FANDOM


Witam wszystkich ponownie :)

Wrzucam tekst, mimo iż mam co do niego mieszane uczucia xD Lepiej chyba jednak nie będzie, więc... Miłego czytania :D

Pozdrawiam Cię Mevala serdecznie <3 Innych zaglądających również xD



Zapamiętane wspomnienia

        - Shai słoneczko, co się dzieje? - zapytał Leiftan, stając za jej plecami i obejmując ją czule.

        - Kto? Że co? Słucham? - zaczęła chaotycznie dopytywać, lekko wystraszona. Wyrwana ze swoich rozmyślań, gwałtownie obróciła się przodem do chłopaka, nie bardzo wiedząc, co się dzieje. Myśli pochłonęły ją tak bardzo, że nie usłyszała pukania do drzwi, ani nawet tego, że lorialet wszedł do jej pokoju.

        - Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć - wytłumaczył pospiesznie blondyn, patrząc na nią delikatnie zmartwiony. - Pukałem kilka razy, ale nie odpowiadałaś, więc się zmartwiłem, że może coś ci się stało. Złapałem za klamkę, drzwi były otwarte… więc pozwoliłem sobie wejść…

        - Nie, nie, nic mi nie jest - uśmiechnęła się łagodnie. - Po prostu zamyśliłam się i nie słyszałam, jak pukasz, a później wchodzisz - dodała, wtulając się w jego ramiona.

        - Na pewno wszystko w porządku? - zapytał, nie bardzo dowierzając. Uniósł delikatnie jej głowę za podbródek, żeby spojrzeć w jej oczy. - Powiedz, jeśli coś cię martwi?

        - Wszystko dobrze - odparła, wspinając się jednocześnie na palcach, aby delikatnie go ucałować. - Po prostu rozmawialiśmy dzisiaj o wypoczynku w górach i trochę się zagubiłam we wspomnieniach - dodała po chwili, odwracając się tyłem w jego ramionach i lekko opierając się o niego. Dobrze wiedziała, że mówienie własnemu chłopakowi o tym, że jej myśli zaprząta inny chłopak, nie jest raczej rozsądne. Dlatego odpędziła chwilowo myśli o Valkyonie i naprędce zaimprowizowała tok swojego rozmyślania. - Zawsze wieczorem z mamą siadałyśmy na tarasie i patrząc na góry oświetlone promieniami zachodzącego słońca, dyskutowałyśmy o różnych babskich sprawach… 

        Przez dłuższą chwilę stali tak oboje przytuleni, wpatrując się gdzieś w dal za oknem i rozmawiając o tym, jak Shairisse spędzała wakacje w górach z rodzicami. Słuchając jej opowieści o rodzinie i ich wspólnych chwilach, Leiftan zrozumiał, dlaczego tak bardzo zraniła ją wówczas wiadomość o tym, że wymazano ją z pamięci bliskich. Wszystko bowiem wskazywało na to, że dziewczyna była bardzo zżyta ze swoimi rodzicami. Trochę wstyd mu się zrobiło i poczuł się winny jej cierpienia, gdyż nie zaprotestował, gdy podejmowano decyzję o podaniu jej eliksiru mnemosyne. 

         Po pewnym czasie usiedli przy stoliku, aby w trakcie dalszej rozmowy móc spokojnie skonsumować kolację. W międzyczasie rozmawiali o grafiku misji, zastanawiając się, czy w najbliższym czasie przewidziane są jeszcze jakieś misje dyplomatyczne. Lorialet oznajmił, że poza tą, na którą wybiera się z rana, to nie słyszał o żadnej, a bynajmniej o żadnej planowanej dla niego w najbliższym czasie. Potwierdził również, że dla niej na razie też nie ma misji. 

        Kiedy Shai zaczęła ziewać, oboje zdecydowali się położyć, spać. Tym razem poprzebierali się grzecznie i bez przekomarzanek. Kładąc się do łóżka, Leiftan zastanawiał się, w jaki sposób mógłby chociaż trochę poprawić samopoczucie ukochanej w kwestii wypoczynku w górach. Zanim jeszcze dobrze ułożyli się w swoich objęciach, wpadł na pomysł, że jeśli tylko będzie kilka dni wolnego po zakończeniu spraw negocjacyjnych, to zabierze dziewczynę w góry. Musiał tylko wtedy zgłosić Miiko, że chce wolne dla siebie i dla Shairisse na kilka dni. No i musiałby skontaktować się z mieszkańcami pewnej osady, położonej w górach za Ziemiami Jaspisu. Na jego szczęście osada znajdowała się niecały dzień drogi od miejsca, do którego wybierał się następnego dnia. Pomyślał więc, że to dobra okazja, aby pojechać i zrobić jakieś wstępne ustalenia urlopowe. Zadowolony ze swojego pomysłu jeszcze mocniej przytulił dziewczynę i uśmiechając się nieznacznie, ucałował ją delikatnie w czoło. W odpowiedzi na tę pieszczotę Shairisse zamruczała cicho i wygodniej ułożyła się na jego nagim torsie.

        - Chciałabym tak zasypiać już codziennie - powiedziała cicho, delikatnie pieszcząc opuszkami palców skórę na jego klatce piersiowej i brzuchu. - Przy tobie czuję się o wiele spokojniejsza i bezpieczniejsza…

        - A beze mnie tak się nie czujesz słonko? - zapytał zaskoczony i trochę zmartwiony.

        - Nie za bardzo. Ostatniej nocy musiałam się przytulić do Athiry, bo ciebie nie było - odparła smutno.

        - Czemu? Czy coś się stało?

        - Obudziłam się w środku nocy, czując, że ktoś intensywnie mi się przygląda - wyszeptała. - W pierwszej chwili się przestraszyłam, że może Ashkore w jakiś sposób znowu wlazł do mojego pokoju, ale okazało się, że poza mną i lisiem nikogo w pokoju nie było...

        - No właśnie, coś o tym wspominałaś zaklinaczowi rano… - przypomniał sobie lorialet.

        - Tak. Później w ciągu dnia miałam znowu to samo…

        - Czemu nic mi nie powiedziałaś? - zapytał zatroskany, jeszcze mocniej ją przytulając i całując w czubek głowy.

        - Teraz ci mówię - odparła cicho.

        - O ile pamiętam, Itzal zaproponował ci rozmowę na ten temat…

        - Tak, dlatego zastałeś nas pod wiśnią...

        - A czemu Valkyon był z wami? - wyrwało mu się jakoś samoistnie, a zabrzmiało tak oskarżycielsko, że aż sam się trochę zdziwił. Nie chcąc wyjść na zazdrośnika, dodał już o wiele łagodniejszym tonem: - I co zaklinacz powiedział?

        Niezadowolenie chłopaka z powodu obecności Valkyona nie umknęło uwadze Shairisse. Opowiedziała w skrócie, o czym mniej więcej poinformował ją Itzal i wyjaśniła, z jakiego powodu zastał z nimi wojownika. W kilku zdaniach też powiedziała, o czym w trójkę rozmawiali, zanim pojawił się on, żeby zabrać ją na obiad. Oczywiście pominęła w opowieści moment swojego ekspresyjnego powitania z szefem, aby nie wywoływać u lorialeta więcej niepotrzebnych emocji. Leiftan słuchał jej z uwagą, jednocześnie utwierdzając się w swoim przekonaniu, że najlepiej dla niego będzie unikać spotkań i rozmów z zaklinaczem. Ktoś z takimi umiejętnościami wydawał mu się po prostu zbyt niebezpieczny. Już rano przy powitaniu zauważył, że Itzalowi coś się w nim nie spodobało i obawiał się, że ten będzie go teraz baczniej obserwować. Wolał więc nie kusić losu i nie narażać się na zdemaskowanie.  

        - Śpisz już? - zapytała szeptem, opierając brodę na jego torsie i zerkając na jego twarz. Widząc jednak, że ma oczy otwarte, dodała: - O czym myślisz?

          Pochłonięty swoimi myślami, nie zwrócił uwagi, że od kilku chwil nie odpowiada na jej pytania. Wyrwany z tych rozmyślań, uśmiechnął się do niej czule, a następnie ucałował delikatnie w czubek nosa.

