- Sala drzwi -

N: Akuku Gardienne.

N: Co robisz?

G: Oczekuję na wyniki analizy.

N: Bilans medyczny u Ewelein?

G: Dokładnie

N: Powiedz... Wiem, że nie widzieliśmy się zbyt wiele od tamtej nocy.

G:

A (To prawda, ale nie próbowałam go unikać.)

B Wiem, unikałam cię.

N: Chciałem ci tylko powiedzieć, że nie próbowałem cię unikać.

N: Często ciebie widziałem z daleka i wahałem się czy podejść porozmawiać z tobą. [serce mi się kraje jak widzę jego minę]

G:

A Dlaczego wahałeś się?

B W porządku. (Ostatecznie jestem zadowolona, że nie podchodził, żeby się ze mną spotkać)

N: Nie wiem... Myślę, że czuję...

G: (Odwrócił wzrok i położył rękę na szyi. Wyglądał strasznie nieswojo)

N: Nie, zapomnij o tym...

G: Nevra, powiedz mi wszystko.

N: ...

N: Nie czuję się przy tobie komfortowo [dobrze]

G:

A Czy to żart? To raczej ja nie czuję się dobrze z tobą!

B To... irytujące

Jeśli wybierze się A:

N: Nie, to nie jest to co myślę!

N: Nie miałem tego na myśli!

G: Czyli co chciałeś powiedzieć? Że obrzydzam cię? Bo tak to właśnie zrozumiałam!

N: Nie, to nie ty mnie obrzydzasz.

Jeśli wybierze się B

N: Źle się wyraziłem. Ciągle cię ranię... naprawdę czuję, że lepiej by było, jakbym milczał.

N: To nie ty mnie obrzydzasz. [ta odpowiedź jest wspólna dla wyborów A i B, i bardziej pasuje do kontekstu z wyboru A, scenarzyści chyba nie dopilnowali, by w wypadku wybrania B jakoś lepiej to dopasować do rozmowy]

- Dalej tak samo w obu -

N: To ja.

G: Nevra, wyjaśnij mi...

N: Czuję, że nie mam prawa być blisko ciebie.

N: Wiem co ci powiedziałem: będę przy tobie, jeśli będziesz chciała.

N: Jednak gdzieś w głębi obawiam się że znowu cię zranię... [tak się domyślam, że o to chodzi, bo w oryginale jest coś o oskórowaniu... XD] Naprawdę nie chciałbym skrzywdzić cię jeszcze bardziej.

G: Nevra...

G:

A (Położyłam rękę na jego policzku.)

B Popełniłeś błąd i teraz twoim obowiązkiem jest wziąć to na siebie... dlatego nie odchodź ode mnie za daleko.

C Pretensje możesz mieć tylko do siebie.

Po A

N: Gardienne...

G: (Pomimo tego, co mi zrobił, nie mogę mu pomóc, ale czuję jego rozpacz.)

G: (Szczerość jego głosu przyspieszyła bicie mojego serca.)

G: Pamiętaj, masz dług do spłacenia.

G: Masz rację... Obiecałem być dla ciebie i będę.

G: Dziękuję, jesteś prawdziwym aniołem.

Po B

N: Wiem... już nie będę uciekał.

N: Powiedziałem ci, chcę znowu zobaczyć uśmiech na twojej twarzy. Chcę cię chronić.

N: To był tylko moment słabości.

[z C nie mam tekstu]

- dalej tak samo -

N: Nie zatrzymuję cię już dłużej.

N: Do zobaczenia później.

G: (Ok, muszę wrócić do Ewelein!) Czas leci!

_______

Scena z Valkyonem przy okazji bilansu z Ewe:

G: (Mam nadzieję, że nie byłam spóźniona...) [strzelam, bo w tym zdaniu pojawia się słowo, którego nie zna ani translator, ani słownik, a nazwa własna np. chowańca nie pasuje do kontekstu]

V: Cześć Gardienne.

V: Nie kontynuujesz swoich badań?

G: Zrobiłam sobie krótką przerwę.

V: W porządku, mam nadzieję, że robisz postępy.

G: Jakoś idzie.

[tutaj można zdecydować się, czy chce się z nim pogadać o problemie, czy nie; oczywiście że tak xD]

G: Przeanalizowałam wiele planów, ale wszystkie opierają się na tym, że musimy wejść do jaskini. Muszę znaleźć rozwiązanie tego problemu.

V: Wyobrażam sobie. W każdym razie nie wahaj się, jeśli będziesz czegoś potrzebować. Chętnie ci pomogę.

G: Wiem i pomyślę o tym, dziękuję!

V: A jeśli ci to nie przeszkadza, chciałbym, żebyśmy spędzali więcej czasu razem.

V: Chciałbym lepiej cię poznać [translator mi wyrzucał "chciałbym nawet cię poznać", to by pasowało do Valka, ale próbuję uratować romantyzm tej sceny xD]

G:

A Teraz? Przepraszam, ale myślę, że nie jestem jeszcze gotowa by przebywać z tobą sam na sam w sytuacjach nie związanych z pracą.

B Też bym chciała lepiej cię poznać!

C Nie za bardzo mam ochotę, żebyś mnie poznał lepiej.

V: N-Naprawdę?

V: Myślałem, że powiesz, że trochę na to za wcześnie.

G: Bo jest... Ciągle czuję się źle z tym, co się wydarzyło, ale nie mam pojęcia, kim tak naprawdę jesteś [w głębi].

V: Jestem wzruszony... Bardzo wzruszony.

V: Powiedz mi, kiedy będziesz gotowa. Nieważne kiedy to nastąpi, będę z tobą w tej chwili.

G: Dziękuję za starania, które dla mnie poczyniłeś, Valkyonie. Ciągle mam sporo żalu, ale poruszyło mnie to.

V: Nie chcę kłamać, ani cię skrzywdzić, Gardienne.

G: Wiem... ale potrzebujemy czasu do uzdrowienia [uleczenia ran]... razem.

G: To co mi zrobiłeś... nie jest nieistotne. Nigdy o tym nie zapomnę.

G: Jednak chciałabym wierzyć, że z czasem ból będzie malał. [co ciekawe, translator sugeruje, że ból będzie wzrastał, ale nie pasuje do kontekstu, no chyba że Gardia jest masochistką.]

V: Jeśli jest coś, co mógłbym zrobić, żeby ci pomóc, powiedz.

G: (Podeszłam do niego i przyjacielsko położyłam dłoń na jego ramieniu.)

G: Zrób to, co mi powiedziałeś i bądź po mojej stronie [chyba w sensie, że blisko]... czas zrobi resztę.

G: (Wziął moją dłoń w swoją i ucałował ją.)

V: Obiecuję.

G:

A (Słyszę bicie mojego serca... Chyba się rumienię...)

B (Szybko zabrałam rękę z szarpnięciem!)

G: (Odwróciłam wzrok i zabrałam rękę)

V: Nie będę cię zatrzymywał. Dobrego dnia.

G: Do zobaczenia!

- Gardia idzie do Ewe -

_____________

Tłumaczenie właściwe:

G: (Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i dam radę zatrzymać uczucia dla siebie... powinnam pozostać profesjonalna, cokolwiek się wydarzy.)

- Rozkminy Gardii w Schronisku Eel -

G: (Mam dwie wolne godziny i myślę, że nie ma sensu, bym teraz myślała o sprawie Balenvii.) Dopóki nie nadejdzie czas, zostawię to [niepewna jestem, to jest jedno z tych dziwnych zdań, ale patrząc na pojedyncze słowa, mniej więcej o to mogło chodzić xD][Mevala-Wróżka-Z-Fusów]

G: (To strasznie frustrujące.)

G: (Mogłabym poćwiczyć z Camerią. Nie wiem czy ma czas, ale nie zaszkodzi zapytać.)

G: (Poszłam do niej i na szczęście zgodziła się.)

G: (Poszłyśmy na plażę i poprosiła mnie o zdjęcie butów.)

G: (To szalone jak bryza na mojej twarzy i odurzające ciepło piasku może zrobić mi dobrze.)

Cameria: Jesteś gotowa?

G: Bardziej niż nigdy.

C: Zaczynajmy!

- QTE -

C: Cóż, poszło nieźle.

C: Jesteś elastyczna i szybka, ale brakuje ci trochę siły. Kiedy mnie uderzasz, czuję się jakby dotykała mnie bowsa [nie znam tego słowa, może to jakaś nazwa chowańca?]. Delikatnie jak piórko!

C: To nie wszystko, ale muszę już iść.

G: Masz coś do zrobienia?

C: Uczę matematyki dzieciaki w schronisku. Ich nauczyciel będzie nieobecny przez kilka dni. Aktualnie nie mam żadnej misji, więc zgłosiłam się na zastępstwo.

G: Nie wiedziałam, że jesteś w tym dobra.

C: Właściwie, to jeszcze nie wiesz o mnie zbyt dużo.

G: Prawda! Nie zatrzymuję cię już.

- Gardia wraca do pokoju-

G: (Kiedy wróciłam do pokoju, byłam miło zaskoczona, gdy znalazłam dwie paczki. Jedna zawierała notatki przyjaciela Ykhar o historii Balenvii. Druga była paczką od…)

G: Karuto?

- List od Karuto-

Widziałem, że nie przyszłaś na posiłek w południe. Nie masz powodu by opuszczać posiłki, także jedz! Karuto.

G: (To było bardzo niespodziewane z jego strony... Pewnie musiał dostać rozkazy od Huang Hua, żeby być tak miłym. A potem przyszedł do mojego pokoju po to?)

-PS od Karuto-

[tutaj pada zdanie, którego nie rozumiem za bardzo. oryginał: J'ai demande a la fouine qui te sert de copine de te l'envoyer, w każdym razie mniej więcej chodzi o to, że kogoś poprosił o przyniesienie paczki do pokoju Gardii.]

G: Ha, to trochę wyjaśnia.

G: Wzięłam obie paczki i rozmieściłam je w pokoju, żeby zabrać się za dopracowanie planu.)

G: (Z różnymi dokumentami miałam wszystkie informacje, jakie zebrałam podczas śledztwa. Miałam wystarczająco dużo i jak zbiorę to do kupy, to to powinno przekonać Miiko, że ta misja jest możliwa.)

G: (Kilka godzin pracy wystarczyło mi by przekonać się, że możemy rozwiązać ten konflikt. Mój plan był słaby w kilku miejscach, ale miałam nadzieję że Miiko nie przyciśnie mnie za bardzo.)

G: (Ostatecznie przecież nie byłam ekspertem "na polu walki" [strzelam, że mniej więcej o to chodziło xD])

G: (Kontynowałam pracę do około 8, potem poszłam coś zjeść przed pójściem spać.)

G: (Do 72 godzin jeszcze długa droga. Jutro pokażę się Miiko i przedstawię jej mój plan.)

G: (Mam nadzieję, że się uda.)

G: (Poszłam do łóżka z bólem brzucha.)

G: (Następnego dnia wstałam o świcie, bez budzika czy promieni słońca. Byłam zbyt podekscytowana tym, że pokażę Miiko do czego jestem zdolna!) G: (Poszłam prosto do Sali Kryształu.)

- Sala Kryształu-

G: (Miiko jest tam, pisze coś w notatniku)

M: Hmmm? Gardienne? Co tutaj robisz?

G: Skończyłam mój plan i chciałabym ci go pokazać.

M: Już? Zostało ci jeszcze sporo czasu... Nie potrzebujesz żadnych poprawek?

G: Nie, wszystko jest gotowe.

M: Skoro jesteś tego pewna. Daj mi czas na zwołanie wszystkich.

G: Będę potrzebować obecności Ewelein żeby wsparła niektóre moje uwagi.

M: Dobrze.

G: (Po chwili zebrała się cała Lśniąca Straż: Ezarel, Nevra, Valkyon, Leiftan, Ykhar i nawet Jamon. Była tu także Huang Hua.)

M: Pozwolimy ci przedstawić swój plan. Odpowiemy dopiero jak skończysz, także nie stresuj się tym, że nic nie mówimy w trakcie twojej wypowiedzi.

G: Ok, rozumiem.

G: (Ewelein usiadła koło mnie. Chrząknęłam zanim zaczęłam mówić.)

G: (Nie wiem od czego zacząć...)

-Opowieść Gardii z górnej części ekranu-

Na początku wyjaśniłam sytuację w Balenvii, mimo że już na wszystko zwracaliśmy uwagę: na powody konfliktu, problemy z komunikacją, geografię rejonu, etc.

Wszyscy słuchali mnie w ciszy. Chwilami było ciężko, ale Huang Hua uspakajała mnie i kiwała głową w moim kierunku, aby dać mi do zrozumienia, że wszystko idzie dobrze. [Mówiłam już, że kocham Huang Hua?]

-koniec opowieści Gardii z górnej części ekranu-

G: Idealnie, zatrzymamy się w lesie pomruków [to chyba jakaś nazwa xD]. Według Thilera, tam powinniśmy znaleźć równiny, na których moglibyśmy się rozbić. To jest kilka godzin od jaskini, jeśli użyjemy kilku chowańców jako wierzchowców.

G: Z tego co mi powiedziano, mieszkańcy Balenvii nie ryzykują zapuszczania się do tego lasu z uwagi na jakieś legendy z tego regionu, co jest dla nas zaletą.

G: Oczywiście, palenie ogniska będzie zabronione podczas naszej wyprawy, żebyśmy nie zostali wykryci.

- Znowu opowieść Gardii-

Potem przeszłam do części dotyczącej infiltracji jaskini, żeby skontaktować się z mykonidami.

- Koniec -

G: (Zobaczyłam jak Ykhar przygryza wargi i natychmiast poczułam skok adrenaliny w moich żyłach.)

G: Na Ziemi mamy maski filtrujące powietrze, których używamy gdy wchodzimy do toksycznych obszarów.

G: (Przekazałam im mój rysunek maski i każdy pokolei go oglądał.)

M: Oh, kto to narysował? Wygląda bardzo ładnie! [to Miiko wtrąca, jeśli rysunek jest ładny]

G: Nie mogę obiecać, że filtr oczyści powietrze na 100%, ale to jedyne rozwiązanie.

G: Oczywiście zgłaszam się na ochotnika, żeby pójść do jaskini i sprawdzić, czy to na pewno działa.

G: (Ewelein pozwoliła sobie wytłumaczyć im bardziej szczegółowo formuły, które chciałaby zaimplementować i elementy, które by użyła do filtrowania powietrza.)

G: Kiedy już nawiążemy kontakt z mykonidami, poprosimy ich o podpisanie zgody na naszą interwencję. Myślę, że będziemy na niej potrzebowali podpisów Miiko i trzech szefów Straży, jeśli zdecydujecie się zostać na czas misji w KG.

G: Po tym wszystkim pokażemy tę zgodę mykonidów mieszkańcom Balenvii. Oczywiście musimy spodziewać się, że nie będziemy tam miło powitani, dlatego Straż Absyntu będzie odpowiedzialna za utrzymanie pieczęci, aby uniknąć sytuacji, że mieszkańcy będą zbyt wojowniczy i będą chcieli zapuścić się do jaskini.

G: Straż Obsydianu będzie odpowiedzialna za utrzymanie porządku, żeby zapobiec powstaniu (buntowi) oraz chronienie mieszkańców przed nimi samymi.

G: Oczywiście liczę na pomoc Haglae. Wiemy, że jest mądrą kobietą i nie wątpię, że sprawi, że jej głos będzie usłyszany w wiosce [tzn. będzie miała posłuch]

- Znowu opowieść Gardii -

Kontynuowałam wykładanie mojego planu i wyjaśnianie najważniejszych punktów. Kiedy skończyłam, czekałam na ich odpowiedź, a oni po prostu zgodzili się.

