FANDOM


Hej!

Dawno nie popełniłam żadnego one shota, więc gdy wpadł mi do głowy pomysł na takowy, to postanowiłam to wykorzystać xD. Ot, stwierdziłam, że dobrze mi zrobi napisanie czegoś lekkiego i niezobowiązującego. Niestety nie umiem ocenić, jak wyszło i czy przypadkiem nie wyszłam z wprawy w pisaniu one shotów, dlatego pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że ten krótki tekścik jednak się Wam spodoba <3. Swoją drogą, czułam się trochę dziwnie, pisząc coś tak krótkiego xD.

A, zapomniałam wspomnieć, że akcja tego one shota dzieje się gdzieś pomiędzy 12 a 13 odcinkiem!

Pozdrawiam wszystkich zainteresowanych, hahaha xD.

Miłej lektury <3.




To miało być spokojne, leniwe popołudnie... i takie faktycznie było, dopóki na spacerze nie spotkałam Nevry przy Alei Łuków. Chodził po trawie, czujnie patrząc pod nogi, jakby czegoś szukał. Zaintrygował mnie tym na tyle, że postanowiłam do niego podejść.

– Hej Nevra – powiedziałam na przywitanie, ale nie odpowiedział. Nawet nie dał po sobie poznać, czy w ogóle zauważył moje nadejście. – Co robisz? – odezwałam się w ponownej próbie zwrócenia na siebie uwagi.

– Zgubiłem swój ulubiony szal – mruknął, nie przerywając tego, co robił. Powiedział to na tyle niewyraźnie, że dopiero po chwili zrozumiałam, co właściwie usłyszałam.

– Ulubiony? – zdziwiłam się. Nevra nawet teraz miał na sobie szal, który wydawał mi się dokładnie taki sam, jak wszystkie inne, które nosił. Nie miałam pojęcia, jak mógłby w takim razie rozpoznawać, który był tym ulubionym. – To one się czymś różnią? – dopytałam, nie kryjąc zaskoczenia.

Nevra łypnął na mnie spode łba.

– Tak – odparł tak oschle, że aż sama przełknęłam ślinę. Po tym jak gdyby nigdy nic wrócił do poszukiwań.

– Umm... – mruknęłam zmieszana. – To może pomóc ci szukać? – zaproponowałam pojednawczo, jednak urażony Nevra nawet nie zareagował. – We dwójkę na pewno pójdzie sprawniej – dodałam niezrażona. Nevra zmierzył mnie od stóp do głów, jakby oceniał moją przydatność do tego niebywale trudnego zadania, po czym przewrócił okiem.

– No dobra, chodź – powiedział, a ja podeszłam do niego bliżej i też się zaczęłam rozglądać.

– A tak właściwie, to dlaczego tu szukamy? – zapytałam po chwili, gdy wreszcie sobie uświadomiłam bezsens takich poszukiwań.

– Bo już sprawdziłem wszystkie oczywiste miejsca, potem sprawdziłem także te mniej oczywiste, więc teraz pozostało już tylko szukanie wszędzie – mruknął zirytowany Nevra, chyba już zaczynając żałować, że zgodził się na moją pomoc. Zachowywał się, jakby nie chodziło o zwykły szal, tylko o co najmniej jakąś cenną rodzinną pamiątkę albo może nawet prezent od dawnej miłości... To by wiele tłumaczyło! Nie miałam jednak ochoty jeszcze bardziej drażnić Nevry podpytywaniem o to.

– Ach, w porządku – odparłam, nadal czując się zmieszana, choć tym razem już nie za bardzo wiedziałam dlaczego. – A pytałeś kogoś? Może ktoś go widział? – podsunęłam pomysł, ale zanim Nevra zdążył odpowiedzieć, zobaczyłam nadchodzącą od strony Bramy Ykhar, więc postanowiłam od razu przekuć sugestię w czyn. – Hej Ykhar! – zawołałam, zbiegając z trawy na ścieżkę. Brownie się zatrzymała, ale widać było, że zrobiła to tylko z grzeczności, bo ewidentnie jej to nie pasowało. Niecierpliwie przestępowała z nogi na nogę, czekając, aż wreszcie wyjawię, co było tak ważne, że zawracałam jej tym głowę. – Widziałaś może szal Nevry? – zapytałam zwięźle i bez ogródek, żeby nie zabierać jej za dużo czasu.

