Witam serdecznie :)

Tak, to znowu ja z przydługim tekstem xD Mam nadzieję, że spodoba wam się ten rozdział.

Pozdrawiam Cię Mevala <3  i wszystkich innych zaglądających.

Życzę miłej lektury :)

Kto jest kim?

        Miiko niespokojnie chodziła w tę i z powrotem w Sali Kryształu, oczekując na przybycie wezwanych członków Lśniącej Straży. Wydarzenia w Balenvii uświadomiły jej, że Eldarya i Straż Eel są zagrożone bardziej, niż się wszystkim wydawało. Wiedziała, że musi ogłosić te wieści współpracownikom, ale zastanawiała się, czy rzeczywiście wszyscy są godni zaufania. Jej uwagę zwrócił fakt, że ostatnie problemy, niepowodzenia i tragiczne wydarzenia, zarówno w Kwaterze, jak i poza jej murami, wyraźnie wskazywały na czyjeś umyślne sabotowanie działań Straży. Zamaskowany dziwnym trafem zawsze wie, gdzie i jak uderzyć, aby dotkliwie to odczuli, całkiem jakby znał ich plany i zamiary. Na myśl przychodziło jej tylko jedno wytłumaczenie, które wyjaśniałoby, dlaczego tak się dzieje - w szeregach Straży jest zdrajca. Biorąc pod uwagę ilość spraw i misji, w których coś poszło nie tak, a do tego ciągłe problemy z pochwyceniem go świadczyły, że w Kwaterze i poza nią musiał mieć sporą grupę popleczników i zwolenników.
        Kitsune poczuła się przytłoczona myślami o wciąż narastających problemach i z głośnym westchnieniem oparła się o balustradę. Wszystkie problemy, których przysporzył im zamaskowany, w połączeniu ze świadomością, że jeszcze na dokładkę gdzieś ukrywa się daemon sprawiała, że dopadło ją poczucie bezsilności i bezradności. Zdawała sobie sprawę, że sama nie poradzi sobie z tym wszystkim, ponieważ już od dłuższego czasu zmagała się ze zmęczeniem i ogólnym zniechęceniem. Jedyne, co nadal pchało ją na przód i nie pozwalało się poddać to świadomość, że odpowiedzialna jest nie tylko za Kryształ, ale i za bezpieczeństwo mieszkańców. 
        Po chwili zaczęła zastanawiać się, z kim mogłaby szczerze i otwarcie porozmawiać o swoich przypuszczeniach i obawach? Kogo mogłaby poprosić o pomoc, nie ryzykując, że będzie to wspólnik Ashkore’a? Kto w Kwaterze na pewno nie będzie popierał jego dążenia do rozbicia Kryształu? Na myśl przychodziło jej tylko jedno imię - Shairisse. Z Kryształem łączyła ją więź, której nikt na razie nie rozumiał, ale wiadomo było, że kondycja Kryształu ma duży wpływ na jej stan zdrowia. To dawało pewność, że Shai nie chciałaby rozbicia Kryształu, bo skutkowałoby to wówczas jej śmiercią. Przypomniała sobie też, że już jakiś czas temu dziewczyna mówiła, że jej zdaniem, coś w Straży jest nie tak. Ale czy mogła jej całkowicie zaufać? Czy mogła mieć pewność, że dziewczyna nagle nie zechce się zemścić? Przecież nie obchodzili się z nią najlepiej na początku. A co jeśli ona żywi skrywaną urazę do nich za to, jak ją traktowali i za zmuszenie jej do wypicia eliksiru mnemosyne?
        - Miiko - przerwał jej rozmyślania Jamon. - Czy można wpuszczać wezwanych?
        - Tak, Jamonie - odezwała się półprzytomnie. - Wszyscy już są?
        - Tak.
        - Ok. Niech wchodzą - westchnęła ciężko, a na jej twarzy malowało się zmęczenie i strapienie. 
        Po chwili do sali weszli szefowie straży, a zaraz za nimi reszta członków Lśniącej. Brakowało jedynie Ykhar, która nadal razem z Huang Hua przebywały w Balenvii, aby dopilnować pomniejszych i końcowych spraw negocjacyjnych. Gdy wszyscy zajęli już swoje miejsca, kitsune podniosła głowę i spojrzała na zgromadzonych zmęczonym wzrokiem.
        - Witam wszystkich - powiedziała bez entuzjazmu. - Od razu przejdę do rzeczy. Jak już pewnie zauważyliście, w ostatnim czasie sporo się dzieje, zarówno w obrębie Kwatery, jak i poza jej murami. Negocjacje zakończyły się względnym sukcesem i udało nam się rozwikłać kilka nieporozumień, a dzięki temu zapobiec jakimś większym nieszczęściom. Jednak nie możemy mówić o pełnym sukcesie, ponieważ zaistniałe wydarzenia i nieporozumienia, spowodowane celowymi działaniami osób trzecich, doprowadziły do nadszarpnięcia wzajemnego zaufania. Moim osobistym zdaniem, osoby odpowiedzialne za te niekorzystne działania, muszą zostać koniecznie namierzone i wyeliminowane. W Kwaterze też nie dzieje się dobrze. Jak wszyscy wiecie, zamaskowany mężczyzna porusza się po terenie Kwatery bez żadnych problemów, okradając nas i szkodząc na każdym kroku. W dodatku ostatnio w swojej arogancji posunął się jeszcze dalej i zaatakował bezpośrednio kogoś z nas. Nie wiem czemu obrał sobie za cel akurat Shairisse, ale domyślam się, że miała na to wpływ jej więź z Wyrocznią. Najgorsze jest to, że w tym celu starał się wykorzystać pradawną, potępioną magię, co świadczy o jego determinacji i dostępie do zakazanej wiedzy. Tylko dzięki wspólnym wysiłkom, jak również niesamowitej wiedzy i umiejętnościom Leiftana, nasza ziemianka nadal żyje. Takie incydenty nie mają prawa się powtórzyć! - Miiko podniosła głos i uderzyła swoją laską o podłogę, aby zaakcentować stanowczość wypowiedzi. 
        Wśród zgromadzonych rozległy się głosy poparcia dla takiego podejścia do sprawy. Jeszcze przez chwilę szefowa Straży Eel opowiadała o rozmowach dyplomatycznych i niektórych postanowieniach, które nie zostały utajnione. Następnie poprosiła Ezarela i Nevrę, aby zrelacjonowali jej szybko i zwięźle, co działo się w Kwaterze podczas jej nieobecności. Po krótkim przedstawieniu najważniejszych wydarzeń elf poinformował o przybyciu zaklinacza i jego współpracy z Shairisse w celu wzmocnienia jej siły duchowej. Oznajmił również, że zaklinacz niedawno poprosił o jak najszybszą rozmowę z nią. Oczywiście kitsune od razu nakazała Jamonowi odszukać Itzala i powiedzieć mu, że jest oczekiwany. W międzyczasie dopytywała, czy ustalono jakieś nowe fakty, odnośnie do ataku na dziewczynę. Leiftan krótko zrelacjonował jej wydarzenia z momentu odzyskania wspomnień przez Shai i dodał kilka luźnych uwag odnośnie do całego wydarzenia. W trakcie jego wypowiedzi kitsune wyjęła notes i zapisała w nim kilka zdań.
        Kiedy ogr wrócił w towarzystwie zaklinacza, Miiko poinformowała wszystkich, że mogą się rozejść. W Kryształowej Sali powstał harmider, podczas którego Itzal z ciepłym uśmiechem przywitał się z kobietą, a następnie stanął obok niej, czekając, aż sala opustoszeje. Gdy wszyscy wyszli na krótką chwilę zapadła cisza, którą przerwał łagodny głos zaklinacza.
        - Problemy, z którymi się borykasz, niestety będą się nawarstwiać - powiedział poważnie. - Im szybciej rozpoczniesz działania w kwestii ustalenia, kto jest kim i po której stronie stoi, tym mniej problemów będzie nękać cię w przyszłości.   
        - Słucham? - zapytała zdziwiona i trochę zbita z tropu Miiko. Nie spodziewała się, że ktoś poruszy temat jej obaw, które w sumie dopiero co się pojawiły. - O czym mówisz?
        - Martwisz się lojalnością swoich współpracowników - odparł spokojnie. - Nie wiesz, komu możesz zaufać, a kogo powinnaś wykluczyć z grona zaufanych osób. Miotasz się w swoich przypuszczeniach i przeczuciach niczym minalo, gdy wyczuje swój stek. A tak swoją drogą uważam, że możesz tej dziewczynie całkowicie zaufać - dodał z lekką zadumą, patrząc w pustą przestrzeń przed sobą.