- koniec -

G: (Popatrzyłam na Ewelein wielkimi oczami, ona wyglądała na podobnie niespokojną jak ja.)

M: Brawo.

G: (Otrzymałam oklaski.)

M: W mniej jak 72 godziny udało ci się zaproponować najlepszy plan.

M: Nie ukrywam przed tobą, że mieliśmy taki plan, z drobnymi różnicami.

G: Więc, tak właściwie, nie pokazałam wam nic nowego? [Gardia zdecydowanie jest zbyt spokojna, ja bym odpowiedziała jej mniej dyplomatycznie...]

M: Właściwie to nie. [ARGHHH, co za krowa]

Huang Hua: *szepcze* Miiko, nie jesteś zbyt zachęcająca/wspomagająca. [Naprawdę ją kocham...]

M: *szepcze* Już, już...

M: Ale przyniosłaś nam brakujące ogniwo w naszym planie.

G: (Miiko pokazała mi maskę.)

M: Rozumiemy, że używanie eksperymentalnych obiektów niesie za sobą pewne zagrożenia, ale to jest ryzyko, które musimy podjąć.

Ezarel: Zresztą, dodałbym Nevrę, Valkyona i siebie jako ochotników do pójścia do jaskini, żeby sprawdzić niezawodność twojego pomysłu.

G: Wolałabym jednak pójść sama, na wypadek, gdyby był jakiś problem.

Valkyon: Dokładniej, odmawiamy ci pójścia samej. [dokładniej "odmawiamy pójścia samodzielnie", ale domyślam się, że odmawiają tego Gardii.]

Nevra: Zdajemy sobie sprawę ze wszystkich problemów i podjęliśmy niezbędne działania w celu rozwiązania wszelkich wątpliwości.

Ykhar: Muszę dodać, że musimy poprosić Purrekos o wykonanie tych sławnych masek.

G: (Rozmawialiśmy chwilę, żeby wyjaśnić kilka spraw i zdecydować kto powinien tam z nami pojechać. Nevra, Valkyon i Ezarel już znaleźli trzech ochotników w swoich strażach.)

Y: Miiko, Jamon i ja zostaniemy tutaj. Już wysyłamy wielu członków Lśniącej Straży, myślę, że tyle wystarczy.

M: To prawda.

M: Gardienne, myślę że to rozumiesz... ale jedziemy do Balenvii!

G: (Przygryzłam usta, żeby powstrzymać moją radość.)

M: Ogłoszę to jutro rano. W międzyczasie możesz to wszystko mieć [chyba w sensie, żeby odpoczęła, czy coś, nie wiem, dziwne to zdanie jest xD]

- Korytarz Straży - 

Huang Hua: Gardienne, poczekaj!

H: Chciałabym ci pogratulować twojej pracy. Miiko nie zawsze umie wyrazić siebie, ale nie mogła się nachwalić, kiedy porozmawiałyśmy o tym [druga część zdania niepewna, znowu trochę wróżę z fusów]

G: Oh dobrze? (Ona [Miiko] ciągle mnie utwierdza w przekonaniu, że nie mam więcej pomysłów od nich)

H: Tak, oni przed tobą wykonali dużo pracy, a ty samodzielnie osiągnęłaś tyle samo, jeśli nawet nie więcej, niż oni zebrali.

H: Jeszcze raz gratulacje za twoje osiągnięcie. [naprawdę i niezaprzeczalnie ją kocham...]

G: Dzi-dziękuję. 

G: (Huang Hua obróciła się na pięcie i znalazłam się sama, jeszcze lekko trzęsąc się po tym wszystkim co się właśnie wydarzyło.)

G: (Cóż, wygląda na to, że moja pierwsza misja została wykonana. Mogę zrobić sobie spacer po KG i nacieszyć się wolnym czasem, chociaż raz!)

[Tutaj Gardia ma zadanie "enjoy your free time" XD]

- Gardia pokręciła się trochę po pomieszczeniach KG i potem załącza się jej opowieść w górnym okienku-

Minęły trzy dni, podczas których Miiko ogłosiła nasz plan reszcie KG, a także odejście Keroshane'a z Lśniącej Straży. W tamtej chwili poczułam ukłucie w sercu.

W chwili ogłoszenia tego, Kero trzymał głowę wysoko, pomimo tych wszystkich zdumionych spojrzeń skierowanych na niego. Godnie to zniósł.

Z mojej strony wysłałam mu dyskretny, wspierający uśmiech, który ciepło odwzajemnił.

- Koniec -

G: (Myślę, że Kero nie potrzebuje więcej zdumień jego decyzjami.) [brzmi głupio, wiem, ale ma sens!]

- Jednak nie koniec -

Brakowało nam już tylko gotowych masek.

- Teraz koniec -

- Targ -

Purral: Dokładnie przestudiowaliśmy twoje rysunki, które nam dałaś, będziemy potrzebowali płynne [ciągnące się] szkło, fragmenty tlenu i zaczarowaną gumę/kauczuk.

G: Przyniosę wam to wszystko.

- Wszystko jest do kupienia w butiku -

G: Mam już wszystko, Purral! Tutaj!

P: W porządku, więc maski będą gotowe na jutro, tak jak ustalono.

G: Świetnie, dziękuję!

- Gardia opowiada -

Następnego dnia wezwała mnie Miiko

- Koniec -

- Sala Kryształu -

Purriry: Można być dyskretnym i wspaniałym, jedno nie wyklucza drugiego!

G: (Ha la la... nigdy tego nie zmienimy!)

G: Dzięki ci za wszystko! (Wolałabym jej nie drażnić i tak świetnie, że wykonali dla nas te maski.)

M: Tak, są fantastyczne. Już tylko musimy je sprawdzić w praktyce.

H: Jestem pewna, że wszystko będzie w porządku.

M: Więc, do wyjazdu bądź o 14 przed Wielką Bramą. Dobrze zapakuj swoje rzeczy.

G: To działa! [ogółem Gardia chyba po prostu ucieszyła się]

G: (Ostatnich kilka dni minęło mi bardzo szybko... W ogóle nie czułam upływu czasu. Czułam że wszystko idzie zbyt szybko... powinnam przyzwyczaić się do tego.)

- Korytarz straży -

G: (Skorzystam z tych kilku godzin wolnego, żeby trochę odpocząć. Mam przeczucie, że podczas tej misji nie będzie czasu na odpoczynek.)

- Prosty korytarz, pojawia się Ala -

A: Gardienne, dobrze sobie radzisz!

G: Allie, jak się masz?

A: Świetnie! Masz chwilę?

G: Oczywiście.

A: Zatem chodź ze mną!

- Sala drzwi -

G: (Karenn czeka na nas.)

A: Wiem, że nie byłam za bardzo dostępna od kiedy Colaia została znaleziona. Spędzałam z nią cały mój czas... przepraszam, że odstawiłam was na boczny tor przez ten czas.

K: Nie masz się co martwić, w zupełności rozumiem.

G: Nie martw się, ja też rozumiem.

A: Dzięki dziewczyny!

A: Żebyście mi wybaczyły, a także żeby wam podziękować za wsparcie wtedy, chciałabym was z kimś poznać...

G: (Ala złapała nas za ręce i zaprowadziła nas do przychodni.)

- Przychodnia - 

Ew: Alajea, przyszłyście do sama-wiesz-kogo? [XD]

A: Tak!

Ew: Ok. Dziewczyny, żadnych nagłych ruchów czy głośnych dźwięków.

G: Hmm?

A: Gardienne, Karenn...

A: Poznajcie Colaię...

C: ...Hej...

G: (Mówi bardzo delikatnym głosem, zupełnie innym od krzyków, które słyszałam przy naszym pierwszym "spotkaniu".)

A: Według Ewelein, możemy być pewni, że nie jest skażona, nawet jeśli musi na nowo nauczyć się życia z innymi.

A: Colaia, to są moje przyjaciółki, Karenn i Gardienne, opowiadałam ci już o nich.

A: One są naprawdę bardzo miłe, nie musisz się ich bać.

K: Hej Colaia, jestem Karenn. Cieszę się, że czujesz się dobrze.

G: (Colaia ukryła się za Alajeą, kiedy Karenn spróbowała się do niej zbliżyć.)

A: Ona jest bardzo, bardzo, bardzo nieśmiała.

G: Hej (Posłałam jej dyskretny sygnał dłonią i uśmiechnęłam się do niej bez mówienia nic więcej. Musiała być bardzo zestresowana tym wszystkim, co się jej przytrafiło.)

C: Allie, shh...

G: (Colaia zaczęła się trząść, wyglądała na przerażoną.)

A: Rozumiem.

Ew: Przepraszam, ale wystarczy tego na dzisiaj.

G: (Ewelein poprosiła nas o wyjście. Alajea dołączyła do nas kilka minut później.)

A: Bardzo, bardzo was przepraszam!!!

G: Spokojnie, rozumiemy... Ona nie jest przyzwyczajona do widoku innych ludzi.

K: Tak, prawdpodobnie to zajmie kilka tygodni.

A: Mmh... chciałabym, żebyście się zaprzyjaźniły [nie jestem pewna tłumaczenia, w oryginale jest: Mmh... moi qui voulais que vous deveniez amies.]

G: Jesteś urocza!

A: Powiem wam później i dzięki jeszcze raz za przyjście!

- Gardia wraca do swojego pokoju -

G: (Po tym wszystkim, załatwiłam wszystkie moje sprawy. Zostało mi mało czasu... muszę się pospieszyć!)

G: (Mój notatnik: jest, ubrania: są, bielizna: jest, pidżama: jest, "toilet bag" [strzelam, że kosmetyczka]: jest...)

G: (Myślę, że mam wszystko.)

- Wielka brama -

M: Czy już wszyscy są tutaj?

G: (Była tutaj cała drużyna. Przyszli też inni członkowie KG i trochę mieszkańców Schroniska, żeby się pożegnać.)

M: Dobrze.

Ykhar: Tutaj macie dokumenty [rzeczy], do zabrania ze sobą. Macie je przestudiować, nauczyć się i nie zgubić!

Y: Będę wywoływać pojedynczo, żeby każdy przyszedł i je zabrał dla siebie.

Y: Huang Hua. Leiftan. Nevra. Ezarel. Valkyon. Ewelein. Karuto.

Karuto: Ostrzegam waszą trójkę. Jedna robota w MA kuchni przy moim powrocie i koniec! [znowu nie rozumiem, w oryginale to wygląda tak: Je vous previens tous les trois, une seule tache dans MA cuisine a mon retour et c'est fini!]

G: (Wygląda na to, że Karuto nie jest zbyt pewny)

Y: Chrome. Karenn.

G: (Ha? Nevra zgodził się, by jego siostra jechała?)

Y: Lazare. Cameria. Valarian. Hestia. Sonze.

G: (Ha, wreszcie będę mogła go poznać, jest całkiem słodki.) Alajea ma niezły gust!

Y: Layi. Martz. Koniec.

G: (Uh...)

M: Ykhar... *kaszle*

Y: Hmm?

G: (Pomachałam jej)

Y: Ha! Gardienne, przepraszam!!!

G: (Sama przyszła i podała mi dokumenty w ramach przeprosin.) Nieźle mnie wystraszyłaś, ha ha.

Y: To ze stresu, ha ha...

M: Udanej podróży wszystkim. Niech Wyrocznia będzie z wami.

M: *szepcze* Huang Hua, uważaj na siebie. Nie zniosłabym utraty ciebie.

H: *szepcze* Nie martw się, moja przyjaciółko. Wyruszam pewna i przekonana, że ta misja powiedzie się nam.

Y: Niech wszyscy znajdą swoją parę do podróży na chowańcu. Dobrej drogi!

G: (Do tej misji Purreru pożyczył nam trochę chowańców, żebyśmy mogli podróżować parami.)

Chrome: Jadę z Karenn!

G: (Nawet mnie to nie zaskoczyło. A z kim ja będę jechać?)


(Jazda z Ezarelem)

G: Ezarel, mogę jechać z tobą?

E: Zamierzałem właśnie ci to zaproponować.

G: (Podeszliśmy do Shau'kobow i Ezarel zapytał mnie, czy chciałabym prowadzić. Nie znam tego chowańca, więc wolałam pozwolić mu prowadzić.)

G: (Byliśmy gotowi do jazdy, teraz musieliśmy jechać do głębi lasu.)

- Głębia lasu -

G: (Dotarliśmy do głębi lasu, a nasz chowaniec nie był zbyt delikatny) [pierwszej połowy zdania nie jestem do końca pewna, w oryginale całe wygląda tak: Nous voila bien enfonces dans la foret et notre monture n'est pas des plus tendres...]

G: (Trząsł we wszystkich kierunkach... Bałam się, że spadnę.)

G:

A (Przylgnij do siodła)

B (Przylgnij do Ezarela)

G: (Złapałam jego kurtkę)

G: (Złapał lejce w jedną rękę, a drugą złapał moją rękę i objął się nią w talii.)

E: Przeszkadzałoby mi, gdybym musiał się zatrzymać, żeby podnieść ciebie z ziemi)

G:

A (Obejmij go mocniej)

B (Zabierz rękę i złap go z powrotem za kurtkę)

G: (Mogę usłyszeć bicie jego serca przez materiał)

G: (Objęłam go drugą ręką i oparłam głowę o jego plecy.)

G: (Nawet jak zranił mnie głęboko, mam nadzieję w sercu, że dotrzyma słowa i będzie uspakajał moje problemy [pomagał mi z moimi problemami?]

(Jazda z Nevrą)

G: Nevra, mogę jechać z tobą?

N: Cieszę się, że pytasz. Z przyjemnością!

G: (Podeszliśmy do Shau'kobow i Nevra zapytał mnie, czy chciałabym prowadzić. Nie znam tego chowańca, więc wolałam pozwolić mu prowadzić.)

G: (Byliśmy gotowi do jazdy, teraz musieliśmy jechać do głębi lasu.)

- Głębia lasu -

G: (Dotarliśmy do głębi lasu, a nasz chowaniec nie był zbyt delikatny) [problem z tym zdaniem nadal aktualny xD]

G: (Trząsł we wszystkich kierunkach... Bałam się, że spadnę.)

G:

A (Przylgnij do siodła)

B (Przylgnij do Nevry)

N: Obejmij mnie, jeśli chcesz!

G:

A Ok! (Objęłam go w talii)

B Nie trzeba, nie martw się!

G: (Był trochę zaskoczony... wyglądał jakby nie spodziewał się, że to zrobię.)

G: (Pomimo tego co mi zrobił, nie mogłam przestać się uśmiechać.)

G: (Mocniej przylgnęłam do jego ciała. Nawet jak zranił mnie głęboko, mam nadzieję w sercu, że dotrzyma słowa i będzie uspakajał moje problemy [pomagał mi z moimi problemami?]

(Jazda z Valkyonem) [ale się tego naszukałam, omg xD]

G: Valkyon, mogę jechać z tobą?

V: Oczywiście, miałem ciebie o to zapytać.

G: (Podeszliśmy do Shau'kobow i Valkyon zapytał mnie, czy chciałabym prowadzić. Nie znam tego chowańca, więc wolałam pozwolić mu prowadzić.)

G: (Byliśmy gotowi do jazdy, teraz musieliśmy jechać do głębi lasu.)

- Głębia lasu -

G: (Dotarliśmy do głębi lasu, a nasz chowaniec nie był zbyt delikatny) [problem z tym zdaniem nadal aktualny xD]

G: (Trząsł we wszystkich kierunkach... Bałam się, że spadnę.)

V: Chcesz jechać z przodu?

G: Co masz na myśli?

V: Pomiędzy mną a cuglami.

