FANDOM


Odcinek 1

Na wstępie zaznaczam, że jest to tylko i wyłącznie opowiadanie fanowskie. Nie roszczę sobie praw do gry Moonlight Lovers ani żadnej innej gry beemove.

Nie podoba mi się to w grach tego typu, że główną bohaterka jest zawsze panną w opałach. Chciałabym choć raz zobaczyć historię z nieco innej strony, z silną i pewną siebie dziewczyną. Próbuję to zrobić, powiedzcie jak wyszło. Dawno niczego nie pisałam z powodu nawału pracy, także pewnie wyszedł chłam, ale starałam się. PS. Podkradłam parę dialogów z tłumaczeń, proszę się nie gniewać :( Wzięłam tylko kilka.

Legenda:

Kursywa – myśli

Pogrubienie – nacisk na dane słowo

(Nawias) – Komentarz od autorki

 

Odcinek pierwszy

Dziewczyna stanęła przed drzwiami nerwowo ściskając w ręku swój różaniec, w drugiej ręce miażdżąc wręcz palcami małą werbenę.

- Tyle lat – Pomyślała.

Przełknęła ślinę, schowała werbenę pod rękaw bluzki, srebrny krzyżyk różańca ukryła pod szalem i duszą na ramieniu zadzwoniła do drzwi. Po krótkim oczekiwaniu zadzwoniła ponownie, ale wciąż nie uzyskała żadnej odpowiedzi. Wyjęła klucz z torby i najzwyczajniej w świecie wprosiła się.

Dom zdawał się być nieco mroczny, ale zadbany.  Dziewczyna przejechała ręką po zielonej poręczy, podziwiając jednocześnie ornamenty na ścianach. Spojrzała na dłoń. Żadnego, nawet najmniejszego śladu kurzu, tylko powietrze jakieś takie… Stęchłe. Wyglądało na to, że rzadko tu wietrzono.

Starając się nie myśleć o nieprzyjemnym zapachu, skierowała się w stronę schodów. Właśnie wtedy na górze pojawiła się spowita w biel postać.

- Hej, kim jesteś? – Zapytał czarnowłosy.

- Zaraz, coś tu jest nie tak… To nie on!

Dziewczyna zerwała się i zawróciła najszybciej, jak potrafiła. Przebiegła do innego pokoju, który okazał się być biblioteką. W biegu usłyszała słowa.

- Vladimir, jakaś laska właśnie zeszła po schodach!

- Vladimir… A więc jednak! Spokojnie, tylko spokojnie…

Dziewczyna nie miała czasu podziwiać zdumiewającej kolekcji książek. Musiała działaś szybko. Przesunęła biurko tak, aby zablokować klamkę i otworzyła swoją wypełnioną po brzegi torbę.

- Nic nie szkodzi, nie szkodzi, z jednym dam sobie radę… Nawet z dwoma, jeśli będzie trzeba!

Wnet usłyszała jednak kolejny głos.

- Mógłbyś okazać odrobinę szacunku! Mogę zrozumieć, dlaczego ona się ukrywała. Pewnie ją przestraszyłeś. Proszę, nie uciekaj, młoda damo...

Zastygła.

- Ile ich tu jest?!

Nie, nie, nie! To wszystko komplikuje, trzech? Nie poradzi sobie z trzema, nie ma takiej opcji!!!

Słuchała przez chwilę, jak mężczyźni się kłócą. Zrozumiała, że jeden z nich ma na imię Beliath, a drugi Raphael, oraz że wiedzą doskonale, gdzie się teraz ukrywa. Dziewczyna wyciągnęła telefon, wybrała numer, ale zastygła. Jeśli podejmie teraz taką decyzję, wszystko stracone. Z drugiej strony jeśli się myli, zginie. Spokojnie, tylko spokojnie, jeśli załatwi to dyplomatycznie, wszystko będzie w porządku.

Zaklęła pod nosem i schowała telefon z powrotem do torby.

- W każdym razie nie w tym rzecz! Teraz musimy sobie poradzić z tym intruzem na wolności! Ach, myślę, że schowała się w bibliotece. Słyszałem, jak przesuwa meble!

- Tss..! Wie. – Mruknęła do siebie, spodziewała się tego. Jeszcze słabo rozpoznawała ich po głosie, jednak to właśnie musiał być Vladimir. Z całej rozmowy zdawało się, że był ich przywódcą. Może nie będzie aż tak źle. Dalej przysłuchiwała się rozmowie. Musi nieco zmienić plan… Szybko!