        - Komu? O kim ty mówisz? - zapytała niepewnie.
        - O Shairisse mówię - odparł z łagodnym uśmiechem. - Rzadko mi się zdarza, abym w pierwszym kontakcie z drugą osobą tak intensywnie potrafił odczytać czyjeś obawy i lęki, jak zdarzyło mi się to przed chwilą z tobą. Znaczy to, że całą sobą wołasz o pomoc. Martwisz się, że nie poradzisz sobie sama z problemami i bardzo pragniesz znaleźć sojusznika, tylko nie wiesz, komu możesz zaufać. Kołacze ci po głowie jej imię, bo wydaje się najbardziej godna zaufania, ale masz pewne obawy... Ja ze swojej strony mogę ci powiedzieć, że twoje obawy jeszcze całkiem niedawno byłyby uzasadnione. Wiem też jednak, że w ostatnich dniach Shai zrozumiała wiele ważnych spraw, w tym też wasze motywy i brakuje tylko ostatniej kwestii, aby zamknąć ten rozdział. Musicie jak najszybciej we dwie poważnie porozmawiać i powinnaś zrobić to, co odkładasz od tak długiego czasu…
        - Przeprosić ją… - weszła mu w słowo. - Tylko nie wiem, czy jakiekolwiek słowa mogą teraz cokolwiek zmienić… - dodała zrezygnowana.
        - Ona zrozumie - stwierdził z przekonaniem. - Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak wiele jest w stanie zrozumieć to dziewczę i jak wiele jest w stanie wybaczyć… - w tym momencie zawiesił na chwilę głos, zastanawiając się, jak dużo może zdradzić czarnowłosej, aby nie naruszyć ustalonego porządku wydarzeń. - Poza tym musicie coś zrobić, aby odkryła swoją rasę i swoje pochodzenie, bo mam bardzo silne przeczucie, że powinna je poznać.
        - Tylko, jak to zrobić? - zapytała zmęczonym głosem kitsune. - Nie mamy pojęcia, w jaki sposób możemy odkryć jej rasę… Stężenie krwi faery w jej żyłach jest zbyt małe, a do tego ona nie wykazuje żadnych zdolności magicznych, czy też uwarunkowanych rasowo...
        - Podobno coś niewyjaśnionego działo się z nią, gdy była na wyspie Memoria - odparł niepewnie. - Może należałoby tam wrócić i zacząć szukać jakichś wskazówek?
        - Może masz rację…
        - Na razie jednak pomyśl o rozmowie z nią. Powinnaś to zrobić jak najszybciej, gdyż jestem pewien, że wówczas poczujesz się dużo lepiej. Mając kogoś przy sobie, zawsze jest łatwiej i prościej… - dodał, kierując się w stronę wyjścia z sali.  
        - Itzalu - zawołała za nim jeszcze Miiko. - Czemu tak w ogóle chciałeś rozmawiać ze mną w trybie pilnym?
        - Chciałem sprawdzić, czy między tobą i Shairisse da się naprawić relacje, a przez to pomóc wam pozamykać pewne drażliwe kwestie. Poza tym chciałem ci powiedzieć, że powinnaś mieć więcej zaufania do tej dziewczyny i powinnaś z nią szybko i szczerze porozmawiać. Ona jest niezwykle wyjątkową osobą - odpowiedział z uśmiechem. - Ty już jednak to wiesz, tylko boisz się do tego przyznać na głos. Powiem ci więc krótko, nie obawiaj się współpracy z nią. Przeczucie, które masz na jej temat jest niemal zgodne z prawdą - po tych słowach Itzal opuścił Salę Kryształu.
        Po wyjściu zaklinacza Miiko dłuższą chwilę stała, wpatrując się w Kryształ i zastanawiając się nad tym, co jej właśnie powiedział. Co znaczyły jego ostatnie słowa? O jakim jej przeczuciu myślał? Faktem było, że od pewnego czasu częściej rozmyślała nad tym, kim tak naprawdę jest ta dziewczyna. Wszystkie wydarzenia związane z Shairisse sprawiły, że coraz poważniej rozważała możliwość, że nie trafiła ona do Eldaryi przez przypadek. Przemawiało za tym też to, że pojawiając się w Eldary, od razu trafiła do Sali Kryształu i niemal z miejsca stała się wybranką Wyroczni. 
        Po chwili zaczęła się zastanawiać, w jaki sposób powinna z nią porozmawiać. Rzeczywiście od dawna nosiła się z zamiarem przeproszenia jej, ale jakoś nigdy albo nie było odpowiedniej chwili, albo zabrakło jej odwagi, albo po prostu akurat brakowało jej słów. Doszła w końcu do wniosku, że nie ma co odwlekać rozmowy i postanowiła przeprowadzić ją jeszcze tego dnia. Następnie ruszyła do swojego pokoju, aby odpocząć i wysłać swojego chowańca do dziewczyny z prośbą o rozmowę w cztery oczy.
        ***
        Shairisse wolnym krokiem i z duszą na ramieniu szła w stronę klifu, gdzie podobno chciała się z nią spotkać kitsune. Ostatnie wydarzenia związane z atakiem Ashkore’a, wciąż napawały ją lękiem i sprawiały, że na spotkanie szła, obawiając się jakiegoś podstępu. Całą drogę zastanawiała się, dlaczego tak nagle szefowa poprosiła ją o spotkanie poza murami Kwatery? Dlaczego nie wezwała jej, jak zawsze do Kryształowej Sali? I dlaczego poprosiła, żeby nikomu nie mówiła o tym spotkaniu? Jedynie to, że spotkanie miało odbyć się w południe i na otwartej przestrzeni sprawiło, że zdecydowała się jednak na nie pójść.
        - Witaj Miiko - przywitała się, podchodząc do szefowej, która wpatrywała się w horyzont. - Chciałaś widzieć się ze mną?
        - Tak Shairisse - odparła kitsune, odwracając się w jej stronę. - Dziękuję, że przyszłaś.
        - Niewiele brakowało, a nie przyszłabym - odparła zgodnie z prawdą.
        - Czemu? - zapytała kobieta niepewnie. - Tak bardzo mnie nienawidzisz?
        - Nie nienawidzę cię - powiedziała trochę oburzona takimi podejrzeniami. - Po ataku Ashkore’a i ze świadomością, że w podobny sposób mnie wówczas wywabił, mam pewne obawy przed takimi nagłymi spotkaniami poza murami Kwatery…
        - Przepraszam - odparła pospiesznie Miiko. - W ogóle o tym nie pomyślałam… Naprawdę przepraszam…
        - Ok, rozumiem. Masz sporo na głowie i nie musisz pamiętać wszystkiego, szczególnie jeśli dotyczy mnie… - powiedziała trochę z przekąsem.
        - To nie tak… - stwierdziła zrezygnowanym głosem czarnowłosa. - Właśnie dlatego poprosiłam cię o spotkanie. Usiądźmy - dodała, siadając na ławce.
        Kiedy obie kobiety usiadły, zapadła chwila ciszy, w której czasie obie patrzyły gdzieś daleko przed siebie. Żadna z nich nie wiedziała, jak zacząć rozmowę. Shairisse zastanawiała się, czy ostatnio czegoś nie nabroiła, za co kitsune mogłaby chcieć ją zbesztać. Nic jej jednak nie przychodziło na myśl. Szefowa natomiast szukała odpowiednich słów, którymi mogłaby wyrazić, jak bardzo jest jej przykro za te wszystkie niemiłe incydenty, które miały miejsce, a przede wszystkim za to, że wymazali dziewczynę z pamięci jej bliskich. Nigdy nie czuła się dobrze w roli przepraszającego, chociaż potrafiła przyznać się do błędów. Teraz chciała zrobić to naprawdę szczerze i z głębi serca.
        - Chciałabym cię przeprosić Shairisse… - zaczęła niepewnie kitsune.
        - Przeprosić mnie? - zdziwiła się. - Za co?
        - Za wiele rzeczy - odparła cicho Miiko. - Za to, że zmusiliśmy cię do wypicia eliksiru mnemosyne, za to, że nie traktowałam cię odpowiednio i mogłaś poczuć się, jak ktoś niechciany i niepotrzebny… Chcę przeprosić, że nie zawsze rozumiem twoje starania i bywam nieprzyjemna. Nigdy do tej pory nie spotkałam się z taką osobą, jak ty ani z taką sytuacją i po prostu zdarza mi się panikować… Od kiedy pojawiłaś się w naszym świecie, wiele się zmieniło...