G: (Ciągle jestem zwrócona do niego twarzą) [nie do końca czaję tę scenę, jak próbuję sobie to wyobrazić, to jakieś straszne wygibasy mi w głowie wychodzą Oo] [teraz tak pomyślałam, że może usiedli na "nożyce"? Oo. Bo po francusku jest albo właśnie "być zwróconą do niego twarzą" albo "zostać za nim"]

G: (Przez chwilę patrzyłam mu prosto w oczy)

G: (Niezależnie od tego, co mi zrobił, utonęłam w jego spojrzeniu.)

G: (Nigdy wcześniej tego nie robiłam i teraz zwróciłam uwagę jak bardzo złoto w jego oczach jest intensywne.)

G: (Byliśmy teraz tak blisko siebie...)

(Jazda z Huang Hua XD)

G: Huang Hua, mogę jechać z tobą?

H: Oczywiście! Właśnie miałam ciebie o to zapytać!

G: (Podeszliśmy do Shau'kobow i Huang Hua zapytała mnie, czy chciałabym prowadzić. Nie znam tego chowańca, więc wolałam pozwolić jej prowadzić.)

G: (Byliśmy gotowi do jazdy, teraz musieliśmy jechać do głębi lasu.)

- Głębia lasu -

G: (Dotarliśmy do głębi lasu, a nasz chowaniec nie był zbyt delikatny) [problem z tym zdaniem nadal aktualny xD]

G: (Trząsł we wszystkich kierunkach... Bałam się, że spadnę.)

G:

A (Przylgnij do siodła)

B (Przylgnij do Huang Hua)

H: Uważaj, bo mam łaskotki.

G: (Połaskocz ją) [tutaj jest wybór czy to zrobić, czy nie, ale nie rozpisuję A/B, bo nie mam screena z tymi odpowiedziami, nie będę strzelać, która była która xD]

G: (Prześlizgnęłam palcami po jej skórze, żeby ją połaskotać. Zaczęła się lekko wić i śmiać.)

H: Ostrożnie, bo tracę kontrolę nad Shau'kobowem!

- dalej dla wszystkich tak samo -

- dużo dreptania między leśnymi lokacjami -

G: (Jesteśmy bardzo daleko w lesie)

- opowieść Gardii -

Po paru dniach dojechaliśmy do miejsca, gdzie mogliśmy rozbić obóz. Postawiliśmy go w kilka godzin i po zimnym posiłku, spożytym z pozostałymi uczestnikami misji, postanowiłam pójść spać, nawet jeśli słońce ciągle było na niebie.

Gdy szłam do namiotu, który dzieliłam z Ewelein i Karenn, usłyszałam rozmowę pomiędzy Ewelein i Ezarelem.)

G: (Stanęłam z tyłu, żeby posłuchać.)

Ew: Wyjdź stąd. Jeśli nie masz problemu zdrowotnego, to nie chcę z tobą dłużej/więcej rozmawiać.

E: Ok, wiem, nie powiedziałem ci całej prawdy, ale nie możesz ciągle udawać, że nie istnieję.

Ew: I jeszcze zamierzam to robić.

E: To dlatego, że ją pocałowałem?

Ew: Gdyby to tylko o to chodziło...

[BONUS: Jak to nie Ez całował, to powyższy dialog wygląda tak:

E: Nie mam nic wspólnego z tą historią!

Ew: Słucham?

KONIEC BONUSA XD]

Ew: To co zrobiłeś było okropne, Ezarel.

Ew: Nie mogę na ciebie patrzeć bez poczucia obrzydzenia [nieźle go Ewe punktuje, nie powiem XD]

E: Czekaj, w tej historii jest jeszcze dwóch innych facetów, dlaczego tylko ja mam za to zapłacić?

Ew: Nic nie rozumiesz...

Ew: Nigdy nie brałeś tego na poważnie.

E: Ewe... poczekaj.

G: (Wyszła z namiotu, nie zauważyła mnie) [Ez ma tutaj minę zbitego psa, aż mi go trochę szkoda]

- Ez też wyszedł z namiotu, zauważył Gardię -

E: Gardienne? Jak długo tu byłaś?

G: Przed chwilą przyszłam! Co jest z Ewelein?

E: Nic...

G: (Poszedł, wyglądał na bardzo przygnębionego. Kusiło mnie, żeby go zapytać o więcej wyjaśnień, kiedy go zobaczę następnym razem) [po prostu nie wierzę w tę Gardię... xD]

G: (Cóż, lepiej pójdę się położyć.)

- Gardia wchodzi do namiotu -

G: (Te składane łóżka wyglądały na niezbyt wygodne, ale jestem zadowolona, że nie muszę spać na ziemi.)

G: (Zasnęłam jak kłoda, ale w nocy obudził mnie odgłos szlochania.)

G: Hmm? (Karenn nie ma tutaj.)

G: Ewelein?

G: (Zobaczyłam jak odwraca się do mnie i szybko wyciera oczy.)

G: Coś nie tak?

Ew: Tak tak, jestem po prostu zmęczona.

G: To z powodu Ezarela, co nie?

Ew: Hej?

G: Niedawno was słyszałam. Powiedziałam Ezarelowi, że dopiero przyszłam, ale to nie była prawda. Byłam za namiotem podczas waszej rozmowy. Wyglądałaś na bardzo złą na niego.

G: (Usiadłam koło niej i złapałam ją za rękę.) Wiesz, możesz mi wszystko powiedzieć. Może poczujesz się lepiej wtedy.

Ew: Hmm...

Ew: Ez i ja zaczęliśmy spotykać się około rok temu [w tym zdaniu po francusku podobno pada słowo, które sugeruje seksualny charakter tego "spotykania się"]

G:

A (Kiedy to usłyszałam, poczułam uścisk w piersi.)

B Więc byliście razem?

[Wybór odpowiedzi A i tak prowadzi do odpowiedzi B XD]

G: Więc byliście razem?

Ew: Nie. Oboje zgodziliśmy się, że to nie jest poważne i robimy to tylko dla zabawy. Jest całkiem przystojny i lubię go...

Ew: Pewnie teraz myślisz, że jestem łatwa.

G: Nie, robisz co chcesz, nie mnie osądzać.

Ew: Dziękuję. To miłe uczucie móc porozmawiać bez wysłuchiwania cudzych opinii na ten temat.

Ew: Cóż... Było mi z nim naprawdę dobrze [ale tak ogółem, czy rozmawiamy o konkretach? :D], nawet kiedy wiedziałam, że to nie ma szans pójść/rozwinąć się dalej.

G: Ale ty tego chciałaś?

Ew: ...

Ew: Tak...

Ew: Wiem, że to głupie z mojej strony, układ między nami był jasny.

G: Nie możesz przecież powstrzymywać swoich uczuć Ewelein. On jest jedynym winnym w tej historii, czy nie?

Ew: Nie mogę go obwiniać o nie kochanie mnie. [Szkoda mi teraz Ewe :<]

Ew: Wiedziałam na co się piszę. On mnie nigdy nie okłamywał.

Ew: Jestem ci winna przeprosiny.

G: Tak? Dlaczego?

Ew: Kiedy przybyłaś... Ezarel ciągle mówił o tobie i myślę, że zrobiłam się przez to zazdrosna. Przepraszam, że byłam dla ciebie niezbyt miła.

G:

A To nie ważne, uważam, że jesteś miła.

B To prawda, że nie zawsze byłaś przyjemna, ale teraz lepiej rozumiem twoje zachowanie.

C Tylko jeśli to się już nie powtórzy (Byłam bardzo oschła, nie lubię płacić za cudze błędy)

Ew: To nie tłumaczy wszystkiego co robiłam.

G: Nie. Jednak wiem, że to nie było bez powodu [tutaj strzelam, nie mam niestety oryginału teraz pod ręką]

Ew: W końcu muszę iść dalej.

G: Tak, to będzie dla ciebie najlepsze.

Ew: Dziękuję za wysłuchanie, naprawdę mi to pomogło.

G: Nie ma za co, to normalne! Wiesz może, gdzie jest Karenn?

Ew: Jak zawsze na zewnątrz, ona nigdy nie śpi dużo. Za to ty powinnaść iść dalej spać.

G: Ok, zatem dobranoc!

G: (O świcie Karuto przyszedł do nas, by powiadomić o śniadaniu, ubrałam się szybko i zjadłam z chłopakami.)

V: Więc? Gotowa?

G: Jestem trochę zestresowana... Mam nadzieję, że wszystko pójdzie według planu.

N: Nie ma powodu, żeby cokolwiek poszło źle.

G: (Mam wiele przykładów co mogłoby pójść nie tak i one wszystkie właśnie przyszły mi na myśl...)

E: Tak, tak będzie [w sensie, że chyba będzie dobrze]

H: Jesteś gotowa? Ponieważ zaraz musimy wyruszać.

G: Jestem gotowa.

H: To dobrze, Gardienne. Uważaj na siebie i wróć do mnie! [jestem tak totalnie i beznadziejnie w niej zakochana...]

G: Obiecuję.

H: Proszę, to wasze maski, żywność i apteczka. Wszystko zostało spakowane ze szczególną ostrożnością, żeby trucizna niczego nie skaziła.

- Gardia dostaje maskę z uszkami -

G: Dziękuję.

- Teleport pod wejście do jaskini -

G: To jest chwila prawdy.

G: (Założyłam maskę.)

Karenn: Nevra, będziemy z Chromem czekać przed wejściem do jaskini. Obiecaj mi, że wyjdziesz żywy.

N: A ty obiecaj, że jak pokażą się mieszkańcy Balenvii, to uciekniecie.

K: Obiecuję.

G: (Objęli się, jakby widzieli się ostatni raz w życiu.)

G: (Muszę przyznać, że czuję ten sam ból/lęk co Karenn... A co jeśli maski nie zadziałają i zatrujemy się?)

G: (Może zmuszam wszystkich do bezsensownego ryzyka?)

G: (Mam nadzieję, że nie robię błędu... nawet jak Miiko zdecydowała się mi zaufać. Wiem, że przy najmniejszym błędzie, będę odpowiadać za wszystko.)

V: Musimy znaleźć wejście.

- Trochę kręcenia się między jaskinią i obozem -

G: Znalazłam wejście! (Pokazałam chłopakom, żeby podeszli.)

G: (Świetne, trzeba tylko usunąć parę kamieni i będziemy mogli tędy przejść.)

G: (Weszliśmy do jaskini. Przez chwilę wydawało mi się, że powietrze tutaj jest idealnie czyste... ale bałam się, że maski nie zadziałają.)

G: (Poszliśmy w głąb jaskini, aż zanurzyliśmy się w toksycznej mgle.)

E: Wygląda na to, że maski wytrzymują. To był naprawdę świetny pomysł Gardienne.

G: Nie mów hop, póki nie przeskoczysz [nie chwal dnia przed zachodem słońca, nie dziel skóry na niedźwiedziu i tak dalej... tu jest jakiś eldaryjski idiom-odpowiednik, coś z drzewem wiśni]

E: Widzę, że zaczynasz przyzwyczajać się do naszych wyrażeń.

G: Próbuję.

G: (Jestem tak spięta, że odpowiedziałam Ezarelowi zbyt sucho, kiedy próbował mnie uspokoić.)

V: Podzielmy się, żeby znaleźć mykonidów. To będzie bardziej efektywne.

(Z Ezarelem)

E: Gardienne, chodź ze mną.

G: Powinniśmy pójść najpierw do siedliska Mykonidów.

G: Myślę, że pamiętam drogę...

V: To powinno zadziałać. My zostaniemy z tyłu z Nevrą.

G: (Rozpoznaję okolicę.)

E: Gardienne, uważaj!

G: (Złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.)

G: (Zostań w jego ramionach.) [Można też się odsunąć]

G: (Popatrzyłam mu prosto w oczy i na chwilę zapomniałam o wszystkim, co się wydarzyło.)

G: (Pomimo okoliczności byliśmy tylko on i ja.)

G: (Wziął kosmyk moich włosów i pozwolił by prześlizgnął mu się przez palce.)

E: Gardienne, ja...

G: (Jakiś hałaś w oddali przerwał Ezarelowi.)

E: P-Powinniśmy iść dalej.

G: (Pokazał mi miejsce na ziemi, które stało się dziurą) [w sensie, że chyba ją przed tym uratował]

E: Coś jest nie tak z tą jaskinią...

G: (Mam złe przeczucie...)

- Chodzenie po jaskini -

(Z Nevrą)

N: Pójdę z Gardienne.

G: Powinniśmy pójść najpierw do siedliska Mykonidów.

G: Myślę, że pamiętam drogę...

E: To powinno zadziałać. My zostaniemy z tyłu z Valkyonem.

G: (Rozpoznaję okolicę.)

N: Gardienne, uważaj!

G: (Przycisnął mnie do ściany)

G: (Kamienie odpadły ze sklepienia i rozbiły się w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu stałam.)

N: Nie ma już czego się bać.

G: (Zostań blisko Nevry) [Można się też odsunąć, ale po co?]

G: (Mimo że zagrożenie minęło, przylgnęłam do Nevry)

G: (Na chwilę zapomniałam co się wydarzyło i popatrzeliśmy sobie głęboko w oczy) [właściwie to Gardia mówi o "zatonięciu" w jego "oku", ale to jedno oko brzmi komicznie, z całym szacunkiem... xD]

G: (Poczułam jak jego palec prześlizgnął się po mojej szyi i zadrżałam.)

N: Gardienne, ja...

G: (Usłyszeliśmy jakiś hałaś w oddali.)

N: Powinniśmy kontynuować naszą wędrówkę.

G: T-tak (Policzki mnie palą.)

N: Ta jaskinia nie jest normalna.

G: Też tak myślę (Mam złe przeczucie...)

- Chodzenie po jaskini -

(Z Valkyonem)

V: Gardienne, pójdziesz ze mną?

G: Powinniśmy pójść najpierw do siedliska Mykonidów.

G: Myślę, że pamiętam drogę...

N: To powinno zadziałać. My zostaniemy z tyłu z Ezarelem.

G: (Rozpoznaję okolicę)

G: (Nagle poczułam jak zostałam szarpnięta do tyłu.) [delikatny jak zawsze...]

V: Uważaj!

G: (Przez to upuściłam racje [żywnościowe], które niosłam, w jakąś kałużę, która je natychmiast pochłonęła)

G: (Obrócilam się do niego szybko, Valkyon nadal mocno mnie trzymał.)

G: (Popatrzyłam mu prosto w oczy i na chwilę zapomniałam o wszystkim, co się wydarzyło)

G: (Pomimo okoliczności byliśmy tylko on i ja.)

V: (Poczułam jak jego delikatne dłonie coraz bardziej obejmowały moje ciało.) [to zdanie jest już mniej krzywe, ale nadal nie jestem pewna, czy to o to chodziło xD w oryginale brzmi tak: J'ai senti ses mains resserrer avec douceur leur etreinte sur mon corps]

V: Gardienne, ja...

G: (Usłyszeliśmy jakiś hałaś w oddali.)

V: ... Powinnaś bardziej zwracać uwagę na to gdzie idziesz. [nie dość, że ta scena u Valka jest najmniej romantyczna, to jeszcze ją opierniczył na koniec XD]

V: Ta kałuża wyglądała podejrzanie.

G: (Rzeczywiście, gdy się przyjrzeć... Jej konsystencja była zbyt "gruba" [chociaż bardziej by mi tu pasowała "gęsta"], by była naprawdę płynna, ruszała się powoli, jakby udawała życie) [tl;dr: kałuża jest dziwna i chyba rozwinęła własne życie]

- Chodzenie po jaskini -

- Od tego momentu głównie Gardia gada, więc nie różnicuję dalej na WSów -

G: To tutaj jest siedlisko Mykonidów!