        - Tak sobie myślałem - zaczął naprędce improwizować, bo nie mógł jej przecież zdradzić swoich prawdziwych myśli. - Skoro czujesz się przy mnie bezpieczniej, to… jeśli oczywiście chcesz, moglibyśmy codziennie sypiać ze sobą… - nagle, słysząc swoje myśli wypowiedziane na głos, zdał sobie sprawę, jak obcesowo one zabrzmiały. - To znaczy w jednym łóżku, razem w nocy…, w jednym pokoju... - chaotycznie i z wyraźnym zakłopotaniem zaczął plątać się w wyjaśnieniach. 

        - Już się tak nie tłumacz - zaśmiała się cicho, całując go delikatnie po torsie, a następnie przytulając się do niego policzkiem. - Nie wiem, co dokładnie miałeś na myśli, ale niezależnie od tego, całkowicie się z tobą zgadzam - dodała trochę jakby już sennie, ciągle jednak uśmiechając się łobuzersko.

        - Uff - odetchnął z ulgą. - Zaraz, zaraz, moja droga… - nagle dotarł do niego sens jej słów. - Jak to nie wiesz, co miałem na myśli? I co znaczy, że się zgadzasz? O czym ty pomyślałaś? - dopytywał rozbawiony.  

        - Dobranoc kociaku - powiedziała czule dziewczyna, udając, że nie słyszy pytań, ale przy tym cicho chichocząc.

        - Hola, hola… Wytłumacz mi się… - zaśmiał się lorialet.

        - Śpij spokojnie i słodkich snów - nadal droczyła się z nim, starając się zachować powagę. 

        - Niech ci będzie… - westchnął zrezygnowany. - Dobranoc kochanie. Słodkich snów - dodał czule, w końcu dając za wygraną. 

        - I nie myśl o tym za dużo - dodała po chwili psotnie.

        - Jeszcze z tobą nie skończyłem, łobuziaro - odparł figlarnie, przytulając ją mocniej. - A teraz śpimy, bo inaczej przejdę do rękoczynów.

        - Uważaj, bo akurat się ciebie boję - odparła przekornie, a zaraz potem ziewnęła przeciągle.

         Leiftan uśmiechnął się tylko na jej słowa, a następnie oboje ułożyli się jeszcze wygodniej w swoich objęciach. Shai wsłuchując się w spokojny rytm bicia serca lorialeta, dość szybko wpadła w objęcia Morfeusza. On natomiast pogrążony w swoich myślach, przez dłuższą chwilę nie mógł zasnąć. W końcu jednak miarowy oddech dziewczyny i przyjemne ciepło, jakie od niej emanowało, sprawiły, że również on odpłynął do krainy snów. 

        ***

        Rankiem Leiftana obudziło ciche warczenie Athiry, który stał przy drzwiach, a coś znajdującego się za nimi, wyraźnie go irytowało. Zaspany spojrzał na zegarek i ze zdziwieniem stwierdził, że zbliżała się dopiero siódma rano. Nie chcąc, aby zachowanie chowańca obudziło również dziewczynę, szybko podniósł się z łóżka i podszedł pogłaskać jej pupila.

        - Co się dzieje? Ktoś tam jest Athi? - zapytał, kucając obok niego. Różany lis od razu wesoło i przyjaźnie zamerdał ogonem oraz polizał go po rękach. Zaraz potem jednak spojrzał w stronę drzwi i ponownie zawarczał.

        Gdy lorialet się podnosił, chowaniec podszedł do drzwi i zaczął węszyć pod nimi, a potem wyczekująco spojrzał na chłopaka. Po otwarciu drzwi, jego oczom ukazała się niezadowolona i napuszona Amaya z przyczepionym listem do obróżki. Kiedy chciał wziąć swoją puchatą zołzę na ręce, ta wyraźnie nie mając ochoty na współpracę, od razu zaczęła się szarpać, drapać i wyrywać. Nie mając siły i chęci walczyć ze złośnicą, zabrał w końcu tylko list i nakazał jej powrót do pokoju. Amaya ostentacyjnie prychając i fukając z niezadowolenia, powędrowała gdzieś przed siebie obrażona. 

        Dostarczona wiadomość była od Chroma, który poprosił o natychmiastowe spotkanie pod wiśnią. Nie zastanawiając się długo, Leiftan szybko przebrał się w codzienne ubranie. Następnie na znalezionej kartce napisał wiadomość do Shai, że musiał pilnie wyjść, ale na pewno wróci przed wyjazdem i zostawił ją na stoliku. Przed wyjściem z pokoju, delikatnie ucałował jeszcze odsłonięte ramię dziewczyny, która zwrócona była tyłem do pokoju i smacznie spała. Potem wyszedł i skierował się w stronę starego drzewa.

        - Długo czekasz? - powitał siedzącego wilczka. 

        - No trochę już tu siedzę - burknął chłopak niezadowolony. - Nie spieszyłeś się… 

        - Przyszedłem od razu, jak Amaya dostarczyła mi wiadomość.

        - Szukałem cię wszędzie - powiedział z wyraźnym wyrzutem Chrome. -  A ty jakbyś zapadł się pod ziemię… Gdzie się szwendałeś?

        - Nie twoja sprawa - uciął temat lorialet. - Po co chciałeś się spotkać tak wcześnie?

        - Chcę, żebyś mi coś wytłumaczył, bo się pogubiłem trochę - zaczął wyjaśniać wilkołak. - Czy ty zerwałeś sojusz z Ashkorem…? 

        - Cicho bądź! - uciszył go gwałtownie. - Nie tutaj, bo ktoś cię jeszcze usłyszy... 

        - Przecież jeszcze wszyscy śpią… - mruknął chłopak.

        - Mhm. Połowa Kwatery jest już na nogach, młokosie. Idziemy się przejść gdzieś poza mury. 

        Obaj energicznym krokiem ruszyli w stronę głównej bramy, po drodze nie odzywając się do siebie ani słowem. Kiedy wyszli za bramę, skierowali się na klif, gdyż za dnia, to było najbezpieczniejsze miejsce do prywatnych rozmów.

        - Co chcesz wiedzieć? - pierwszy odezwał się lorialet.

        - Czy ty zerwałeś sojusz z Ashkorem? - zapytał niepewnie Chrome.

        - Nie ja - odparł zirytowany. - On to zrobił, gdy zaatakował Shairisse… 

        - Czemu to zrobił? Przecież wiedział, że ona jest dla ciebie ważna.

        - I właśnie dlatego… - wyjaśnił lorialet. - On uważa, że Shai stała się dla mnie zbyt ważna, przez co jego zdaniem zmieniły się moje priorytety. Stwierdził więc, że związanie swojego ducha z jej duchem, zabezpieczy go przed ewentualną zdradą… 

        - Zdradą? Czyją? - zdziwił się Chrome.

        - Podobno moją…

        - Twoją? - młody zdumiał się jeszcze bardziej. - A czy od zdrady nie ma was chronić magiczny pakt?

        - I chroni… Żaden z nas nie może się wygadać… - odpowiedział, a po namyśle dodał zrezygnowany: - Nie pojmuję jego rozumowania…   

        Na krótką chwilę zapadła cisza, po czym obaj na głos zaczęli zastanawiać się, jakie motywy mogły kierować zamaskowanym. W żaden jednak sposób nie potrafili zrozumieć jego postępowania. Fakt, że dziewczyna była wybranką Wyroczni i w związku z tym Straż Eel na pewno nie chciałaby jej śmierci, wyjaśniał, dlaczego Ashkore chciał związać swojego ducha z jej duchem. Liczył zapewne, że wówczas będzie miał zagwarantowaną nietykalność, gdyż jego śmierć równoznaczna byłaby z jej śmiercią. Jednak z drugiej strony było to niezrozumiałe, gdyż mężczyzna za wszelką cenę dążył do rozbicia Kryształu. Wszystkim już było wiadome, że życie ziemianki silnie uzależnione jest od stanu i kondycji tego kamienia. Ashkore również o tym wiedział, dlatego rozbijając Kryształ, najprawdopodobniej skazałby dziewczynę na śmierć, a co za tym idzie i samego siebie. Zatem gdzie tu jakiś sens i gdzie logika? 