        Przez dłuższą chwilę rozmawiały o obawach, jakie rodziły się w umyśle kitsune od momentu pojawienia się dziewczyny w Kryształowej Sali i późniejszych nieporozumieniach, do których te obawy doprowadziły. Opowiedziała jej, jak na początku drażniło ją, że Shai kwestionuje nieomal wszystkie jej decyzje i dodała, że teraz jest jej za to niezwykle wdzięczna. Następnie przeprosiła ją najszczerzej, jak tylko potrafiła. Ciężko jej było się przyznać, że od początku myliła się wobec niej. W pewnej chwili Shairisse zapytała ją, czy te przeprosiny wymusił na niej Itzal. 
        - Nie wymuszał niczego na mnie - odparła cicho kobieta. - Już od bardzo dawna chciałam to zrobić, ale bałam się, że jest za późno. Bałam się, że nie będziesz chciała mnie wysłuchać i nawet nie spróbujesz zrozumieć… Itzal powiedział mi dzisiaj tylko, że nie powinnam się obawiać, bo jesteś wyjątkową osobą, która znaczy więcej, niż się wszystkim wydaje…
        - Oj, chyba trochę przesadza - powiedziała z lekkim uśmiechem i zakłopotaniem jednocześnie.
        - Naprawdę mi przykro Shai, że nie potrafiłam potraktować cię tak, jak należy od początku. Przepraszam za nas wszystkich, że cię zraniliśmy… - powiedziała drżącym głosem kitsune.
        - Rozumiem Miiko - odparła, spoglądając na kobietę zdumiona, ale i szczęśliwa zarazem. W geście zrozumienia położyła swoją dłoń na jej dłoni. - Ostatnio zrozumiałam, że chciałaś wszystkich chronić, nawet mnie, chociaż chyba trochę nieświadomie - mówiąc to, uśmiechnęła się ciepło. - Tak, jak jest, jest chyba najlepiej dla nas wszystkich. Dziękuję ci jednak, że przeprosiłaś mnie w końcu tak na poważnie. To dużo dla mnie znaczy - dodała, przenosząc spojrzenie na horyzont. Po tych słowach Miiko uścisnęła jej dłoń, nieśmiało uśmiechając się i na dłuższą chwilę nastała między nimi cisza. Nie była to jednak cisza niezręczna tylko taka spokojna i oczyszczająca.
        - Jest jeszcze jedna sprawa - odezwała się po jakimś czasie kitsune. - Chciałabym, abyś mi w czymś pomogła…
        - Ja mam pomóc tobie? - zapytała zdziwiona i zaciekawiona jednocześnie.
        - Tak. Pamiętasz, jak kiedyś rozmawiałyśmy o tym, że w Kwaterze i Straży coś dzieje się nie tak?
        - Pamiętam… - odparła, nie rozumiejąc, co to ma do rzeczy i znów spoglądając na zmartwioną twarz szefowej.
        - Podejrzewam, że w Kwaterze mamy zdrajców, którzy współpracują z Ashkorem, a może i nawet z daemonem… 
        - Skąd te podejrzenia?
        - Ashkore często wie, jakie zamiary i plany ma Straż - zaczęła tłumaczyć kitsune. - Działania w terenie świadczą, że zawsze dobrze wie, w jaki sposób nam zaszkodzić i w którym momencie to zrobić, abyśmy najdotkliwiej odczuli tego skutki. W Kwaterze porusza się, jakby znał każdy zakamarek, albo ktoś mu pomaga. To wszystko zmusza do myślenia…
        - Skoro prosisz mnie o pomoc, to znaczy, że nie podejrzewasz mnie o współpracę z nim? - zapytała zdziwiona, przenosząc spojrzenie na morze. - Skąd masz pewność, że z nim nie współpracuję?
        - Pojawiłaś się długo po jego pierwszych atakach - zaczęła mówić spokojnie czarnowłosa. - Z Kryształem łączy cię więź, która może spowodować twoją śmierć, gdy on ulegnie zniszczeniu, dlatego wątpię byś popierała dążenie Ashkore’a do jego rozbicia. Poza tym ostatnio zaatakował cię i o mało nie doprowadził do twojej śmierci… Wątpię, żeby zachował się w ten sposób wobec swojego sprzymierzeńca… Poza tym wybrała cię Wyrocznia i nie sądzę, aby to był przypadek… 
        - Rozumiem… Podejrzewasz kogoś konkretnego? - zapytała, ponownie spoglądając na nią zaciekawiona.
        - Niestety podejrzewam każdego - odparła z przekonaniem Miiko. - Z mieszkańców Kwatery jedynie ty jesteś poza podejrzeniami. Itzala też raczej nie podejrzewam, bo jest świetlistym zaklinaczem, który naprawdę solidnie przestrzega kodeksu. Wiem ze sprawdzonych źródeł, że kodeks zabrania świetlistym zaklinaczom działać na czyjąś niekorzyść i nie pozwala ingerować w sprawy innych osób, bez ich przyzwolenia. Skoro Itzal nie został potępiony i nadal jest świetlistym zaklinaczem, to nie mógł zrobić nic złego…
        - A Leiftan? - przerwała jej. - Nawet jemu nie ufasz? - zapytała zaskoczona, bo przecież dobrze wiedziała, że lorialet pełni funkcję jej głównego zastępcy.
        - Nikomu, poza waszą dwójką… - odpowiedziała smutno. - Jest kilka spraw związanych z Leiftanem i nie tylko z nim, których nie potrafię na tę chwilę zrozumieć, ani sobie racjonalnie wytłumaczyć, a które mnie mocno zastanawiają i sprawiają, że nie potrafię zaufać nawet jemu...
        - No dobrze… - powiedziała w zamyśleniu. - W czym konkretnie ja miałabym ci pomóc?
        - Chciałabym, abyś obserwowała innych, a w razie jakichś podejrzeń informowała mnie o swoich spostrzeżeniach - poprosiła kitsune. - Ja sama nie ogarnę tego wszystkiego. Przy twoim niepohamowanym dążeniu do poznania prawdy, a przy okazji i wścibstwie, oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu - sprostowała szybko - myślę, że mamy większe szanse na sukces w zdemaskowaniu zdrajców. 
        - Rozumiem - zaśmiała się cicho.
        - I tak, żeby nie było niedomówień - dodała poważnie Miiko. - Bardzo bym prosiła, abyś nikomu nic nie mówiła o naszej rozmowie.
        - Dobrze, nic nie powiem - odparła. - Mam jednak jeden warunek...
        - Jaki? - kitsune zapytała zaciekawiona, ale i z lekką obawą w głosie. 
        - Niczego nie będziesz przede mną ukrywać - powiedziała poważnie, wyczekująco patrząc jej w oczy.
        - Dobrze… Będę cię informować o wszystkim. A teraz wracam do Kwatery, zanim odkryją, że mnie nie ma i narobią rabanu z tego powodu - powiedziała, wstając z ławki. - Dziękuję ci Shairisse za twoją wyrozumiałość i za twoje dobre chęci… Oby nam się udało odkryć spiskowców, zanim będzie za późno. Do zobaczenia.
        - Do zobaczenia… - pożegnała ją, wpatrując się w horyzont. Chciała jeszcze jakiś czas samotnie i w ciszy posiedzieć na ławce, zastanawiając się nad tym wszystkim, o czym rozmawiały. Przeprosiny Miiko były dość nieoczekiwane, ale musiała przyznać, że sprawiły jej wielką radość i spowodowały, że inaczej zaczęła postrzegać kitsune. Dodatkowo sporym zaskoczeniem było wyznanie, że ufa tylko jej i zaklinaczowi. Dlaczego nie ufała Leiftanowi? Jakie sprawy mogły być związane z lorialetem, które powodowały brak zaufania do niego? Czego nie potrafiła zrozumieć?
        W pewnym momencie poczuła na sobie czyjeś intensywne spojrzenie, takie samo, jak w nocy. Jednak, gdy rozejrzała się wokół siebie, nie zauważyła nikogo w zasięgu swojego wzroku. Od razu przypomniała sobie, że zaklinacz zaproponował rozmowę na ten temat, jeśli będzie miała ochotę. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, szybkim krokiem udała się pod stuletnią wiśnię, gdzie Itzal planował medytować po południu.