G: O nie!

G: (Tam na ziemi leży kilku Mykonidów, wyglądają naprawdę źle.)

Tatie Dille, alias Pani Mykonidowa: Alert, ukryj dzieci.

G: (Wygląda jakby brakowało jej powietrza.) To ja, Gardienne! Byłam tutaj kilka miesięcy temu, przyszliśmy, żeby wam pomóc!

PM: Nie zbliżaj się!

G: Gdzie jest Ethel [szef Mykonidów]? Muszę z nim porozmawiać!

PM: Czemu? Czego... czego ty chcesz od niego?!

G: Powiedziałam ci już. Jesteśmy tutaj, żeby wam pomóc. Potrzebujemy waszej zgody na interwencję w konflikcie między wami i Balenvią.

Alert [chyba] alias Mały Grzyb: Tatie Dille, czuję się rozbity... Milo, on nie może przestać kaszleć [albo przestał kaszleć, raczej to pierwsze]... I mama... Gdzie ona jest? Mama?

G: (Mój Boże, sytuacja Mykonidów była o wiele gorsza niż sobie wyobrażałam.) Ledwie wierzę w to co widzę.

G: (Wyglądają na takich słabych.)

Ezarel: Proszę, pozwól nam zobaczyć się z Ethelem... dla waszego dobra.

Nevra: Pani, pozwól nam zobaczyć się z twoim szefem [władcą?], sprawa jest pilna!

Valkyon: Pozwól nam zobaczyć twojego patriarchę [o, tego słowa mi brakowało wyżej xD], nie możemy sobie pozwolić na marnowanie czasu.

PM: ... poczekajcie tutaj.

G: (Zaczęła krótki kurs po innych Mykonidach. Widziałam z jakim trudem poruszała się między nimi, żeby z nimi porozmawiać. To łamie mi serce, powinniśmy przyjechać wcześniej.)

PM: Ok, ale tylko człowiek może z nim porozmawiać.

G: (Wymieniliśmy spojrzenia z Nevrą/Ezem/Valkyonem. Nie było czasu na niepotrzebne dyskusje.)

G: Ok (Poszłam przez kruchy tłum do czegoś w rodzaju ołtarza, na którym leżał Ethel. Wyglądał na tak bardzo chorego...)

G: (Nevra/Ez/Valkyon poszedł sprowadzić chłopaków.)

Ethel: Dziewczyna... To ty. Co ciebie sprowadza do naszej umierającej jaskini?

G: Patryjarcho Ethelu.

- Opowieść Gardii -

Bardzo szybko wyjaśniłam Ethelowi powód naszego przybycia i drogę, którą przebyliśmy. Opisując zgody, które chcieliśmy by podpisał, liczyłam na jego pozytywną odpowiedź.

Et: Ty Gardienne, dlaczego jesteś tutaj?

G: Mówiłam ci! Zostałam wysłana przez...

Et: Myślę, że nie zrozumiałaś powodu mojego pytania.

G: (Spojrzał mi prosto w oczy i powiedział, że podpisze zgodę, jeśli powiem mu prawdę o moich motywach.)

G: Niedawno straciłam rodzinę z powodu złych wyborów dokonanych przez kogoś innego. Czuję, że bez poczucia sensu w życiu każdy dzień jest niczym innym jak pustą skorupą.

G: Więc myślę, że muszę udowodnić sobie, że nie jestem niczym i moje życie ma sens. Chciałabym wierzyć, że robię to z czystego altruizmu i braku zgody na waszą śmierć...

G: Ale mówię sobie, że ratując was, możliwe że uratuję także część siebie.

G: To musi wyglądać bardzo samolubnie...

Et: Pomyśl jeszcze raz. Wiem wszystko, co przeżyłaś, cierpienie widać w twoich oczach.

Et: Możemy to usunąć, jeśli chcesz. Czy to jest to, czego od nas oczekujesz?

G: Co masz na myśli?

Et: Mykonidzi mają moc zmieniania wspomnień. Mówiłem ci już.

G: (Prawda, mówił mi, że kilka razy musieli wymazać pamięć ludziom, którzy ich spotkali w jaskini.)

G: Nie, to nie jest powód mojego przybycia. Nie chcę zapomnieć kim jestem i kogo kocham. Zachowam swoje wspomnienia, nawet jeśli będę musiała przez to cierpieć.

Et: Cóż, w porządku. Zatem my, mykonidzi, prosimy Straż Eel o interwencję.

G: Dziękuję!

G: (Zaczęłam robić gest w kierunku Ethela... I nie wiem, o co mi dokładnie chodziło...) [a jeszcze chwilę temu chciałam napisać, że Gardia nam mądrzeje Oo]

G: (To wyglądało źle w tym momencie... Boję się, że go zranię, jeśli go dotknę.)

G: (Lekko zawstydzona popędziłam, żeby sprowadzić chłopaków. Kiedy wróciliśmy, wszyscy podpisali odpowiednie, oficjalne dokumenty.)

G: Patryjarcho Ethelu, tutaj jest trochę żywności i apteczek. Przyniesiemy wam ich więcej!

G: (Kiedy mykonidzi zobaczyli zapasy, niektórzy z nich zaczęli płakać ze szczęścia i dziękować nam.)

Mały Grzyb: To dla mnie?

PM: Dla nas wszystkich, musimy się tym podzielić.

MG: Oh, dobrze! Przyjaciele będą szczęśliwi. Milo nic nie jadł od kilku dni, mogę mu to dać?

G: O-Oczywiście, zrób to!

G: (Z mojej strony, miałam całkowicie ściśnięte gardło przez ten cały stres.)

G: (Łzy napłynęły mi do oczu, ale powstrzymałam je.)

G: Wrócimy szybko, obiecuję!

- Chodzenie po jaskini aż do wyjścia -

Karenn: Nevra!!!

K: Jak było?!

G: (Karenn rzuciła się bratu w ramiona, strapienie w jej oczach złagodniało. Wyglądała na szczęśliwą, że jej brat jest cały i zdrowy.)

N: Bez zarzutu.

G: (Ściągnęliśmy maski i Nevra przywiązał umowy/traktaty do szyi Shaitana.)

N: On jest bardzo szybki, Huang Hua powinna je dostać w ciągu godziny. Powinniśmy wycofać się na wyżyny, żeby poczekać na przybycie posiłków.)

G: Dlaczego nie wrócimy do obozu?

N: Huang Hua będzie nas potrzebować tutaj, podróż do obozu byłaby marnowaniem czasu.

G: (Poczekaliśmy kilka godzin, obserwowaliśmy, czy mieszkańcy Balenvii przyjdą do jaskini, ale nikogo nie było.)

- Przemyślenia Gardii -

Z daleka obserwowaliśmy wioskę, jednak wyglądała ona spokojnie. Byliśmy tak blisko nich, a jednak pole namiotowe nas rozdzielało [wut? Znaczy się jest jaskinia - obóz - wioska? to jak oni mogli być blisko, a tym bardziej widzieć cokolwiek, skoro od obozu dzieliło ich parę godzin drogi? Coś tu jest nie halo, w oryginale to zdanie brzmi: Au loin, je pouvais observer le village qui paraissait tranquille. Nous etions si proches d'eux et pourtant un vaste fosse nous separait.]

Chwilami byłam przerażona, że mieszkańcy Balenvii mogliby nas zaskoczyć, ale nie stało się tak.)

Huang Hua przybyła z wielką pompą kilka godzin później. [do wioski, czyli wychodzi na to, że tam wyżej była mowa o innym polu namiotowym i są bliżej wioski jak obozu xD]

- koniec -

Ezarel: Dołączmy do niej.

- Wejście do wioski -

Cienie mieszkańców: Nie możesz wejść. Odmawiamy interwencji Straży Eel. Byliśmy bardzo formalni/oficjalni przy tym.

H: Jestem Huang Hua Fenghuang-Ren, ubiegająca się o tytuł Feniksa. Życzę sobie porozmawiać z waszym liderem jako emisariusz Straży Eel oraz mykonidów zamieszkujących pobliską jaskinię.

G: (Kiedy Huang Hua pojawia się, od razu przechodzi do rzeczy. Dawaj Huang Hua!!! [jako kibicowanie]) [ *\o/* ]

Cienie: Ja...

Haglae: Pozwólcie im przejść.

Ha: Uczennico feniksa, chodź za mną.

H: Gardienne, zostań z chłopakami.

G: Ok.

H: Leiftan, chodź ze mną.

G: (Zniknęli na trochę czasu. Powinnam skorzystać z tego, że to da trochę czasu zanim wszyscy przyjdą [nie jestem pewna drugiego zdania, jest jakieś połamane. FR: Je devrais en profiter pour souffler un peu le temps que tout le monde arrive.]

G: Z drugiej strony, będę unikać wejścia do wioski.

- Gardia trochę pokręciła się -

G: (Chłopacy są tutaj.)

G: (Pogadaj z Ezarelem) [można pogadać tylko z jednym]

G: Myślisz, że jest w porządku?

E: Negocjacje? Tak. Nie wydaje mi się, żeby Haglae sprzeciwiła się oficjalnemu traktatowi/umowie, który jest wspierany przez faworytkę do tytułu Fenixa.

E: Z drugiej strony...

G: Z drugiej strony?

E: Obawiam się, że ta inicjatywa zostanie źle przyjęta przez mieszkańców Balenvii. Ciekawy jestem jak bardzo.

G: Są na to szanse, ale w każdym wypadku powinniśmy mieć plan B.

E: Tak [po jego uśmiechu na koniec wnioskuję, że nie mają planu B xD]

- Gardia odchodzi -

G: (Pogadaj z Nevrą.)

N: Mam nadzieję, że to nie będzie trwało długo.

G: Negocjacje pomiędzy Huang Hua, Leiftanem i mieszkańcami Balenvii?

N: Tak, takie sprawy zawsze są bolesne/problematyczne [nie jestem do końca pewna tłumaczenia, oryginał: Oui, ca prend toujour des plombes ce type d'affaires.]

G: Jednocześnie taki ważny temat nie może zostać zbyt lekko potraktowany!

N: Oczywiście! [awww, uśmiechnął się na koniec]

- Gardia odchodzi -

G: (Pogadaj z Valkyonem)

G: Jestem zdziwiona, że nie wzięli także was.

V: Tak? Nevrę, Ezarela i mnie?

G: Tak, w końcu wasze podpisy także są na umowach.

V: To prawda, ale mam duże zaufanie do Huang Hua i Leiftana.

- Gardia odchodzi -

- Podczas łażenia spotykamy Chrome'a -

Ch: Zastanawialiśmy się z Karenn, jak było w jaskini?

G: Niepokojąco i... nie wiem...

Ch: Nie, opowiedz o kamieniach. Z wapienia z Brayflox [to jakaś nazwa własna], z malachitu z alg [wut...]?

G: Nie wiem, była tam dziwna atmosfera, nic więcej nie mogę ci powiedzieć.

Ch: Byłaś tam dwa razy i nie możesz mi nic na ten temat powiedzieć? Serio?

G: Wiesz, że wyrażasz tyrady po nic? (Uśmiechnęłam się uspakajająco) [w innych opcjach dialogowych można mu na wrzucać, że mykonidzi umierają, a on narzeka albo że Gardia nie ma pojęcia o eldaryjskiej geologii]

Karenn: To nic nowego!

Ch: Ale taka prawda.

Ch: Dwa razy weszliśmy, dwa razy ona była osobą, która weszła do jaskini [w sensie, chyba że w głąb].

Ch: Ja też chcę!

G: Zapytaj przy następnej okazji! [inne odpowiedzi: 1. muszę ci przypominać, że ostatnim razem nie czekałeś jak ciebie poprosiłam? 2. Myślę, że nie dałbyś rady udźwignąć tego ryzyka, przepraszam]

Ch: Pytałem o pójście tam.

G: Odmówili?

Ch: Tak, Leiftan stwierdził, że jestem za młody na takie ryzyko.

G: (i na pewno nie odważył się zabronić mi pójścia.)

G: Będę szczera, nawet jakbyś poszedł z nami, to wątpię byś miał czas przyglądać się kamieniom [ew. fiksować się na kamieniach]

Ch: Nie znasz mnie dobrze!

G: Chrome... mykonidzi umierają.

K i Ch: CO?!

Ch: J-Ja nie wiedziałem...

G: Myślę, że Huang Hua nie miała czasu porozmawiać o tym ze wszystkimi.

Ch: Jak do tego doszło?

G: Żyli w kompletnym odosobnieniu... i to od jakiegoś czasu.

K: Musieli polegać tylko na własnych rezerwach. To okropne!

Ch: Teraz po tym wszystkim czuję się głupio...

G: Skąd miałeś wiedzieć...

- Koniec, znowu chodzenie po lokacjach -

- Wejście do wioski -

Huang Hua: Tak, rozejm został podpisany. [wiedziałam, że da radę ♥]

G: (O, trafiłam na odpowiedni moment.)

E: Świetnie! Powinniśmy spodziewać się jakiegoś odwetu ze strony mieszkańców?

G: (Zanim Huang Hua dała znać byśmy podeszli, szepnęła coś Valarianowi do ucha, a on natychmiast poszedł do jaskini.)

H: Wróćmy do obozu i tam porozmawiamy na spokojnie.

- Po drodze spotykamy Camerię -

C: Naprawdę jesteś na krawędzi od paru dni.

G: Tak myślisz?

C: Bez fałszywej skromności mi tutaj, nie znoszę tego.

C: Słyszałam od Ewelein jak manewrowałaś swoją łódką z tym sławnym planem. [to pewnie miała być metafora xD]

C: Trzymaj tak dalej, to świetnie znać ludzi, którzy wiedzą jak bronić siebie i w dodatku potrafią myśleć.

G: Dziękuję, to dla mnie ważne ["to mnie dotknęło", ale w dobrym sensie xD]

- Obóz -

H: Valkyon, Nevra, Ezarel, Leiftan, chodźcie.

G: (Poszli do namiotu beze mnie. Szkoda, chciałabym być bardziej zaangażowana w ich sprawy.)

G: (Jednak potrafię to zrozumieć. Już wystarczająco zaangażowałam się w decyzje Lśniącej Straży, to jest pewnie czas, żebym wróciła na trochę swoje miejsce [w szeregu]).

G: (Tak czy inaczej, jeśli będzie coś ważnego, to na pewno to powiedzą.)

- Namiot -

G: (Po tej wyprawie do jaskini, muszę przyznać, że dobrze jest odpocząć.)

G: (Jednak jestem bardzo ciekawa, o czym rozmawiają w tamtym namiocie.)

[tutaj można zdecydować się, czy pójść za pokusą, czy oprzeć się jej, w każdym razie jak się wybierze zostanie w namiocie, to i tak wpada Karenn i dosłownie wyciąga bohaterkę na podsłuchiwanie :D]

G: (Podeszłyśmy do dziury w namiocie, żeby obserwować i słuchać co jest mówione... ale z tego co widzę, to nie tylko my wpadłyśmy na ten pomysł.)

Ewelein: *szepcze* Nie ma tu zbyt wiele do roboty...

Karuto: *szepcze* Bądź cicho, bo nic nie usłyszysz!

G: (Wierzę, że wszyscy, którzy byli w obozie zebrali się wokół namiotu... To było urocze. To pokazuje jak bardzo wszyscy zaangażowali się w to.)

G: (Myślę jednak, że Huang Hua nie spojrzy na to łaskawym okiem.)

- Chrome kichnął [chyba] -

Ktoś [z wnętrza namiotu]: Hej?

H: Nie no, jesteście poważni?

H: Naprawdę nie ma jak dogadać się z innymi [Nie jestem pewna, oryginał: Y'en a vraiment pas un pour rattraper les autres.]

