FANDOM


Witam serdecznie :)

Pozdrawiam zaglądających i wklejam kolejną część.

Pozdrowienia dla Mevala <3



Pierwsze odkrycia


        Tysiąc różnych myśli i cała gama emocji opanowały jego umysł, gdy wtulona w jego ramiona, tak żarliwie go całowała. Jej słodki zapach, rozkoszna pieszczota jej języka i zmysłowy dotyk jej ust, złączonych z jego w pocałunku, sprawiały, że coraz intensywniej odczuwał pragnienie i pożądanie. Te same, które nieomal zawsze pojawiały się na jej widok i towarzyszyły mu w jej obecności. Nauczył się nad nimi panować, ale teraz z każdą chwilą stawało się to coraz trudniejsze. Nie to, że lubił się kontrolować, ale obawiał się, żeby nie dobrnąć do pewnej granicy, po której przekroczeniu prawie niemożliwe jest zapanowanie nad własnym pożądaniem. 

        Przyjemne dreszcze przechodziły mu wzdłuż kręgosłupa, gdy jej dłonie powoli przesuwały się po jego szyi do karku, gdzie niezwykle zmysłowo zaczęła pieścić palcami wrażliwe miejsce tuż nad linią jego włosów. Jej pocałunek był niespieszny, aczkolwiek przy tym niebywale zmysłowy i pełen namiętności. Palcami lewej dłoni delikatnie pieścił jej szyję, a prawą dłonią powoli wędrował wzdłuż jej pleców w dół, aż dotarł w okolice krzyża, gdzie na chwilę się zatrzymał. Nie był do końca pewien, czy może posunąć się dalej, więc przesunął rękę w bok, aby zejść wzdłuż jej biodra na udo, gdzie kończyła się linia materiału jej koszulki. Gdy jego dłoń musnęła jej nagą skórę, poczuł, jak wstrzymała oddech i łagodnie westchnęła, ale tym razem nie poprosiła, aby się wycofał. Zachęcony wsunął dłoń pod materiał i zmysłowo przesunął ręką po jej nagiej skórze w górę. Poczuł, jak jej oddech delikatnie przyspieszył, a ona przylgnęła do niego jeszcze bardziej. Odebrał to, jako przyzwolenie na dalszą wędrówkę jego dłoni i odkrywanie dotykiem nowych miejsc na jej ciele. Kiedy więc zaczął coraz śmielej pieścić jej ciało, ona coraz zachłanniej całowała jego usta.

        Aksamitność jej skóry działała na niego niczym afrodyzjak, a jej bliskość, ciepło i zniewalający zapach, dodatkowo pobudzały jego zmysły. Ich ciała rozdzielał tylko cienki materiał koszulki, w związku z czym wyraźnie wyczuwał jej kobiece walory. Wraz ze wzrostem żarliwości jej pocałunków, wzrastała jego gorliwość w poznawaniu jej ciała, a co za tym idzie, jego dłonie coraz śmielej błądziły po jej skórze. Gdy obiema dłońmi pogładził jej pośladki, jęknęła cicho i przesunęła swoje dłonie na jego plecy. Po chwili prowokacyjnie przejechała paznokciami wzdłuż jego kręgosłupa, jednocześnie jeszcze mocniej wtulając się w niego. Z powodu tej pieszczoty przez całe jego ciało przeszedł dreszcz i fala gwałtownego pożądania, na które zareagował odruchowo, zaciskając dłonie na jej pupie. W tym momencie uniosła prawą nogę i oparła ją na jego biodrze. Czując zwiększającą się między nimi namiętność, zamruczał cicho i lewą dłonią powoli przesunął po nagiej skórze jej uda, by po chwili niespiesznie powrócić na dawne miejsce. Gdy jej paznokcie kolejny raz przesunęły się po jego plecach, instynktownie złapał ją mocniej za tyłek i zuchwale podniósł do góry. Zaskoczona jego gwałtowną reakcją, oderwała się od jego ust z głośnym westchnieniem i objęła nogami jego biodra.

        Trzymając ją mocno w ramionach, podszedł do łóżka i delikatnie położył na pościeli. Gdy poczuła oparcie dla swojego ciała, wypuściła go ze swoich objęć, ale prawie natychmiast ponownie splotła ręce na jego karku, gdy chciał się wyprostować. W blasku księżyca jej oczy błyszczały niczym dwie ametystowe gwiazdy, wpatrując się w niego nieomal nieprzytomnie. Ta krótka chwila wystarczyła, aby spośród wszystkich chaotycznych myśli w jego głowie, przebiła się ta odpowiedzialna za zdroworozsądkowe podejście do sytuacji.  

        Dzięki temu do głosu zaczęły dochodzić te bardziej racjonalne myśli, przeplatane również wątpliwościami. Przychodząc do niej, działał pod wpływem impulsu. Gdy wrócił do swojego pokoju, nie mógł przestać o niej myśleć. Na skórze wciąż czuł delikatne mrowienie, wywołane jej pieszczotami, a samo wspomnienie jej pocałunków sprawiało, że odczuwał rozkoszne ciepło na swoich wargach. Jednak wszystkie te zniewalająco przyjemne doznania, wciąż rozpraszał powracający mu przed oczy obraz jej delikatnie rozczarowanej twarzy, gdy odchodziła sama w stronę Kwatery. Naprawdę nie chciał, aby w taki sposób zakończyło się to ich spotkanie. Poszedł więc do niej, bo chciał przeprosić za zachowanie Amayi. Chciał powiedzieć jej to, czego nie zdążył z powodu zachowania tej puchatej zazdrośnicy. Czy jednak przyjście do jej pokoju późnym wieczorem, nie było błędem? Może powinien był poczekać do rana? Może i tak, ale przyszedł i teraz już nie dało się tego zmienić. Mógł się wycofać, kiedy chciała mu oddać jego płaszcz. Nie zrobił tego jednak, gdyż obawiał się, że znowu mogłaby poczuć się rozczarowana. A może nie? Może jednak powinien był wtedy zabrać swój płaszcz i po prostu wyjść? Ale nie zrobił tego. Obiecał sobie przecież, że dzisiaj w końcu jej powie, jak bardzo ważna jest dla niego. Dlatego został. Dlatego też w końcu jej wyznał, że kocha się w niej od samego początku, od pierwszego spotkania w Kryształowej Sali, od pierwszego spojrzenia w jej liliowe oczy. 

        Teraz patrzył w te jej błyszczące oczy i bił się z myślami. Nie spodziewał się, że ona w ten sposób zareaguje na jego wyznanie. Widział ogromne pożądanie, jakie skrywało się w jej spojrzeniu i czuł, że całe jej ciało emanuje pragnieniem bliskości i spełnienia. On też od bardzo dawna tego pragnął - pragnął jej całym sobą, każdą swoją myślą, każdym swoim oddechem i każdym uderzeniem swojego serca. Teraz jednak obawiał się, że jeśli w tej chwili oboje ulegną pokusie i swoim żądzom, to ona kiedyś może pomyśleć, że tylko po to dzisiaj do niej przyszedł. Nie chciał, aby kiedykolwiek pomyślała, że wykorzystał sytuację, a już na pewno nie chciał, aby pomyślała, że wyznanie jej miłości było tylko nieczystym zagraniem z jego strony, w celu złamania jej niewinności. 