        Podchodząc do drzewa, od razu zauważyła zaklinacza siedzącego po turecku, z zamkniętymi oczyma. Znaki na jego skórze lśniły dość intensywnie, co dało jej pewność, że pogrążony jest w medytacji. Nie chcąc mu przeszkadzać, postanowiła się wycofać z zamiarem spotkania się z nim w późniejszym terminie. On jednak zatrzymał ją jednym krótkim, łagodnie wypowiedzianym: “zostań proszę”. Usiadła więc na ławeczce i obserwowała go w ciszy. Wyglądał na niesamowicie spokojnego i wyciszonego, wręcz sprawiał wrażenie nieobecnego i dziwnie majestatycznego w swoim skupieniu. Patrzenie na niego w tym stanie sprawiało, że sama odczuwała swoisty spokój we własnym serca i umyśle. Nie wiedziała, jak długo przyglądała mu się, odczuwając ten błogi stan, gdy nagle odezwał się do niej.
        - Znowu ktoś cię obserwował? - zapytał głosem zamyślonym i jakby nieobecnym. - Dlatego przyszłaś porozmawiać ze mną, prawda?
        - Skąd wiesz? - spytała zaskoczona.
        - Poczułem to - odparł, wciąż nie wychodząc z medytacji. - W nocy też to wyczułem. Jakaś potężna istota interesuje się tobą… Nie jest wrogo nastawiona… - kiedy mówił, miała wrażenie, jakby opisywał jej osobę, która właśnie przed nim stoi. Jego głos był trochę jakby nieobecny, a słowa brzmiały, jak wypowiadane w transie. - Ta istota chce cię tylko lepiej poznać. Pragnie dowiedzieć się więcej o tym, czy jesteś godna… i czy masz czyste serce…
        - Czy jestem godna? - powtórzyła jego słowa zdziwiona. - Godna czego?
        - Aby wrócić do swoich korzeni… i odkryć swoje przeznaczenie… - odpowiedział, nadal brzmiąc jak w transie.
        - Moje przeznaczenie? - zapytała już całkiem zdezorientowana. - Czy chodzi o to, że jest jakiś większy i niezbadany powód tego, że trafiłam do Eldaryi?
        - Na to wygląda - odpowiedział i tuż po tych słowach znaki na jego ciele przestały lśnić. - Musisz poznać swoje pochodzenie i dowiedzieć się kim jesteś Shai - dodał, a jego głos brzmiał już całkiem normalnie. 
        - Żeby to było takie proste - mruknęła cicho. 
        - To, że nie jest proste, nie znaczy, że nie jest możliwe.
        - Powiedzmy… Czy wiesz, kim jest ta istota? - spytała po chwili zastanowienia. - I dlaczego jej nie widzę?
        - Nie wiem kim jest - odparł spokojnie. - Wiem tylko, że jest tobą zainteresowana i nie przebywa w naszym wymiarze. Czujesz ją, ponieważ jest potężna i dość wnikliwie stara się ciebie poznać, ale nie zauważasz jej, bo ona nie chce być zauważona.
        - Jeśli potrafisz przenikać wymiary, to czy możesz dowiedzieć się, kim ona jest? - zapytała, a ton jej głosu delikatnie sugerował, że jest w tym pytaniu ukryta prośba.
        - Teoretycznie bym mógł - powiedział poważnie. - Jednak problem polega na tym, że ta istota nie chce, aby ktokolwiek wiedział, kim ona jest i moje wkroczenie do jej wymiaru może ją rozzłościć. Przy jej potędze wolałbym do tego nie doprowadzić - tłumaczył, uśmiechając się łagodnie. - Na tę chwilę mogę cię jednak zapewnić, że nie ma ona wobec ciebie złych zamiarów, więc uważam, że nie powinnaś się przejmować ani obawiać. Po prostu bądź sobą i tyle…
        - Łatwo ci mówić - uśmiechnęła się nieśmiało. - To nie ciebie obserwuje…
        - Mnie obserwuje dużo więcej istot, niż ci się wydaje - powiedział, śmiejąc się delikatnie. - Umiejętność poruszania się po różnych wymiarach niestety, ale w końcu przykuwa uwagę duchów, bytów, różnych zjaw i istot. Nie wszystkie są pokojowo nastawione i nie wszystkie chcą tylko obserwować…
        - To dlatego masz te znaki na ciele? - pytając, omiotła jego osobę zaciekawionym spojrzeniem. - Mają cię chronić przed ingerencją obcych bytów?
        - Między innymi - odparł, siadając obok niej na ławce. - Zanim zaklinacz zacznie rozwijać umiejętność przenikania przez wymiary, musi nauczyć się panować nad sobą i swoimi emocjami. To bardzo pomaga w późniejszym szkoleniu i rozwijaniu umiejętności…
        - Nad emocjami? - spojrzała na niego zdziwiona. - Potrafisz kontrolować swoje emocje?
        - Tak. Chodzi o to, aby nie dać zapanować emocjom nad naszym umysłem, na przykład nie wpaść w panikę, gdy spotkasz jakiś naprawdę przerażający byt, lub nie dać się uwieść jakimś demonom. Gdy dochodzi do takich nagłych zmian emocjonalnych, można zostać łatwo opętanym, można zwariować, a w skrajnych przypadkach nawet umrzeć...
        - Nawet nie wiedziałam, że to ma aż takie znaczenie - powiedziała zakłopotana. 
        - Domyślam się - odparł, uśmiechając się ciepło. - Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z ogromu znaczenia swojego stanu emocjonalnego. Im bardziej jesteśmy stabilni emocjonalnie, tym mniej widoczni jesteśmy dla istot z innych wymiarów. Spora część z tych obcych bytów przebywa w swoich pierwotnych wymiarach i nie starają się nawet przenikać do naszego. Czasami jednak zdarza się, że pragną ingerować w nasze myśli i uczucia, wówczas szukają przeróżnych dróg, aby dostać się do naszego świata. Najbardziej pospolita i dostępna dla nich droga, to ta prowadząca przez nasze sny. Kiedy obcy byt chce się w ten sposób przedostać, wtedy przeważnie zdarza nam się miewać senny koszmar. Jest to jednak w większości przypadków ślepa droga, ponieważ umysł posiada swoistą barierę, która nie przepuszcza obcych istot z innych wymiarów. Poza tym potrafi samoczynnie bronić się przed skutkami takich nieudanych prób przeniknięcia, dlatego często nawet nie pamiętamy swoich koszmarów. No, chyba że zmora była wyjątkowo złośliwa i wystarczająco silna.
        - A co jeśli taki byt zdoła się jednak przedostać?
        - Wtedy zależy wszystko od siły umysłu danej osoby - tłumaczył. - Jeśli ta osoba jest silna i odporna, to jej umysł i jej wewnętrzna QI zwalcza taki byt. Jeśli jednak nie dadzą rady tego zrobić, to mogą pojawić się nawracające koszmary, choroby umysłowe, splątanie lub wiele innych poważniejszych zjawisk, prowadzących nawet do śmierci. 
        - A ty miewasz koszmary? - zapytała zaciekawiona. 
        - Nie w czasie snu... - odpowiedział poważnie. - Nie rozmawiajmy jednak o tym zbyt długo, bo nasza rozmowa w końcu może przykuć czyjąś niechcianą uwagę - dodał z nieznacznym uśmiechem, opierając się o oparcie ławki. - Lepiej rozkoszować się ciepłem promieni słonecznych. Ono zawsze dodaje wigoru i energii... 
        Na jego uwagę odpowiedziała jedynie nieśmiałym uśmiechem i również się oparła. Przez chwilę oboje siedzieli w ciszy, z zamkniętymi oczyma i twarzami zwróconymi ku słońcu. Shai zastanawiała się, dlaczego jest obserwowana i o jakim przeznaczeniu mówił zaklinacz? Dlaczego jakaś istota z innego wymiaru tak bardzo się nią interesuje? Dlaczego chce ją poznać? I kim jest ta istota?
        - Czemu nie spędzasz czasu z Leiftanem? - zapytał nagle Itzal, tym samym wyrywając ją z zamyślenia.
        - Po zebraniu chciał się położyć i zdrzemnąć, bo rano bardzo wcześnie wstali - odpowiedziała cicho. - Mogłam położyć się z nim, ale Miiko poprosiła mnie o spotkanie… Swoją drogą dziękuję, że namówiłeś ją do rozmowy ze mną…
        - Do niczego jej nie namawiałem - odparł z przekonaniem. - Powiedziałem tylko, żeby w końcu zrobiła to, co od tak dawna odkładała.