G: (Surowo dotknęła każdego z nas, jednego po drugim, potem usłyszałam jak mówi do siebie.)

H: Teraz rozumiem dlaczego Miiko ma taki problem z zarządzaniem Strażą...

H: Ok, domyślam się, że wszyscy chcą wiedzieć.

Wszyscy: Tak, chcemy!

H: W porządku, zbierze się wszyscy. Nie mamy nic do ukrycia.

G: (Słuchaliśmy jej z nabożeństwem.)

H: Negocjacje poszły dobrze. Dostaliśmy wszystko, czego oczekiwaliśmy i bezwarunkowe wsparcie Haglae.

H: Jednak nie ukrywała przed nami, że są spore tarcia z tego powodu między nią i burmistrzem. Obawia się, że burmistrz, niezależnie od jej dobrej woli, może chcieć wzniecić bunt.

H: Więc poprosiłam Valkyona, żeby posłał kilku ludzi do obserwowania terenu.

H: Mimo to musimy być ciągle czujni. Jeszcze nic nie osiągnęliśmy.

G: Możecie rozejść się.

G: (Miałam złe przeczucie kiedy wchodziłam do jaskini, ale tam to nie działa [niepewne tłumaczenie, oryginał: J'avais deja un mauvais pressentiment en entrant dans les grottes, mais la, ca ne s'arrange pas]

G: (Poszłam się położyć. Coś mi mówiło, że będę potrzebowała całej mojej siły.)

- Namiot -

G: (Znowu jestem w łóżku i tym razem na serio muszę w nim już zostać.)

G: (Życzyłam dobrej nocy dziewczynom, podobnie jak ja padniętych na swoich łóżkach.)

G: (W nocy zobaczyłam Ethela.)

G: (Podeszłam do niego, jego dłonie drżały. Co on tutaj robi?)

G: (Nie powinnam być teraz w namiocie razem z Karenn i Ewelein?)

G: (Dlaczego wszystko jest takie czarne?)

Et: Gardienne, pomóż nam.

G: P-Pomóc wam?

Et: To nie była nasza wina, nigdy nie była... Musisz znaleźć rozwiązanie.)

G: Rozwiązanie czego?

G: (O czym o mówi? Nic nie rozumiem.)

G: (Zniknął!) ETHEL!

G: (Szukałam go w ciemności... na próżno... Im dalej szłam, tym czułam większe zimno [bardziej czułam ugryzienia zimna na skórze.]

G: (Moje palce zamarzły, podobnie reszta mojego ciała zaczęła zatrzymywać się [zamarzać]).

G: (Co się ze mną dzieje? Próbowałam z tym walczyć, ale nic nie pomagało.)

G: Ratunku!

- Pojawia się Wyrocznia -

Oracle: Otwórz oczy!

- Gardia budzi się, stoi przy niej Karenn -

Karenn: Gardienne! Obudź się! Mieszkańcy wzięli broń!

G: (Ubrałam się w pośpiechu i dołączyłam do wszystkich w obozowisku.)

Huang Hua: Do wszystkich - weźcie wierzchowce, musimy powstrzymać mieszkańców.

G: Nie jest za późno?

H: Nie, zostawiliśmy tam trochę naszych ludzi. Jednak będą potrzebowali naszego wsparcia.

H: Członkowie Absyntu, liczę na waszą mądrość i magię do zbudowania bariery wokół wioski. Nikt i mówiąc "nikt" mam na myśli naprawdę NIKT, nie może opuścić wioski.

H: Obsydianie i Obsydianki, weźcie swoje tarcze i bronie. Żadna broń nie powinna zostać wykorzystana do ataku na mieszkańców Balenvii. Waszym celem jest po prostu bronić siebie.

H: Straż Cienia. Strzeżcie swoich rówieśników [pobratymców? w sensie po prostu pozostałe Straże chyba]. Użyjcie wszystkich możliwych sztuczek, żeby zmylić Balenvijczyków.

H: Ale przypominam - nikomu nie może stać się krzywda!

G: (Napięcie jest wręcz namacalne. Huang Hua stała pionowo z wielką siłą [ahaha, tak wynika ze słówek XD, ale chodzi pewnie o to, że jest silna i pewna siebie]. Widzę w jej oczach, że jest zdeterminowana, żeby wykonać tę misję.)

G: (Patrzyłam na moich towarzyszy, jak pracowali z wielką precyzją, to było zachwycające... Ja byłam raczej zdenerwowana.)

G: (To był ważny moment i czułam głęboko w sobie, że powinnam porozmawiać z Huang Hua o moim śnie!)

G: Huang Hua, muszę ci coś powiedzieć. Zeszłej nocy śniłam o Ethelu, prosił mnie o pomoc i znalezienie rozwiązania.

H: Rozwiązanie czego?

G: Nie wiem, ale to nie wszystko. Śniła mi się także Wyrocznia.

- Znikąd pojawili się chłopacy -

Ez, Nevra, Valk: Wyrocznia?!

Leiftan: Huang Hua...

H: Wiem, to nie może być przypadek.

G: Hę?

H: Chodź ze mną, wytłumaczę ci po drodze.

G: (Skąd ona może wiedzieć?)

G: (Wskoczyłam na Shau'kobowa tak jak Huang Hua poprosiła mnie. Ton jej głosu wskazywał, że następna rozmowa będzie bardzo poważna.)

G: (Byłam rozdarta między ekscytacją i lękiem. Mimo że rozumiałam ważność/pilność i niebezpieczeństwo tej sytuacji, nie mogłam powstrzymać się od entuzjazmu, że zbliżam się do sedna problemu [dosłownie: do serca materii.])

- Opowieść Gardii -

Byłyśmy na drodze, która prowadziła nas do jaskini. Huang Hua wytłumaczyła, że Miiko poinformowała ją o zakłóceniach Wielkiego Kryształu, jakie wystąpiły w nocy.

Oczywiście fakt, że śniłam o niej [Wyroczni, czyli w sumie o Wielkim Krysztale] tej samej nocy, było według nich zbyt wielkim zbiegiem okoliczności.

Nie wiedziałam co o tym myśleć. To nie był pierwszy raz, kiedy Wyrocznia pokazała mi się.

- Koniec -

- Wejście do jaskini -

G: (Przybyliśmy, ale pytania ciągle paliły mnie w usta.) [cholerne metafory xD]

G: Huang Hua, myślisz, że mogę być potomkiem Wyroczni?

H: Niemożliwe, Wyrocznia jest duchem. Nie może urodzić.

G: Co masz na myśli?

H: Fenghuangowie są jedynymi ocalałymi z wielkiego przymierza, jakie zawiązało się między nami, smokami i demonami. Widzieliśmy powstanie Eldaryi i rozszerzając, Wyroczni. [To drugie zdanie jest trochę dziwne, w oryginale brzmi tak: Nous avons assiste a la creation d'Eldarya et par extension de l'Oracle.]

H: Wyrocznia jest duchem Kryształu, połączeniem/stopem dusz, które poświęciły się by stworzyć Eldaryę. Ukształtowała ją. [drugie zdanie niepewne, cała wypowiedź brzmi tak: L'Oracle est l'espirit du cristal, c'est l'amalgame des ames qui se sont sacrifiees pour creer Edlarya qui l'ont forme.]

H: W końcu, dla zakończenia ploteczek, musimy wejść do jaskini. Skoro Wyrocznia objawiła ci się, musi być tam coś do odnalezienia.

H: Valkyon, Nevra, Ezarel i Leiftan, liczę także na was. Najpierw musimy znaleźć mykonidów, żeby wiedzieć co i czego szukać.

H: Podzielimy się na trójki przeczeszemy okolicę.

H: Gardienne i Ezarel/Nevra/Valkyon/Leiftan chodźcie ze mną.

[Huang Hua tutaj wybiera jednego chłopaka, on jednak tylko od czasu do czasu coś dorzuca, więc nie będę rozdzielać, tylko w momentach gdy chłopacy się odzywają, wrzucę co mówi każdy z nich, no chyba że dalej coś będzie z nimi więcej, to wtedy podzielę]

Ezarel: Do dzieła.

Nevra: Bardzo dobrze.

Valkyon: Doskonale.

Leiftan: Z przyjemnością.

G: (Jaskinia znowu zmieniła się... ledwie rozpoznaję to miejsce.)

G: Huang Hua... przeczucie/instynkt mówi mi, że nie uda nam się znaleźć mykonidów. Czuję, że jaskinie nas powstrzymają...

H: Też tak sądzę. Poszukajmy więc źródła problemu.

E: Kręcimy się w kółko, marnujemy czas.

G: Ezarel, nie bądź taki pesymistyczny. Znajdziemy coś, jestem pewna!

E: Skoro tak mówisz...

G: (Nawet jeśli on rozpacza/poddaje się [to drugie bardziej mi pasuje do kontekstu, ale to pierwsze słowo pojawia się tekście xD], coś głęboko we mnie krzyczy, że jesteśmy blisko celu. Nie przeszłam tyle, żeby się teraz szybko wycofać!)

Nevra: Cóż za labirynt...

G: Odwagi, koniecznie musimy znaleźć, co jest tego powodem!

N: Nie poddam się!

Valkyon: Gardienne, nie odchodź za daleko. Nie możemy się rozdzielać.

G: Nie martw się. Po prostu podążaj za mną.

V: Próbuję, próbuję...

V: Ale ty masz tyle energii! [dziadek Valk xD]

Leiftan: Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś takiego/takiego fenomenu. wygląda jakby te jaskinie były żywe.

G: Tak, to jest dość straszne i ponure...

L: Ruszajmy dalej, myślę, że to zły pomysł zatrzymywać się gdzieś na dłużej.

[BONUS: Dialog, który pojawia się na 100% u Leiftana i Eza, ale w różnych momentach, podejrzewam, że u Nevry i Valka też mogą być, tylko akurat nie trafiły się na filmikach z których korzystam. Dialog z Ezem, choć i Leiftana wygląda podobnie]

Huang Hua: Jakiś problem?

G: Grota wygląda zupełnie inaczej niż wcześniej. Nie mogę znaleźć drogi, tak jak kiedyś u...

Ezarel: Yvoni?

G: Tak.

E: W takim razie musimy być jeszcze bardziej ostrożni.

[koniec BONUSA, wracamy do opowieści]

- Chodzenie po jaskini -

G: Myślę, że tutaj coś jest, powietrze wygląda na bardziej zdatne do oddychania... albo zaczynam mieć halucynacje, ha ha... ha...

G: (Odwróciłam się do Huang Hua i Eza/Nevry/Valka/Leiftana, ale nikogo tam nie było.)

G: Huang Hua? Ez/Nevra/Valk/Leiftan?

G: (Słyszałam tylko echo własnego głosu.)

G: (Poczekałam kilka minut i próbowałam ich zawołać, ale nikt nie odpowiadał.)

G: (W tej ciszy czułam narastający niepokój. Powoli mnie niemal dusił...)

G: (Ta ciężka atmosfera... Zupełnie jak w moim śnie.)

G: (Podeszłam do ściany, żeby dotknąć kamienia. Był zamarznięty, ale czułam jak wibruje pod moja dłonią.)

G: (Wygląda jakby był żywy.)

G: (Zrobiłam krok do tyłu [sharply, nie wiem jakie polskie słowo by pasowało do tego kontekstu xD]

G: (Przez chwilę bałam się, że ta skała pochłonie mnie całą.)

G: (Ostrożnie popatrzyłam na moją dłoń. Czułam się jakbym miała deja vu.)

G: (Zobaczyłam światło w korytarzu, zaczęłam się zbliżać do niego, gdy...)

- Pojawia się Wyrocznia -

G: (Wyrocznia?!)

G: Co tutaj robisz?

Oracle: ... 

G: (Wskazała na jeden z korytarzy, wygląda jakby chciała mnie gdzieś poprowadzić.)

G: (Ruszyłam w kierunku wskazanym przez Wyrocznię, gdy nagle...)

- Pojawia się Huang Hua i Ez/Nevra/Valk/Leiftan -

Huang Hua i Ez/Nevra/Valk/Leiftan: Gardienne!

G: (Instynktownie pospieszyłam w jego ramiona) [można też wskoczyć w ramiona Huang Hua]

- odpowiedzi WSów w zależności komu wskakujesz w ramiona: -

E: Gdzie byłaś? Szukałem ciebie wszędzie!

N: Tak bardzo mnie wystraszyłaś... gdzie byłaś?

[Valkyon nic nie mówi, dostajemy tylko opis od Gardii]

G: (Przytulił mnie zanim w ogóle zapytał gdzie byłam. Głos mu drżał, wyglądał na naprawdę zmartwionego) [o, Valk sobie przypomniał, że jest bohaterem gry otome...]

[Leiftan też nic nie mówi, tylko dostajemy opis od Gardii]

G: (Zarumienił się i wyjąkał kilka słów... Myślę, że był bardzo zmartwiony.)

- odtąd to samo-

G: (Huang Hua odkaszlnęła... Zrobiłam krok do tyłu i opuściłam jego ramiona, rumieniąc się.)

G: Byłam tuż przed wami, a potem wy nagle zniknęliście.

H: ...

H: Naprawdę musimy trzymać się razem.

G: Ok, ale teraz już wiem, gdzie powinniśmy iść. (Wskazałam kierunek, który mi pokazała Wyrocznia)

H: Idziemy stamtąd. Tam nic nie było.

G: Kiedy byłam sama, zobaczyłam Wyrocznię. Ona wskazała mi ten kierunek.

- Znowu chłopacy się wcinają -

E: Wyrocznia? Jesteś pewna?

G: Żeby być szczerą, nie... Wyglądała inaczej od czasu, gdy ostatni raz ją widziałam. [hmmm? Oo jak dla mnie była po prostu niewyraźna...]

N: Wyrocznia? Ale dlaczego miałaby się tu pokazywać?

G: J-ja nie wiem. Sama się zastanawiam.

V: Skoro pokazała ci się Wyrocznia, nie ma co się sprzeczać.

H: Zgadzam się.

L: Wyrocznia pokazałby się tutaj? Nie możemy tego zignorować [mniej więcej]

H: To pewne.

- Dalej tak samo dla wszystkich -

H: Pójdziemy w kierunku wyznaczonym przez ciebie, Gardienne. Jeśli jeszcze ją zobaczysz, powiedz nam.

- Łażenie po korytarzach -

- Pojawia się Wyrocznia -

G: Wyrocznia jest tam! (Znowu wskazuje mi drogę.)

H: Gdzie?

G: Przed tobą.

H: Nic nie widzę.

G: Jak to możliwe?

- Wyrocznia znika, a wręcz rozpływa się w powietrzu -

G: Ona po prostu zniknęła... (Tylko ja ją mogę widzieć?)

H: Gardienne, idziemy za tobą.

G: W porządku, tędy!

- Dalej łażenie, znowu pojawia się Wyrocznia -

G: (Ona ciągle tutaj jest. Zgaduję, że zawsze tylko ja ją mogę widzieć.)

G: (Zasygnalizowałam Huang Hua i WSowi [xD] by szli za mną w kierunku, który mi pokazała)

- Słychać głośny hałas -

G: Skały się obsuwają!

G: (Przylgnęłyśmy z Huang Hua do jednej ze ścian dla osłony. Kiedy uspokoiło się, Ez/Nevra/Valk/Leiftan zniknął.)

G: Ezarel/Nevra/Valkyon/Leiftan?!

H: Gardienne, ta jaskinia... nie jest normalna. Nie odchodź daleko ode mnie. Znajdziemy Eza/Nevrę/Valka/Leiftana.

H: (Złapała mnie za rękę i poszłyśmy dalej.)