        - Powiedz mi Leif, co mam teraz robić, jak go spotkam? - zapytał w końcu wilkołak. - Bo nie wiem, jak mam się wobec niego teraz zachowywać… 

        - Najlepiej unikaj spotkań z nim - zażartował lorialet. - A tak na serio, nie pomagaj mu, ale i nie wchodź w drogę. Obawiam się, że mógłby wtedy zrobić kolejną głupotę. Dobrze wie, że stracił sojusznika, więc myślę, że chwilowo się przyczai, aby obmyślić dalszą strategię. Tym bardziej po wydarzeniach w Balenvii i starciu z Valkyonem… 

        - Całkiem możliwe… Nie spodziewałem się, że wasz sojusz się rozpadnie w taki sposób… - mruknął zamyślony nastolatek. - I to z powodu dziewczyny…, w dodatku wątłej ziemianki… A tak na marginesie, jak tam sprawy z Shai? - zapytał, spoglądając na blondyna zaciekawiony.

        - A jak myślisz, gdzie byłem, że nie mogłeś mnie znaleźć? - odpowiedział pytaniem na pytanie, uśmiechając się przy tym tajemniczo. Następnie powoli zaczął kierować się z powrotem w stronę Kwatery. - I tak na marginesie, ona nie jest zwyczajną ziemianką… A teraz wracam, zanim się obudzi i będzie zła, że wyszedłem - rzucił przez ramię.

        Chrome niewiele myśląc, szybko podbiegł do niego i z nastoletnim entuzjazmem, zaczął dopytywać o szczegóły. Leiftan uśmiechał się tylko i po łebkach odpowiadał na jego ciekawskie pytanie. Najczęściej jednak padało stwierdzenie: “Nie twoja sprawa młody”, na które wilkołak reagował lekkim poirytowaniem. Na targu rozeszli się w dwie różne strony, ponieważ lorialet postanowił wejść jeszcze do butiku Purriry, by odebrać prezent dla ukochanej. Po  drodze wstąpił również na stołówkę, aby zabrać kanapki i kilka owoców na wspólne śniadanie w pokoju. Karuto widząc, jakie smakołyki zabiera, zmarszczył brwi i tradycyjnie chciał rzucić jakiś kąśliwy komentarz. Leiftan jednak spojrzał na niego karcącym wzrokiem, a następnie z łagodnym i tajemniczym uśmiechem odwrócił się i odszedł, życząc mu jeszcze “miłego dnia” na odchodnym.

        Kiedy był pod drzwiami dziewczyny, zapukał delikatnie, aby jej nie obudzić, gdyby jeszcze spała, a jednocześnie, żeby usłyszała, jeśli już opuściła pielesze. Nie doczekał się jednak żadnej reakcji ani odpowiedzi, więc wszedł po cichu do jej pokoju. Shairisse leżała na boku, prawie całkiem odkryta i zwrócona twarzą do okna. Lorialet po zamknięciu drzwi, przystanął na chwilę i z niemym zachwytem podziwiał widok, który miał przed sobą. Pozycja, w jakiej leżała dziewczyna, kusicielsko uwydatniła jej krągłe biodra, a nocna koszulka ledwo co je okrywała. Nie mógł oderwać od niej oczu, gdyż dla niego wyglądała w tym momencie całkiem, jak śpiący anioł. Promienie słoneczne łagodnie pieściły skórę dziewczyny, nadając jej bursztynowy odcień. Popielate włosy niedbale rozrzucone na poduszce, muskał łagodny wiatr, wpadający przez otwarte okno. Leiftan odłożył jedzenie na stolik i wyrzucił kartkę, którą wcześniej zostawił. Następnie usiadł na łóżku i przez dłuższą chwilę przyglądał się śpiącej ziemiance, czując w sercu narastające ciepło i szczęście.

        - Czemu tak mi się przyglądasz? - zapytała nagle Shai z uśmiechem, nie odwracając się jednak w jego stronę.

        - Bo nie mogę oderwać od ciebie oczu, taka jesteś piękna - odpowiedział czule po chwili namysłu.

        - Żartowniś - odparła rozbawiona, przewracając się na plecy. Widząc, że jest już ubrany, zapytała zdziwiona: - Wychodziłeś gdzieś?

        - Byłem po śniadanie dla nas - odpowiedział pospiesznie, zerkając na tacę z jedzeniem. - I po coś jeszcze, ale to dopiero po śniadaniu - dodał z enigmatycznym uśmiechem, pochylając się i całując ją delikatnie w usta.

        Po chwili oboje siedzieli przy stoliku i zajadali śniadanie, rozmawiając o planach na najbliższe dni. Lorialet tłumaczył, że po powrocie z Anat’arau powinni już mieć dla siebie więcej czasu, niż tylko kilka godzin wyrwanych między kolejnymi jego wyjazdami. Dziewczyna wówczas zaczęła się z nim droczyć, że powinien się trochę bardziej starać, bo ona nie ma zamiaru wiecznie tylko na niego czekać.

        - Uwielbiasz mnie prowokować, łobuziaro jedna - zaśmiał się, wstając od stołu.

        - Przecież za to właśnie mnie kochasz kocie - odparła z szerokim uśmiechem, również się podnosząc. - Przyznaj, że bez tego byłoby ci smutno i nudno - dodała zmysłowo.

        - Kocham cię przede wszystkim za to, że jesteś - powiedział ciepło, przyciągając ją do siebie. - I przyznaję, że bez ciebie było mi bardzo smutno i pusto - dodał, czule muskając wargami jej usta.

        Przez dłuższą chwilę stali, całując się niespiesznie i niezwykle delikatnie. Leiftan prawą dłonią obejmował jej twarz, kciukiem łagodnie pieszcząc jej policzek, a drugą dłonią powoli wędrował w dół jej pleców, rozkoszując się jej bliskością. Jego pieszczoty sprawiły, że złapała go za ubranie na torsie i trochę mocniej przyciągnęła do siebie, jakby obawiając się, że ukochany nagle zmieni zdanie i ucieknie z jej ramion. 

        - Mam dla ciebie mały prezent - powiedział, odrywając się w końcu od jej ust. Gdy spojrzała na niego zdziwiona, zaproponował, aby usiedli na łóżku. - Już jakiś czas temu poprosiłem Purrekosy, aby coś dla ciebie zrobili i dzisiaj w końcu zdecydowałem się to odebrać.

        - Dla mnie? Z jakiej to okazji? - zapytała nieśmiało, gdy rozsiedli się wygodnie.

        - Bez okazji - powiedział, sięgając do kieszeni płaszcza i wyciągając pudełeczko wielkości dłoni. - Kiedyś podczas spaceru po plaży, zatrzymaliśmy się przy skale i narysowałaś coś na piasku… 

        - Często coś rysuję na piasku - przerwała mu z uśmiechem.

        - Narysowałaś wtedy obręcz i przyczepione do niej serduszko, kotwiczkę i… 

        - Czterolistną koniczynę… - weszła mu w słowo, spoglądając na niego zaskoczona.

        - Gdy zapytałem, czemu akurat coś takiego rysujesz - kontynuował - powiedziałaś, że to symbole miłości, nadziei i szczęścia, które rodzice ofiarowali ci przyczepione do bransoletki, jako prezent na osiemnaste urodziny. Miały ci przypominać o ich miłości, jak również o tym, że nigdy nie powinnaś tracić nadziei i zawsze wierzyć, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki... Powiedziałaś też wtedy, że straciłaś tę bransoletkę w dniu, w którym trafiłaś do naszego świata.

        - Tak… - odparła coraz bardziej zdziwiona tym, że zapamiętał tamtą rozmowę, gdyż miała ona miejsce bardzo dawno temu. - Musiała mi się zerwać… Nie wiem, może w trakcie przenikania do tego wymiaru… - dodała smutno.

        - Dlatego chciałem ci ofiarować ten prezent - powiedział, wręczając jej puzderko. - Mam nadzieję, że ci się spodoba. Otwórz, proszę… 

        Shairisse niepewnie wzięła do ręki podarunek i powoli otworzyła wieczko. W środku na granatowej, aksamitnej poduszeczce znajdowała się srebrna bransoletka z doczepionymi trzema symbolami - rubinowym serduszkiem, szmaragdową koniczyną czterolistną i ametystową kotwicą. Przez dłuższą chwilę z niedowierzaniem wpatrywała się w zawartość pudełeczka, a w międzyczasie jej oczy zaczęły się coraz bardziej szklić. Nie mogąc ze wzruszenia wydusić słowa, delikatnie wyjęła bransoletkę, aby móc jej się przyjrzeć z bliska. Ofiarowana przez Leiftana biżuteria różniła się od tej zagubionej tym, że miała przypinki wykonane z kamieni szlachetnych, a poprzednia cała wykonana była ze srebra.