        - Powiedzmy, że ci wierzę - oznajmiła, śmiejąc się cicho. Po chwili jednak spoważniała, gdyż przypomniała sobie poranne spotkanie jego i lorialeta. - Mogę zadać ci trochę dziwne pytanie? - zapytała, spoglądając na niego poważnie.
        - Oczywiście - odparł bez wahania. - Domyślam się nawet, o co chcesz zapytać…
        - Czyżby?
        - Zapewne chcesz zapytać o nasze poranne spotkanie i co myślę o Leiftanie? - powiedział, spoglądając jej w oczy. - Zgadłem?
        - Mniej więcej - odpowiedziała, spuszczając wzrok na swoje dłonie. - Zauważyłam, że chyba nie przypadliście sobie do gustu… Poza tym miałam wrażenie, że wasze zachowanie emanowało dziwną negatywną energią...
        - Ech… - mruknął jakby trochę zrezygnowany. - Nie zawsze każdy z każdym musi się polubić… Jednak nie wydaje mi się, żeby między nami była jakaś negatywna ene...
        - Coś było nie tak - przerwała mu dość gwałtownie. - Obaj byliście spięci i bardzo niechętni w stosunku do siebie.
        - Nie, nie wydaje mi się, abyśmy byli niechętni - zaprzeczył, aczkolwiek bez większego przekonania. 
        - No bez żartów Itzalu… - powiedziała lekko zirytowana. - Co się stało dzisiaj rano? Tylko szczerze…
        Zaklinacz spojrzał na nią, a potem przed siebie. Zastanawiał się, co powiedzieć dziewczynie tak, żeby jej niepotrzebnie nie denerwować. Słusznie zauważyła, że jego poranne spotkanie z lorialetem dalekie było od pozytywnych reakcji i emocji. Przebywanie w pobliżu chłopaka wywołało u niego dziwny niepokój i podenerwowanie. Jakby tego było mało, w chwili kontaktu z nim przy podaniu ręki, poczuł niesamowitą blokadę, jakby coś nie pozwalało mu poznać danej osoby. Wraz z tą dziwną blokadą wyczuł ogromne uderzenie negatywnej energii. Pierwszy raz od bardzo dawna poczuł w kimś tak wielką kumulację rozgoryczonych emocji. W jego duszy wyczuł niesamowicie silne pokłady złości, nienawiści oraz innych pejoratywnych emocji. Wyczuł też zazdrość i jakiś dziwny fałsz, jakby chłopak coś ukrywał. Niby mógł jej o tym wszystkim teraz powiedzieć, ale jakiś wewnętrzny głos mówił mu, że nie powinien ingerować w sprawy związane z tą dwójką. Jego niezawodne przeczucie mówiło mu, że powinien zachować swoje odkrycia i odczucia dla siebie i na razie tylko obserwować. To samo przeczucie wyraźnie mu też mówiło, że Shai jest z tym chłopakiem bezpieczna i nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo z jego strony. To, co zaczęło go od wtedy zastanawiać, to wrażenie, że tych dwoje stanowi klucz do czegoś większego, czegoś, czego chwilowo nie potrafił zrozumieć. 
        - Powiesz mi, co się stało? - ponagliła go.
        - Nic wielkiego - odparł jakby od niechcenia. Postanowił improwizować i trochę rozluźnić atmosferę, bo dziewczyna wydała mu się za bardzo spięta i obawiał się, że będzie drążyć temat, a tego nie chciał. - Po prostu twój chłopak chyba trochę był zazdrosny. Wiesz, obcy facet wita jego dziewczynę, która była w kusicielskim stroju… - w tym momencie na policzkach Shairisse pojawiły się delikatne rumieńce zawstydzenia. Itzal kontynuował, udając, że tego nie zauważył, wiedział jednak, że jego zamiar się powiódł. - W dodatku nie zna mnie, a dowiedział się, że ostatnio sporo czasu spędzaliśmy razem, więc chyba dlatego nie przypadłem mu do gustu. Ja nieświadomie wyczułem jego niechęć i niechcący zareagowałem w podobny sposób…
        Shairisse dłuższą chwilę przyglądała mu się badawczo. W jej oczach wyraźnie malowało się niedowierzanie. Znała zaklinacza już na tyle dobrze, że stwierdzenia “nieświadomie” i “niechcący” absolutnie nie pasowały jej do niego. Jedyne, co jej pasowało do sytuacji z poranka, to kwestia kusego stroju, gdyż Leiftan rzeczywiście stwierdził przecież, że nie chce, aby ktoś jeszcze ją oglądał w tamtej chwili. Miała wrażenie, że zaklinacz nie mówi jej wszystkiego, a jednocześnie coś jej mówiło, że lepiej nie drążyć tego tematu. Dlatego ostatecznie postanowiła przemilczeć swoje przemyślenia i udać, że takie wytłumaczenie jej wystarcza. 
        - Niech ci będzie - powiedziała zniechęcona. W tym samym momencie dało się słyszeć szelest kroków i już po chwili zza zakrętu wyłonił się Valkyon.
        - Oj przepraszam - odezwał się, gdy tylko ich zobaczył. - Nie wiedziałem, że ktoś już tu jest - dodał z przepraszającym uśmiechem i zaczął się wycofywać.
        - Valkyon! - krzyknęła uradowana jego widokiem i od razu podniosła się z ławki. - Wróciłeś nareszcie!
        Z wielkim uśmiechem na twarzy ruszyła w stronę wojownika i bez zastanowienia rzuciła mu się w objęcia. W momencie, gdy go uściskała, białowłosy jęknął cicho z bólu, ale prawie natychmiast objął ją ramionami, a na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech. Tej scenie z zainteresowaniem przyglądał się zaklinacz. Na pierwszy rzut oka wydawało mu się, że jest to radosny obrazek, ale niemal od razu jego uwagę przykuł wyraz oczu wojownika. Malowało się w nich cierpienie, po równo zmieszane z radością i smutkiem.
        - Witaj Shairisse - przywitał ją ciepło Valkyon, a, mimo iż starał się brzmieć radośnie, w jego głosie dało się wyczuć smutną i nostalgiczną nutę. - Nawet nie wiesz, jak miło widzieć cię całą, zdrową i poza przychodnią…
        - Czemu nie przyszedłeś się ze mną pożegnać w dniu wyjazdu? - zapytała, udając naburmuszenie i odsuwając się od niego na odległość ramion.
        - Musiałem maleńka wyjechać w trybie natychmiastowym - odparł. - Nagła misja, o której niestety na razie nie mogę opowiedzieć. Słyszałem za to, że u ciebie troszkę się działo… - powiedział, zerkając na zaklinacza, który notabene cały czas im się bacznie przyglądał.
        - Ach wybaczcie - powiedziała zakłopotana. - Gdzie moje maniery. Valkyonie to jest zaklinacz Itzal, Itzalu to jest właśnie szef mojej straży i mój najlepszy przyjaciel, Valkyon.
        - Bardzo miło mi cię poznać Valkyonie - odezwał się zaklinacz, wstając z ławki. Kiedy podszedł do wojownika, wyciągnął ręką na powitanie i uśmiechnął się do niego przyjaźnie. Zachowanie Itzala i wojownika było całkowicie różne od tego, w jaki sposób przywitali się rano lorialet i zaklinacz. Fakt ten oczywiście nie umknął uwadze obserwującej ich dziewczynie.
        - Mi również miło - odparł białowłosy, ściskając jego dłoń. - Nie chciałem wam przeszkadzać, chciałem tylko gdzieś na chwilę przysiąść, aby wygrzać się na słońcu.
        - Nie przeszkadzasz nam, a jeżeli nie znudzi cię nasze towarzystwo, to usiądź z nami - odparł zaklinacz.
        - Siadaj z nami Valkyonie - poprosiła go z entuzjazmem Shai, gdy pytająco na nią spojrzał.