[Tutaj znowu pada jakiś dźwięk, nie mam pojęcia co on miał wyrażać, w każdym razie następuje Ashkore ex machina]

H: Kto tam jest?

Ashkore: Huang Hua Ren-Fenghuang. Kto by pomyślał, że taka mała dynastka [dynast - ktoś, kto jest członkiem dynastii, nawet nie wiedziałam, że jest takie słowo w j. polskim xD] przyjdzie osobiście ubrudzić sobie ręce w takim miejscu?

G: Ashkore? (Skąd on w ogóle się tu wziął?)

A: Ta twoja maska... to był dobry pomysł.

G: (Wyciągnął kulkę fragmentu tlenu i przetaczał ją między palcami, dopóki nie eksplodowała w powietrzu.)

A: Wprowadziłem kilka niewielkich zmian.

G: (Skąd on wziął jedną z naszych masek?) [dwa dobre pytania pod rząd, Gardienne, jestem z ciebie dumna]

H: Nie zbliżaj się!

A: Wejdź do swojej szklarni Huang Hua [dżiz, wiem o co mu chodzi, ale nie wiem jak to ująć, więc piszę dosłownie, może jutro mnie olśni xD]. Nie będę się wahał przy urywaniu ci skrzydeł.

H: J-ja widziałam cię już kiedyś. Znam cię.

A: To ta kitsune [tutaj porównał ją do plagi, ahaha] mówiła o mnie?

H: Nie... Ta aura, już ją kiedyś widziałam...

A: Haha, spójrz moja piękna. Będziesz martwa zanim się dowiesz. [chyba chciał ją teraz sprzątnąć]

G: Co? [do Gardii chyba zaczyna docierać, że to psychol, tak jakby znokautowanie Valka patelnią nie było wystarczającym dowodem]

G: (Stanęłam między Ashkorem i Huang Hua. Sama myśl, że przez niego mógłby spaść jej włos z głowy oburza mnie/wywołuje bunt)

A: Och, więc jesteś do niej przywiązana?

A: Cóż, więc zostawię ci ją na jakiś czas.

A: Nie chcę złamać twojego serduszka [nie no, wzruszyłam się, romantyzm lvl: Ashkore]

G: ... (Naprawdę nie mam pojęcia, co o nim myśleć)

A: No więc panie, znalazłem to, czego poszukiwałem... zatem miłego dnia! [za ten tekst nawet bym go polubiła xD]

H: Poczekaj!

G: (Rzucił w nas czymś w rodzaju granatu oślepiającego. Zamknęłam oczy, żeby siebie chronić.)

G: (Niedługo po tym przyszedł Ez/Nevra/Valkyon/Leiftan)

G: (Wytłumaczył, że jak na złość nie mógł nas znaleźć, niezależnie od drogi którą próbował wybrać. Tylko dzięki błyskowi światła nas znalazł.)

- Dużo łażenia po jaskini -

G: (Kiedy ciągle przeszukiwaliśmy jaskinię, usłyszałam płacz w oddali.)

G: C-co to...? (Myślałam, że rozpoznałam płacz jednego z mykonidów.) Musimy to sprawdzić.

G: (Zaczęłam biec przez jakinie, wraz z moimi dwoma towarzyszami.)

G: (Miejsca z których pochodziły dźwięki zmieniały się bez żadnej logiki, krzyki wzmagały się)

G: (Nie było żadnego wyjaśnienia dla tego... cholera, to całe cierpienie, nie mogłam go znieść.)

G: (Ale musiałam iść przed siebie, jeśli chciałam pomóc tym biednym stworzeniom.)

- BOOM -

G: Och!

G: (Coś mnie powaliło i upadłam ciężko na ziemię.)

- kling - [to już pękające szkło chyba]

H: Gardienne!

G: (Moja... moja maska pękła!)

G: (Nie mogę wdychać trucizny!)

- WSowie oddają maski -

E: Gardienne!

G: (Zdjął moją maskę. Byłam tak zszokowana upadkiem, że pozwoliłam mu na to.)

G: (Wtedy zdjął swoją i oddał mi ją.)

E: J-Ja *kaszle* obiecałem chronić cię, nawet za *kaszle* cenę mojego życia.

E: I...

E: T-Ty jesteś jedyną, która widzi Wyrocznię.

G: Ezarel, nie!

- koniec -

G: (Zobaczyłam Nevrę biegnącego w moją stronę. Potem wszystko potoczyło się szybko, ściągnął swoją maskę i oddał ją mi)

G: C-Co ty robisz? A co z tobą?

N: Nie martw się... *kaszle* o mnie. Najważniejsze jest twoje bezpieczeństwo *kaszle*

N: Obiecałem... być dla ciebie. [mniej więcej coś takiego]

N: Gardienne, musisz znaleźć Wyrocznię, jesteś... *kaszle*

- koniec -

G: (Valkyon podszedł do mnie, zerwał moją maskę i ją wyrzucił. Wtedy zdjął swoją i przyłożył ją do mojej twarzy.)

G: Valkyon, dlaczego?

G: (Położył dłoń na swojej piersi i wskazał na mnie. Myślę, że próbował unikać oddychania tym mdłym [?] powietrzem.

G: (Biorąc pod uwagę to niebezpieczne powietrze [?], zgaduję, że chce dotrzymać złożonej mi obietnicy za wszelką cenę.)

H: Valkyon, jesteś szalony! [Huang Hua zdecydowanie na niego leci :D]

V: ...

G: (Wymienili znaczące spojrzenia)

- koniec -

G: (Leiftan zbladł widząc mnie na ziemi i szalonym ruchem pozbył się mojej maski, żeby oddać mi swoją)

L: Mam tylko chwilę zanim trucizna zacznie na mnie działać *kaszle* Znajdź Wyrocznię... znajdź co takiego jest w tej jaskini.

- koniec -

- poniżej kontynuacja dla wszystkich xD -

G: (Zaczął się chwiać i Huang Hua go złapała.)

H: Gardienne, znajdź Wyrocznię. Dowiedz się, co tutaj się dzieje. Szybko!

G: Zostawiasz mnie samą?

H: Muszę go wyprowadzić najszybciej jak to możliwe. Nie wiem ile mi to zajmie.

[Jeśli to Valk oddaje maskę:] G: (Miała rację, twarz Valkyona była coraz bledsza, nie da rady za długo wytrzymać bez oddychania)

H: Odwagi. Wierzę w ciebie. Dasz radę! [nie no, kocham ją, serio]

G: (Odeszła, zostawiając mnie samą w tych toksycznych jaskiniach.)

G: (Dla odwagi, muszę iść dalej. Czuję, że rozwiązanie/wyjaśnienie jest bardzo blisko.)

G: (Kontynuowałam zagłębianie się w jaskinie... w zupełnej samotności. Wtedy Wyrocznia objawiła mi się ponownie.)

- opowieść Gardii -

Ślepo podążałam za nią. Byłam pewna, że prowadzi mnie tam, gdzie powinnam trafić, szczególnie że chroniła mnie.

Po kilku godzinach chodzenia, bez wątpienia znalazłam się w korytarzu, w którym nigdy wcześniej nie byłam.

Nie widziałam zbyt wiele przez toksyczny dym, ale to było bardzo dziwne.

Ściany ciągle zmieniały się, teraz wystąpiły na nich niebieskie żyły. Kiedy podeszłam, zdałam sobie że jaskinia zdawała się animować życie [mniej więcej - była jak żywa, poruszała się jak żywa, coś takiego]. Wszystko bez wyjątku zbierało się w jednym miejscu [te żyły chyba]

W głębi tego punktu było coś, co bardzo dobrze znałam.

- koniec -

G: ... kryształy.

G: (Podeszłam w kierunku kryształów, było ich tutaj tak dużo. Jak to możliwe?)

G: (Wyglądały jakby połączyły się ze skałą.) Ale dlaczego i jak?

G: (Zła aura emanowała z tego zbiorowiska, czułam to głęboko w sobie.)

- Pojawia się Wyrocznia -

G: Czego ode mnie oczekujesz?!

G: (Wskazała na kryształy, myślę że chce, żebym je usunęła... ale jak?)

G: (Gardienne, nie ma tutaj 36 rozwiązań, musisz je usunąć własnymi, gołymi rękami)

G: (Położyłam dłonie po obu stronach kryształów i poczułam ogromny ból.)

G: AHHHHHHH [Argh?] (Czułam się jakby moje dłonie płonęły.)

G: Nie mogę się poddać, nie zaszłam tak daleko, żeby teraz to porzucić! [w tym momencie można też wybrać opcję, że nie da rady tego zrobić, ale nie mam pojęcia, co się wtedy dzieje xD]

G: Zrobię to. Dawaj, dawaj! Brud/świństwo! [podejrzewam, że to jakiś francuski okrzyk jest]

G: (W końcu udało mi się wyciągnąć jeden kryształ, ulżyło mi. Nie mogłam się poddawać...)

G: (Kontynuowałam wyciąganie pozostałych) [mniej więcej o to chodzi xD]

- Opowieść Gardii -

Z każdym wyciągniętym kryształem, ból przeszywał mi serce, a potem natychmiast czułam ulgę i spokój, który odnawiał moje siły, niezbędne do kontynuowania czynności.

- koniec -

G: Jeszcze raz!

G: Wyrocznio, proszę... pomóż mi.

[ILUSTRACJA]

G: (Otoczyło mnie delikatne ciepło, poczułam, że naprawdę mnie wspiera.)

G: (Kontynuowałam wyciąganie kryształów jeden po drugim. Nie byłam już sama.)

- Opowieść Gardii -

Kiedy wyciągnęłam ostatni kryształ, pojawiło się białe światło i najwidoczniej powietrze oczyściło sie samo.

Upadłam wykończona na ziemię. Wyrocznia zniknęła.

Dopiero po paru minutach odetchnęłam [zaczerpnęłam oddech]. Mimo że moje dłonie nadal bolały i serce mi drżało, zebrałam kryształy i włożyłam je do torby.

- Koniec -

G: (Musiałam znaleźć mykonidów, a potem Huang Hua i innych.)

- Chodzenie po jaskini aż do siedliska mykonidów -

G: Ethel? Leodille? Jesteście tam?

Pani Mykonidowa: Ty jesteś dziewczyną ze Straży, prawda?

G: Tak, to ja! Mogę zobaczyć się z Ethelem?

PM: Oczywiście. Dzięki twoim lekom i żywności, które nam ostatnio przyniosłaś, jest o wiele lepiej.

PM: Zawdzięczamy ci wszystko.

G: Ależ nie, ani trochę... to normalne. Przybyliśmy, żeby wam pomóc.

PM: Jeszcze raz dzięki.

PM: Chodź za mną!

G: (Poszłyśmy do miejsca, gdzie widziałam Ethela ostatnim razem.)

G: (Wyglądał o wiele lepiej i paru mykonidów otaczało go, uśmiechając się, włączając Milo - małego skrzydlatego grzybka, którego widziałam ostatnim razem. Teraz sprzeczał się/drażnił ze swoimi kolegami)

G: Ethel, jestem zachwycona, że widzę cię w lepszej kondycji.

Et: Dzięki tobie, dziękuję ci jeszcze raz.

G: Chciałam spotkać się z tobą, ponieważ to znalazłam w głębi [na dnie] jaskiń...

G: (Pokazałam mu torbę wypełnioną kryształami. Ethel zbladł.)

Et: [Tutaj jest jakiś okrzyk w stylu "oboże!" chyba] Jest ich tak wiele...

G: Utknęły w skale, wyciągnęłam je wszystkie... I wtedy to miejsce rozjaśniło się.

Et: Też to poczuliśmy. Teraz lepiej rozumiem, dlaczego produkowaliśmy tyle zarodników.

G: Myślisz, że to się łączy?

Et: Jak wspomniałem, poczuliśmy to światło i osobiście poczułem po tym, jak przejmuję nad sobą kontrolę.

G: Jeśli to jest związane z kryształami, to dobra wieść. Zabiorę je ze sobą. Muszę cię opuścić... Dołączę do moich towarzyszy i powiem im, co się stało.

Et: Pójdę z tobą.

- Przejście do wejścia do jaskini -

- Opowieść Gardii -

Jak wyszłam z jaskini, światło na zewnątrz oślepiło mnie, zmuszając mnie do zasłonienia twarzy dłońmi dla ochrony. Huang Hua czekała na mnie, miała ręce złożone na piersi. Wyglądała jakby modliła się.

Na mój widok, udręka na jej twarzy zelżała.

- Koniec -

H: Gardienne, co za ulga. Znalazłaś to, czego szukałaś?

G: Tak. (Podałam jej moją torbę.)

H: Jak to?

- Gardia znowu opowiada -

Opowiedziałam jej historię moich poszukiwań w jaskini: co widziałam, co czułam... oceniłam obecność Wyroczni. [ta końcówka niepewna, po francusku to brzmi tak: ...la presence de l'Oracle a mes cotes.] Wszystko.

Słuchała mnie uważnie, była całkowicie zafascynowana tym, co przydarzyło mi się.

- Koniec -

G: To nie wszystko... Patryjarcho Ethelu, czy chciałbyś...

G: (Ethel powoli wyszedł do światła, podniósł ręce dla ochrony.)

G: (Łzy pokryły jego twarz. Myślę, że musiało minąć wiele czasu od kiedy był ostatnio na zewnątrz jaskini.)[czy tylko mi wydaje się, że to zdanie jest jakieś dziwne?]

Et: To... To takie piękne...

H: Patryjarcho Ethelu, przedstawię ci się...

Et: Huang Hua Ren-Fenghuang, to dla mnie zaszczyt.

G: Ukłonił się jej uroczyście, z czcią.

Et: Myślę, że mamy sporo do powiedzenia [chociaż bardziej pasowałoby mi "do omówienia", ale się nie wychylam xD]

H: Doceniam to.

- Gardia opowiada -

Huang Hua i Ethel dyskutowali o tym, co wydarzyło się w jaskini, o sytuacji z Balenvijczykami i rozwiązaniach, które mogliby wprowadzić. Czasem pytali mnie o opinię [dosłownie - interwencję].

- Koniec -

H: Myślę, że najwyższy czas spotkać się z mieszkańcami Balenvii.

Et: Tak, mam tam kogoś do spotkania.

G: (Hej, o kim on mówi?)

- Wejście do wioski -

G: (Kiedy przybyliśmy przed wioskę, członkowie Absyntu intonowali inktantację, podejrzewam, że dla podtrzymania niewidzialnej bariery.)

G: (Niemal cała wioska zebrała się za nią [barierą]. Większość wyglądało na oszalałych ze wściekłości. Niektórzy mieli widły [bez pochodni się nie liczy], a jeszcze inni byli z... [tu nie mam pojęcia coś z fałszerstwem])

H: Przestańcie wszyscy!

G: (Członkowie Absyntu spojrzeli pytająco na Huang Hua i zaprzestali inkantacji jeden po drugim)

H: Na mocy wstępnie podpisanego rozejmu między mykonidami i mieszkańcami Balenvii, wzywam was do odstąpienia.

Cienie: *szepcze* To ubiegająca się o tytuł feniksa, lepiej posłuchajmy jej.

G: (Mieszkańcy cofali się stopniowo, w miarę jak Huang Hua i Ethel szli w kierunku świątyni. Byłam przerażona, że coś będzie nie tak.)

G: (Nie mogłam uciszyć tego głosu wewnątrz mnie, który szeptał, że podejrzanie idzie nam zbyt dobrze.)

G: (No, chodź Gardienne, nie masz czego się obawiać... szczególnie, że eskortują cię członkowie Obsydianu.)

G: (Huang Hua ciągle stała na środku głównego placu i pomimo przerażającego pomrukiwania mieszkańców, pozostała niewzruszona. Jej pewność siebie wyglądała na niezachwianą.