        - Jest prześliczna! - powiedziała po chwili ciszy, patrząc na niego z zachwytem. - Ale dlaczego…? Skąd taki pomysł? Dlaczego akurat teraz? - dopytywała, a po policzkach zaczęły jej spływać łzy.

        - Powiedziałaś kiedyś w Balenvii, że nie chciałabyś nigdy zapomnieć o swoich rodzicach, ani o swoim życiu na Ziemi - odpowiedział, patrząc jej prosto w oczy i delikatnie głaszcząc ją po kolanie. - Stwierdziłaś wtedy, że zarówno rodzice, jak i tamto życie sprawiły, że teraz jesteś tym, kim jesteś. Poprosiłem wówczas Purrekosy, aby zrobili dla ciebie tę bransoletkę. Chciałem ci dać ją już dawno temu, ale to wtedy akurat oddaliliśmy się od siebie i byłem prawie pewien, że nie zechcesz jej ode mnie przyjąć. Poza tym obawiałem się, że może ona przywoływać niemiłe wspomnienia… Wczoraj jednak przyznałaś, że te wspomnienia nie są już bolesne, a wieczorem, gdy mówiłaś o rodzicach, zrozumiałem, jak bardzo ci ich brakuje i jak bardzo byłaś z nimi zżyta. Doszedłem więc do wniosku, że chyba powinien spodobać ci się prezent i, że nie zrozumiesz mnie źle, jeśli ci go dam. Dlatego z samego rana byłem u Purriry, aby odebrać tę bransoletkę i w końcu ci ją wręczyć… Mam nadzieję, że nie popełniłem faux-pas…? 

        - Nie! Jest cudowna Leiftanie! - odparła, przysuwając się do niego i bardzo zmysłowo całując. - Dziękuję ci z całego serca najdroższy… - dodała, siadając mu na udach i nogami oplatając jego biodra. - Sam fakt, że zapamiętałeś naszą rozmowę i doceniasz to, jakie znaczenie ma dla mnie pamięć o rodzicach, sprawia, że nie wiem, co powiedzieć… A bransoletka od ciebie jest po prostu dopełnieniem szczęścia… Dziękuję ci bardzo… 

        Mówiąc ostatnie słowa, przytuliła się do niego i pocałowała go żarliwie, nie mogąc przy tym zahamować napływających ze szczęścia i wzruszenia łez. Lorialet objął ją bardzo mocno, a widząc jej szczęście i spontaniczną reakcję poczuł na sercu i duszy wszechogarniające ciepło. Dłuższą chwilę siedzieli wtuleni w siebie, całując się i śmiejąc na przemian. Czas jednak płynął nieubłaganie i kiedy chłopak spojrzał na zegarek, westchnął zrezygnowany.

        - Muszę się szykować kochanie - powiedział smutno, całując ją jednocześnie w prawą rękę, na którą w międzyczasie założył bransoletkę. - Mam jeszcze jedną małą rzecz dla ciebie, ale nie jestem pewien, czy zechcesz ją przyjąć… 

        Dziewczyna zaskoczona spoglądała na niego, kompletnie nie wiedząc, w jaki sposób się zachować. Leiftan wyciągnął z kieszeni jeszcze jedno puzderko, do złudzenia przypominające takie, w jakich wręcza się pierścionki zaręczynowe. Kiedy Shairisse je zobaczyła, na jej twarzy wymalował się cały wachlarz emocji. Od zdziwienia, poprzez strach, niedowierzanie i zagubienie. Widząc jej minę, lorialet uśmiechnął się rozbawiony.

        - To nie jest nic strasznego. Bardzo bym chciał ci dać jeszcze to coś - powiedział, otwierając wieczko.

        W środku znajdowała się niewielka kulka w kolorze szafirowego, nocnego nieba. Gdy wyciągnęła ją z opakowania, okazało się, że jest to osobna przywieszka do bransoletki. Przez dłuższą chwilę z zachwytem wpatrywała się w ozdobę. Im dłużej przyglądała się jej, tym większe miała wrażenie, że wewnątrz skrzą się wirujące gwiazdy, które w pewnej chwili przyjmowały kształt galaktyki na tle ciemnego kosmosu. Widok ten działał na nią niemal hipnotycznie.

        - To jest cudowne - powiedziała po chwili, wciąż w zachwycie i skupieniu wpatrując się w ozdobę. Leiftan spoglądał na nią z nieśmiałym uśmiechem, błąkającym się na jego ustach. - Wygląda, jakby wewnątrz zamknięte było nocne niebo, usiane gwiazdami… - dodała z nostalgią.

        - Taki właśnie jest urok czarnego szafiru - odparł, uśmiechając się ciepło i delikatnie wycierając kciukiem słone ślady na jej policzkach. - A ty myślałaś, że co zamierzam ci wręczyć? Bo miałaś strasznie zdezorientowaną minę… 

        - Na Ziemi, w takim pudełeczku daje się pierścionek zaręczynowy… - zaczęła tłumaczyć zakłopotana. 

        - Pierścionek zaręczynowy? - powtórzył zdziwiony.

        - Tak - uśmiechnęła się. - Jeśli chłopak jest zakochany w dziewczynie i chce z nią spędzić resztę życia, to oznajmia jej to za pomocą pierścionka, jednocześnie pytając, czy zechce zostać jego żoną.

        - Ach… U nas odbywa się to trochę inaczej - odparł, delikatnie się rumieniąc. - W Eldaryi, jeśli mężczyzna chce oznajmić kobiecie, że pragnie ją za żonę, to wręcza jej kwiat, zwany “Cor meum promissum”, czyli obietnica serca. Jest to kwiat, którego płatki kształtem przypominają serca, a ich woń podobno każdy odczuwa inaczej. Pielęgnuje się go w bardzo specyficzny sposób i przed wręczeniem spryskuje specjalnym eliksirem, dzięki czemu kwiat ten nigdy nie więdnie. Jeśli kobieta przyjmie go od mężczyzny, wówczas organizowana jest ceremonia o tej samej nazwie, w której czasie oboje składają sobie wstępną obietnicę, w obecności zaproszonych gości.

        - Czyli obowiązuje tu inny rytuał, rozumiem - powiedziała ciepło. - A wracając do twojego prezentu… Dlaczego pomyślałeś, że nie będę chciała go przyjąć? - zapytała zdziwiona, spoglądając w jego zielone oczy.

        - Ponieważ bransoletka miała ci przypominać o rodzicach i z nimi się kojarzyć - zaczął tłumaczyć niepewnie. - A ten symbol jest ode mnie i ma dwojakie znaczenie. Z jednej strony ma uświadomić ci, że nawet w najczarniejszą noc można odnaleźć promyk nadziei, który ten mrok rozświetli, a z drugiej strony ma przypominać, że jest ktoś, dla kogo właśnie ty jesteś takim promykiem… Dlatego nie byłem pewny, czy zechcesz dołączyć ten symbol do reszty na bransoletce… 

        - Bardzo chętnie to zrobię - powiedziała, mając ponownie zaszklone oczy ze wzruszenia i podając mu rękę, aby przymocował ozdobę. - Dziękuję ci za to wszystko - dodała, gdy przypinał, a następnie pocałowała go namiętnie.

         - Teraz już naprawdę muszę iść słoneczko - stwierdził, gdy oderwała się od jego ust i ponownie spojrzała mu w oczy. - Nawet nie wiesz, jak bardzo szczęśliwy jestem dzięki tobie i jak bardzo nie lubię zostawiać cię samej. Niestety nie mogę zaniedbywać obowiązków, ale obiecuję wynagrodzić ci to wszystko - dodał, podnosząc się razem z nią z łóżka i pomagając jej stanąć na nogi. Jeszcze przy drzwiach oboje nie mogli oderwać się od siebie i swoich ust, aż w końcu lorialet stwierdził, że im szybciej wyjdzie, tym szybciej się spakuje, porozmawia z Miiko i szybciej wróci z misji.

