FANDOM


💖Rozdział 20 💖

Weszłam do szkoły jak nigdy nic. Postanowiłam nie zaprzątać sobie głowy rozmową pewnych dziewczyn i spokojnie sobie spać na ławce. Jednak nie było mi to dane. Jak na złość mój mózg tak łatwo i odpuści i zaczął wszystko analizować.

Może jednak jest to powiązane z moją osobą? Nie. To niemożliwe. Zawsze robię sobie nadzieję a później rzeczywistość brutalnie to niszczy tworząc swoje własne zakończenie. Które niestety jest bardzo rozczarowujące. A może to jakiś menadżer z ekipą przyjechali po jakąś dziewczynę aby zrobić jej zdjęcia do najnowszych gazet? Okej, to brzmi jeszcze bardziej nierealnie. To się nigdy zdarzyć nie może! A może studenci tak jak byli rok temu? Tak, to brzmi najbardziej realnie ze wszystkich opcji, które teraz wymyśliłam. Po prostu jeden przefarbował włosy na niebiesko. Nic nowego w tych czasach.

Lekcje mijały szybko. Bardzo szybko aż niepokojąco. Nim się obejrzałam była już przerwa obiadowa. Wszyscy zajęli się posiłkami. Opierałam się o ścianę przyglądając się uczniom. Nagle przed oczami przeszedł wysoki i bardzo dobrze zbudowany facet o białych włosach i śmiesznym wdzianku. No on to z dwa metry na pewno ma! Ale... co on tu robi? Może jednak to nie studenci, tylko jakieś przedstawienie i właśnie trwa próba? Chłopak jakby słysząc moje myśli odwrócił się w moją stronę. Patrzyliśmy sobie w oczy przez kilka sekund aż w końcu odwróciłam wzrok. Albo po prostu dosypali mi coś do wody....

  • Bum cyk cyk tajemnicza postać*

- Valkyon! - Usłyszawszy moje imię odwróciłem się do Ezarela.

- Co się stało? - Zapytałem.

- Znalazłeś kogoś, kto może być NIĄ?

- Nie.... Chociaż... - Pomyślałem o dziewczynie podpierającą ścianę - Nie. Jednak nic.

- Niedobrze...... To takie upierdliwe...

  • Bum cyk cyk wracamy do Jane*

Stwierdzam, że w Polskich szkołach jest istna patologia. Nie żebym coś, ale na miejscu dyrektorki nie wpuszczałambym uzbrojonego mężczyzny w dziwnym ubraniu do miejsca, gdzie uczą się małe bachory. Wywróciłam oczami i wróciłam do lektury dalej nie słuchając nauczycielki.

Jeszcze tylko język polski i do domu! Siedząc tak przy oknie poczułam znajome uczucie. "Czyjaś aura" - Szepnęłam do siebie. Aura znacząco odznaczała się strachem, determinacją oraz nutką odwagi. Odwróciłam się spoglądając na osobą co właśnie mnie minęła. Okazała się to kobieta w długich brązowych włosach z kokiem ubrana w jakiś azjatycki strój. Intuicja podpowiedziała mi, że zna się z białowłosym mężczyzną. Kiedy doszła do końca korytarza obróciła się. Najwyraźniej trafia w ślepy zaułek, gdyż na końcu korytarza mieści się tylko biblioteka. Udała się w drogę powrotną. Popatrzyła się na mnie i promiennie się uśmiechnęła. Zdezorientowana odwzajemniłam to, a następnie sobie poszła.

Właśnie mnie olśniło. Przecież jakieś dwie osoby bardzo odznaczające się na tle całej szkoły spacerują sobie po placówce a uczniowie sobie nic z tego nie robią. Jeszcze dzisiaj rano wszyscy byli podekscytowani i pękali z ciekawości. A teraz? Nikt nawet nie kiwnął palcem na owe osoby. Wątpię aby się przyzwyczaili w tak krótkim czasie. Zazwyczaj tego typu akcje mają rozgłos przez najbliższy tydzień a później każdy o nich zapomina. Dlaczego tak trudno zrozumieć życie?!