- Tak dla twojej wiadomości, nie zamierzam wyważać tych drzwi.
- Byłbym zdziwiony, gdybyś to zrobił.

- Ostatnim razem, gdy sprawdzałem, to nie ja byłem tym, który spędza cały czas na treningach, by zrobić na kobietach wrażenie swoim umięśnieniem.
- Nie martw się, księżniczko, dzięki tym bicepsom nie będziesz musiał nadwyrężać tych swoich wiotkich rączek
- Ta księżniczka zaraz ci...

Dziewczyna nie wytrzymała i parsknęła cicho. Na pewno usłyszeli, gdyż na chwilę zapadła cisza. Nie minęło jednak kilka sekund, gdy usłyszała pukanie do drzwi.

-  Czy ty właśnie zapukałeś?

- Wystarczy. Bądź cicho. To ja tutaj jestem rzekomo tym od negocjowania, prawda? K-hem. Młoda damo? Posłuchaj, potrafię sobie wyobrazić, jaka jesteś przerażona tym, że znalazłaś jakichś dziwnych mężczyzn w rezydencji...

- Zapomniałeś wspomnieć o tym, jacy jesteśmy czarujący. Jeden z nas jest łamaczem serc, który...
- Zachowaj swoje teksty na podryw na później, Beliath.
- Przyrzekam, jeśli się zaraz nie zamkniesz, wepchnę ci tę laskę prosto do gardła. Młoda damo, gdybyś była tak miła nam odpowiedzieć... i proszę, nie próbuj niczego zniszczyć...

- Teraz albo nigdy. Trzeba grać…

- Nie mam zamiaru niszczyć niczego w moim własnym domu i masz całkowitą rację. Jestem w szoku. Wchodzę tutaj po tylu latach, gdy wreszcie odziedziczyłam dom po moim zmarłych rodzicach, a tu zamieszkali jacyś bezdomni!

Tym razem zapadła naprawdę długa cisza. Dziewczyna wykorzystała ten fakt, by dodać.

- W dodatku wampiry!

- No, no, no…

- Zamknij się, Beliath! Panienko… - Zwrócił się teraz do niej. – Otwórz te drzwi i proszę, porozmawiajmy…

- Owszem, chyba powinniśmy. Zachowaj się teraz proszę, jak na dżentelmena przystało i – Zignorowała zirytowany głos wampira – Zrób herbaty i naszykuj miejsce w salonie. A ja zaraz wyjdę. – Po tych słowach obrała ząbek czosnku i bez cienia zniesmaczenia włożyła go do ust wraz z kawałkiem chleba. Upewniła się, że jej srebrny sztylet jest bezpieczny za pasem, ostatni raz ścisnęła krzyżyk różańca i w końcu wstała.

- Beliath, zostań tutaj, pilnuj jej…

-Oho, chyba go rozgniewałam. Trudno.

Odsunęła biurko i wyszła. Spojrzała wyzywająco na Beliatha a ten nie powstrzymał się od komentarza.

- Nie możesz oderwać ode mnie wzroku?

- Nie, po prostu dziwi mnie widok wampira w piżamie! – Odgryzła się i nie czekając na odpowiedź ruszyła dalej. Zatrzymała się jednak. – I co, nie wskażesz mi drogi? Kasanowa się znalazł, a nie wie, jak należy traktować damę!

Wampir uśmiechnął się pokazują swoje okazałe kły.

- No proszę. Zaczynasz mi się podobać, mam nadzieję, że wpadłaś na dłużej.

- A żebyś wiedział… - Syknęła.

Wprowadzono ją do jadalni. Dziewczyna od razu zwróciła uwagę na pianino, które średnio pasowało do całości wystroju. Poza tym pokój był całkiem urokliwy. Pozwoliła, by Raphael odsunął jej krzesło i podziękowała z gracją się kłaniając.

- A więc… Co miałaś na myśli mówiąc, że to Twój dom.

-Oho, Vladimir, od razu do sedna…

- To, co powiedziałam. Moi rodzice zmarli wiele lat temu. Mnie odesłano do wuja, do klasztoru, miałam zaledwie rok… - Na słowo klasztor cała trójka wzdrygnęła się – Jak się zapewne domyślasz – Wyciągnęła na wierz charakterystyczny, srebrny krzyżyk różańca. – Moja rodzina od pokoleń jest łowcami wampirów. – Schowała szybko krzyżyk nie pozwalając mężczyznom przyjrzeć mu się bliżej.

Milczeli, więc podjęła dalej.

- Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jaka to była ironia losu, że właśnie w moim domu zadomowiły się wampiry!