        - Shai, słoneczko… - wyszeptał drżącym od emocji głosem, jednocześnie starając się zapanować nad swoim podnieceniem. - Poczekaj…, zatrzymaj się na chwilkę… - dodał, siadając i wpatrując się w nią prawie nieprzytomnym z pożądania wzrokiem.

        Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona, a widząc zakłopotany wyraz jego twarzy, zaczęła powoli rozluźniać uścisk rąk na jego szyi. Poczuła się trochę zdezorientowana, więc wsparła się na łokciach i spoglądała w jego zielone oczy z coraz większą obawą. Wyraźnie czuła między nimi napięcie - pełne namiętności i zmysłowości i nie mogła zrozumieć, dlaczego nagle zaczął ją powstrzymywać. Czyżby zrobiła coś nie tak? Wcześniej przecież sprawiał wrażenie, że pragnie jej tak samo mocno, jak ona teraz jego. W tamtej chwili nie czuła się gotowa, ale teraz… Teraz pragnęła go tak bardzo, że aż ciężko jej było zapanować nad sobą.  

        - Coś nie tak? - zapytała cicho i niepewnie, obawiając się tego, co za chwilę może usłyszeć. - Zrobiłam coś nie tak? 

        - Nie kochanie… - powiedział najczulej, jak tylko potrafił, chociaż w tej chwili nie było mu łatwo panować nad głosem. Jego pragnienia i emocje balansowały na granicy wytrzymałości, gdzie ostatkiem sił był w stanie je kontrolować. - Pragnę cię tak bardzo, że ledwo nad tym w tej chwili panuję…

        - To, czemu… - zaczęła niepewnie, marszcząc brwi.

        - Ponieważ nie chcę, abyś kiedykolwiek później tego żałowała - wszedł jej w słowo. - Nie chcę, abyś pomyślała kiedykolwiek, że przyszedłem do ciebie tylko w jednym celu…

        - Nie pomyślę tak - wyszeptała z ulgą w głosie, a następnie powoli podniosła się do siadu i objęła jego twarz dłońmi. - Nigdy… - dodała, zerkając mu prosto w oczy. Rozszalałe myśli w jej głowie zaczęły się nagle uspokajać. Patrząc na niego, zdała sobie sprawę, że nigdy wcześniej nie pragnęła nikogo tak bardzo, żeby aż stracić nad sobą kontrolę. 

        - Teraz tak mówisz, Shai - odparł cicho, czule odgarniając kosmyki włosów z jej twarzy. - Targają tobą silne emocje, ale kiedy emocje opadną, zaczniesz się zastanawiać i analizować sytuację. Wówczas zaczniesz zadawać sobie pytania, co się stało i dlaczego do tego doszło - mówiąc to, czule gładził jej policzek. - Nie chcę, byś wtedy wyciągnęła jakieś mylne wnioski.

        Od razu zauważył delikatne zakłopotanie na jej twarzy i zrozumiał, że coś zaprząta jej myśli, gdyż zaczęła się rozglądać, unikając jego spojrzenia. Domyślał się, że zapewne w tej chwili nie bardzo rozumie jego postępowanie, ale był pewien, że dobrze zrobił. Patrzył na nią z miłością, a widząc na jej twarzy coraz większe zmieszanie, przyciągnął ją do siebie i pocałował czule i delikatnie.

        - Może masz rację - powiedziała po chwili, ale ton jej głosu zdradzał, że nie do końca jest o tym przekonana. Wyraźnie wyczuwał, że coś ją martwiło.

        - O co chodzi słoneczko? - zapytał, zmuszając ją, by spojrzała mu w oczy.

        - Trochę mi głupio - odpowiedziała, ponownie uciekając wzrokiem gdzieś w bok. - Wyszło na to, że nie potrafię panować nad sobą…

        - Nawet tak nie myśl - przerwał jej szybko, uśmiechając się nieznacznie. - W takich chwilach, mało kto potrafi panować nad sobą.

        - Tobie udało się zachować zimną krew… - powiedziała lekko zawstydzona, wciąż unikając spojrzenia mu w oczy.

        - Shairisse, spójrz na mnie - poprosił z łagodnym uśmiechem. Kiedy w końcu spojrzała w jego oczy, zaczął jej tłumaczyć: - Ja, z racji wykonywanych zadań, mam ogromną wprawę w zachowywaniu zimnej krwi i hamowaniu swoich emocji. Poza tym, jeśli chodzi o ciebie… - tu lekko się zawahał. - Już od tak dawna się kontroluję, żeby…

        - Kontrolujesz się przy mnie? - przerwała mu zaskoczona. - Czemu? 

        - Mówiłem ci, że zakochałem się w tobie, gdy tylko cię zobaczyłem - odparł cicho. - Nigdy jednak nie chciałem wypaść na jakiegoś nawiedzonego, zakochanego wariata, więc musiałem zawsze uważać na to, co mówię i co robię w twojej obecności. Uwierz mi, że przy tak pięknej dziewczynie, jak ty, to naprawdę trudne.

        - Teraz nie musiałeś się kontrolować - zaśmiała się cicho. - A jednak to zrobiłeś. Dlaczego?

        - Dlatego, że bardzo chciałbym być fair wobec ciebie - powiedział poważnie, patrząc jej prosto w oczy. - A przede wszystkim pragnę, aby… to, co ma się między nami wydarzyć, było przemyślane i wynikało z naszych prawdziwych pragnień, a nie było spowodowane chwilowym impulsem.

        - Rozumiem... - odparła cicho. - To będziesz musiał mnie pilnować - powiedziała po chwili figlarnie, starając się w ten sposób ukryć delikatne zakłopotanie. W środku odczuła jednak ulgę, że tylko taki jest powód jego zachowania i nagłego powstrzymania tego, co między nimi mogło się stać. - Ja często działam pod wpływem impulsu.

        - Bardzo chętnie będę to robił - odparł rozbawiony jej stwierdzeniem. - Jak tylko wrócę z negocjacji, to będę cię pilnować, moja droga.

        - Kiedy jedziesz? - zapytała, delikatnie odsuwając się od niego.

        - Jutro rano wyruszam.

        - A kiedy wracasz? - dopytywała smutno.

        - Zapewne za kilka dni - powiedział i łagodnie opuszkami palców pogłaskał ją po policzku. - Martwi cię to?

        - Chciałabym nacieszyć się tobą…

        - Nacieszysz się - przerwał jej, wciąż z wielką czułością dotykając jej twarzy. - Będziemy mieli dużo czasu, gdy wrócę...

        - A nie chciałbyś zostać ze mną? Dzisiaj? - spytała nieśmiało, spoglądając na niego i wtulając policzek w jego dłoń. - Czułabym się bezpieczniejsza...

        - Mogę zostać - odpowiedział, a zaraz potem łobuzersko się uśmiechnął. - Musisz mi jednak obiecać, że będziesz grzeczna.

        - A jeśli… - zaczęła niepewnie.

        - Obiecujesz? - ponownie jej przerwał, uśmiechając się i wpatrując się w nią wyczekująco.