        Kiedy chłopak wyszedł, Shai długo jeszcze przyglądała się bransoletce, zachwycając się kunsztownością jej wykonania. Trudno też jej było uwierzyć, że Leiftan zlecił wykonanie dla niej tej wyjątkowej ozdoby, żeby przypominała jej o rodzicach. Im dłużej nad tym myślała, tym większej nabierała pewności, że Leiftanowi naprawdę musi na niej zależeć. Nie dość, że tak wiele szczegółów pamięta z ich rozmów, to jeszcze potrafi wykorzystać tę wiedzę w praktyce, aby jej sprawić przyjemność. Szczęśliwa i pozytywnie nastrojona na resztę dnia, wzięła szybki prysznic, a następnie poszła na spotkanie z zaklinaczem. 

        W umówionym miejscu zastała Itzala razem z Valkyonem, pochłoniętych rozmową na temat medytacji, akupresury i różnych sposobach relaksacyjnych.

        - Serdecznie witam szanownych panów - powitała ich radośnie, kłaniając się przy tym nieznacznie.

        - Witaj Shairisse - zaklinacz uśmiechnął się serdecznie na jej widok. - Widzę, że komuś dopisuje dzisiaj humor.

        - Witaj maleńka - przywitał ją ciepło również wojownik.

        - Tak, mam dzisiaj bardzo dobry humor i mnóstwo energii - odparła wesoło.

        - Bardzo mnie to cieszy - oznajmił Itzal i zwrócił się ponownie do Valkyona: - To zrobimy tak, jak się wcześniej umawialiśmy. Po skończonej sesji z Shai, wyślę do ciebie mojego chowańca z informacją, że możemy się spotkać. Wtedy ci pokażę te miejsca ucisku, o których rozmawialiśmy i wytłumaczę zasady treningu autogennego.

        - Będę wdzięczny Itzalu - oznajmił szef straży Obsydianu. - A teraz już nie zatrzymuję i życzę udanej sesji oraz jak najmniej stresu - dodał, spoglądając z uśmiechem na dziewczynę i kładąc delikatnie dłoń na jej ramieniu.

        - Dziękuję i do zobaczenia Valk - odpowiedziała ciepło, łagodnie ściskając jego dłoń. - Miłego popołudnia.

        - Wzajemnie - uśmiechnął się nieznacznie i powoli ruszył w stronę budynku Kwatery.

        Shairisse przez chwilę przyglądała się wojownikowi, gdy odchodził. Miała wrażenie, że poruszanie się sprawia mu sporo bólu. Pierwsza myśl, jaka ją naszła to, że zapewne szef przeforsował się w czasie treningu. Odwróciła się więc do zaklinacza i spojrzała na niego z wyrazem twarzy, jakby pytała “to, co teraz robimy”?.

        - Gotowa na sesję? - zapytał Itzal z ciepłym uśmiechem, jednocześnie przyglądając się jej uważnie.

        - Tak, chodźmy - odparła i powoli ruszyli w stronę plaży. 

        W czasie drogi na chwilę opuścił ją dobry humor, gdy przypomniała sobie, podsłuchaną dzień wcześniej rozmowę szefów straży, a przed oczami ponownie zamajaczył obraz Valkyona, oddalającego się z grymasem bólu na twarzy. W jej umyśle zagnieździło się kilka natrętnych myśli i nie dawało jej spokoju, wracając do niej niczym bumerang, za każdym razem, gdy starała się je od siebie odpędzić. Czego nie chciał jej powiedzieć wojownik, mimo iż jego dwaj najlepsi przyjaciele uważali, że powinien to zrobić? Jaka jest przyczyna dolegliwości bólowych chłopaka? Bo to jednak nie mogło być przeforsowanie, jak wcześniej pomyślała. Znała go przecież dobrze, od dawna trenowali razem i nigdy białowłosy nie miał takich problemów po sparingach czy ćwiczeniach, jak dzisiaj. A jeśli już zdarzyła się jakaś kontuzja, to maść od Ewelein zawsze wystarczała. Dzisiaj jednak wojownik wyraźnie szukał alternatywnych metod uśmierzania bólu. Dlaczego?  W pewnym momencie zmarszczyła brwi i poczuła, że za chwilę eksploduje od nadmiaru pytań, na które nie znała odpowiedzi. Wtedy postanowiła, że chce poznać odpowiedź, chociaż na jedno ze swoich pytań. 

        - Czy Valkyonowi coś dolega? - zapytała zaklinacza, a w jej głosie dało się słyszeć zaniepokojenie. 

        - Czemu tak myślisz? - Itzal odpowiedział pytaniem na pytanie, spoglądając na nią zaintrygowany. Już od dłuższego czasu wyczuwał, że nastrój dziewczyny uległ pogorszeniu i coś wyraźnie ją martwiło. Teraz zrozumiał, kto jest powodem tych zmartwień. W ciągu ostatnich dwóch dni zaobserwował, że Shai z Valkyonem, jako przyjaciele są sobie naprawdę bliscy. 

        - Odniosłam wrażenie, że poruszanie się sprawia mu ból - odparła zmartwiona. - I wygląda, jakby mu brakowało energii i siły. Poza tym rozmawialiście o akupresurze i medytacji, co jest trochę dziwne, gdyż Valk nigdy nie interesował się takimi sprawami.

        - Widzę, że dobra z ciebie obserwatorka - odparł z uznaniem zaklinacz. - Rzeczywiście twój szef miał chyba jakiś wypadek w Balenvii, ale nie dopytywałem go o szczegóły, a sam też mi nie powiedział - dodał, ukrywając jednak przed dziewczyną prawdę. Valkyon zdradził mu bowiem, że w Balenvii miał nieoczekiwane i dość ostre starcie z Ashkorem i stąd te dolegliwości bólowe. Poprosił jednak, aby zaklinacz zachował tę wiedzę tylko dla siebie.

        - Czy to coś poważnego? - zapytała z troską.

        - Nie, nie ma żadnych złamań, jest tylko poobijany i obolały. Zaproponowałem mu, że pokażę, jakie miejsca na ciele należy uciskać, aby wytłumić odczuwanie bólu i, że nauczę go treningu autogennego, który ma działanie odstresowujące i rozluźniające - wytłumaczył ze spokojem. - Jeśli chcesz poznać więcej szczegółów, to musisz zapytać o nie swojego szefa osobiście.

        - Rozumiem - powiedziała z ulgą, chociaż nie do końca czuła się uspokojona. Przez moment rozważała, czy porozmawiać z Itzalem o tym, co wczoraj podsłuchała, ale ostatecznie postanowiła jednak to przemilczeć. - Może wieczorem go podpytam o jakieś szczegóły. 

        Resztę drogi szli, rozmawiając o wczorajszym dniu i wydarzeniach z poranka. Dokładniej rzecz biorąc, to Shairisse opowiadała o tym, jak z Leiftanem spędzili czas na odosobnionej plaży i o tym, jak zaskoczył ją rano prezentem. Wspomnienie porannych wydarzeń sprawiło, że ponownie wrócił jej humor i wypełniło ją przyjemne uczucie szczęścia i spełnienia. Zaklinacz słuchał jej z zainteresowaniem, uśmiechając się nieznacznie i od czasu do czasu wtrącając jakąś uwagę, lub zadając pytanie. Równocześnie zastanawiał się, dlaczego lorialet, tak czarujący i dbający o swoją dziewczynę, wywołuje u niego tak negatywne emocje i odczucia. Dlaczego w kontakcie z nim wyczuł tyle złości i nienawiści? Słuchając zwierzeń Shairisse miał wrażenie, jakby opowiadała o kimś zupełnie innym, niż osoba, którą on poznał. Czy to w ogóle możliwe, żeby ktoś mający tak mroczną duszę, był jednocześnie czuły i troskliwy wobec drugiej osoby? Co prawda osoby, która jest dla niego ważna, którą szanuje i przede wszystkim… kocha. W tym momencie Itzal doznał jakby wewnętrznego olśnienia. Może kluczem do zrozumienia tej dziwnej zagadki jest właśnie miłość?