– Wydaje mi się, że szedł w tamtą stronę – odparła Ykhar, po czym tak po prostu mnie wyminęła. – Wybacz, Gardienne, spieszę się – rzuciła jeszcze przez ramię na odchodnym.

Stałam przez chwilę z głupią miną, zanim zrozumiałam, że Ykhar nawet nie wysłuchała mnie do końca. Spojrzałam na Nevrę, który zaprzestał szukania i właśnie przystanął z jedną dłonią opartą o biodro.

– Właśnie dlatego nikogo nie pytałem – powiedział, wolną ręką wskazując na drogę, na której już opadał kurz po pośpiesznym przejściu Ykhar.

– Oj, nie zrażaj się tak, chodźmy zapytać kogoś innego – odparłam, próbując tchnąć w niego odrobinę motywacji. – Spokojnie, jeszcze zdążysz przeczesać każdy trawnik w Kwaterze – dodałam żartobliwie.

– Może masz rację – przyznał Nevra z westchnięciem. Naprawdę zaczynało mnie ciekawić, co było takiego w tym szalu, że jego utrata tak przybijała wampira.

Jako pierwsza napatoczyła się nam Miiko, idącą w kierunku wiśni.

– Hej Miiko! – zawołałam, podbiegając do niej.

– Hę? – odezwała się zdziwiona kitsune. Chyba się nie spodziewała, że mogłabym dobrowolnie udać się do niej z jakąś sprawą.

– Widziałaś może szal Nevry? – zapytałam, a wampir w tym czasie zrównał się z nami.

Miiko uważnie zmierzyła mnie wzrokiem, a potem Nevrę, najwyraźniej poważnie się zastanawiając nad odpowiedzią. Po Ykhar, która zwyczajnie olała moje pytanie, tę reakcję odczytałam jako dobry znak.

– Tak – odparła wreszcie kitsune z obojętną miną.

– Naprawdę? – zawołałam ucieszona. – Gdzie?

– Ma go na szyi – stwierdziła, po czym zniecierpliwiona wzniosła oczy do nieba. – Doprawdy, nie jestem w nastroju na takie żarty – dodała karcącym tonem, po czym odeszła pod wiśnię, nie objawiając nawet najmniejszej oznaki zainteresowania tym, co moglibyśmy jej odpowiedzieć.

– Nigdy nie jest w nastroju na cokolwiek – burknęłam pod nosem, niepogodzona z tak szybkim zgaszeniem mojego entuzjazmu.

Znowu spojrzałam na Nevrę, który teraz miał minę, jakby właśnie gryzł się mocno w język, żeby nie powiedzieć „a nie mówiłem?”. Machnęłam na niego ręką i poszłam dalej w stronę Kwatery.

Następny w kolejce był Ezarel, którego spotkaliśmy na targu pod sklepem Purroya.

– Ez, widziałeś może gdzieś mój szal? – tym razem to Nevra wyszedł z inicjatywą pytania.

– Przecież masz go na... – odparł Ezarel, po czym nagle urwał, a jego usta rozciągnęły się we wrednym uśmieszku. – To podchwytliwe pytanie, prawda?

– Nie, to pytanie oznacza dokładnie to, co oznacza – wtrąciłam się.

– A to nie widziałem żadnego oprócz tego, który masz właśnie na szyi – oznajmił Ezarel, chyba nieco zawiedziony brakiem drugiego dna w tej sprawie.

Po kolejnych trzech przepytanych osobach, które bardziej się skupiały na szalu, który obecnie nosił Nevra niż na tym, którego rzeczywiście szukaliśmy, w końcu wpadliśmy na Karenn.