        - Obiecuję - powiedziała po chwili niechętnie.

        - Grzeczna dziewczynka - zaśmiał się, ponownie rozbawiony jej reakcją. Następnie spojrzał wymownie na swój strój. - Mam tylko mały problem…

        - Jaki? - zapytała zdziwiona.

        - Nie mam piżamy.

        - Ale bieliznę masz? - zapytała, a po chwili uśmiechnęła się zawstydzona. Myśli, które zaczęły się plątać po jej głowie, nie należały ani do skromnych, ani do najgrzeczniejszych.

        - Shairisse łobuziaro - uśmiechnął się psotnie. - Miałaś być grzeczna - dodał, pieszczotliwie uderzając palcem wskazującym w czubek jej nosa.

        - Ależ jestem grzeczna - zaśmiała się, robiąc przy tym minę niewiniątka. - Gdybym była niegrzeczna, to powiedziałabym, że… - tu przerwała, wahając się, czy zdradzać mu swoje niesforne myśli. 

        - Że? - podłapał jej zawahanie, domyślając się, że znowu będzie chciała przekomarzać się z nim.

        - Phi, nie powiem ci - udała obruszenie. - Miałam być grzeczna.

        - Czyżby? - Leiftan łagodnie zaczął ją łaskotać, żeby przestała udawać obrażoną. Później oboje przez chwilę żartobliwie droczyli się ze sobą, aż w końcu stwierdzili, że chcąc nie chcąc muszą się w końcu położyć spać.  

        Kiedy Leiftan rozbierał się do bokserek, ona zakryła twarz dłońmi, udając, że nie patrzy na niego. Jednak pokusa była dużo silniejsza i zerkała na lorialeta przez rozsunięte palce. Podziwiała jego napinające się mięśnie, gdy szybko i sprawnie zdejmował garderobę. Blask promieni księżyca dyskretnie oświetlał jego postać, sprawiając, że dla niej wyglądał w tym momencie nieziemsko. Zanim się odwrócił do niej przodem, zaśmiał się cicho.

        - Nie potrafisz się oprzeć słoneczko, prawda? - zapytał figlarnie, kładąc się na miejscu, które mu zrobiła.

        - Nie wiem, o czym mówisz? - udała niewinnie zdziwioną, ale na jej twarzy malował się chytry uśmieszek, który bardzo kontrastował z jej niewinnym tonem głosu.

        - Chodź tu do mnie, kłamczucho mała - powiedział rozbawiony i uniósł ramię, dając jej tym samym znać, żeby się przytuliła. Dziewczyna, mamrocząc i mrucząc cicho pod nosem, przysunęła się i przytuliła do niego. - Spokojnej nocy, przytulanko - powiedział z pogodnym uśmiechem, obejmując ją mocniej.

        - Dobranoc kociaku - odparła, moszcząc się w jego uścisku. - Dziękuję, że tak o mnie dbasz… - dodała już ledwo słyszalnie. Na te słowa ucałował ją w czubek głowy i jeszcze mocniej przytulił, głaszcząc ją po włosach.

        Starając się zasnąć, Shairisse uświadomiła sobie, że im bardziej poznaje lorialeta, tym więcej znajduje w nim cech, które dziewczyny przypisują idealnym chłopakom. Zawsze się z tego śmiała, twierdząc, że nie istnieje coś takiego, jak idealny facet, a teraz... W miłość od pierwszego wejrzenia też nigdy nie wierzyła, a przecież Leiftan wyraźnie stwierdził, że kocha się w niej od pierwszego ich spotkania. Gdyby jej to powiedział na początku znajomości, wyśmiałaby go, twierdząc, że to tylko hormony i pożądanie. On jednak wyznał jej to po roku znajomości i po tym, jak już był świadkiem wszystkich tych głupot, które wyczyniała od swojego pojawienia się w tym świecie. 

        Leżąc wtulona w niego i słuchając bicia jego serca, zaczęła się zastanawiać, że może jednak się myliła? Czuły, delikatny, odpowiedzialny, z poczuciem humoru…, a do tego pełen uroku, czaru i nieziemsko przystojny... Czy to możliwe, że trafiając do magicznego świata, trafiła na idealnego mężczyznę, który w dodatku zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia?    

        ***      

        Poranne promienie słońca łagodnie rozświetlały pokój i delikatnie pieściły skórę dziewczyny, gdy ta spała jeszcze, wtulona w jego silne ramiona. Za oknem rozbrzmiewał beztroski świergot chowańców, w który wplatał się cichy szum liści, poruszanych łagodnymi powiewami wiatru. Wszystkie te odgłosy były niczym radosna pieśń powitalna dla budzącego się dnia. On również się przebudził, a mając ją blisko siebie, poczuł wypełniającą go falę błogości i nieopisanego szczęścia. Jej ciepły oddech aksamitnie muskał jego skórę, a drobne ciało wtulone było w niego, w uścisku pełnym zaufania i oddania. Leżąc z nią i czując jej delikatny zapach, wiedział, że nic więcej nie jest mu potrzebne do szczęścia. Z wielką przyjemnością przeleżałby cały poranek przy jej boku, ale zdawał sobie sprawę, że musi jechać na negocjacje. Ucałował ją delikatnie i powoli zaczął wysuwać się z jej objęć.

        - Nie uciekaj... - wymamrotała cicho w jego ramię, wyrażając swój sprzeciw na jego próbę wyswobodzenia się.

        - Muszę słoneczko - odparł przepraszającym tonem. - Za dwie godziny wyjeżdżam, a muszę się spakować, zjeść i wyszykować tę moją zazdrośnicę, bo pewnie już jest podenerwowana, że nie ma mnie w pokoju.

        - Zabierz mnie ze sobą - powiedziała błagalnym tonem, chociaż dobrze wiedziała, że w obecnej sytuacji, nikt w Kwaterze nie zgodziłby się puścić jej na wyjazd.

        - Wiesz, że z przyjemnością bym cię zabrał, ale nie mogę - odpowiedział smutno.

        - Nawet jeśli schowam się do twojej kieszeni? - psotnie kontynuowała droczenie się z nim.

        - Nawet wtedy ślicznotko - odparł rozbawiony, wstając z łóżka i sięgając swoje ubrania.

        Shairisse wyciągnęła się na brzuchu i oparła twarz na splecionych dłoniach. Tym razem nie starała się udawać, że nie patrzy, jak chłopak się ubiera. Podziwiała jego wyrzeźbione ciało i zgrabnie napinające się poszczególne mięśnie, gdy tym razem zakładał na siebie kolejne części ubrania.

        - Dobrze ci się spało? - zapytała po chwili, figlarnie przewracając się na bok. 

        - Bardzo dobrze - powiedział czule, jednocześnie pochylając się nad nią, żeby dać jej buziaka przed wyjściem. - Ty możesz sobie jeszcze pospać, bo jest dość wcześnie. 

