FANDOM


Kochani,

Wiem, że sto lat mnie nie było, nietstey tak jakoś wyszło.

Wrzucam kolejny rozdział z ostrzeżeniem, że nie wiem kiedy pojawi się kolejny.

Miłego czytania :)

Rozdział XI




ROZDZIAŁ XII

Minął tydzień od ataku na Świątynie Fenghangów. Uczestniczyłam w pogrzebie, ale tylko przez chwilę. Nie byłam w stanie dłużej tam wytrzymać. Świadomość, że to wszystko stało się przeze mnie, nie dawała mi spokoju. Poczucie winy utkwiło głęboko w moim sercu, a żal które je ściskał, pogarszał tylko ten ból.

Nevra mówi, że to nie moja wina. Ciągle to powtarza, ale ja nie potrafię mu uwierzyć. Prawda była jasna. Leiftan przyszedł tu po mnie, więc to ja jestem za to wszystko odpowiedzialna.

Delegaci i wszyscy przybyli goście odjechali już jakiś czas temu. Nasza grupa miała wyjechać jako ostatnia. Stałam w swoim pokoju, pakując plecak. Suknia, w której byłam na balu, cały czas wisiała na wieszaku na szafie. Jest piękna, a według Nevry wyglądałam w niej zjawiskowo. Teraz mam wrażenie, że bal odbył się całe wieki temu, w innym wymiarze. Ściągnęłam suknię z wieszaka i ostrożnie spakowałam ją do torby.

Moje rozmyślenia przerwało pukanie do drzwi.

- Proszę – powiedziałam, ocierając z policzka zabłąkaną łzę.

- El – do pokoju zajrzała Karenn – gotowa?

- Prawie – zapięłam torbę i odstawiłam ją na podłogę koło łóżka – widziałaś Nevrę?

- Tak, pojechał przodem na zwiady, żeby sprawdzić, czy droga jest bezpieczna – odpowiedziała wampirzyca, przysiadając na łóżku.

- Aha – tylko tyle byłam w stanie wykrztusić.

Znowu nie powiedział mi nic ani nie pożegnał się nawet. Nie lubiłam takiego zachowania.

- Nie mógł. Huang Hua kazała mu wyruszyć natychmiast – powiedziała Karenn, czytając mi w myślach.

- Powinnam wiedzieć takie rzeczy – odpowiedziałam, siadając obok niej.

- No tak, ale to ty byłaś tu gościem, a my twoją ochroną, zresztą jak widać marną – wymamrotała wampirzyca.

Cały czas czułam ranę na plecach, pomimo tego, że już się zabliźniła. Dzięki krwi Leiftana, która ma właściwości uzdrawiające. Niestety, nie chciałam tego. Byłam tylko w połowie taka jak on, a teraz w moich żyłach płynęła jeszcze jego krew. Martwiło mnie to, chociaż Ewelein twierdziła, że nie mam czym się przejmować.

- Nie mam wam tego za złe – uśmiechnęłam się blado.

- Dobra, dość tego. Zbieramy się. Wierzchowce są już gotowe do podróży – powiedziała wampirzyca, wstając i porywając moją torbę.

Ruszyłam wraz z nią, biorąc plecak.

Na zewnątrz było chłodno. Jesień nadchodziła nie ubłagalnie. Włożyłam ten sam płaszcz, w którym przyjechałam, do tego rękawiczki, ponieważ czułam, że trzymając wodzę, zmarzną mi dłonie. Włosy związałam w koński ogon, żeby mi nie przeszkadzały w czasie jazdy.

Część 2 rozdział XII













Podchodząc do wierzchowca, przywiązałam bagaż do jego siodła. Nie zwlekając, wspięłam się na jego grzbiet i cierpliwie czekałam na resztę.

Karenn chciała ze mną rozmawiać, ale nie miałam na to ochoty. W końcu ruszyliśmy w drogę powrotną. Czekało nas kilka dni jazdy i tym samym kilka postojów.

Pierwszy przystanek był po pięciu godzinach jazdy. Musieliśmy coś zjeść i dać odsapnąć naszym wierzchowcom. Jakiś czas później do obozu wrócili zwiadowcy. Nevra uśmiechnął się do mnie, gdy mnie zobaczył, po czym zniknął mi z oczu. Poszedł pewnie złożyć raport Huang Hua.

Ja siedziałam pod drzewem, jedząc zupę gulaszową. Tak naprawdę wmuszałam w siebie jedzenie, ponieważ w ogóle mnie miałam apetytu. Nie mogłam się pozbierać po tym wszystkim, co się wydarzyło.

Chwilę potem przysiadł się Nevra.

- Przepraszam, że nic ci nie powiedziałem. Huang Hua kazała wyruszyć nam natychmiast – powiedział ze skruchą w głosie.

- Rozumiem – odpowiedziałam, uśmiechając się blado.

Wampir usiłował przykuć moją uwagę, ale nie chciałam spojrzeć mu w oczy. W końcu złapał mnie za podbródek i zmusił, żeby na niego spojrzała.

- To nie twoja wina kochanie – powiedział z powagą w głosie.