– Ale przecież... – zaczęła odpowiadać na pytanie, a ja dyskretnie potrząsnęłam głową, by jej pokazać, żeby nawet nie próbowała kończyć. Na krótką chwilę zerknęła na mnie zaciekawiona, po czym odchrząknęła teatralnie i zwróciła się z powrotem do Nevry. – Nie, niestety nie widziałam, ale jak go gdzieś zobaczę, to ci przyniosę.

– Dzięki – odparł Nevra i odszedł w stronę Kwatery.

Jeszcze raz wymieniłyśmy z Karenn krótkie spojrzenia, po czym ja rozłożyłam ręce i pobiegłam za oddalającym się wampirem.

– Może zaniesiesz ten szal, który obecnie masz na sobie do pokoju? To na pewno ułatwi wypytywanie innych – zaproponowałam, gdy się z nim zrównałam.

– Dlaczego tak właściwie się w to angażujesz? – zapytał Nevra. Brzmiał trochę tak, jakby miał do mnie o to pretensje. – Przecież chodzi tylko o szal.

– Widzę, że jest dla ciebie ważny, to chcę ci pomóc – odparłam ze wzruszeniem ramion. Nie wiedziałam, czego tu można nie rozumieć, bo to co robiłam, było przecież zupełnie naturalną reakcją.

– A może to ty mi go podebrałaś i teraz próbujesz ściągnąć z siebie podejrzenia? – odezwał się nagle Nevra, niespodziewanie zastępując mi drogę i nachylając się do mnie tak, że prawie się zetknęliśmy nosami. Poczułam dziwne uderzenie gorąca, gdy to zrobił.

– Niby po co miałabym to robić? – odparłam, odsuwając się odruchowo.

– Sam chciałbym to wiedzieć – odparł wampir, uśmiechając się kącikiem ust. Chyba przypadkiem poprawiłam mu nastrój, ale cieszyło mnie to, bo obserwowanie go przybitym i zdenerwowanym było dość przygnębiające. – Może spodobały ci się moje perfumy? Na szalu dobrze je czuć – dodał z pewnością siebie, która niezmiennie mnie bawiła, od kiedy tylko go poznałam.

– No dobra, masz mnie – przyznałam się, chcąc kontynuować poprawianie mu nastroju. Podniosłam przy tym ręce do góry w geście poddania się. – Ja ci go podkradłam, ale potem ktoś podkradł go mi, także amatorów twoich perfum jest co najmniej dwóch – powiedziałam, próbując brzmieć przy tym poważnie, ale nie wytrzymałam i na końcu się zaśmiałam.

– Nie chowam urazy, bo moje perfumy naprawdę są świetne – odparł Nevra, z dumą wypinając pierś, po czym też się zaśmiał. – Dobra, chodźmy odnieść ten szal do mojego pokoju.

W lepszych nastrojach weszliśmy do Kwatery i prawie dotarliśmy do Korytarza Straży, gdy Nevra nieoczekiwanie się zatrzymał. Lekko przechylił głowę w bok, jakby nasłuchiwał.

– Hm – odezwał się po chwili.

– Co się stało?

– Właśnie sobie uświadomiłem, że nie sprawdziłem podziemi – powiedział Nevra, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę schodów do piwnicy. Nie mając lepszego pomysłu, po prostu poszłam za nim.

Zdążyliśmy zejść przynajmniej kilkanaście schodków, zanim wreszcie zrozumiałam, co takiego przyciągnęło uwagę Nevry – zaczęłam słyszeć ciche chrapanie w dole. To raczej nietypowy dźwięk tutaj, więc mimowolnie zaczęłam ostrożniej stawiać kroki, żeby przedwcześnie nie obudzić tego niezidentyfikowanego śpiocha.

Gdy dotarliśmy na sam dół, w neonowym świetle tutejszych grzybów zobaczyliśmy coś puchatego zwiniętego w kulkę.

– Amaya? – powiedziałam cicho, nie bez zdziwienia, gdy ją rozpoznałam po podejściu bliżej.

– Śpiąca na moim szalu? – dodał Nevra z niedowierzaniem. – Ale... dlaczego?

– Podpadłeś jej czymś?

– Skądże znowu, wszyscy wiedzą, że z nią lepiej nawet nie krzyżować dróg – odparł Nevra konspiracyjnym szeptem.