        Wszyscy usiedli na ławce i zaczęli rozmawiać trochę o tym, jak przebiegały negocjacje, trochę o współpracy zaklinacza i Shairisse, a na koniec zeszli na tematy błahe i wydawałoby się nic nieznaczące. Wszystko jednak miało spore znaczenie dla Itzala, gdyż dzięki tym rozmowom poznawał relacje, jakie łączyły wojownika i jego podwładną. Widać było, że mężczyzna jest Shairisse bardzo bliski i czuje się ona w jego towarzystwie bardzo swobodnie. Zwrócił też uwagę na to, że ten, bądź co bądź dobrze zbudowany mężczyzna, jest wobec dziewczyny niesamowicie delikatny. Każdy jego gest wobec niej był pełen czułości, troski i szacunku. W jego oczach można było wyczytać, że Shairisse jest dla niego niczym skarb, najcenniejsza istota w jego świecie. Ona natomiast zdawała się nie zauważać tego uwielbienia. Przyglądając im się, miał wrażenie, jakby tych dwoje nadawało na tych samych falach i rozumiało się w jakiś szczególny sposób.
        W pewnym momencie pod wiśnię przyszedł Leiftan. Atmosfera niemal od razu stała się dziwnie gęsta i dało się wyczuć, że nie wszyscy są przychylnie do siebie nastawieni.
        - Witam - przywitał się lorialet, podchodząc do nich bliżej.
        - O! Już wstałeś? - odezwała się radośnie Shai, jednocześnie wstając z ławki i podchodząc do chłopaka.
        - Tak. Szukałem cię, żebyśmy razem zjedli obiad. Karenn podpowiedziała mi, że możesz być tutaj - powiedział ciepło i ucałował ją delikatnie w kącik ust. - Chyba że już jadłaś?
        - Nie, jeszcze nie - odparła, uśmiechając się czule.
        - To, czy dasz się zaprosić na posiłek? - zapytał, szarmancko kłaniając się przy tym. Ona odwróciła się i spojrzała na dotychczasowych towarzyszy pytająco. 
        - Nie patrz na nas - powiedział Valkyon. - Idź śmiało.
        - Na nas się nie oglądaj - dodał równocześnie z nim Itzal. - Pamiętaj tylko, że jutro koło południa mamy naszą sesję i spotykamy się przy bramie.
        - Dobrze, będę pamiętać - zaśmiała się radośnie i odwróciła z powrotem do Leiftana. - Chodźmy na obiad. 
        - Panie przodem - odparł blondyn, gestem wskazując, aby poszła pierwsza.
        - Do zobaczenia - powiedziała na odchodne równo z Leiftanem, zanim oboje zniknęli za zakrętem.
        Zaklinacz cały czas bacznie obserwował zaistniałą sytuację, gdyż od razu zauważył, że obaj panowie nie pałają sympatią do siebie nawzajem. Przyglądał się teraz wojownikowi, który po odejściu Shairisse westchnął ciężko i pochylił się do przodu, wspierając się łokciami o kolana. Od razu zwrócił uwagę, że szefa Obsydianu wyraźnie coś boli oraz smuci go widok dziewczyny z innym. Zaczął zastanawiać się, co się stało i dlaczego wojownik nie wyznał jej swoich prawdziwych uczuć?
        - Valkyonie - powiedział cicho, chcąc zwrócić uwagę mężczyzny. 
        - Hmm - mruknął białowłosy, nie patrząc jednak na niego.
        - Coś ci dolega? - zapytał zatroskanym głosem, widząc grymas bólu na twarzy chłopaka.
        - To nic takiego - odparł wojownik. - Miałem małe starcie na wyjeździe z naszym wrogiem. Przejdzie mi za kilka dni…
        - Aha, ok - odetchnął z ulgą. - Mogę zapytać cię o coś jeszcze? - dodał po chwili.
        - Słucham?
        - Ona nie jest ci obojętna, prawda? - zapytał prosto z mostu zaklinacz. - Dlaczego jej nie powiesz, co czujesz?
        - Mówisz o Shairisse? Aż tak to widać? - zapytał smutno białowłosy. - O ironio, wszyscy wokół to zauważają tylko nie ona…
        - Kobietom trzeba wprost powiedzieć o swoich uczuciach, bo one nie lubią się domyślać takich rzeczy - powiedział Itzal z lekką zadumą w głosie.
        - To jest bardziej skomplikowane, niż by się mogło wydawać… - odpowiedział mu zrezygnowanym głosem Valkyon, opierając się o oparcie ławki. - Chciałem jej powiedzieć ostatnio, ale wyskoczyła mi ta nagła misja i nie zdążyłem. A teraz… sam widzisz...
        - A teraz, co niby widzę? - dopytywał Itzal, nie rozumiejąc rezygnacji wojownika. 
        - Nie chcę burzyć jej szczęścia, bo dla mnie jest ono najważniejsze - odparł po chwili zamyślony Valkyon. - Wybrała Leiftana, a to chyba znaczy, że i tak nie miałem szans. Teraz przynajmniej mam jej przyjaźń, zaufanie i mogę widzieć jej radosny uśmiech. Niestety obawiam się, że jeśli bym jej powiedział o swoich uczuciach, to tylko bym namieszał jej w głowie i mógłbym ją całkiem stracić, a tego naprawdę bym nie chciał.
        - I dlatego sam skazujesz się na cierpienie i niewiedzę? - dopytywał zaklinacz, spoglądając na niego zdziwiony.
        - Byłeś kiedyś zakochany? - zapytał po krótkim namyśle wojownik. - Tak prawdziwie i bezgranicznie?
        - Byłem… Dawno temu... - mruknął Itzal, wyraźnie dając do zrozumienia, że nie jest to dla niego przyjemny temat, a historia nie kończy się happy endem. 
        - To chyba potrafisz mnie zrozumieć - odparł smutno Valkyon, patrząc mu prosto w oczy. - Shairisse jest dla mnie wszystkim i jej szczęście jest najważniejsze. Będę przy niej zawsze, będę jej bronił, pomagał i służył ramieniem w potrzebie, byleby tylko ona była szczęśliwa i bezpieczna. Oddam za nią nawet własne życie… Tak jej kiedyś obiecałem i zamierzam dotrzymać obietnicy… a z całą resztą jakoś sobie poradzę.
        - Powiedzmy, że rozumiem - odparł, czując, że dalsza dyskusja i tak nie przekona szefa Obsydianu do zmiany nastawienia. - Pozwolisz, że teraz powrócę do medytowania? - zapytał, wstając i przenosząc się na trawę pod wiśnią.
        - Tak, oczywiście - powiedział wojownik. - I tak za chwilę muszę iść do Ewelein po maść…
        Zaklinacz usiadł po turecku, zamknął oczy i wyszeptał coś pod nosem, po czym jego tatuaże rozbłysnęły dość intensywnym blaskiem. Valkyon przez moment przyglądał mu się zafascynowany, równocześnie zastanawiając się, dlaczego mężczyzna tak go dopytywał o uczucia względem Shai? Czy wiedział coś, o czym nie chciał mu powiedzieć? Czy naprawdę powinien powiedzieć Shairisse o swoich uczuciach do niej? Po chwili stwierdził, że dolegliwości po stoczonej w Balenvii walce z zamaskowanym, są zbyt dokuczliwe i wstał, aby udać się do przychodni po maść przeciwbólową. Gdy zbliżał się do wyjścia z tej części ogrodu, odwrócił się, aby pożegnać medytującego zaklinacza.
        - Miłego dnia Itzalu - powiedział cicho, aby mu nie przeszkodzić, a jednocześnie nie wyjść na gbura, który odchodzi bez słowa. Wtedy zobaczył, jak znaki na ciele Itzala w jednej chwili zaczęły lśnić jeszcze intensywniej, zdając się przy tym iskrzyć i emanować dziwną energią. Zaklinacz zaczął delikatnie lewitować nad trawą, na wysokości zaledwie kilku centymetrów, czym zrobił na nim niesamowite wrażenie. Kilka sekund później Itzal otworzył oczy, które wyglądały, jak pozbawione źrenic i tęczówek, a przy tym zaczął mówić głosem, który wydawał się nie należeć do niego:
        - “Pamiętaj ognisty wojowniku, co tajemnic masz bez liku,
  Nie zamykaj przed nią serca, bowiem los to jest szyderca.
  Dzisiaj nóż ci wbije w plecy, aby później tak dla hecy,
  Dać ci marzeń twych spełnienie, nie bacząc na przeznaczenie.’’
        Po tych słowach zaklinacz zamknął oczy i ponownie osiadł na trawie, a jego znaki przestały iskrzyć, tylko zwyczajnie delikatnie lśniły. Valkyon stał dłuższą chwilę, wpatrzony w niego szeroko otwartymi ze zdumienia oczami i nie rozumiejąc ni w ząb, co się właśnie wydarzyło.