- Leiftna przyszedł po mnie – łamał mi się głos.

- To wszystko zaczęło się jeszcze za nim się pojawiłaś w Eldaryi – usiłował mi wytłumaczyć.

- Ale pogorszyło się, kiedy się tu zjawiłam. Leiftan chce mnie – z oczu pociekły mi łzy – podjęłam złą decyzję.

- O czym teraz mówisz?

- Kiedy uleczyłam Kryształ, umarłam. Dostałam wybór: albo wrócić, albo odejść. Gdybym wtedy odeszła, nic by się złego nie wydarzyło...

- I ty myślisz, że twoja śmierć byłaby lepsza? - podniósł trochę głos.

- Nikt inny by nie zginął – otarłam łzy, ale nic to nie dało.

- El, ja bym umarł. Umarłbym z żalu i tęsknoty – wyznał – kocham cię i nie chcę żyć bez ciebie.

Objął mnie i mocno przytulił. Moje serce zabiło mi mocniej. Czułam jego miłość do mnie.

- Nie mów tak więcej kochanie, nie pozwolę ci odejść – wyszeptał mi do ucha.

Miał racje. Kochałam go i to dla niego wciąż żyłam.

- Musimy znaleźć sposób, żeby ostatecznie pokonać Leiftana i Ashkora – powiedziałam, odsuwając się trochę od niego.

- I znajdziemy, obiecuję – uśmiechnął się do mnie.

Był taki cudowny, że nie mogłam nie odwzajemnić uśmiechu.

Razem zjedliśmy posiłek i odpoczywaliśmy przytuleni do siebie, ponieważ było zimno.

Po godzinie zebraliśmy się i ruszyliśmy w drogę. Jechaliśmy aż do zmierzchu. Nie chcieliśmy jechać w nocy, ponieważ było na to zdecydowanie za zimno i zbyt niebezpiecznie.

Spędziliśmy noc na jednej z polan, oczywiście Nevra spał ze mną w namiocie. Uparł się, że nie spuści ze mnie oka.

Po kilku dniach podróży dotarliśmy do Kwatery Głównej. Nie sądziłam, że tęskniłam za domem. Tak, to miejsce mogłam nazwać swoim domem.

Po odniesieniu bagaży udaliśmy się na spotkanie z Miiko w kryształowej sali. Oczywiście już o wszystkim wiedziała.

- Jak się czujesz? - spytała mnie kitsune.

- Dobrze. Rana ciągle się odzywa, ale nie jest najgorzej – odpowiedziałam.

- No cóż, skoro to wszystko to idźcie wypocząć. Do pracy wrócicie jutro – zakomunikowała.

Od razu poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Czułam zmęczenie, ale bałam się, że jak zasnę to będzie śnił mi się Leiftan. Do tej pory mi się nie śnił, ale od czasu tej transfuzji, czułam się dość dziwnie. Bałam się, że pojawi się we śnie albo na jawie. Chociaż teraz już mniej się bałam, bo sama odpowiadałam za zabezpieczenia, więc wiedziałam, że nikt się nie pojawi znienacka.

Zamknęłam oczy i odpłynęłam. Na szczęście nic mi się nie śniło.

Poczułam, jak ktoś mnie całuje, otworzyłam oczy i nade mną pochylał się Nevra.

- Kochanie, chodź ze mną pod prysznic – wymruczał.

Ja się tylko odwróciłam i znowu zamknęłam oczy. Nevra zaśmiał się i ściągnął ze mnie kołdrę.

- Chodź, chodź – zaśmiał się wampir.

Odwróciłam się do niego i usiadłam.

- A tak dobrze mi się spało – jęknęłam, wyciągając się, prostując kości.

- Powinienem się obrazić – skrzyżował ręce na piersi.

- Bo? - byłam zaskoczona.

- Bo dobrze ci się spało beze mnie – nie zmienił postawy, ale zdradził go jego uśmiech.

Wstałam z łóżka i podeszłam do niego. Wspięłam się na palcach i pocałowałam go w policzek.

- Idziemy pod ten prysznic, czy nie? - przypomniałam mu.

Nic nie odpowiedział, tylko wziął mnie za rękę i zaciągnął do łazienki. Po wspólnym prysznicu wróciliśmy do mojego pokoju, gdzie Nevra pokazał mi, jak bardzo mnie kocha.

Następnego dnia obudziły mnie blade promienie słońca, wlewające się przez okno. Pod dłonią poczułam tylko pościel. Otworzyłam oczy, ale nikogo nie widziałam, tylko zobaczyłam liścik zaadresowany do mnie. Usiadłam i wzięłam kartkę do ręki.



Kochanie,

mam kilka spraw do załatwienia, zobaczymy się później.

Całuję

Nevra



Poczułam się trochę rozczarowana, ale Nevra miał obowiązki, tak samo, jak ja.

Wstałam z łóżka, ubrałam się i udałam do biblioteki, gdzie czekała pewnie na mnie sterta papierów. Nie pomyliłam się, ponieważ wchodząc do pomieszczenia, zastałam Kero pogrążonego w formularzach.