– To może Leiftanowi? – dopytywałam, próbując zrozumieć, o co w tym wszystkim chodziło.

– Jemu to akurat trudno podpaść – stwierdził wampir, rozkładając ręce.

Naszą dyskusję przerwała Amaya, która z leniwym ziewnięciem uniosła głowę, po czym nagle się zerwała i nastroszyła, gdy tylko się zorientowała, że nie była sama. Próbowaliśmy do niej podejść, ale syczała i miała uniesioną do ataku łapkę z wystawionymi pazurami.

– Spróbuję odwrócić jej uwagę – zaproponowałam cicho. Co prawda podczas starcia w moim pokoju takie próby nie przyniosły wielkiego efektu, ale to był teraz mój jedyny pomysł na uniknięcie czekania tutaj godzinami, aż tej piekielnej pandzie znudzi się robienie nam na złość. Nevra tylko lekko skinął głową na zgodę.

Wyciągnęłam pasek ze spodni i złapałam go za samą końcówkę, po czym zarzuciłam nim jak wędką, tak żeby błyszcząca klamra wylądowała tuż przy łapce Amayi. Nie oczekiwałam zbyt wiele po tej próbie, ale o dziwo panalulu tym razem spojrzała na przedmiot, z zaciekawieniem przychylając lekko łepek, po czym się pochyliła, by to obwąchać. To właśnie wtedy pociągnęłam za pasek, żeby klamra się odsunęła o kilka centymetrów.

Niezrażona Amaya zrobiła krok do przodu i wtedy znowu odciągnęłam przynętę prosto spod jej nosa, a ona podeszła za nią. Pomyślałam z rozbawieniem, że panalulu chyba była zbyt mądra, by się dać złapać na kawałek sznurka i kulkę z papieru, ale już niedostatecznie mądra, by się oprzeć błyszczącemu metalowi, odbijającemu neonowe światła grzybów. Może sądziła, że to tęczowy skarabeusz? Bawienie się żywym jedzeniem pasowałoby do jej paskudnego charakteru...

Wreszcie udało mi się zabrać Amayę na tyle daleko, że Nevra mógł się niepostrzeżenie zakraść do jej legowiska. W tym czasie panalulu zaczęła tracić cierpliwość, bo próbowała zatrzymać odskakującą klamrę łapką. Zaśmiałam się cicho, gdy znowu się jej to nie udało. Kto by pomyślał, że ta paskuda w zabawie mogła wyglądać tak uroczo?

– Mam! – zawołał Nevra, a Amaya zupełnie jakby zrozumiała, o co mu chodziło, nagle przerwała zabawę i obróciła się gwałtownie w jego stronę. Widziałam, jak ruszyła łepkiem, by najpierw spojrzeć na ogołocone legowisko, po czym na szal w rękach wampira. Wydała z siebie groźny pomruk i strosząc futerko, zerwała się nagle do prawdopodobnie najbardziej puchatej szarży w dziejach Eldaryi. – Wiejemy, Gardienne! – zarządził pośpiesznie Nevra. Pamiętając armagedon, jaki zrobiła ta panda w moim pokoju jakiś czas temu, nie potrzebowałam dodatkowej zachęty, by zacząć biec.

Jeszcze nigdy tak szybko nie wspinałam się po schodach do Sali Drzwi. Na szczęście Amayi szybko się znudził pościg, bo jej krótkie łapki raczej nie sprzyjały wyścigom po wysokich stopniach, ale i tak odetchnęłam dopiero na samej górze. Solennie sobie obiecałam, że dzisiaj trzy razy sprawdzę, czy zamknęłam drzwi, zanim pójdę spać.

Gdy dysząc, opierałam się rękami o uda, usłyszałam śmiech Nevry. Spojrzałam na niego pytająco.

– Nie sądziłem, że głównym czarnym charakterem w tej historii będzie panalulu – wyjaśnił, oparty plecami o ścianę.

– Z jej charakterkiem idealnie się nadaje na złoczyńcę – stwierdziłam rozbawiona. – To prawdziwy szkodnik.