G: (Burmistrz i Haglae przybyli, przebijając się przez tłum, który zebrał się wokół nas.)

G: (Na widok Ethela, twarz Haglae rozjaśniła się, za to burmistrz wyglądał na przerażonego.)

Haglae: Jestem zachwycona, mogąc cię powitać w naszej skromnej wiosce, patryjarcho Ethelu.

Ha: Jestem dziekanem [?] tej wioski, Haglae.

Et: Jestem zaszczycony.

H: Haglae, nie przybyliśmy tutaj, żeby przedstawiać się/czynić prezentacje.

H: Mam świetnie wieści do ogłoszenia mieszkańcom Balenvii.

Ha: Ah?

H: Jak obiecaliśmy przy podpisaniu rozejmu między nami, wykonaliśmy swoją część zadania.

H: Jaskinie Balenvii już nie powinny sprawiać zagrożenia.

G: (Było słychać nawoływania w tłumie. Wszyscy byli skupieni na tym, co mówi Huang Hua.)

- Gardia opowiada -

Huang Hua wytłumaczyła co znaleźliśmy w jaskiniach: wiele kryształów, które wyciągnęłam ze skały... co także osłabiło zdolność mykonidów do produkowania trucizny.

- Koniec -

G: (Haglae odwróciła się do burmistrza i posłała mu znaczące spojrzenie.)

Ha: Rozumiem...

Ha: Patryjarcho Ethelu, w imieniu mieszkańców Balenvii, składam ci najszczersze przeprosiny za zło, jakie wyrządzili twoim ludziom moi pobratymcy.

Et: To nasza wina.

Et: Przyjmij proszę nasze najszczersze przeprosiny za tę młodą kobietę [Louce, ta co umarła w 12 odcinku]

Cień Gostiena: T-Ty mówisz o mojej żonie? Louce?

G: (Gostien podszedł do Ethela, nie miał strachu w oczach tylko raczej nieskończony smutek)

Et: Jak się nazywasz młody człowieku?

CG: Gostien, nazywam się Gostien.

Et: Louce było imieniem twojej żony?

CG: T-Tak.

Et: Rozumiem. Wcześniej nie znałem jej imienia. Przychodziła regularnie do jaskini po lecznicze zioła, które specjalnie umieszczaliśmy w jej zasięgu.

Et: Nie podejrzewaliśmy, że nasza trucizna rozejdzie się także w miejscu, które dotychczas uważaliśmy za bezpieczne. Mam nadzieję, że wybaczysz nam wszystkim.

CG: N-Nigdy. Louce była miłością mojego życia! Była wszystkim co miałem! Wszyscy powinniście umrzeć.

Et: Czy nasza śmierć ukoiłaby twój ból?

CG: Tak.

Et: Czy myślisz, że to sprawiłoby, że zapomnisz o swojej żonie?

G: (Stopniowo smutek Gostiena zmienił się w ból.)

CG: Nie.

G: (Gostien upadł i zaczął płakać. Ethel uklęknął przy nim i objął rękami. Młody Balenvijczyk nie odepchnął go, tylko płakał naprzeciwko [?] niego)

G: (Bardzo dobrze wiedziałam, co Gostien czuł w tym momencie. Tak jak ja wiedział, że krzywda została wyrządzona i teraz koniecznie musiał żyć z ciągłym bólem.)

G: (Pomijając swój strach, kilku mieszkańców podeszło do nich i współczująco położyło ręce na Gostienie i Ethelu.)

- Gardia opowiada -

Oglądając tę scenę, łza pociekła mi po policzku. Nie uciekło to uwadze Huang Hua, która uniosła brwi. Żeby ją uspokoić, uśmiechnęłam się delikatnie ["zarysowałam uśmiech", żeby być dosłownym]... po raz pierwszy od kiedy przybyłam do Balenvii, poczułam ulgę [halo, jaka ulga, a co z WSem?!]

W sercu nie mogłam powstrzymać się od myśli o Ezie/Nevrze/Valku/Leiftanie, który poświęcił się i oddał mi swoją maskę, żebym mogła iść dalej. Postanowiłam skorzystać z okazji i zapytać Huang Hua o jego stan. [no!]

- koniec -

H: Został zabrany do obozu. Wygląda na to, że jego zdrowiu nic nie zagraża, więc możesz być spokojna. Możesz go odwiedzić, kiedy wrócimy do obozu.)

G: Dzięki za zabranie go stamtąd, to było totalnie szalone z jego strony.

H: I wszystko kończy się dobrze, co nie?

G: Tak, to prawdziwa ulga. Naprawdę bałam się, że coś pójdzie nie tak.

H: Co masz na myśli? [Huang Hua tutaj strasznie spoważniała]

G: Nie wiem, złe przeczucie.

H: Hmmm... Rozumiem. Relatywizując [nie wiem co tu robi to słowo tak w sumie, a jest ono w oryginale, może chodziło o "względnie", chociaż to też nie pasuje do kontekstu xD] odnieśliśmy sukces.

G: Tak, masz rację!

H: Martz, zabierz Gardienne i grupy A oraz B do obozu. Ja zostanę, żeby uzgodnić szczegóły umów/zgód. To będzie bardzo nudne.

G: (Nawet nie zdążyłam wyjść z wioski, gdy usłyszałam krzyki i odwróciłam się, żeby zobaczyć, co się dzieje.)

- Gardia wraca do wioski -

H: Odłóż broń!

- czarny ekran i "krzyczący dymek" z tekstem: "NIE!" -

- pojawia się zakrwawiona Haglae -

Ha: ... ha...

G: Nie... nie... nie, to nie dzieje się naprawdę...

Jakiś Cień: On musi umrzeć, jest potworem! Musi zostać zabity!

G: (Członkowie Straży trzymają młodego człowieka, który ma obłęd w oczach i rozlał krew. Na ziemi leży zakrwawiony nóż...)

G: (Haglae leżała ma ziemi w kałuży krwi.)

G: (Została pchnięta nożem [zasztyletowana].)

G: Haglae, nie, błagam cię!

G: EWELEIN, musimy ją zaprowadzić do Ewelein!

H: Gardienne, uspokój się...

G: (Objęła mnie ramionami, żeby mnie zatrzymać.)

H: *szepcze* Nic nie możemy zrobić, jest zbyt późno...

Et: Haglae, dlaczego to zrobiłaś?

Ha: Ethel...

G: (Ciężko jej było mówić, była w agonii.)

Ha: Mój stary przyjacielu... i mój drogi przyjacielu... Czekałam na ten moment całe moje życie. Cieszę się, że zobaczyłam ciebie ponownie.

Et: Haglae, w takim razie o niczym nie zapomniałaś.

Ha: Byłam młoda i gnomy takie jak ja nie są specjalnie podatne na wasze czary.

Et: Powinienem to wiedzieć... Zawsze byłaś inna od swoich pobratymców.

G: (Ma rację, ona jest jedyną z tego rodzaju w Balenvii.)

Ha: Przepraszam Ethel... Chciałabym, żeby nasze ponowne spotkanie/zjednoczenie przebiegło inaczej.

Et: Nic nie mów, zachowaj siły.

Ha: Jakie siły? Umieram i mam prawo do powiedzenia czegoś do mojego starego, dobrego przyjaciela, prawda?

Et: Tak, masz wszystkie prawda. Jednak powiedz mi, dlaczego nic nie powiedziałaś?

Ha: Chciałam bronić ciebie i pozostałych mykonidów. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa... jak wtedy... kiedy my... bawiliśmy się razem...

Et: Haglae...

G: (Nie powiedziała już nic więcej... Ethel trzymał ją w ramionach. Zamknął jej oczy i powiedział kilka słów w nieznanym języku.)

G: (Byłam zdenerwowana/smutna. Huang Hua zmusiła mnie do obrócenia się w jej stronę i wtedy padłam jej w ramiona.)

G: Dlaczego... Dlaczego zawsze ktoś musi umrzeć?

H: Gardienne...

G: (Nie dodała nic więcej. Podejrzewam, że nie ma sensu mówić, że takie jest życie i nie da się wszystkiego [nieszczęść] przewidzieć.

G: (Czułam to... wiedziałam, że coś pójdzie nie tak.)

G: (Ale coś takiego?! Dlaczego?! Chcę więcej...)

H: Wiem o co ci chodzi, ale nie mogliśmy tego przewidzieć. Ten mężczyzna pojawił się z nikąd. Ethel chciał po prostu obronić Gostiena, stając na przeciwko swojego agresora. W życiu bym nie pomyślała, że Haglae poświęci się dla niego.

H: To dowód niespotykanej odwagi.

G: (Zanim odeszłam, Huang Hua popatrzyła na mnie i otarła moje łzy.)

H: Balenvijczycy, Haglae poświęciła się, żebyście mogli żyć w zgodzie i harmonii z mykonidami. Utrzymywanie tego konfliktu uczyni jej śmierć nieważną/bezsensowną.

G: (Trochę ludzi podeszło do Huang Hua i położyli na ziemi ich bronie, które mieli poukrywane pod ubraniami. Inni uklękli i prosili o wybaczenie Ethela, który nie mógł powstrzymać łez.

G: (Pozdrowił ich wszystkich smutnym uśmiechem. Gostien pozostał przy nim, jako symbol, że było możliwe pojednanie pomiędzy tymi dwoma ludami.)

G: (Byłam zdewastowana. Miałam nadzieję, że ta historia skończy się dobrze, ale po raz kolejny byłam zbyt naiwna.)

H: Gardienne, idź do obozu i odpocznij.

G: Ok... (Powinnam skorzystać z okazji i sprawdzić, co u Eza/Nevry/Valka/Leiftana.)

- Obóz -

G: W końcu wróciłam do obozu. Wyglądało na to, że dotarła już tutaj informacja o ataku na Haglae, bo wielu ludzi patrzyło na mnie ze współczuciem.)

G: (Zauważył mnie Chrome i podszedł do mnie. Nic nie powiedział, po prostu położył dłoń na moim ramieniu.)

G: (Położyłam swoją dłoń na jego i uśmiechnęłam się, potem odszedł, by dołączyć do Valariana - brudnego dzieciaka, który potrafił być uważny, jeśli chciał. [nie jest dla mnie jasne, czy to Gardia odeszła do tego chłopaka, czy Chrome, ale chyba jednak Chrome.]

G: (Po tak wykańczającym dniu, powinnam iść do łóżka.)

- Lazaret/Przychodnia -

G: Hej, jest tu kto?

G: (Jeden z pracująch w przychodni powiedział mi, że Ez/Nevra/Valk/Leiftan jest bezpieczny, ale trucizna wywołała śpiączkę, która może trwać do kilku dni.)

G: (Szkoda, chciałam z nim porozmawiać i podziękować za ten gest.)

- Namiot -

G: (Położyłam się do łóżka bez słowa. Spojrzenia wymienione z Karenn i Ewelein były wystarczająco wymowne.)

G: (Wszystkie trzy byłyśmy zaskoczone wieściami.)

G: (Obudziłam się następnego dnia, w ponurym nastroju. Moje morale było niskie.)

- Gardia opowiada -

Minęły dwa dni, podczas których Ewelein zabrała Eza/Nevrę/Valkyona/Leiftana do KG, w towarzystwie szefów pozostałych Straży, którzy skorzystali z okazji, żeby zawieźć wszystkie podpisane umowy z powrotem do Miiko. [nie czaję, teraz jechali dwa dni, a w tamtą stronę jechali kilka dni...]

Pozostali członkowie wyprawy podążyli za nimi. W obozie pozostało tylko nas czworo: Huang Hua, Chrome, Valarian i ja.

Z mojej strony, trochę rozważałam tę historię [to zdanie jest trochę dzikie, po francusku brzmi ono tak: Pour ma part, je ressassais toujours un peu cette histoire...]

- Koniec -

Chrome: Gardienne, idziesz? To już czas.

G: Idę.

- Znowu opowiada -

Został zorganizowany pogrzeb Haglae. Balenvijczycy, mykonidzi i Strażnicy Eel zostali zaproszeni.

- Koniec -

- Przejście do głównego placu w mieście -

G: (Wielu ludzi zgromadziło się na placu. Wszyscy mieli bukiety kwiatów w rękach.)

G: (Na środku placu, Haglae siedziała/leżała na ołtarzu/stosie zrobionym z drewna i kwiaty leżały wokół niej.)

G: (Przypominało mi to pogrzeby wojowników, które widziałam na filmach.)

G: (Huang Hua podeszła by dać mi lampion.)

H: Kiedy ci powiem, pozwól mu odlecieć. Z naszymi światłami dusza Haglae będzie mogła powrócić do Maany i być może kiedyś ponownie pojawi się między nami.

G: Masz na myśli reinkarnację?

H: Oczywiście. Dusze są wieczne. Kiedy ciało umiera, dusza wraca w innej formie... cóż, przynajmniej tak sądzę.

H: Wiem, że niektóre wierzenia przywołują niebo i piekło. Ja jednak mocno wierzę w reinkarnację.

G: To zrozumiałe, często mówi się przecież, że feniks odradza się z popiołów.

H: Tak, odejście Feniksa jest jak odrodzenie [w sensie, że jak jeden umiera, to następny wchodzi na jego miejsce]

G: (Burmistrz zaczął swoją przemowę, więc przestałyśmy rozmawiać.)

G: (Zapanowało nabożne milczenie. Można by wręcz powiedzieć, że nawet wiatr przestał wiać i ziemia uspokoiła się [nie mam pojęcia], żeby nam nie przeszkadzać.

G: (Pomimo okoliczności, byłam zafascynowana pięknem, które wyłaniało się z tej smutnej chwili.)

G: (Kiedy burmistrz rozkazał spalenie ciała Haglae, otaczające ją kwiaty otworzyły się, odkrywając wielokolorowe zarodniki, które wyglądały jakby tańczyły, żeby połączyć się z ogniem.)

G: (Wtedy przemówił Ethel.)

Et: Mieszkanki i mieszkańcy Balenvii, mykonidzi, kandydatko na Feniksa i członkowie Straży Eel.

Et: Haglae była bardzo mądrą kobietą i możemy się wiele nauczyć z jej poświęcenia. Powinniśmy teraz żyć w harmonii dla uczczenia jej pamięci [ja nie wiem, jakoś mało taktownie to brzmi albo to ja tak nietaktownie tłumaczę... xD]

Et: Proszę, wypuście lampiony!

G: (Wykonaliśmy prośbę, lampiony zaczęły lecieć przez niebo w jednym kierunku.

G: (Chrome podszedł do mnie i objął mnie jedną ręką. Cieszyłam się, że nie byłam sama [ew. byłam otoczona] w tym momencie.

- Gardia opowiada -

Śpiewy, tańce, jedzenie, i tak dalej. Pogrzeb Haglae był prawdziwą celebracją. Odą ku czci jej następnego życia i nauk, które nam dała.

- Koniec -

G: (Ceremonia skończyła się późno w nocy i poszłam spać w tym samym namiocie co Huang Hua.)

G: (Następnego dnia rano złożyliśmy namioty i przygotowaliśmy się do wyjazdu.)

H: Wszyscy są gotowi? Wyruszajmy.

G: (Pożegnałam się ze wszystkimi i obiecałam małemu Milo niedługo przyjechać ponownie.)

Milo: Czy to prawda? Na pewno przyjedziesz?

G: Tak, obiecuję! [Gardienne, ładnie to tak dzieci okłamywać?]

Milo: Pokażę ci wtedy mój kocyk!

H: Cóż, wiesz jak obchodzić się z dziećmi!

G: (Jechałam z Huang Hua, która tym razem pozwoliła mi prowadzić... To było mniej łatwe niż sobie wyobrażałam.