~♥~

Położyłam się do snu. Jest bardzo późno. Przynajmniej na, tyle że wiem, że jutro nie wstanę tak prędko. Nie mogłam zasnąć i przez godzinę obracałam się na boki. Wreszcie wstałam i podeszłam do okna z zamiarem otworzeniem go. Nagle poczułam duży ból głowy. Upadłam na podłogę łapiąc się za nią. Z małymi problemami wstałam przy pomocy oparcia fotelu, a następnie usiadłam na parapecie. Co się ze mną dzieje? Przez cały ostatni czas zachowuję się dziwnie, czuję się dziwnie i zaczynam podważać stan mojej psychiki. Może porozmawiam z mamą? Nie, stwierdzi, że coś mi się ubzdurało. Ojciec? On zawsze myślał, że jestem jakaś stuknięta więc na niego nawet nie liczę. Lekarze? W czym oni mi pomogą? Przetrzymają w białych ścianach przez kilka lat i stwierdzą, że i tak jest wszystko w porządku? Czyli zostaje tylko wielka wewnętrzna wojna z myślami....

Usłyszałam kroki.... Szybkim ruchem zeskoczyłam z parapetu i wskoczyłam do łóżka. Jak się okazało byli to rodzice. Zamknęłam oczy i z całych sił zmusiłam siebie aby udać, że śpię.

- Nie możemy jej ot tak porzucić na ulicy - Szepnęła mama.

- Przecież nawet nie jest naszym dzieckiem - Odpowiedział mężczyzna - Wiesz co ten diabeł powiedział. "Zróbcie z nią co chcecie. Ważne aby była żywa i nikt się o niej nie dowiedział oraz kto ci ją podarował"

- Tak pamiętam. Ale nie możemy jej porzucić, jeśli chcemy odzyskać naszą prawdziwą córkę!

- Zobaczymy co czas zrobi. Jedyne co możemy zrobić to czekać - Odpowiedział. Po jego słowach kobieta położyła coś na szafce i udała się razem z mężem do salonu.

Wstałam i wpatrywałam się w pudełko jak zaczarowana. Czy mam na tyle siły, aby je otworzyć? Ciekawość to pierwszy stopień do piekła a według innych ja już jestem na 7... Podeszłam. Powoli podniosłam wieczko i położyłam je obok. Następnie całą swoją uwagę skupiłam na rzeczy znajdującej się w środku opakowania. Był to mały wisiorek z kwiatem wiśni.... Do tego jeszcze mała karteczka:

" Mam nadzieję, że ci się spodoba kochanie,

Długo się zastanawiałam co podarować ci na 17 urodziny. W końcu przyszedł mi pomysł na wisiorek z kwiatem wiśni. Bardzo dobrze wiem, że uwielbiasz małe wisiorki oraz kwiaty wiśni. Zawsze, gdy tylko miałaś czas udawałaś się pod wiśnię. Też tam bawiłaś się z małym chłopcem z sąsiedzkiego królestwa.

~ Kocham cię, twoja ciocia Fereia ♥"

Jakie 17 urodziny? Jak ja mam 14 lat! I jakie królestwo?! Czemu z dnia na dzień jest więcej pytań niż odpowiedzi? Mam wrażenie, że nie rozstrzygnęłam zagadki moich poprzednich problemów, a już dochodzą następne...

Mimo to założyłam wisiorek i spojrzałam w lustro. Moje oczy stały się całkowicie niebieskie a moje włosy częściowo białe. Wczoraj ich jeszcze nie miałam - wyszeptałam do siebie. Podniosłam koszulkę i stwierdziłam, że moje ciało jest chudsze i bardziej umięśnione. Jakbym stała się kimś innym. Kimś, kto nie istnieje.

Przed moimi oczami błysnęła scena. Była w pół zamazana. Nie widziałam twarzy, ale wiedziałam, że to dzieci. O kontrastowym kolorach włosów - Jedno miało białe jak śnieg a drugie czarne niczym noc. Bawili się na drzewie i wchodzili na gałęzie coraz wyżej.