– Prawda – zaśmiał się Nevra, a moją uwagę zwrócił jego szal. Wydawało mi się, że dostrzegłam luźne nitki.

– Nevra... twój szal... – powiedziałam, a wampir wyprostował się, po czym rozciągnął w rękach materiał i naszym oczom ukazało się spore rozdarcie.

– Chyba będę musiał w końcu dać mu odejść na emeryturę – stwierdził z westchnięciem pełnym zawodu.

– Poczekaj, chyba powinno dać się to zszyć – odezwałam się, gdy Nevra zaczął zwijać szal. – Daj, zobaczę – zaproponowałam i bez czekania na jego odpowiedź, wyciągnęłam przedmiot z jego dłoni. Nie miałam pojęcia, z jakiego materiału został zrobiony, ale okazał się niesamowicie przyjemny w dotyku. Rozwinęłam szal w rozdartym miejscu i przyjrzałam mu się uważnie.

– I jaka diagnoza? – zapytał Nevra po chwili milczenia, mówiąc niemal prosto do mojego ucha. Podskoczyłam wystraszona, bo nawet nie zauważyłam, kiedy mnie obszedł i pochylił się, by przez moje ramię też się przyglądać szalowi.

– Nie strasz mnie tak! – zawołałam nieco zła, ale zmiękłam na widok jego uśmiechu. Odsunęłam się o krok i odwróciłam ku niemu. – Da się to zrobić, ale będzie widać, że był naprawiany – oznajmiłam wreszcie.

– Mogę z tym żyć – zaśmiał się Nevra, po czym lekko poczochrał moje włosy. – Dzięki.

– Dlaczego ten szal jest dla ciebie taki ważny? – zapytałam, ale zaraz po tym, jak to powiedziałam, doznałam olśnienia. Bez słów wyciągnęłam rękę i złapałam za szal, który Nevra miał na sobie. Nie był nawet w połowie tak miły w dotyku jak ten, który trzymałam w dłoni. – Chodzi o materiał, prawda?

– A nie będziesz się śmiała, jeśli to przyznam? – odpowiedział pytaniem, przyglądając mi się uważnie.

– Nie ukrywam, że to trochę zabawne, bo obstawiałam, że ma dla ciebie jakąś wartość sentymentalną, ale tak sobie myślę, że to przecież niejedyny dobry powód, dla którego można się przywiązać do jakiejś rzeczy – stwierdziłam z łagodnym uśmiechem. Właściwie to teraz wydawało mi się całkiem oczywiste wyjaśnienie, bo przecież nie od dzisiaj wiedziałam, jak wielką uwagę Nevra przywiązywał do stroju. – Szczególnie że dotykając go teraz, naprawdę cię rozumiem.

– Mam nadzieję, że propozycja naprawienia go nie okaże się tak naprawdę próbą przywłaszczenia – stwierdził wampir wyraźnie pokrzepiony moją reakcją. Chyba naprawdę się obawiał, że go wyśmieję.

– Nie, nie, spokojnie, w moich rękach jest bezpieczny – zapewniłam go gorąco.

– Tym bardziej zaczynam się o niego martwić – przyznał, starając się ukryć uśmiech, ale niezbyt udanie. – Jestem do niego przywiązany, bo nigdy nie udało mi się znaleźć podobnego.

– Spokojnie, dostaniesz go z powrotem, a nawet wyszyję ci na nim serduszko, jak chcesz – powiedziałam ze śmiechem.

– Oczywiście, że chcę! – podchwycił rozentuzjazmowany Nevra. – Wtedy ten szal zdecydowanie zyska na wartości.

– Jak to? – odezwałam się zdziwiona, nie za bardzo rozumiejąc, co mógł mieć przez to na myśli.

– Przecież nabierze wartości sentymentalnej, prawda? – odparł wampir, w zadowolonym uśmieszku odsłaniając kły. Wyciągnął rękę i spodziewałam się, że znowu poczochra moje włosy, ale tym razem tylko lekko je pogładził. – Dzięki jeszcze raz – dodał po chwili i odszedł, nucąc sobie pod nosem jakąś melodię.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.