        W tym samym momencie na łóżko wskoczył Athira i przez chwilę przyglądał się poczynaniom obojga. Kiedy tylko Leiftan zaczął się prostować, chowaniec od razu położył się obok swojej pani, radośnie merdając ogonem. Leżąc i cicho popiskując, spoglądał na chłopaka zachęcająco, jakby również domagał się jakiejś pieszczoty. - Pilnuj swojej pani, mały - rzucił na odchodne chłopak, drapiąc chowańca za uchem. - Wracam, za kilka dni, to cię zmienię.

        - Do zobaczenia Leiftanie - powiedziała, przytulając się do swojego pupila. - Wracaj do mnie szybko.

        - Dobrze Shai. Do zobaczenia za kilka dni - odpowiedział ciepło, a wychodząc z pokoju, prawie wpadł na Nevrę.

        ***

        Po wyjeździe Leiftana do Balenvii, Shairisse liczyła na spokojne dni i odpoczynek bez większych ekscesów. Jednak już w pierwszym dniu przekonała się, że nie będzie ani tak spokojnie, ani bezproblemowo, jakby sobie tego życzyła. Przed śniadaniem udała się do przychodni, aby poddać się umówionym badaniom kontrolnym. Ewelein powitała ją radośnie i od razu przeszła do sprawdzania jej stanu zdrowia. Obejrzała ją z każdej możliwej strony, osłuchała bardzo dokładnie, zmierzyła ciśnienie, tętno, sprawdziła odruchy neurologiczne i pobrała krew oraz ślinę i łzy do analizy. 

        - Bardzo dokładnie mnie badasz - zdziwiła się dziewczyna, gdy przyjaciółka pobierała od niej ostatnią próbkę do badań. - Czy coś ze mną jest nie tak?

        - Masz niestabilny poziom maany we krwi - odpowiedziała spokojnie elfka. - Chciałabym ci zrobić całotygodniowy bilans, dlatego proszę cię, abyś od dzisiaj, przez siedem dni trzymała się wyznaczonej diety i zaleceń. Poza tym wydaje się, że wszystko jest w porządku, no, chyba że zgłaszasz jakieś dolegliwości?

        - Nie, żadnych - odpowiedziała, uśmiechając się nieznacznie.

        Kobiety jeszcze przez chwilę rozmawiały o zaleceniach, diecie, odpoczynku oraz o innych różnych mniej lub bardziej błahych sprawach. Przez cały czas rozmowy pielęgniarka uważnie obserwowała Shai, a kiedy ta szykowała się do wyjścia, elfka nagle zmarszczyła brwi i spojrzała na nią podejrzliwie. 

        - Moja droga przyjaciółko - zagadnęła ją w końcu z wymownym uśmiechem. - Czy mi się wydaje, czy uśmiech z twojej twarzy nie schodzi? 

        - Nie wydaje ci się - oznajmiła, uśmiechając się przy tym tajemniczo.

        - Znaczy się, humor ci dopisuje? Mogę wiedzieć, co jest jego przyczyną?  - Ewelein dopytywała zaciekawiona. - Jakiś konkretny powód, czy… tak po prostu? 

        - Nie powiem - odparła figlarnie, wstając z krzesła. - Dowiesz się w swoim czasie - dodała i szybko uciekła z przychodni, aby uniknąć dalszego przesłuchiwania.

         Przy śniadaniu dosiadł się do niej Nevra i oczywiście nie omieszkał pokrętnie dopytywać, co sprawiło, że o tak wczesnej porze Leiftan opuszczał jej pokój. Nie patrząc nawet na niego, jakby od niechcenia odparła, że lorialet był zapytać o jej samopoczucie i chciał się pożegnać przed wyjazdem. Następnie uśmiechając się enigmatycznie, zgrabnie zmieniła temat rozmowy. Szef straży Cienia nie chciał jednak rezygnować z tematu i ponownie spróbował skierować rozmowę na porzucony wątek. Niestety ziemianka wówczas wstała i pochylając się nad nim, wyszeptała mu do ucha: - ”Zgaduj zgadula, kto w Kwaterze hula”. Następnie uśmiechając się psotnie, odeszła odstawić swoją tacę, a wracając, pogwizdywała figlarnie, prowokująco spoglądając na zdziwionego jej zachowaniem wampira.

        Kiedy udała się do biblioteki, zaskoczony jej widokiem Keroshane, bardzo serdecznie ją uściskał. Gdy zwyczajowo zapytała, czym ma się zająć, poinformował ją, że w grafiku nie przewidziano dla niej zadań przez najbliższy tydzień. Przekornie zaproponowała mu swoją pomoc w pracy nad dokumentami, ale wówczas grzecznie, a zarazem stanowczo wyprosił ją z pomieszczenia. Nie mając pracy ani żadnych innych planów, resztę dnia spędziła na spacerowaniu po ogrodach Kwatery, opalaniu się przy fontannie i swobodnych rozmowach z napotkanymi osobami.

         Późnym popołudniem wybrała się na stołówkę, gdzie natychmiast dopadły ją przyjaciółki i niemalże zmusiły, aby z nimi usiadła. W trakcie posiłku zakomunikowały jej tonem nieznoszącym sprzeciwu, że winna jest im wyjaśnienia i zaległy wieczór ploteczek. Dziewczyny starały się prowadzić swobodną konwersację, ale rozmowa jakoś nie bardzo się kleiła. Panująca między nimi atmosfera była wyraźnie napięta i dało się wyczuć, że zarówno Karenn, jak i Alajea pragnęły porozmawiać z nią sam na sam. Gdy tylko zjadła ostatni kęs z talerza, Karenn zabrała wszystkie tace i pospiesznie odniosła je do kuchni, a wracając, chwyciła koleżanki za ręce i pociągnęła w kierunku pokoi mieszkalnych, a dokładnie do pokoju Shai.

        - Otwieraj! - powiedziała władczo przed drzwiami. - Dzisiaj nas nie zbędziesz tak łatwo - dodała, obnażając kły w uśmiechu zadowolenia.

        Dziewczyny weszły do pokoju i od razu rozsiadły się na łóżku. Wampirzyca już po chwili zaczęła się rozglądać z dużym zainteresowaniem po pomieszczeniu i wymownie węszyć nosem. Alajea patrzyła na jej zachowanie zdziwiona, wyraźnie nie rozumiejąc, czemu przyjaciółka obwąchuje pokój ziemianki. 

        - No więc... - zaczęła Karenn. - To z jego powodu nas wczoraj spławiłaś?

        - Z czyjego? - zapytała zdziwiona.

         - Słuchaj moja droga - powiedziała nastolatka. - Wiesz, że mamy z bratem dobry węch?

        - No i? - nadal nie rozumiała, do czego zmierza jej wścibska przyjaciółka.

        - Dzisiaj bardzo wcześnie rano Nev wpadł na Leiftana, gdy ten opuszczał twój pokój - kontynuowała swoją wypowiedź. - Powiedziałaś mojemu bratu, że lorialet był się tylko pożegnać, ale chyba nie do końca jesteś z nami szczera - mówiła, udając trochę urażoną. 

         - Nie do końca szczera? - zapytała. - Nie rozumiem, o co ci chodzi?   

        - Powiedziałaś, że Leiftan był się tylko pożegnać, ale jego zapach na twojej pościeli świadczy, że był tu całą noc...