  • Scena *

- Ana! Nevra! Wracajcie już! Ciemno się robi! - Moja ciocia zawołała nas, abyśmy zakończyli zabawę i wrócili do domów. Faktycznie było już późno. Zanim się obejrzeliśmy było już po zachodzie słońca.

- To do jutra! - Powiedział chłopak i przytulił mnie na pożegnanie.

  • Jane *

Scena bardzo mi znajoma. Jednak nie wiem, z czym jestem z nią związana. Coraz bardziej gubię się w życiu. Dobra, powinnam już iść spać, ponieważ jest 3 w nocy a jutro rano nie wstanę do szkoły.

Rano zrobiłam całą moją poranną rutynę a na koniec spojrzałam w lustro. To chyba jedyny sposób, aby dowiedzieć się co się we mnie zmieniło. Wychodząc dostrzegłam, że "moi rodzice" nawet nie kiwnęli pacem odnośnie do tak drastycznej zmiany w moim wyglądzie. No tak, pakt z diabłem wszystko wyjaśnia. Tylko a jakim diabłem?

A jak w szkole? Gorze być nie mogło...

- Spójrz tylko na nich! Jacy przystojni!

- Te kobiety są strasznie tajemnicze...

- Ale jednocześnie pięknie!

- Są dziwni...

Znaleźć spokojne miejsce w szkole było wręcz niemożliwe... Te istoty robiły tak wielkie zamieszanie, że to niepojęte. Jak się okazało nie byli ludźmi. Przecież to absurd. Coraz bardziej wieże, że to sen, z którego nie mogę się wybudzić, pomimo że bym chciała.

- Cześć - Koło mnie stanął Rayan we własnej osobie.

- Rayan! Co u robisz? - Uśmiechnęłam się widząc chłopaka.

- Słyszałem, że jest wielkie zamieszanie w waszej szkole i nikogo nie wpuszczają poza uczniami i pracownikami. A wiesz, tak gdzie kłopoty tam i ja - Zaśmiał się.

- No tak cały ty.

Jeden osobnik z bandy dziwnych istot popatrzył na niego. Powiedział coś chłopakowi z niebieskimi włosami i również on popatrzył się w naszą stronę. Wpatrywali się to we mnie to w niego. Po długiej wymianie zdań wreszcie się odwrócili.

- Ezarel....

- Co? - Zapytałam.

- On mnie mianował.

- Mianował? Na co? Znasz go?

- Na twojego stróża. I tak znam go.

- Rayan... Czy o czymś nie wiem?

- Dowiesz się za niedługo - Potem odszedł w stronę tłumu. Chciałam to wyjaśnić i rzuciłam się za nim. Jednak bez skutku, gdyż tłum nie pozwolił mi przejść.

^^^ *** ^^^

W moją stronę szli. Patrzyli we mnie z pewnością siebie. Stanęli przed de mną i popatrzyli na siebie, a następnie elf wyciągnął z kieszeni małą fiolkę.

- Wypij to - Rozkazał.

- Co?

- Wypij to - Powtórzył.

- Nie będę nic pić od ciebie!

- Chcesz się w końcu dowiedzieć kim jesteś?! - To pytanie nie dawało mi spać przez ostatnie noce. Chęć dowiedzenia się o moim pochodzeniu była większa od rozsądku. Wzięłam fiolkę i jednym łykiem wypiłam całą zawartość. Przez mój umysł przeszły wszystkie wspomnienia. Straż, królestwo, kwatera, Przyjaciele, Nevra.... Po moich policzkach spłynęły łzy. Już pamiętam wszystko.

- Tęskniłam - Tylko tyle udało mi się wykrztusić....

  • ♥ * ♥ * ♥ *

Tak wiem wiem... Dawno mnie nie było, ale już wracam :>

Kochani, jeżeli ktoś to jeszcze czyta to chciałabym wam podziękować, że ze mną byliście w tej książce, bo zbliżamy się do końca ^^ Został nam jeszcze tylko jeden rozdział i epilog ^^ Chcecie drugą część książki ? Piszcze, bo chętnie poczytam ;)

Teletubisie mówią papa :*

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.