        Spojrzał na rozpromienioną dziewczynę, która z pasją i szczęściem wymalowanym na twarzy, opowiadała o chłopaku i zelektryzowała go nagła myśl, że może nie chodzi o to, kim jest Leiftan, albo kim jest ona. Może istotne są właśnie relacje i emocje, jakie ich łączą oraz to, jak oboje zmieniają się pod ich wpływem? To by tłumaczyło, dlaczego jego niezawodna intuicja zaklinacza nakazuje mu, nie wtrącać się w sprawy tych dwojga. I to wrażenie, że oboje stanowią jakiś klucz do większej sprawy… Itzal zdawał sobie sprawę, że jest wiele pytań, na które nie znał jeszcze odpowiedzi, chociaż jako zaklinacz poznał tych odpowiedzi więcej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Wiedział, że Shairisse nie zjawiła się w Eldaryi przez przypadek i wiedział, że jej przeznaczeniem jest odegrać istotną rolę w historii tego świata. Nie wiedział jeszcze konkretnie, jakie jest to przeznaczenie, ale miał przeczucie, że w najbliższym czasie będzie mu dane się tego dowiedzieć. Poznane i odczytane dotychczas znaki, przepowiednie oraz wizje - to wszystko powoli składało się zaklinaczowi w pewną całość, chociaż jeszcze rozmytą i nieklarowną. Nie potrafił jednak na razie zrozumieć, jaką rolę w tym wszystkim ma odegrać Leiftan. W żadnej dotychczasowej wizji, czy przepowiedni nie znalazł żadnej wzmianki o lorialecie.

        Kiedy doszli na plażę, od razu skierowali się w stronę stałego miejsca na uboczu. Idąc brzegiem morza, Itzal przyglądał się dziewczynie w milczeniu i z tajemniczym uśmiechem na twarzy. Ona również z nieśmiałym uśmiechem spoglądała na niego, nie bardzo już wiedząc, co powiedzieć i jak się zachować. W czasie drogi i rozmowy miała wrażenie, że coś zaprząta myśli zaklinacza. Nie była jednak pewna, czy martwi się on ich sesja, czy może czuje się znudzony jej opowieściami. Gdy zaczęła się nad tym zastanawiać, poczuła się trochę niezręcznie, że przez całą drogę mówiła tylko o swoich sprawach. Widząc jej zmieszanie i lekkie zakłopotanie, Itzal uśmiechnął się szeroko, z przepraszającym wyrazem twarzy.

        - Wybacz Shairisse, trochę się zamyśliłem - wyjaśnił, jakby odczytując myśli dziewczyny. - Czeka nas dzisiaj dość poważne wyzwanie i rozważam najlepszy sposób działania - dodał z ciepłym uśmiechem, nie mogąc jej przecież zdradzić, co tak naprawdę zaprzątało jego umysł. - Zanim więc zaczniemy, dla jasności i pewności zapytam, czy nie rozmyśliłaś się, co do naszej dzisiejszej sesji? A może jest coś innego, co chciałabyś, żebyśmy dzisiaj przerobili lub przedyskutowali… 

        - Mam pewne wątpliwości i sporo różnych pytań - odparła z westchnieniem. - Jednak zdania nie zmieniłam…  

        - Domyślam się, że chodzi o tę tajemniczą istotą, która jest tobą zainteresowana i cię obserwuje? - powiedział, jakby pytając i stwierdzając jednocześnie. - Jeśli zechcesz, to możemy o tym jeszcze porozmawiać, chociaż przyznam szczerze, że nie mam żadnych nowych informacji i nie wiem, czy potrafiłbym powiedzieć ci coś konkretnego… 

        - Wiem - odparła cicho. - To znaczy, domyślałam się, bo od wczoraj niewiele się mogło zmienić w tej kwestii. Dlatego zajmijmy się sprawą ataku Ashkore’a, a o tamtych sprawach porozmawiamy później… Jeśli będziemy mieli jeszcze czas… - dodała smutno.

        - Czemu mielibyśmy nie mieć czasu? - zdziwił się zaklinacz.

        - Ponieważ to jest nasza ostatnia sesja z zaplanowanych, a Ezarel powiedział mi na początku, że jak uporamy się z moimi emocjami, to będziesz ruszać w dalszą drogę… - powiedziała z wyczuwalnym zawodem w głosie.

        - No to tutaj cię zaskoczę i mam nadzieję, że pozytywnie - odparł z łagodnym uśmiechem. - Taki był początkowo plan, ale rozmawiałem z Miiko o tobie, o naszej wspólnej pracy i podjęliśmy decyzję, że na razie zostanę troszkę dłużej… 

        - Naprawdę? - przerwała mu, wyraźnie uradowana tą wiadomością.

        - Tak, moja droga - potwierdził lekko zaskoczony jej reakcją.

        - Bardzo się cieszę Itzalu - odpowiedziała entuzjastycznie, ledwo powstrzymując się, aby z radości nie rzucić się na mężczyznę. - Uściskałabym cię, ale nie wiem, czy tak wypada - zaśmiała się trochę nerwowo, zmieszana własną reakcją.

        - A czemu nie? - odparł rozbawiony. - To, że jestem zaklinaczem, nie znaczy, że nie lubię się przytulać - mówiąc te słowa, zachęcająco rozłożył obie ręce.

        - Jesteś niepoprawny! - powiedziała, uśmiechając się serdecznie i przytulając go radośnie.

        - Muszę przyznać, nie spodziewałem się tak ekspresyjnej reakcji - powiedział rozbawiony całą sytuacją i jeszcze mocniej przytulił ją do siebie. - Ale powiem ci szczerze, że twoja reakcja sprawiła mi wielką radość - dodał, gdy odsunęła się od niego.

         - Cieszą się bardzo - powiedziała, rumieniąc się delikatnie. - Bo ja już tak mam, jak kogoś polubię… Jestem wtedy trochę niepohamowana w swoich reakcjach.

        - I bardzo dobrze - zaśmiał się zaklinacz. - To tylko świadczy na twoją korzyść. Nie ma czego się wstydzić. I jest mi niezmiernie miło, wiedząc, że należę do grona osób, które darzysz sympatią.

         Shairisse poczuła, że rumieni się jeszcze bardziej i dla ukrycia tego faktu, zwróciła się twarzą w stronę morza tak, aby Itzal tego nie zauważył. On jednak dobrze wiedział, co się dzieje, ale nie chcąc jej bardziej zawstydzać, uśmiechał się tylko nieznacznie pod nosem. Już jakiś czas temu zwrócił uwagę, że dziewczyna jest skromna i często rumieni się, gdy ktoś prawi jej komplement, lub za coś ją chwali.

        Gdy dotarli na swoje stałe miejsce, od razu rozsiedli się na piasku, jak zawsze przodem do siebie i po turecku. Zaklinacz przez dłuższą chwilę siedział w milczeniu, ze zmarszczonymi delikatnie brwiami, wyraźnie zastanawiając się nad czymś. W pewnym momencie spojrzał na Shairisse badawczo.

        - Zaczniemy dzisiaj trochę nietypowo - powiedział bardzo poważnie. - Czy mogę zacząć obserwować twoją aurę, zanim jeszcze rozpoczniemy właściwą sesję? Mam bowiem pewne podejrzenia i chciałbym się upewnić, że się nie mylę… 

        - Oczywiście, że możesz - odparła spokojnie.  

        - Dziękuję - odezwał się zaklinacz i zamknął oczy, a jego znaki zaczęły lśnić. - Wszystko ci za chwilę wyjaśnię Shairisse, ale na razie chcę tylko skompletować potrzebne mi informacje - poinformował łagodnym głosem. - Z naszych dotychczasowych rozmów wiem, że pamiętasz wszystko z tamtej nocy, aż do momentu, gdy Ashkore wyrecytował jakąś nieznaną ci formułę, najprawdopodobniej zaklęcie “oddzielenia duszy”. Z zawirowań twojej aury wnioskuję, że wydarzyło się wówczas coś jeszcze, czego nie potrafisz sobie przypomnieć. Nie wiem, czy to ty sama blokujesz wspomnienie o tym, czy może to ktoś inny sprawił, że nie możesz teraz odnaleźć tego w swoim umyśle. 

        - No właśnie - powiedziała smutno. - Mam czarną dziurę w pamięci, aż do chwili, gdy obudziłam się w przychodni…  

        - Domyślam się - stwierdził łagodnie. - Tak się często zdarza, gdy dusza niespodziewanie opuści ciało i trafi do nieznanego sobie wymiaru. Poczucie zagubienia, które wówczas się pojawia, sprawia, że nie potrafi ona na stałe zarejestrować w pamięci tego, co się wówczas dzieje. Co więcej, gdy taka zagubiona dusza z jakiegoś powodu powróci do swojego ciała i ponownie w nim zakotwiczy, to wszystko, czego doświadczyła w poprzednim wymiarze, zostaje z niej tak jakby zmyte, nie zostawiając po sobie śladu. Rozmawiałem trochę z innymi o tym, co się wydarzyło w tamtą noc. Dowiedziałem się, że Ewelein miała spore problemy z utrzymaniem cię wówczas przy życiu. Twój duch z jakiegoś powodu nie potrafił się ponownie zakotwiczyć.  