        - Karenn! - przerwała jej. - To chyba nie wasza sprawa, co robię w nocy?

        - Jak to nie nasza? - zapytała zaskoczona wampirzyca i spojrzała nagląco na syrenę. - Allie, powiedz jej coś!

        - Shairisse, mów nam tu szybko, co jest między tobą i blondynem? - powiedziała Alajea, wpatrując się w nią wyczekująco. - Przecież jesteśmy przyjaciółkami...   

        - Nie wymagamy od ciebie pikantnych szczegółów... - wtrąciła się Karenn. 

        - Stop! Stop! Stop! - nie pozwoliła jej dokończyć. - Nie ma żadnych pikantnych szczegółów, bo nic się między nami nie wydarzyło.

        - Ale był tu przecież całą noc - nie poddawała się nastolatka. - Nie zaprzeczaj, bo zapach mówi sam za siebie.

        - Ech... - westchnęła zrezygnowana. - Tak, był całą noc. Nie rozumiem, czemu nagle tak to wszystkich interesuje? - spytała, spoglądając wyczekująco na Karenn.

        - Ty naprawdę nie wiesz, czy tylko udajesz? - nastolatka zmarszczyła brwi.

        - O czym nie wiem? - dopytywała coraz bardziej zdezorientowana. - Karenn, o co tu chodzi?

        - Powiem, ale musicie mi coś obiecać - oznajmiła konspiracyjnym głosem wampirzyca, spoglądając to na jedną, to na drugą przyjaciółkę.

        - Co takiego? - zapytały zdziwione.

        - Ani słowa mojemu bratu, że się wygadałam, bo mnie zabije - odparła, patrząc na nie poważnie.

        - No dobra - powiedziały trochę niepewnie. - Obiecujmy milczeć.

        - Jakiś czas temu przyłapałam Nevrę na rozmowie z Valkyonem i Ezarelem - zaczęła opowiadać ściszonym głosem, pochylając się w stronę dziewczyn. - I chłopaki rozmawiali o tobie Shai…

        - O mnie? - przerwała jej zdziwiona.

        - Tak. Słyszałam, jak Valkyon mówił, że chce się z tobą umówić, a chłopaki mu kibicowali i podpowiadali, że nie powinien tak długo zwlekać - opowiadała z przejęciem nastolatka. - Jak leżałaś teraz nieprzytomna, to widziałam, jak mój brat pocieszał Valkyona i jestem pewna, że ten miał załzawione oczy. Podobno też szef twojej straży czuwał przy twoim łóżku w przychodni…

        - To jeszcze o niczym nie świadczy - weszła jej w słowo. - Przyjaźnimy się z Valkiem i to pewnie dlatego…

        - Mhm - bąknęła kpiąco nastolatka. - To, czemu Nevra poprosił, żebym cię wypytała o Leiftana? Powiedział, że mam się dowiedzieć, czy coś was łączy. Później o czymś gadał z Ezem i ten powiedział, cytuję: “oby nie, bo to Valkowi serce złamie” - oznajmiła, prostując się. - Jestem pewna, że chodziło o ciebie - dodała pewnie, krzyżując ręce na piersi.

        - To tylko twoje domysły - skwitowała Shai. - Nie masz żadnej pewności, że Valkyon…

        - Dobra, nieważne… - przerwała jej wampirzyca, widząc, że ziemianka i tak jej nie chce wierzyć. - Ja wiem swoje - mruknęła na odczepnego.  

        - Ech, dziewczyny - odezwała się, milcząca do tej pory Alajea. - Wyjaśnicie to sobie później, jak obie będziecie miały więcej informacji. A teraz się przyznawaj, jesteście z Leiftanem razem? Od dawna? Jak się zaczęło? - dopytywała z entuzjazmem, chcąc w ten sposób załagodzić sytuację i odwrócić uwagę dziewczyn.

        - Od wczoraj - odparła, uśmiechając się nieznacznie. Wiedziała już, że dziewczyny nie odpuszczą i będą ją męczyć, aż im wszystkiego nie powie. Zaczęła im więc opowiadać o nocy w przychodni, gdy miała koszmar i o wspólnym spacerze z lorialetem. Pominęła w swoim opowiadaniu momenty rozgorączkowanych pocałunków i pieszczot, czując, że na samo wspomnienie o nich rumieni się jak nastolatka. Na koniec powiedziała o zazdrosnej Amayi, przez którą musiała sama wracać do pokoju i dodała, że wieczorna wizyta chłopaka była spowodowana tym, że chciał przeprosić za zachowanie chowańca. Oczywiście przyjaciółki dopytywały, dlaczego został na noc i czy coś się wydarzyło. Wytłumaczyła im, że został, bo go o to poprosiła oraz skarciła je za wypytywanie o intymne pożycie. Dziewczyny jeszcze przez jakiś czas droczyły się, żartowały i śmiały, a po północy rozstały się w bardzo dobrych humorach.

        Po położeniu się do łóżka zaczęła rozmyślać nad tym, co jej powiedziała Karenn. Czy wampirzyca mogła mieć rację, twierdząc, że Valkyon darzy ją głębszymi uczuciami? Faktem było, że odkąd pojawiła się w tym świecie, sporo między nimi się działo. Od początku raczej dobrze się dogadywali, chociaż “dogadywali” to duże słowo, gdyż wojownik na początku niewiele się odzywał. Uśmiech zagościł na jej twarzy, na samo wspomnienie ich pierwszych prób nawiązania dialogu, kiedy niemalże siłą musiała wyciągać z niego każde słowo. Później był feralny eliksir Mnemosyne, do którego wypicia zmusił ją pocałunkiem. Dlaczego mu wtedy na to pozwoliła? Nie potrafiła do tej pory tego zrozumieć, ale stało się i tyle. Dziwne było też to, że pomimo całego bólu i złości, jaki odczuwała po tamtym zdarzeniu, nigdy nie znienawidziła Valkyona. Co prawda nawrzeszczała na niego, gdy ratowały z dziewczynami Colaię, ale chyba bardziej z ogólnego bólu, niż tego skierowanego w jego osobę. Od tamtej pory bardzo się zbliżyli do siebie, w czym zapewne dodatkowo przysłużyło się opętanie przez duchy Yeu i Tihna. Analizując teraz jego zachowanie, przekonana była, że białowłosy chce po prostu dotrzymać obietnicy, jaką złożył po tym jej wybuchu na plaży. Obiecał przecież, że zawsze będzie przy niej i zawsze będzie jej bronił, nawet za cenę własnego życia. To na pewno dlatego teraz tak bardzo przeżywał, to co jej się przytrafiło. Z takim właśnie przekonaniem w końcu zasnęła. 

        Kolejne kilka dni Shairisse spędziła na spacerach, opalaniu się i czytaniu książek. Wieczorami leżąc w pustym łóżku, czuła się trochę samotna i tęskniła za Leiftanem. Przyłapywała się na tym, że brakuje jej jego ciepła i bliskości. Pewnego wieczoru chciała dać upust emocjom i wyżalić się ze swojej tęsknoty na kartach pamiętnika, ale odkryła, że ów zniknął z jej pokoju. Na drugi dzień zapytała Ezarela, czy zabierali notatnik z jej pokoju, gdy po ataku na nią przeszukiwali go, ale elf stwierdził, że nikt wówczas nie natknął się na żaden zeszyt. Przez jakiś czas sprawa zaginionego pamiętnika zaprzątała jej myśli, aż w końcu doszła do wniosku, że prawdopodobnie musiał go zabrać Ashkore. Tylko po co mu jej pamiętnik?