- Nigdy nie widziałem tu żadnych znaków wskazujących na łowców wampirów. – Syknął blondyn.

- Moi rodzice się tym nie parali. Odeszli od tradycji, mnie jak wspomniałam wychował ktoś inny i nauczył fachu. On też dał mi wszystkie dokumenty. Tu są oczywiście kopie, nie dam Ci oryginału. Wysłałam je już do urzędu miasta. – Rzuciła mu kopertę.

Wampir wyjął ją i uważnie przestudiował. Dziewczyna siedziała w napięciu, ale naprawdę bardzo dobrze udawała opanowanie.

- I co? – Zapytał w końcu wampir z przepaską na oczach.

- Wszystko się zgadza. – Usłyszeli odpowiedź. Powiedział to tak, jakby wypluwał jad z ust.

- W takim razie trzeba ją zabić. – Do pokoju wszedł białowłosy chłopak. Towarzyszył mu opalony mężczyzna.

- Jest ich więcej!? Nie, nie… Ale zaraz. Czy ten czerwono włosy to na pewno wampir? Jest taki… Nie-blady… - Przybrała wyzywającą minę.

- Proszę bardzo. Cały klasztor wie, gdzie teraz jestem. Wuj będzie regularnie słał listy, jeśli nie odpowiem na pewno się tu zjawi. Ba. Jeśli zadzwoni do mnie, a ja nie będę długo odbierać będzie tu szybciej, niż zdążycie się wynieść.

- Nie rozumiesz. – Głos Vladimira drżał. Inne wampiry patrzyły na siebie zaniepokojone. Nawet uśmieszek białowłosego zniknął z jego twarzy. – My musimy tu zostać!

- Nigdy nie powiedziałam, że musicie się wynieść…

- To dość nieoczekiwane. – Raphael odezwał się jako pierwszy.

- Nie widzę powodu, dla którego miałabyś pozwolić nam tu zostać. Chyba, że Ci się spodobaliśmy… - Beliath uśmiechnął się w taki sposób, że dziewczynie zrobiło się wręcz niedobrze.

- Naprawę? A ja widzę. Nigdy nie miałabym tak wspaniałej okazji obserwowania wampirów w ich… Naturalnym środowisku. To pozwoliłoby mi zrozumieć wasze zachowania i poznać słabości gatunku. Możemy zawrzeć umowę. Wy nie krzywdzicie mnie, ja nie krzywdzę was. Wy nie wtrącacie się w moje życie, ja nie wtrącam się w wasze…

- Jak ty to sobie niby wyobrażasz!? – Białowłosy wydawało się, że chciał rzucić się na dziewczynę, ale opalony mężczyzna przytrzymał go.

- Ethan, opanuj się. Jesteśmy na przegranej pozycji.

- Ale Aaron….!

- Ma rację. – Vladimir wydawał się oprzytomnieć. – Jeśli ją zabijemy mamy na ogonie cały klasztor. Nie przyjrzałem się różańcowi, ale wydaje się prawdziwy. Na pewno jest prawdziwy… Bo pieczęć jest prawdziwa.

Pokazał im dokument, który dziewczyna „przez przypadek” wrzuciła tam z resztą papierów. Wstała, podeszła do wampira i wyrwała mu kartkę z ręki. Ten syknął, ale powtrzymał się w ostatniej chwili.

- Tego nie pozwalałam Ci czytać – warknęła. Usiadła z powrotem przy stole. Nadal nie ruszyła szklanki z wodą, która leżała na stole od czasu, gdy weszła do pokoju.

- Nawet jeśli pozwolimy jej tu zostać to i tak stracimy całe dotychczasowe życie! – Warknął Ethan.

- Wiem o tym! – Vladimir wstał. W jego oczach widać było istną furię. Dziewczynę w głębi duszy nieco to bawiło, nie ośmieliła się jednak zaśmiać. – Ale ta dziewczyna jest chroniona przez zakon. Ma na sobie pieczęć, nic nie zrobimy!

- Ma pieczęć? W tak młodym wieku, ale to znaczy, że jest oficjalnym…

- A co z Ivanem? On tego nie wytrzy...-

- Wiem! – Vladimir w końcu wrzasnął. Wyglądał, jakby zaraz miał wybuchnąć. To chyba odpowiedni moment

Dziewczyna wstała, czas najwyższy przerwać to wszystko.

- Skoro już mamy razem mieszkać proponuję się przedstawić. Nazywam się Eloise (będę pisała ze zwykłym „i”) i – Skłoniła się ku Raphaelowi – Jak szanowny pan już zauważył, jestem oficjalnym łowcą wampirów!

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.