         - Może to wtedy w mojej pamięci wszystko samo się oczyściło? - zapytała z westchnieniem.

        - No właśnie o to chodzi, że u ciebie nie doszło do takiego oczyszczenia - wyjaśnił spokojnie. - Gdyby tak było, w chwili opowiadania o tym, w twojej aurze dostrzegłbym tylko niewielki impuls, świadczący o tym, że więź ducha i ciała uległy czasowemu rozdzieleniu. U ciebie jednak aura ulega specyficznym wibracjom, co oznacza, że nie doszło do oczyszczenia, tylko do zablokowania. 

         - Czemu tak się stało? - zapytała zdziwiona.

        - Tego właśnie pragnę się dowiedzieć - oznajmił z uśmiechem. - Musisz wiedzieć, że formuła wypowiedziana przez Ashkore’a w czasie ataku, powoduje łagodne oddzielenie ducha od ciała. Oznacza to, że nie powinnaś była odczuwać zagubienia, więc nie powinnaś też tracić swoich wspomnień… 

        - To, czemu nie pamiętam? - westchnęła. - Czy istnieje szansa, żebym kiedyś przypomniała sobie cokolwiek z tego?

        - Jest taka możliwość - powiedział zaklinacz bardzo poważnie. - Tylko że tutaj zaczynają się sprawy komplikować. Nigdy nie interesowałaś się parapsychologią, a tym bardziej nie szkoliłaś się w rozwijaniu zdolności swojego umysłu. Dlatego nie masz potrzebnych umiejętności, aby odnaleźć u siebie zablokowane obszary wspomnień… 

        - A gdybym teraz zaczęła się tego uczyć? - zapytała niepewnie, ale z nadzieją w głosie.

        - To przy intensywnym treningu, za kilkanaście miesięcy mogłabyś zacząć próby odnalezienia w swoim umyśle tych wspomnień - wyjaśnił łagodnym tonem.

        - Nie jest to satysfakcjonująca wizja - odparła zrezygnowana. - Nie ma jakiegoś sposobu, żebym przypomniała sobie wcześniej? Jakiegoś zaklęcia, formuły lub eliksiru?

        - Są zaklęcia i eliksiry, ale efekty ich działania są bardzo nieprzewidywalne - oznajmił zamyślony.

        Przez dłuższą chwilę przyglądał się dziewczynie, rozważając możliwość wykorzystania umiejętności “nosse mentem”, czyli poznanie umysłu. Jako jeden z najstarszych i najlepiej wyszkolonych zaklinaczy, znał sposoby na przenikanie do czyjegoś umysłu. Miał też wystarczającą wiedzę i umiejętności, aby w takim umyśle odnaleźć to, czego szukał, czyli na przykład blokady umysłowe. Wyszkoleni zaklinacze często korzystali z tego sposobu, aby dzielić się wiedzą i doświadczeniami między sobą, bezpośrednio z umysłu do umysłu. Z racji wyszkolenia obu stron, metoda ta nie sprawiała im żadnych problemów, ani nie wymagała dużych nakładów energii. Jednak sprawa przedstawia się całkiem inaczej, gdy trzeba wniknąć do umysłu osoby niedoświadczonej, którą na pewno była Shairisse.

        Dziewczyna przyglądała się Itzalowi z wyczekiwaniem wymalowanym na twarzy. Jednak gdzieś w środku powoli traciła nadzieję na odzyskanie wspomnień i przekonana była, że zaklinacz zaproponuje przerabianie emocji.  

        - Jak bardzo mi ufasz Shairisse? - zapytał mężczyzna trochę z nienacka.

        - Jak bardzo? Nie rozumiem… - odparła zdezorientowana. - Mam do ciebie pełne zaufanie… 

        - Zapytam konkretniej, czy ufasz mi na tyle, aby bez strachu wpuścić mnie do swojej głowy? - doprecyzował swoje pytanie. - Pytam, ponieważ zebrałem już wszystkie informacje, których potrzebowałem do podjęcia decyzji odnośnie do naszej dzisiejszej sesji. Zauważyłem, że w tej całej sprawie z atakiem Ashkore’a, sam atak raczej nie stanowi dla ciebie emocjonalnego problemu. Problemem jest świadomość, że mogłaś utracić kontrolę nad swoją duszą… Dlatego zaczęliśmy naszą współpracę i dlatego możemy śmiało stwierdzić, że cała nasza dotychczasowa praca była domykaniem tej konkretnej emocji. Widzę ogromną poprawę w twoich barierach ochronnych i w natężeniu twojej aury, w porównaniu z tym, jak wyglądały one w chwili naszego pierwszego spotkania.

        - Czyli jestem już odporna na opętania? - zapytała z nadzieją w głosie.

        - Nie całkowicie - odparł spokojnie. - Dla jasności powiem, że nie ma osób całkiem odpornych na opętania. Nawet ja, ze wszystkimi swoimi umiejętnościami i znakami ochronnymi, jestem narażony na utratę kontroli nad swoim duchem. Jednak twoje bariery ochronne są dużo mocniejsze niż na początku i opętanie twojego ducha będzie stanowić dla kogoś spory problem. 

        - No to mi ulżyło - powiedziała, wzdychając przy tym z ulgą. 

        - Jeśli będziesz miała ochotę, to nauczę cię kilku sposobów, jak usprawnić przepływ energii przez ciało, do codziennego stosowania. Sprawny przepływ energii działa dobroczynnie na bariery i aurę… 

        - Oczywiście, że chcę - oznajmiła z radością.

        - Dobrze, to cię nauczę - odparł zadowolony, widząc jej entuzjazm. - A wracając do mojego pytania o zaufanie… Mam nieodparte wrażenie, że wspomnienie, którego nie potrafisz odnaleźć w swoim umyśle, ma jakiś wpływ na twoje emocje, a przez to, powoduje tak silnie wibracje twojej aury. Odniosłem też wrażenie, że chciałabyś je odblokować… 

        - Nawet nie wiesz, jak bardzo - potwierdziła z nieśmiałym uśmiechem. - Wiem, że to może wydawać się egoistyczne z mojej strony, ale coś mi mówi, że w tym wspomnieniu ukryte jest coś ważnego, dla mnie osobiście ważnego…

        - Rozumiem - Itzal uśmiechnął się ciepło. - To nie jest egoizm, powiedziałbym raczej, że to pogoń za przeczuciem. Zapytałem, czy ufasz mi na tyle, żeby mnie wpuścić do swojego umysłu, ponieważ znam kilka sposobów na odblokowanie pamięci, więc może udałoby mi się odblokować twoje… 

        - Naprawdę?! - przerwała mu radośnie, spoglądając na niego z nową nadzieją w oczach.

        - Tak, ale wymagałoby to wniknięcia do twojego umysłu - powiedział bardzo poważnie. - Przede wszystkim, aby to zadziałało, potrzebowałbym twojego pozwolenia na wejście i ingerencję w twoim umyśle i wspomnieniach, gdyż nie zamierzam łamać zasad kodeksu światła. Dużo też zależy od twojego zaufania, bo ufając mi, nie będziesz blokować moich działań i nie odczujesz żadnych dolegliwości z powodu mojej ingerencji. Dlatego pytam, czy ufasz mi na tyle, aby zgodzić się na takie rozwiązanie…  

        - Oczywiście, że ci ufam Itzalu - zapewniła go żarliwie. - Wiem, że zachowasz pełen profesjonalizm, dlatego wyrażam całkowitą zgodę na to, abyś wszedł do mojej głowy i zrobił wszystko, aby pomóc mi odzyskać wspomnienia i spokój.