- Cześć Kero – uśmiechnęłam się blado.

- Witaj El – odwzajemnił uśmiech Kero, ale zaraz potem posmutniał – bardzo mi przykro z powodu tego, co się wydarzyło w Świątyni Fenghunagów.

Siłą rzeczy wróciłam wspomnieniami do tych smutnych dni. Czułam się fatalnie z myślą, że przeze mnie zginęli niewinni.

- Przepraszam El, nie powinienem był wspominać o tym – powiedział Kero współczującym tonem.

- Nic nie szkodzi – odpowiedziałam, zmieniając temat – gdzie leżą raporty dla mnie?

- Chcesz wrócić od razu do pracy? - spytał zaskoczony.

- Tak, muszę. Tym bardziej że Leiftan jest w pobliżu i w każdej chwili może ponownie zaatakować – wyjaśniłam.

- Rozumiem. Twoje dokumenty są w tamtym koszu – wskazał głową spory wiklinowy kosz pod ścianą.

- To jest dla mnie? - byłam zaskoczona ilością dokumentów.

- Były problemy z barierą, kiedy ciebie nie było. Wszystko jest odnotowane – wyjaśnił Keroshane.

Podeszłam bliżej kosza i wzięłam pierwszą kartkę z wierzchu. Faktycznie wszystko było zapisane dzień po dniu, godzina po godzinie. Odłożyłam kartkę.

- Zaczekaj, pomogę ci – usłyszałam głos, kogoś, kto właśnie wszedł do biblioteki.

Spojrzałam w stronę drzwi, przez które przeszedł Ezarel. Podszedł do mnie i podniósł kosz bez większego wysiłku.

Szczerze nie spodziewałam się tego z jego strony. Tym bardziej po tym, jak wyszło na jaw, że jest pod działaniem jakiejś klątwy.

- Dzięki – wykrztusiłam.

- Gdzie ci to zanieść? - spytał, nie patrząc mi w oczy.

- Do mojego pokoju. Muszę to wszystko przejrzeć – wyjaśniłam.

- Elf poszedł przodem. Ja już miałam wychodzić z biblioteki, kiedy Kero mnie zatrzymał.

- El, poczekaj jeszcze chwilę – odwróciłam się do niego.

W ręku trzymał list.

- To przyszło wczoraj wieczorem do ciebie. Nie dawałem ci tego od razu, ponieważ byłaś zmęczona – wyjaśnił, podając mi kopertę.

- Dzięki – odpowiedziałam, wychodząc z biblioteki.

Rozejrzałam się na korytarzu, ale Ezarel zniknął. Od razu pobiegłam w stronę swojego pokoju. Czekał pod moimi drzwiami. Wyciągnęłam klucz i przekręciłam go w zamku. Elf od razu wniósł kosz i postawił koło mojego biurka.

Czekał pod moimi drzwiami. Wyciągnęłam klucz i przekręciłam go w zamku.

Elf od razu wniósł kosz i postawił koło mojego biurka.

- Wielkie dzięki za pomoc Ez – powiedziałam, uśmiechając się przyjacielsko.

- Drobiazg – odpowiedział.

Na chwilę zapadła między nami niezręczna cisza.

- Pójdę już – odezwał się w końcu elf.

- Chciałam zapytać, jak idą poszukiwania lekarstwa? - spytałam.

Wiedziałam, że Ewelein i Ykhar zaangażowały się poszukiwania antidotum na czar, który został rzucony na Ezarela. Brownie szuka poszlak w bibliotece, natomiast elfka w swoich zbiorach medycznych. Uprzedzały, że może być ciężko, ponieważ jest to bardzo stara magia aengelów, która nie została nigdy spisana. Leiftan jest jedyną osobą, która ją zna. Oczywiście nikt nie traci nadziei, tym bardziej że każdy chce pomóc Ezarelowi, również ja, tylko nie wiedziałam jak, skoro to ja jestem źródłem jego cierpienia.

- Stoją w miejscu. Dziewczyny szukają, gdzie się da, ale nie nikt nie ma pojęcia, od czego zacząć – odpowiedział smutno.

- Rozumiem – wymamrotałam.

- Pójdę już, miłej pracy – elf odwrócił się i wyszedł.

Zamknęłam za nim drzwi i usiadłam przy biurku. Z ciężkim westchnieniem spojrzałam na stos papierów w koszu. Musiałam to wszystko przejrzeć, ale najpierw chciałam zobaczyć list. Przyjrzałam się kopercie, którą miałam w ręku. Widniała na niej pieczęć, którą już wcześniej widziałam. Przełamałam ją i wyciągnęłam kartkę, na której był list, a raczej zaproszenie:

Król Zachodniego Królestwa Wahoole wraz z dworzanami i poddanymi,

mają zaszczyt serdecznie zaprosić Pannę Eleniję Wybrankę Wyroczni na swój dwór, ze szczerym pragnieniem osobistego poznania wielkiej bohaterki Eldaryi.

Mamy wielką nadzieję, że zjawi się Pani jak najszybciej.

Marcus, XV Król Zachodniego Królestwa Wahoole

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.