        Piątego dnia od wyjazdu lorialeta dowiedziała się, że do Kwatery zawitał zaklinacz Itzal. Przy śniadaniu Keroshane oznajmił jej, żeby w południe przyszła do Kryształowej Sali. Z jednej strony się cieszyła, że w końcu ktoś nauczy ją, jak bronić się przed opętaniem i zniewoleniem, ale z drugiej strony czuła dziwny niepokój. Miała przeczucie, że nauka ta będzie wymagała od niej pewnego poświęcenia. Nie rozumiała tego uczucia i nie wiedziała, z jakiego powodu je odczuwa, ale kryło się ono gdzieś w jej podświadomości i powodowało swoisty dyskomfort.

        Dokładnie w samo południe weszła do Kryształowej Sali i od razu jej uwagę przykuł postawny mężczyzna, rozmawiający z szefami straży. Domyślała się, że to jest właśnie ten słynny zaklinacz, na którego wszyscy czekali z niecierpliwością. Jego widok trochę ją zdziwił, gdyż spodziewała się przygarbionego staruszka w długiej tunice z kapturem, a przed nią stał wysoki mężczyzna przypominający raczej wojownika ninja. Jego wygląd bardzo różnił się od jej wyobrażeń. Mężczyzna był w kwiecie wieku, bez zarostu, dobrze zbudowany, o ciemnej karnacji i niesamowicie jasnych oczach, niemalże pozbawionych źrenic, przez co jego spojrzenie zdawało się hipnotyzować. Głowę miał dość mocno wygoloną, z czarnym irokezem, zaczesanym ku tyłowi. Cała jego skóra bez wyjątku, pokryta była tatuażami, przedstawiającymi jakieś dziwne znaki i nieznane jej pismo. 

        - A to jest właśnie ta beznadziejna ziemianka, o której ci opowiadałem - przywitał ją wesoło Ezarel, gdy do nich podeszła. - Przedstawiam ci Shairisse. 

        - Kretyn - przyzwyczajona już do impertynencji elfa, burknęła z przekąsem w jego stronę. 

        - I tak wiem, że mnie uwielbiasz - odpowiedział szef Absyntu, uśmiechając się szeroko. 

        - Witaj Shairisse - powitał ją nieznajomy, wyraźnie rozbawiony zachowaniem obojga. - Jestem zaklinacz Itzal - dodał, wyciągając do niej rękę. Jego głos był bardzo ciepły i przyjacielski. 

        - Witam serdecznie - odpowiedziała radośnie, ściskając jego dłoń. - Miło mi cię poznać.

        - Przyjemność również po mojej stronie - odparł, przyglądając się jej uważnie. - Podobno mam ci pomóc?

        - Też tak słyszałam - odpowiedziała z uśmiechem. - Ezarel twierdzi, że masz wiedzę i zdolności, dzięki którym możesz nauczyć mnie ochrony przed opętaniem lub zniewoleniem.

        - Rzeczywiście, mam pewną wiedzę w tematyce spirytyzmu i mistycyzmu - powiedział, opierając się o balustradę. - Jednak moje zdolności są raczej natury poznawczej, a nie ingerującej.

        - To znaczy? - wtrącił się Nevra.

        - To znaczy, że używam swoich zdolności w celu poznania, zbadania i zdobycia wiedzy, a nie w celu wywoływania jakichś zmian, czy też wpływania na coś.

        - Rozumiem - stwierdziła poważnie. - W moim przypadku chodzi o to, żebym przestała być tak podatna na opętanie lub zniewolenie. Czy możesz pomóc mi w tym zakresie?

        - Żeby się tego dowiedzieć, musiałbym cię lepiej poznać - odpowiedział zaklinacz. - Oznacza to, że powinniśmy spędzić trochę czasu razem. Czy masz jakieś plany na dzisiaj?

        - Nie.

        - To dobrze - powiedział, spoglądając jednocześnie na zebranych. - Czy jest coś jeszcze, o czym powinniśmy porozmawiać? - zapytał pozostałych.

        - Na tę chwilę, chyba wszystko sobie wyjaśniliśmy - odparł Ezarel.

        - W porządku. W takim razie my się oddalimy z Shairisse - skwitował zaklinacz. - Masz może ochotę na spacer? W tym czasie porozmawiamy trochę i poznamy się lepiej?

        - Tak, oczywiście - odpowiedziała. Nie wiedzieć czemu, Itzal z miejsca zdobył jej zaufanie i sympatię.

        - Dziękuję wszystkim za zebranie i do zobaczenia później - powiedział, kłaniając się i kierując do wyjścia.

        Po opuszczeniu Sali Kryształu mężczyzna poprosił, żeby wskazała jakieś miejsce, gdzie mogliby w spokoju porozmawiać. Przez chwilę zastanawiała się nad różnymi opcjami w obrębie Kwatery, ale ostatecznie doszła do wniosku, że lepiej będzie udać się poza jej mury. Itzal zaproponował, żeby udali się do Wielkiej Bramy i wówczas zdecydowali, co dalej. 

        Początkowo szli w milczeniu, oboje pogrążeni we własnych myślach. Zauważyła, że od czasu do czasu mężczyzna dyskretnie jej się przygląda, ale o dziwo nie czuła się z tego powodu skrępowana. Czuła się w jego towarzystwie wyjątkowo swobodnie i zanim się zorientowała, zaczęła rozmawiać z nim, bez cienia jakiegokolwiek zakłopotania. Zanim doszli do bramy wyjściowej, miała wrażenie, jakby znali się od lat. 

        - To dokąd pójdziemy Shai? - zapytał zaklinacz, gdy wyszli poza mury Kwatery.

        - Chodźmy na plażę - odparła. Oboje więc skierowali się w stronę kamiennych schodów. - Powiedz mi Itzalu, czy ty stosujesz teraz jakieś umiejętności na mnie? - zapytała po chwili namysłu.

        - Nie, żadnych nie stosuję - odpowiedział wyraźnie rozbawiony. - Czemu o to pytasz?

        - Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, żebym tak swobodnie czuła się przy kimś, kogo nie znam - odparła szczerze. 

        - To nasz naturalny dar.

        - Wasz? - zdziwiła się. - Mówisz o zaklinaczach?

        - Mówię o świetlistych zaklinaczach - wytłumaczył z uśmiechem.

       - To są różni zaklinacze? - spytała zaskoczona. 

        - Tak. To jakim się jest zaklinaczem, zależy od tego, w jakim celu używa się swoich mocy. I oczywiście od czystości serca - dodał z lekką zadumą.

        - Wy się rodzicie zaklinaczami, czy uczycie się tego? Jak to z wami jest? - dopytywała zaciekawiona.