        Zaklinacz uśmiechnął się na jej słowa, a następnie wyjął z kieszeni dwie fiolki z eliksirem Incumbo. Widząc zdumienie na twarzy dziewczyny, wyjaśnił, że dzisiaj wskazane jest, aby oboje go wypili. On, aby bez większych problemów móc nawiązać z nią kontakt myślowy, a przez to szybciej i sprawniej odnaleźć się w jej umyśle. Ona - ponieważ powinna maksymalne skoncentrować się na wydarzeniach z tamtej nocy, a wówczas on podczepi się pod tę koncentrację i jej myśli, aby bez zbędnego błądzenia po jej umyśle odnaleźć wspomnienie, którego szukają i odblokować je. Wytłumaczył, że bardzo ważne jest, aby nie rozpraszała się i wsłuchiwała w jego głos, który w pewnym momencie będzie słyszeć w głowie. 

        Gdy skończył tłumaczyć i wyjaśniać, oboje wypili eliksiry i zaklinacz wyrecytował dodatkowo zaklęcie, które miało wzmocnić ich bariery. Znaki na jego ciele zaiskrzyły ostrym blaskiem, a ich oboje dodatkowo spowiła delikatna, bladoniebieska poświata.

        - Zamknij oczy Shairisse i wsłuchaj się w mój głos - zaczął mówić łagodnie. - Pamiętaj, że w każdej chwili możesz się wycofać i wyrzucić mnie ze swojego umysłu. Moją obecność rozpoznasz po tym, że mój głos usłyszysz bezpośrednio w swojej głowie i będziesz mieć takie dziwne wrażenie, jakby było ci w niej trochę za ciasno. A teraz skoncentruj się na tamtych wydarzeniach i opowiedz mi krok po kroku, dlaczego poszłaś na tę polanę. 

        Dziewczyna w pierwszej kolejności wyjaśniła, że wszystko zaczęło się, gdy oboje z Leiftanem umówili się na poważną rozmowę, po jego powrocie z misji. Następnie opowiedziała o dziwnym zmęczeniu, jakie odczuwała po powrocie do Kwatery ze swojej misji, o problemach z koncentracją oraz znalezieniu listu rzekomo od Leiftana, który jednak okazał się podpuchą Ashkore’a, w celu wywabienia jej z Kwatery. Następnie szczegółowo opisała, co wydarzyło się na polanie i o swojej absurdalnej złości, którą poczuła z powodu nieobecności Leiftana, w chwili, gdy zamaskowany recytował formułę “oddzielenia duszy”. Gdy chciała powiedzieć, że to wszystko, co pamięta, nagle poczuła w głowie coś jakby natłok myśli i lekki ucisk, a zaraz potem usłyszała łagodny i ciepły głos zaklinacza, który prosił, aby skoncentrowała się na osobie Leiftana. Doznanie to było dla niej tak dziwne i zaskakujące, że na moment całkowicie się zdekoncetrowała i otworzyła oczy. 

        - Shai proszę cię, skup się i zamknij oczy, bo stracę połączenie z twoim umysłem - usłyszała głos Itzala w głowie, mimo że jego usta nawet nie drgnęły. Natychmiast zrobiła, o co ją poprosił. - Wytrzymaj jeszcze chwilę, chyba właśnie znalazłem zablokowane wspomnienia… 

        Dosłownie chwilę później usłyszała, jak zaklinacz wypowiada masę niezrozumiałych słów i poczuła, jakby wzrost ciśnienia w głowie, a następnie silne pulsowanie zaczynające się w skroniach i kończące u podstawy czaszki. Zanim jednak zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować, poczuła wszechogarniające, błogie uczucie odprężenia i uświadomiła sobie, że zaraz pewnie straci kontrolę nad swoim ciałem i upadnie. Jednak zamiast upadku poczuła, że jest w stanie nieważkości i otacza ją kompletna ciemność. Mimo to nie odczuwała strachu, czy nawet zaniepokojenia. Gdzieś tylko nad sobą usłyszała przepraszający głos zaklinacza:

        - Wybacz Shairisse, ale mogę odblokować tylko to…

        Zdziwiona zamrugała oczami i w pewnym momencie ciemność zaczęła się rozpraszać. Wówczas zobaczyła, że znajduje się w Sali Kryształu. W pomieszczeniu panował przyjemny, klimatyczny półmrok, a jedynym źródłem światła była rezonująca poświata, bijąca od Wielkiego Kryształu. Rozejrzała się i spostrzegła Leiftana, który wpatrywał się w Kryształ. Nagle ogarnęło ją uczucie, że to wszystko jest jej znajome i miało miejsce… w noc ataku. Gdy usłyszała wypowiedziane przez lorialeta pytanie: -”Dlaczego tak mi się przyglądasz?”, od razu powróciły do niej wszystkie obrazy, uczucia i myśli z tamtej wspólnej ich rozmowy przy Wielkim Krysztale. Przypomniała sobie każde słowo i każdy gest… I tak jak wtedy, z zapartym tchem słuchała jego wyznania. Gdy ponownie usłyszała słowa: - “[...]porzuciłbym wszystko, wyrzekłbym się wszystkiego i dla ciebie stałbym się…”, jej serce nieomal stanęło w pełnym oczekiwaniu na dalszy ciąg wyznania. Zamiast jednak usłyszeć koniec wypowiedzi, jej myśli i wizję rozproszył nagły błysk światła…

        Shairisse gwałtownie usiadła, łapiąc głęboki oddech i półprzytomnym wzrokiem rozglądając się dookoła siebie. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że jest na plaży z zaklinaczem, który z ciepłym uśmiechem na twarzy spokojnie jej się przyglądał.

        - Wszystko w porządku? - zapytał z troską w głosie, gdy w końcu zatrzymała swoje spojrzenie na jego twarzy.

        - Tak… - powiedziała trochę niepewnie. - Przypomniałam sobie rozmowę z Leiftanem w Sali Kryształu…

        - Rozumiem.

        - Tylko dlaczego ona urywa się tak gwałtownie? - zastanawiała się na głos.

        Zaklinacz opowiedział jej to, czego dowiedział się od Miiko i wyjaśnił jej, że to był zapewne moment, w którym kitsune weszła do pomieszczenia i zapaliła światło. Jeszcze przez chwilę rozmawiali o tamtych wydarzeniach. Oboje doszli do wniosku, że nagłe pojawienie się szefowej i zapalenie przez nią światła, musiało być tym impulsem, który spłoszył duszę dziewczyny i dlatego się zagubiła. Wyjaśniałoby to też, dlaczego nie pamięta dalszych wydarzeń z tamtego okresu.

        - Dziękuję ci Itzalu za to wszystko, co dzisiaj dla mnie zrobiłeś - powiedziała z serdecznym uśmiechem. - To naprawdę wiele znaczy dla mnie i nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek zdołam ci się odwdzięczyć…

        - Dla mnie to też była ogromna przyjemność - odparł łagodnie. - I nie oczekuję niczego w zamian… No, może poza serdecznym uśmiechem i tym, że będziesz mnie mile wspominać - dodał rozbawiony.

        Shairisse zapewniła, że zawsze będzie go ciepło wspominać i zaznaczyła, że nie chce tracić z nim kontaktu. Itzal zażartował, że zanim on ruszy dalej, to ona zapewne będzie miała go już dość, ale jednocześnie obiecał, że nie stracą kontaktu ze sobą. Wracając do Kwatery, oboje śmiali się i żartowali, że skoro skończyli pracować nad jej emocjami, to będzie im trochę nudno. Wówczas zaklinacz przypomniał jej, że chciała nauczyć się sposobów na poprawę przepływu energii i nie ma mowy o żadnej nudzie.

        Gdy minęli główną bramę, Shairisse nagle spoważniała i zatrzymała się w miejscu, jakby trafiła na niewidzialną ścianę. Zaskoczony zaklinacz zaczął ją dopytywać, co się dzieje i czy wszystko jest w porządku, ale ona nie reagowała na jego pytania. Po chwili jednak spojrzała na niego, ale jej spojrzenie było jakieś nieobecne.

        - Muszę odkryć swe korzenie, aby poznać przeznaczenie… - powiedziała w zamyśleniu i po tych słowach osunęła się bezwładnie w jego ramiona. Nie zastanawiając się ani chwili, pochwycił ją na ręce i szybkim krokiem ruszył w stronę budynku, aby jak najprędzej obejrzała ją Ewelein. Przez całą drogę dziewczyna mamrotała coś niezrozumiale, mimo to zaklinacz wychwycił, że mówi coś o smokach i wyspie Memoria. 

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.