        - Itzalu? - zwrócił się do niego niepewnie.
        - Tak? - odezwał się zaklinacz, brzmiąc już całkiem normalnie.
        - Czy możesz mi wyjaśnić, co to było przed chwilą? - zapytał zdezorientowany.
        - Niestety nie mogę. Sam musisz to zrozumieć… ognisty wojowniku.
        - Czy ty wiesz, kim jestem? - zapytał zdziwiony i dało się wyczuć w jego głosie obawę. - Skąd wiesz kim… 
        - Nie obawiaj się, nikomu nie powiem - zaklinacz przerwał mu w pół zdania. - Ta tajemnica jest u mnie bezpieczna - stwierdził uspokajająco. - A teraz już idź, odpocznij i nabieraj sił, bo niedługo będziesz musiał być w formie. Do zobaczenia później.
        Nie pytając już o nic więcej i mając w głowie burzę przeróżnych myśli i domysłów, Valkyon ruszył w stronę przychodni.
        ***
        - Shairisse, może przejdziemy się na plażę? - zaproponował Leiftan, po wspólnie zjedzonym obiedzie, który dziwnym zrządzeniem losu udało im się zjeść tylko we dwoje.
        - Bardzo chętnie - odparła figlarnie, wstając od stolika i jednocześnie kusicielsko ocierając się o jego tors. - Zwykły spacer, czy masz coś zaplanowanego?
        - Chciałbym pokazać ci pewne miejsce, które niedawno odkryłem - powiedział, idąc tuż za nią, żeby odłożyć tacę. - Jest piękne, ciche, spokojne i z tego, co wiem… - w tym momencie pochylił się, aby wyszeptać tuż przy jej uchu - nikt tam nie przychodzi…
        - Czy pan coś sugeruje, drogi panie? - zapytała psotnie, omijając go i idąc tyłem, wolnym krokiem skierowała się w stronę wyjścia.
        - Sugeruję wspólne spędzenie czasu i odpoczynek w zacisznym miejscu, łobuziaro - zaśmiał się, podążając za nią. - Jutro niestety muszę wyruszyć z misją do burmistrza Anat’arau, żeby dostarczyć mu pewien dokument do podpisu i wytłumaczyć kilka nowych klauzul. Dlatego chciałbym się tobą dzisiaj nacieszyć.
        - Kiedy planujesz powrót? - zapytała, poważniejąc i odwróciła się, aby iść przodem i na równi z lorialetem.
        - Jeśli nic się nie wydarzy niespodziewanego, to za jakieś dwa, trzy dni - odparł, a widząc jej zmartwioną minę, dodał z uśmiechem: - Chętnie zabrałbym cię ze sobą, ale słyszałem, że masz jutro ostatnią sesję z zaklinaczem.
        - Tak. Chcę to mieć już jak najszybciej za sobą, żeby żadne obce duchy nie były w stanie mnie opętać.
        - To bardzo rozsądne podejście do sprawy - powiedział i czule pogładził ją po ramieniu. - Nawet się nie obejrzysz, a będziesz silna i odporna, a ja będę z powrotem przy tobie.
        - Wiem, ale mimo to będę tęsknić - odparła czule. - Nie ma mnie kto do snu utulić, chlip, chlip… - dodała psotnie, udając, że płacze.
        - Ja widzę, że pani mi się tutaj trochę rozbestwiła - odpowiedział rozbawiony jej zachowaniem. - Chyba muszę ci klapsa dać, żeby cię uspokoić - zaśmiał się cicho.
        - Phi - odparła figlarnie. - Musiałbyś bardzo uważać, żeby tym klapsem nie wywołać jakiejś lawiny złych zachowań.
        - Na Wyrocznie, Shai! - powiedział głośniejszym szeptem. - Jak ty kusisz! Chcesz chyba, żebym przez ciebie oszalał - dodał, pochylając się do jej ucha.
        - A to jeszcze się nie stało? - zapytała zdziwiona, ale z cwanym uśmieszkiem, który świadczył, że droczy się z nim. - Myślałam, że mam już ten etap za sobą i już oszalałeś na moim punkcie… a tu takie rozczarowanie - powiedziała, robiąc przy tym teatralny gest sugerujący, że za chwilę zemdleje.
        - Nawet o tym nie myśl - odparł niewzruszony jej udawaną słabością i rozczarowaniem lorialet, ale w jego oczach widać było iskierki rozbawienia. - Zostawię cię na pastwę tej zakurzonej ścieżki, zobaczysz. 
        - No wiesz co?! - powiedziała niby obrażona, ledwo jednak powstrzymując się od śmiechu. 
        - No właśnie nie wiem - zaśmiał się Leiftan. - Może mi to wytłumaczysz?
        - Nie! Musisz się sam domyśleć - odparła rozbawiona i przyspieszyła kroku. 
        Przekomarzając się i drocząc ze sobą, oboje nawet nie spostrzegli, że doszli już do Głównej Bramy. Kiedy tylko ją minęli lorialet chwycił ją niespodziewanie i przerzucił sobie przez ramię niczym worek ziemniaków.
        - Ja ci zaraz pokaże, łobuziaro jedna - powiedział, siląc się na powagę i nie zwracając uwagi na piski i protesty dziewczyny. - Nauczę cię moresu, moja droga!
        - Ach, ratunku! - krzyczała, ale niezbyt głośno i śmiejąc się przy tym do rozpuku. - Zostałam porwana i chcą mnie bić!
        Gdy dochodzili do zejścia na plażę, lorialet przystanął i zapytał ją ze śmiechem, czy będzie już grzeczna. Z początku  śmiejąc się, odmawiała, ale w końcu obiecała, że będzie już spokojna. Dopiero wówczas zdecydował się odstawić ją na ziemię i oboje zeszli w dół klifu, skalnymi schodami na plażę. Zaraz po zejściu zdjęli obuwie i zatrzymali się przy samej linii wody tak, że fale delikatnie obmywały im stopy. Dłuższą chwilę oboje w ciszy wpatrywali się w horyzont, zachwyceni widokiem lazurowego morza łagodnie marszczonego nielicznymi falami. Później Leiftan wskazał dłonią, aby udali się w lewą stronę i powoli ruszyli brzegiem morza w tamtym kierunku. Kiedy Shairisse niepewnie złapała go pod rękę, uśmiechnął się i objął ją za ramiona, jednocześnie przytulając i całując w czubek głowy. Trochę zaskoczył ją tym czułym gestem, gdyż wiedziała, że blondyn nie lubi okazywania uczuć w miejscach ogólnodostępnych. Zapytała więc nieśmiało, jaka jest przyczyna jego powściągliwości w obrębie murów Kwatery. W odpowiedzi usłyszała tylko enigmatyczne stwierdzenie, że nie chce on pewnych osób drażnić swoim szczęściem. Po chwili dodał jeszcze, że drugą przyczyną jest to, że bezpośredni kontakt z nią sprawia, że nie potrafi zapanować nad sobą i swoimi dłońmi. Gdy to mówił, na jego twarzy zagościł cwany uśmiech, a jego dłoń powoli zsuwała się wzdłuż jej pleców. Shairisse zaśmiała się i powstrzymała jego dłoń, chwytając ją w swoją, a następnie skwitowała jego zagranie jednym słowem - wariat.
        Kiedy dochodzili do końca plaży i wydawało się, że dalej już są tylko skalne klify, chłopak pokazał jej niewielką szczelinę w ścianie i oznajmił, że za nią jest ów urokliwy zakątek. Przejście było bardzo wąskie i tylko naprawdę szczupła osoba mogła przez nie swobodnie przejść. Z niewielką pomocą Leiftana udało jej się w miarę szybko pokonać tę część drogi i po drugiej stronie jej oczom ukazał się widok, do złudzenia kojarzący się z rajskim zakątkiem. Czysta, lazurowa woda półkoliście wgryzła się w plażę z niemal białym piaskiem, tworząc małą zatoczkę. Całą tę część plaży otaczały wysokie skalne ściany, u których podnóża rosły rośliny bardzo podobne do ziemskich palm, ale jednak różniące się od nich intensywnością zieleni i wielkością liści. Po bokach plaża usiana była olbrzymimi głazami o bardzo zaokrąglonych kształtach, a kilka z nich częściowo zanurzało się w wodzie, przypominając ogromne kamienne leżaki. Shairisse chwilowo oniemiała z zachwytu, gdyż widok ten po prostu zapierał dech w piersi.