        - Każde dziecko, które wykazuje predyspozycje do bycia zaklinaczem, może trafić na szkolenie - zaczął opowiadać. - Zaklinacz uczy się całe swoje życie. Pierwszy etap szkolenia trwa piętnaście lat i kończy się rytuałem wierności kodeksowi światła. Główna zasada kodeksu głosi: “Nie działać na szkodę i wbrew woli innych osób”. To wtedy stajemy się świetlistymi zaklinaczami. Każdy kolejny etap szkolenia kończy się odpowiednim rytuałem, który jeszcze bardziej wiąże adepta przysięgą wierności z tym kodeksem. Przestrzeganie kodeksu skutkuje wieloma dodatkowymi przywilejami, na przykład takimi, jak niestarzenie się, długowieczność czy łatwość w komunikacji z innymi, a także tym, że nasze zdolności są naprawdę imponujące i potężne. Z kodeksem jesteśmy związani magicznie i złamanie którejś z zasad, powoduje odebranie części mocy i talentów oraz to, że używanie mocy pozbawia zaklinacza jego energii życiowej i prowadzi do jego wyniszczenia. Taki zaklinacz staje się wówczas mrocznym zaklinaczem. Im bardziej jest wyszkolony świetlisty zaklinacz, tym dotkliwsze są skutki złamania zasad kodeksu. Są jeszcze mgliści zaklinacze, którzy rozpoczynają szkolenie, ale nie kończą nauki żadnym rytuałem. Ich moce są dość słabe i niestabilne, a ich używanie powoduje szybkie starzenie się delikwenta.

        - To jakie są te wasze zdolności?

        - Różne. Zależy, z jakimi talentami się rodzimy - powiedział z uśmiechem. - Przede wszystkim jednak rozwijamy zdolność kontaktowania się i porozumiewania z duchami i duszami w różnych wymiarach, umiejętność odczytywania tego, co ukryte w sercach i umysłach innych. 

        - Czyli możecie wejść komuś do głowy i namieszać w jego umyśle? - zapytała z lekką obawą w głosie. Wizja, że ktoś obcy mógłby narobić jeszcze większego bałaganu w i tak już chaotycznym świecie jej myśli, trochę ją przerażała.

        - Teoretycznie tak - stwierdził z pełną powagą. - Jednak zrobienie tego bez przyzwolenia tej osoby, równałoby się ze złamaniem naszego kodeksu - dodał, schodząc skalnymi schodami w dół. - Dlatego nie praktykujemy takich rzeczy.

        Na plaży oboje skierowali się w stronę skalistego brzegu. Gdy doszli do skał, usiedli naprzeciw siebie i chwilę przyglądali się sobie w milczeniu. Szum morza działał kojąco na zmysły, a ciepłe promienie słońca delikatnie rozgrzewały skórę. W pewnym momencie zaklinacz zapytał ją, czy wie cokolwiek o ochronie duszy przed opętaniem i zniewoleniem. Zgodnie z prawdą odparła, że nigdy nie zagłębiała się w te tematy. 

        - Każda dusza ma swoją warstwę ochronną, która zapobiega wnikaniu nieproszonych “bytów” do jej wnętrza i przejmowaniu nad nią kontroli - zaczął jej tłumaczyć. - Wszystkie przeżywane przez nas emocje i problemy, oddziałują na tę warstwę ochronną, wzmacniając lub osłabiając ją. Zależy to od nas samych, a dokładnie od tego, czy poradzimy sobie z tymi przeżyciami i ich wpływem na naszą osobową tożsamość. Wszelkie emocje powinny być przez nas przeżywane do końca. Jeśli tego nie zrobimy, to zostawiamy w warstwie ochronnej naszej duszy szczelinę lub pęknięcie, które osłabia jej ochronę i powiększa się z każdą następną taką sytuacją.

        - Chcesz powiedzieć, że ja mam jakąś wyrwę w duszy? - zapytała nieśmiało.

        - W jej ochronie. Wydarzyło się w twoim życiu coś, co naruszyło twoją barierę - odparł spokojnie. - Zanim sobie poradziłaś z jednym problemem, pojawiał się już kolejny. Mam rację?

        - Szczerze mówiąc, odkąd pojawiłam się w Eldaryi to, co chwila coś się dzieje - powiedziała smutno.

        - Opowiedz mi o tym - poprosił. 

        - Chcesz, abym opowiedziała ci wszystko, co się wydarzyło, odkąd tu przybyłam? - spytała i spojrzała na niego zaskoczona. 

        - Nie wszystko - odparł pospiesznie. - Chciałbym, żebyś opowiedziała w skrócie o tych ważniejszych wydarzeniach, które cię spotkały w Eldaryi - wyjaśnił, widząc jej zaskoczenie. - Wówczas dowiem się, co jest dla ciebie ważne i do jakich spraw przywiązujesz uwagę. Jeśli też pozwolisz, chciałbym wtedy móc obserwować zmiany pojawiające się w twojej aurze.

        - Dobrze, jeśli ma to pomóc - odpowiedziała.

        - Dziękuję - powiedział Itzal i zamknął oczy. Po chwili wszystkie tatuaże na jego skórze zaczęły delikatnie iskrzyć złotym blaskiem. Patrzyła na niego zafascynowana i już otwierała usta, aby o coś zapytać, gdy uprzedził jej pytanie.  - Nie zwracaj uwagi na te znaki na mojej skórze. Pomagają mi widzieć pozazmysłowo i tworzą dodatkową barierę chroniącą mnie i moją duszę przed ewentualnym atakiem. 

        Shairisse uśmiechnęła się nieśmiało, po czym wzięła głęboki oddech i zaczęła opowiadać. Najpierw opowiedziała o swoim pojawieniu się w Kryształowej Sali i wtrąceniu jej do lochu, z którego uwolnił ją zamaskowany mężczyzna. Później opowiedziała o próbie na krew faery i tym, że traktowano ją, jak intruza. Wspomniała o tym, jak o mały włos nie utonęła, o zniewoleniu przez Yvoni i jej śmierci, na którą się nie godziła. Powiedziała o podaniu jej eliksiru Mnemosyne, problemach w Balenvii, ataku Naytili, opętaniu przez Yeu, o zatruciu Kryształu i jej dziwnej więzi z nim, ataku w świątyni, gdzie o mało nie zginęła. Na koniec wspomniała o pobycie na wyspie Memoria, gdy ratowali Ezarela oraz ostatnim ataku Ashkore, gdy próbował związać jej duszę i o tym, co wydarzyło się między nią a Leiftanem. Gdy skończyła, zaklinacz przez dłuższą chwilę nic nie mówił, a znaki na jego skórze zaczęły powoli przygasać.

        - Od dawna jesteś w Eldaryi? - zapytał w końcu, sprawiając jednocześnie wrażenie nadal pogrążonego w swoich rozmyślaniach. W rzeczywistości starał się uporządkować wszystko to, co mu przed chwilą dziewczyna opowiedziała. 

        - Trochę ponad rok.

        - Czy zanim trafiłaś do naszego świata, przytrafiały ci się dziwne sytuacje? - dopytywał.

        - Nie, raczej nie - powiedziała, ale po chwili namysłu dodała. - Chociaż… Często miałam wrażenie, jakby mnie ktoś  obserwował. Czy to ma jakieś znaczenie?