- Przeskok do naszego lasu -

H: Ziemie Eel, dobrze być na nich z powrotem. Nie zwlekajmy już i złóżmy raport Miiko.

- Sala drzwi -

G: (Wreszcie wróciliśmy do KG. Musiałam przyznać, że po tych wszystkich wydarzeniach trochę zatęskniłam za tym miejscem.)

G: (Nie mogłam się doczekać aż znajdę się w moim wygodnym łóżku... cóż, jak już złożymy Miiko raport.)

G: (Huang Hua nalegała, żebym towarzyszyła jej przy tym.)

- Korytarz Straży -

G: (Stanęłyśmy przed Salą Kryształu, jak zawsze była tam pieczęć. Myślę, że nigdy jej nie usuną.)

- Sala Kryształu -

G: (Huang Hua i ja weszłyśmy do sali, żeby spotkać Miiko, której wyraźnie ulżyło na widok, że jesteśmy całe i zdrowe.)

M: Tak się zmartwiłam jak zobaczyłam Eza/Nevrę/Valka/Leiftana wracającego na noszach...

M: Huang Hua, powiedziano mi, że masz niespodziankę dla mnie.

H: Tak.

G: (Odsłoniła zawartość mojej torby i Miiko spojrzała na to.)

M: Nie mogę uwierzyć. Chłopacy jednak nie okłamywali mnie...

M: Muszę zwrócić te kryształy! [do tego wielkiego]

G: Mogłabym to zrobić?

M: Nie, przepraszam. Nie mogę pozwolić ci tego zrobić.

G: To ja je znalazłam...

H: Gardienne, pozwól to zrobić Miiko. Ostatecznie to jest jej zadanie.

G: Ok... (Miiko odeszła, żeby zwrócić kryształy. Jeden po drugim łączyły się z tym wielkim kawałkiem fluorescencyjnego niebieskiego kamienia.)

G: (Opalowe światło oświetliło pokój i poczucie spokoju zawładnęło moim ciałem. To był absolutnie wspaniały widok.)

M: Już, zrobione.

G: (Miiko zerknęła na Wielki Kryształ.)

M: Tak właściwie, Gardienne, gdzie je dokładnie znalazłaś? Chłopacy mi przekazali to, co im mówiłaś, ale chcę usłyszeć twoją wersję tej historii [faktów].

- Gardia opowiada -

Opowiedziałam jej wszystko, co wydarzyło się w jaskini: zmieniający się labirynt, pęknięcie maski, spotkanie z Ashkorem i Wyrocznią.

Mikko była ciężko zdziwiona tym, że Wyrocznia mi towarzyszyła, wspierala i chroniła.

Ze szczegółami opisałam jej grupę kryształów, którą znalazłam, żyły, które pokrywały skały i sprawiały, że skały wyglądały jak ożywione.

- koniec -

M: Jak bardzo źle było z tobą?

G: Okropnie... Czułam się jakby moje dłonie płonęły.

M: Dlaczego nie przestałaś?

G: Nie wiem, bardzo chciałam skończyć to, co zaczęłam. W końcu nie przeszłam tyle, żeby zrezygnować tuż przed osiągnięciem celu.

M: To było bardzo odważne z twojej strony. Czy po wszystkim ból zniknął zupełnie?

G: Nie, zajęło to kilka minut, ale szybko znalazłam moją pewność siebie.

M: To szansa [nie wiem o co jej chodzi xD]

G: Muszę jednak przyznać, że nie rozumiem dlaczego kryształ był dla mnie taki brutalny. Przy poprzednich kryształach nie czułam żadnego bólu przy kontakcie.

M: Te kawałki były skażone/zepsute.

G: Skażone?

M: Tak, daleko stąd kryształy psują się... mniej lub bardziej. Fragmenty, z którymi dotychczas miałaś do czynienia ciągle pozostawały czyste.

G: Jak kawałek kryształu może się skazić? I dlaczego Wielki Kryształ nie?

M: Nie wiadomo jak kryształy psują się. To jest fenomen, którego nie potrafimy wytłumaczyć. Jest kilka teorii - brak balansu w maanie, którą fragment zawiera, niekompatybilność ze środowiskiem, w którym się znalazł i tak dalej. To co wiemy to to, że miejsce Wielkiego Kryształu jest tutaj. Pobłogosławiony światłem i życzliwością Oracle. To jest miejsce, gdzie on musi być.

G: Rozumiem, wszystko jest na swoim miejscu.

M: To prawda.

G: Myślę, że to wszystko, co miałam ci do powiedzenia. Pójdę już.

M: Nie, poczekaj!

M: Chciałam ci powiedzieć coś bardzo ważnego.

G: Uh, ok... słucham.

M: To nie jest pierwszy raz, kiedy Wyrocznia objawia ci się, a ja nie wierzę w zbiegi okoliczności. W jakiś sposób jesteś z nią połączona.

G: Jeśli dobrze rozumiem, Wyrocznia narodziła się w wyniku Niebieskiej Ofiary. Więc zastanawiam się, może jestem smokiem?

M: Gdyby to było takie proste... Wyrocznia nie ma potomków, ponieważ nie ma ciała. Więc to niemożliwe. Nie mam pojęcia dlaczego masz jej błogosławieństwo, ale skoro wybrała cię, to nie możemy tego ignorować.

M: Gardienne, jesteś wyjątkową osobą... i jest mi bardzo przykro, że nie byłam tego świadoma [co za krowa, Wyrocznia wybrała Gardię, to teraz "ooooh, Gardienne, jesteś taka wspaniała", pff]

G:

A Miiko... (czuję, że jestem na skraju płaczu, jej słowa są dla mnie ważne)

B Dziękuję Miiko.

C (Miałam ochotę posłać ją na pastwisko... [jeśli dobrze zrozumiałam, to jest jakiś ich idiom używany w sytuacji, gdy ktoś nie czuje się traktowany z odpowiednim szacunkiem... innymi słowy chciała kazać jej spadać :D] Po tym wszystkim, co przez nią przeszłam, trudno mi było przyjąć to jej "mea culpa") [nie jestem pewna, czy dobrze to przetłumaczyłam, po francusku to brzmi tak: J'ai envie de l'envoyer paitre... apres tout ce que j'ai subi a cause d'elle, ce mea culpa a vraiment du mal a passer.]

M: Chciałam ci to po prostu powiedzieć... Dziękuję za wysłuchanie mnie.

G: Proszę.

[Gdy wybierze się A, wygląda tak samo jak po B, tylko Gardia jeszcze dodaje w myślach "Nigdy nie spodziewałabym się, że mnie chociaż trochę doceni"]

[Przeszukałam chyba wszystkie filmiki i nikt nie kliknął odpowiedzi C XD]

G: Lepiej pójdę odpocząć, zaczynam czuć się wykończona.)

- Powrót do swojego pokoju -

G: (Minęły dwa dni od mojego spotkania z Miiko w Sali Kryształu.)

G: (Nikt więcej nie rozmawiał o tym, co wydarzyło się w Balenvii.)

G: (Zaczęłam zastanawiać się dlaczego.)

G: (Hmm, pójdę zapytać Ykhar, może ona będzie coś wiedzieć.)

- Sala drzwi -

G: (Poszłam szukać Ykhar w bibliotece, ale zaczepiła mnie po drodze i powiedziała o wielkim spotkaniu, jakie zostało przygotowane dość niespodziewanie.)

Y: Tutaj, za godzinę, nie zapomnij! Za godzinę!

G: Ykhar, ja...!

G: (Pobiegła dalej...)

- Pojawia się Kero -

Kero: To jest jej nowa technika zmuszania ludzi do akceptowania pewnych rzeczy.

G: (O, Kero!) Co? Jaka nowa technika?

K: Rozkazujesz coś i odbiegasz, żeby nie dać czasu na odpowiedź.

G: Dobra technika, ale podejrzewam, że ma swoje ograniczenia.

K: Na ten moment idzie jej całkiem nieźle, ha ha.

G: Wyglądasz jakbyś był w lepszym nastroju.

K: I jestem!

G: Ciągle jesteś zdeterminowany, żeby opuścić Straż Eel?

K: Bardziej niż wcześniej.

G: O?

K: Myślałem o tym sporo i odmówiłem zostania z powrotem członkiem Lśniącej Straży, ale musiałem przyznać przed sobą, że nie mam dokąd iść. [niepewne tłumaczenie]

K: Moje życie jest tutaj, pomimo żalu który noszę w sobie. Moi przyjaciele, moja praca, moje pasje...

K: Zostaję tutaj także dla ciebie.

G: D-Dla mnie?

K: Bardzo poruszyło mnie to, co mi wtedy powiedziałaś. To trochę po rycersku, ale naprawdę chcę być przy tobie, gdybyś miała jakieś zmartwienie.

G: (Rozmawialiśmy przez chwilę w tym stylu.) Kero, jestem naprawdę [z glębi serca] szczęśliwa, że postanowiłeś zostać.

- koniec rozmowy z Kero -

G: (Przybyło kilku członków KG i zobaczyłam Eza/Nevrę/Valka/Leiftana z oddali.)

G: (Wszystko z nim w porządku!)

G: (Pomimo wszystko, jestem naprawdę rada, że nic mu się nie stało. Został zatruty z mojego powodu i gdyby to miało jakieś następstwa, nie wiem czy poradziłabym sobie z odpowiedzialnością za to...) [czy tylko mnie drażni, że nawet nie podeszła do WSa...?]

Miiko: Hmm, czy już wszyscy są tutaj?

M: Przepraszam, że wezwałam was tutaj w ostatniej chwili, ale mam parę rzeczy do ogłoszenia.

M: Plotki krążyły od kilku dni, szczególnie od momentu powrotu waszych towarzyszy.

- Gardia opowiada -

Miiko wyjaśniła wszystko, co się wydarzyło w Balenvii: o konflikcie między mykonidami i mieszkańcami Balenvii, o planie, który opracowaliśmy i mój "wyjątkowy" wkład - według jej słów - powód sukcesu misji.

- Koniec -

Cienie: Ona ma mózg, ta mała! [hah][mnie śmieszy]

G: (Mimo że to bardzo mi pochlebiało, czułam się zakłopotana pod ciężarem spojrzeń, którymi wszyscy na mnie patrzeli.)

- Dalej opowiada -

Miiko kontynuowała przemowę i opowiedziała pojawieniu się Wyroczni w mojej obecności oraz o znalezieniu kryształów w jaskini, które odpowiadały za brak kontroli u mykonidów.

Wtedy ogłosiła wieści, o których nie wiedziałam.

- Koniec -

M: Proszę was o ciepłe przyjęcie nowych członków Straży Eel.

G: (Czy ja śnię, czy to Leodille i Milo?!) [To Pani Mykonidowa i ten mały śmieszny grzybek z czerwonym kapeluszem xD]

Milo: Będziesz moim przyjacielem! [tam niby jest "boyfriend", ale chyba po prostu chodzi o przyjaciela][Milo mówi do Mery'ego]

Mery: Mamo, mogę go zjeść?

Matka Mery'ego: Mery, nie! Ale możesz zostać jego przyjacielem!

Mery: Zgoda!

- Gardia znowu opowiada -

Dowiedziałam się, że od kiedy usunęłam kryształy ze skały, życie mykonidów powróciło do normalności. Czują się dobrze i są pełni zycia. Nie mają już kłopotów ze swoimi mocami.

- Koniec -

M: Jeśli ktoś jest podejrzliwy względem nich, to myślę, że możecie zaufać diagnozie i analizie nowej członkini Lśniącej Straży...

M: Ewelein!

G: (Zdecydowała się, co za świetna wiadomość.)

G: (Zaczęłam klaskać i inni członkowie straży to podchwycili.)

M: Mam coś jeszcze do ogłoszenia i proszę o zachowanie ciszy.

G: Jej uśmiech wprowadził poważną atmosferę. [nie jestem pewna tłumaczenia] Zastanawiałam się, co jeszcze mogła chcieć powiedzieć.)

M: Wiem, że przez to poczujesz się jeszcze bardziej skrępowana, ale Gardienne, chciałabym żebyś wystąpiła [z tłumu].

G: C-co? (Poczułam jak czerwienią mi się policzki, ale ruszyłam się do przodu, tak jak Miiko mnie poprosiła.)

M: Zakładam, że wszyscy znają Gardienne... Nigdy nie zrobiliśmy oficjalnej prezentacji i myślę, że najwyższy czas, by to naprawić.

M: Gardienne jest ziemianką.

G: (Usłyszałam kilka okrzyków zdumienia, jakby nie wszyscy wiedzieli.)

M: Nie jest z naszego świata, mimo że ma w sobie trochę krwi faery.

M: Jak wiadomo, nie ma wielu ludzi w Eldaryi, więc gdy jeden z nich jest znany, to wzbudza zainteresowanie. Ostatnie sukcesy Gardienne poszły w tym kierunku [w sensie chyba, że się stała znana]

M: Niektórzy wysocy oficjele "zidentyfikowali człowieka", żeby zacytować ich słowa.

G: (Rzuciłam Miiko przerażone spojrzenie... Co to za historia?!)

M: Żeby było jasne - ta ziemianka jest pod NASZĄ protekcją.

M: Ktokolwiek chciałby zbliżyć się do niej, będzie musiał najpierw zmierzyć się ze Strażą Eel. [Miiko, zapomniałaś dodać, że to dlatego, ponieważ Wyrocznia interesuje się nią, inaczej nadal miałabyś ją gdzieś.]

Chrome: Gardienne nie jest ziemianką, jest jedną z nas! [awww, Chrome <3]

Cienie: To prawda! Obronimy ją!

Inne cienie: Jeśli przyjdą, to nakopiemy im do...

G: J-ja... (Jestem jednocześnie wzruszona i ekstremalnie skrępowana. Myślę, że jeszcze nigdy w życiu nie czerwieniłam się jak teraz.)

M: Cóż, to jest właśnie to, co chciałam usłyszeć.

G: (Miiko obróciła się do mnie uroczyście)

M: Powinnam to zrobić na początku, zamiast wątpić w ciebie. [Halo, nadal nie powiedziałaś o Wyroczni i gdzie byś miała Gardię bez niej]

M: *szepcze* Gardienne, wiem, że mogę nigdy nie naprawić zła, które Ci wyrządziłam. Wiem, że z powodu moich nierozważnych decyzji straciłaś rodzinę. Na teraz nie mogę ci ich zwrócić, ponieważ nie wiem jak to zrobić.

M: Ale w międzyczasie, będziemy tu dla ciebie.

M: *dalej szepcze* Nie pozwolę, żeby strach mną kierował, czy decydował o cudzych losach.

G: Ja... Dziękuję wam wszystkim!

G: (Spotkanie zakończyło się oklaskami i radosną atmosferą. Czułam ciepło, które promieniowało od każdego członka Straży.)

G: (Nie wiem co myśleć)

G: (Może to zbyt wcześnie dla mnie...)

G: (Jedyna rzecz jakiej byłam pewna po raz pierwszy od kiedy tutaj przybyłam...)

G: (Czułam się akceptowana taka, jaka jestem.)

[ZAKOŃCZ ODCINEK]

[Czy tylko mnie drażni, że w finale WSowie nadal jakby nie istnieli?]

_____________

Na koniec chciałam pozdrowić rodziców, ucałować Nevrę i powiedzieć Wam, że miałam ogromną frajdę z pisania tego tłumaczenia i mam nadzieję, że bawiłyście się przy czytaniu chociaż w połowie tak dobrze jak ja przy tworzeniu tego xD. Zapraszam do zgłaszania uwag i poprawiania mnie, jeśli coś brzmi koślawo, albo jak znasz francuski XD. Pozdrawiam!

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.