        - O Wyrocznio! - zawołała, gdy udało jej się w końcu dojść do siebie. - Przecież tu jest jak w raju!
        - Wiedziałem, że ci się spodoba - powiedział lorialet, uśmiechając się do niej czule. - Chodź, usiądziemy na tych głazach przypominających leżanki.
        - Aż dziwne, że prawie nikt tu nie przychodzi - stwierdziła zdziwiona, idąc za chłopakiem w stronę ogromnych kamieni.
        - Nie wszyscy lubią przeciskać się takimi przejściami - zaśmiał się, wymownie spoglądając w stronę szczeliny.
        - To fakt, że bardzo wąsko tam jest - przytaknęła.
        Przy kamieniach Leiftan zdjął płaszcz i położył na największym z nich, aby można było na nim swobodnie usiąść. Następnie pomógł jej wspiąć się na niego, gdzie usiadła podciągając kolana do klatki piersiowej. On natomiast usiadł za nią, układając nogi po bokach jej bioder i obejmując ją, aby swobodnie mogła oprzeć się plecami o jego tors. Sam wsparł się łagodnie policzkiem o czubek jej głowy, a dłońmi delikatnie i powoli gładził ją po ramionach. Przez pewien czas nic nie mówili, tylko rozkoszowali się spokojem i łagodnym szumem fal. 
        - Mogłabym tak spędzić resztę życia - odezwała się po pewnym czasie rozmarzonym głosem, kładąc swoje ręce na jego kolanach i prostując nogi, by zanurzyć stopy w wodzie. - Tu jest tak spokojnie i przyjemnie…
        - Lubisz morze i plaże? - zapytał, całując czule jej włosy.
        - Lubię, ale trochę brakuje mi gór - odparła lekko zamyślona. - Na Ziemi często jeździliśmy do domku w górach. Tam zawsze ładowałam energię na później…
        - Jeździliście? - lorialet niespodziewanie trochę bardziej się zaciekawił. W jego głosie wyraźnie dało się usłyszeć, że jest trochę zazdrosny, mimo iż starał się tego po sobie nie pokazać. - Z kim jeździłaś w góry?
        - Czy mi się wydaje, czy usłyszałam w tym pytaniu nutkę zazdrości? - spytała rozbawiona, podnosząc lekko głowę ku górze i marszcząc brwi.
        - Nie jestem zazdrosny - zaprzeczył trochę nieudolnie. - Pytam z ciekawości…
        - Tak sobie to tłumacz, mój drogi - zaśmiała się rozbawiona jego reakcją i wtulając się mocniej w jego ramiona i tors. - Wiem, co słyszałam…
        - No dobra, masz mnie - zaśmiał się, widząc jej reakcję. - Lubię myśleć, że jestem dla ciebie tym jednym jedynym… - dodał, już trochę poważniej.
        - Bo jesteś… - odparła cicho, na co on bardzo czule pocałował ją najpierw w obojczyk, a potem w zagłębienie szyi.
        - To z kim jeździłaś w te góry? - zapytał już całkiem spokojnie.
        - Z rodzicami… - odparła trochę smutno i z zadumą, przypominając sobie wspólne chwile z nimi w drewnianym domku, wysoko w górach. - Brakuje mi tych wyjazdów… 
        - Przepraszam… - odezwał się zakłopotany lorialet. - Nie chciałem przywoływać bolesnych wspomnień…
        - Nie przepraszaj… - powiedziała z nikłym uśmiechem. - Dzięki naszym sesjom z zaklinaczem to już nie jest bolesne wspomnienie. Powiedziałabym, że raczej nostalgiczne, ale nie bolesne.
        - A właśnie, jak wasza współpraca z Itzalem? - zapytał, z ulgą zmieniając temat.
        Shairisse zaczęła opowiadać, jak mniej więcej wyglądają jej sesje z zaklinaczem i w jaki sposób pomógł jej zrozumieć wiele istotnych rzeczy. Przy okazji opowiedziała mu trochę o Itzalu, chcąc, by lepiej zrozumiał, jaki jest zaklinacz i na czym polega jego zadanie. Leiftan słuchał jej uważnie, ciesząc się, że jest zadowolona z efektów, jakie udało im się uzyskać. Sam jednak odczuwał w środku obawę, że ktoś z takimi zdolnościami, jakie miał zaklinacz może go zdekonspirować. Już rano poczuł, że ich kontakt przy powitaniu stanowił dla niego zagrożenie. Wyczuł w swojej aurze i energii dziwne zawirowanie, które go zaniepokoiło. Dlatego też postanowił dla własnego dobra unikać kontaktu i ogólnie spotkań z Itzalem. Cieszył się, że następnego dnia Shai ma ostatnią sesję, gdyż liczył, że po tym zaklinacz opuści Kwaterę. 
        W pewnym momencie poczuł, jak ukochana delikatnie drży i domyślił się, że to z zimna, bo sam również zaczął odczuwać chłód. Rozmawiając, nawet nie zauważyli, że słońce zaczęło chylić się ku zachodowi. Oboje doszli do wniosku, że najwyższa pora zbierać się z powrotem, gdyż jeszcze trzeba było spory kawałek przejść do Kwatery. Wychodząc z plaży, obiecali sobie, że wrócą tu niedługo, aby odpoczywać i może nawet się wykąpać.
        Wracając do Kwatery, rozmawiali o urokach mieszkania blisko morza i o tym, jak bardzo różni się wypoczynek nad morzem i w górach. W połowie drogi przybiegł do nich rozradowany Athira i wesoło popiskując, obskakiwał ich z każdej strony. Oboje śmiali się, że Amaya powinna nauczyć się manier od różanego liska.
        - Muszę jeszcze znaleźć Miiko - odezwał się chłopak, kiedy weszli do Sali Drzwi.
        - A przyjdziesz utulić mnie do snu? - zapytała zalotnie szeptem, patrząc mu w oczy.
        - A chcesz, abym cię utulił łobuziaro? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
        - Tak i weź piżamę ze sobą - powiedziała z łobuzerskim uśmiechem.
        - Oj ty kusicielko - zaśmiał się i ucałował ją czule w usta. - Niedługo będę… z piżamą.
        - Ok. To ja idę jeszcze po sałatkę na kolację. Wziąć ci coś?
        - Tak. Weź mi też sałatkę - powiedział i ruszył w stronę Kryształowej Sali.
        Shairisse od razu skierowała kroki w stronę stołówki. Szybko zabrała dwie sałatki z kuchni, ciesząc się, że nie natrafiła na Karuto i nie musiała wysłuchiwać zrzędzenia tego satyra. Kiedy wychodziła ze spiżarni, usłyszała swoje imię i jakieś rozmowy dochodzące z Kuźni. Zaciekawiona podeszła posłuchać, kto o niej rozmawia i co mówi na jej temat. Po głosach od razu rozpoznała, że to szefowie straży zebrali się w miejscu pracy Valkyona i dyskutują… o niej? Cicho stanęła obok wejścia tak, aby jej nie zauważyli, ale żeby ona ich mogła słyszeć.
        - Naprawdę nie zamierzasz jej powiedzieć? - zapytał Nevra.
        - Nie… - odparł zrezygnowanym tonem Valkyon.
        - Czy ty się słyszysz? - prychnął wampir wyraźnie zirytowany. - Uważam, że powinieneś powiedzieć Shairisse…
        - Myślę, że Nevra ma rację Valk - wtrącił się nagle Ezarel. - Moim zdaniem powinieneś jej powiedzieć… 
        - Ale po co? - oponował wojownik. - Nie chcę, żeby… 
        W tym momencie Shairisse usłyszała otwierające się drzwi przychodni i odgłosy rozmowy Ewelein i Laerina. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, biegiem ruszyła w stronę swojego pokoju. Nie chciała, żeby ją zobaczyli i zrozumieli, że podsłuchiwała rozmowy pod Kuźnią.
​​​​​​​          W pokoju odetchnęła z ulgą, że nikt jej nie zauważył, ale jednocześnie nie bardzo wiedziała, jak powinna się w tej sytuacji zachować. Stanęła przy otwartym oknie i wpatrując się w dal, zastanawiała się, czego nie chciał jej powiedzieć Valkyon? O czym, zdaniem Nevry i Ezarela powinien jej powiedzieć? I dlaczego tak usilnie wzbraniał się przed tym? 




Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA, o ile nie zaznaczono inaczej.