        - Na razie nie jestem w stanie tego jednoznacznie stwierdzić - odparł zamyślony. To, co usłyszał od niej, przywołało u niego wspomnienia dotyczące pewnego tekstu, który odczytał kilkadziesiąt lat temu w pewnej starej księdze. Swego czasu pokłócił się nawet ze swoim mentorem, gdyż uważał, że jest to jakaś przepowiednia, z czym nie zgadzał się jego przełożony. Brakowało mu jeszcze tylko jednej informacji, aby się upewnić, że rzeczywiście mógł mieć wówczas rację. - Powiedz mi jeszcze jedną rzecz, czy do Eldaryi trafiłaś przez grzybowy krąg?

        - Nie. Po śmierci babci robiłam porządki na strychu w jej domu - odpowiedziała, spoglądając nostalgicznie w stronę horyzontu. - Pamiętam, że oglądałam małe pudełeczko z dziwną ozdobą, przypominającą złote słońce z niebieskim kryształem w środku i dwoma białymi skrzydłami. Im dłużej przyglądałam się tej ozdobie, tym mocniej bolała mnie głowa, ale nie potrafiłam przestać na nią patrzeć. Nagle zaczęłam słyszeć jakieś głosy, a później był gwałtowny błysk bardzo jasnego światła i chyba straciłam przytomność. Gdy się ocknęłam, znajdowałam się w Kryształowej Sali na posadzce.

        - Rozumiem - oznajmił, nagle powracając ze swoich rozmyślań. Właśnie stwierdził, że uzyskał wszystkie elementy układanki. Musiał tylko dla pewności przypomnieć sobie słowa tamtego tekstu, ale uznał, że na to będzie miał czas wieczorem w zaciszu pokoju. Teraz chciał z należytą uwagą zająć się dziewczyną, gdyż wszystko wskazywało na to, że jest ona kimś wyjątkowym. - Rzeczywiście wszystkie emocje spadły na ciebie lawinowo i w dość krótkim czasie, przez co nie pozamykałaś ich odpowiednio dobrze - tłumaczył jej spokojnie. - To niestety doprowadziło do powstania sporej ilości szczelin w ochronie twojej duszy. Największe zmiany w stabilności twojej aury zauważyłem, gdy opowiadasz o czyjejś śmierci, gdy mówiłaś o eliksirze Mnemosyne i ataku zamaskowanego. Przy tej ostatniej sprawie widzę zawirowanie aury, świadczące najprawdopodobniej o tym, że stało się coś, czego nie jesteś na ten moment świadoma.  To są największe twoje problemy na tę chwilę.

        - Myślisz, że da się z tym coś zrobić? - zapytała, spoglądając mu w oczy. 

        - Myślę, że to można naprawić, tylko będziesz musiała niejako ponownie przerobić konkretne emocje.

        - Ponownie przerobić? - powtórzyła niepewnie. - Co przez to rozumiesz?

        - Będziesz musiała wrócić do tych bolesnych wydarzeń i doprowadzić je emocjonalnie do końca - wyjaśnił. - Nie będzie to przyjemne doznanie, ale jest ono konieczne, aby załatać i wzmocnić twoją ochronę. 

        - Pomożesz mi w tym? - zapytała z nadzieją, czując ucisk w żołądku na samą myśl, że będzie musiała ponownie stawić czoła swoim demonom.

        - Mogę ci pomóc przez to przebrnąć, jeśli tylko wyrazisz takie życzenie - powiedział, uśmiechając się nieznacznie. - Ale będę cię tylko wspierał i służył ewentualnie radą, nic poza tym.

        - Dobrze. To zawsze coś - stwierdziła z ulgą. - Kiedy zaczynamy?

        - Możemy od jutra - zaproponował. - Dzisiaj mógłbym się przygotować mentalnie i pomedytować.

        - Ok - uśmiechnęła się.

        Jeszcze przez dłuższą chwilę siedzieli na skałach i rozmawiali o tym, jak bardzo życie w Eldaryi różni się od tego na Ziemi. Później zaklinacz chciał się dowiedzieć, w jaki sposób ona postrzega siebie w tym świecie, a na koniec poruszyli sprawy całkiem błahe i dyskutowali o ulubionych kolorach, potrawach i pupilach. W związku ze swoimi podejrzeniami, Itzal chciał ją, jak najlepiej poznać. Zaskakujące wydało mu się, że pomimo tylu nieprzyjemnych przeżyć i przykrych doznań, dziewczyna była bardzo pogodna i otwarta. Nie narzekała na swój los i nie psioczyła na Straż za to, co jej zrobili. Było to dla niego godne podziwu i utwierdziło w przekonaniu, że Shairisse nie jest tylko zwykłą ziemianką.

        Późnym popołudniem wrócili do Kwatery na kolację. Zjedli razem i po posiłku zaklinacz odprowadził ją do pokoju, gdzie pożegnali się serdecznie. Itzal szybko udał się do przydzielonego mu pokoju, gdyż koniecznie chciał sobie przypomnieć dokładnie słowa tekstu z tamtej starej księgi. Po wejściu do swojego lokum zamknął drzwi i usiadł na łóżku, żeby oddać się medytacji. Zamknął oczy i oczyścił umysł z wszelkich myśli. Po chwili wśród swoich wspomnień zaczął przywoływać te dotyczące okresu, gdy znalazł księgę z dziwnym tekstem. Jako młody zaklinacz, będący jeszcze na szkoleniu, bardzo lubił studiować stare pisma i księgi. W jednej z nich natrafił na odręczny rysunek słońca z anielskimi skrzydłami, pod którym znajdowały się tajemnicze słowa:   

        “Pewnego dnia przybędzie ona, na białych skrzydłach niesiona.

        Trafi wprost do serca krainy, by odkupić pradawnych winy.

        Duch Kryształu będzie jej sprzyjać, będzie ją również śmierć omijać.

        Ona zdobędzie serce daemona, przez niego będzie też ocalona.

        Jej miłość będzie źródłem odkupienia, zaś krew kluczem do zbawienia.”

        Dowiedział się od swojego mentora, że zapis ten wykonał pewien bardzo sędziwy zaklinacz, który pod koniec swojego życia miewał przeróżne wizje - często dotyczące smoków i daemonów. Niedługo przed śmiercią uznano, że zaklinacz popadł w obłęd i nie brano na poważnie tego, co mówił. Ten jego zapis również wzięto za wizję szaleńca, gdyż poruszał temat daemonów, a te uznane przecież zostały za wymarłe. Czy jednak na pewno była to błędna wizja? 

        Tego wieczoru Itzal długo medytował, szukając odpowiedzi na swoje pytania. Odpowiedzi nie udało mu się uzyskać, ale po skończonej medytacji miał nieodparte wrażenie, że nie powinien z nikim rozmawiać o swoich przypuszczeniach. To było dziwne uczucie, jakby jego milczenie było gwarantem czyjegoś bezpieczeństwa. W ciągu całego swojego życia nauczył się, że intuicja rzadko kiedy go zawodziła, dlatego postanowił zaufać swojemu przeczuciu i zachować swoje domysły dla siebie.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.