FANDOM


Witam wszystkich :)

Jako, że skończyłam kolejny rozdział, to go wklejam.

Mevala - szczególne pozdrowienia i podziękowania dla Ciebie za wsparcie i krzepiące rozmowy <3 

Miłego czytania :)



Serce nie sługa

        Po wyjściu Valkyona z przychodni, Shairisse zamknęła oczy, aby pomyśleć. Musiała przyznać, że widok wojownika po przebudzeniu bardzo ją ucieszył. Od dłuższego już czasu był jej najbliższym przyjacielem, na którego wiedziała, że zawsze może liczyć i zawsze może się ze wszystkiego zwierzyć. Sporo między nimi się działo w przeszłości i nie zawsze były to sytuacje wpływające pozytywnie na znajomość. Niezaprzeczalnie jednak wszystkie te przeszłe wydarzenia, stały się niepodważalnym fundamentem ich przyjaźni. Lubili swoje towarzystwo i lubili spędzać razem czas, a mieli ku temu mnóstwo okazji - wspólne treningi, wspólne misje i wspólni przyjaciele. Dodatkowo mężczyzna był szefem Straży Obsydianu, do której ona należała. Dlaczego jednak czuwał przy jej łóżku? Jak ciężki był jej stan, że białowłosy tak bardzo się ucieszył, gdy się przebudziła? Przecież wyraźnie widziała, że miał łzy w oczach. Czy za tymi łzami kryło się coś więcej? Usilnie starała się przypomnieć sobie ostatnie wydarzenia. Dlaczego znalazła się w przychodni? Dlaczego czuje, jakby ją coś przeżuło i wypluło? Ostatnie, co mogła sobie przypomnieć, to powrót z misji do Kwatery. Później, jak przez mgłę kojarzyła pobyt w Kwaterze, wspólną kolację z szefami straży na stołówce, ale co było potem? Chyba miała się z kimś spotkać, ale z kim i gdzie? Pogrążona w swoich myślach nagle usłyszała, jak ktoś wchodzi do przychodni.
        - Wróciłam. Jak się mają moi ulubieni pacjenci? - usłyszała znajomy głos i po chwili zobaczyła przez otwarte drzwi Ewelein, która stanęła przy biurku w celu przejrzenia dokumentów.
        - Jakiś czas temu Shairisse się obudziła - zakomunikował z entuzjazmem Laerin z sąsiedniego pomieszczenia. - Wygląda na to, że nic jej nie...
        - I nikt mi nie przyszedł powiedzieć? - przerwała mu kobieta, udając przy tym oburzoną i szybkim krokiem weszła na salę.
        - Chciałem, żebyś odpoczęła... - zawołał za nią skruszony pielęgniarz. - Poza tym Valkyon dopiero przed chwilą wyszedł... - dodał zrezygnowanym głosem, bardziej do siebie niż do przełożonej, która wyraźnie już go nie słuchała.
        - Shai, moja kochana - powiedziała radośnie elfka, ściskając przyjaźnie dziewczynę. - Jak dobrze widzieć, że się obudziłaś! Jak się czujesz? - zapytała, wypuszczając ją z uścisku.
        - Witaj Ewe - Shairisse powitała ją cicho, ale za to z ogromnym uśmiechem na twarzy. Dało się zauważyć, że mówienie, zwłaszcza głośniejsze powoduje pewien dyskomfort. - Jestem zmęczona, ale ogólnie jest dobrze, bo nic mnie jakoś specjalnie nie boli. No może poza mięśniami... Dobrze słyszałam, że ktoś jeszcze tu leży poza mną? - zapytała ze zdziwieniem, gdyż rozglądając się wcześniej, nie zauważyła nikogo w zasięgu swojego wzroku.
        - Jesteś tutaj ty i Leiftan - odpowiedziała pielęgniarka, spoglądając to na nią, to w dokumenty, to na odczyty.
        - Leiftan? - zapytała zaskoczona, czując przy tym, jak rumieni się na twarzy, a jej serce przyspiesza na samą tylko myśl o chłopaku. - Czemu tutaj leży? Coś mu się stało?
        - Nic ci jeszcze nie powiedzieli? - spytała zdumiona elfka. Była przekonana, że dziewczynę o wszystkim poinformowano, skoro się obudziła. - Jeszcze się nie wybudził po rytuale – dodała po chwili namysłu.
        - Jakim rytuale? Nic nie wiem – ziemianka patrzyła na przyjaciółkę zdezorientowana. - Valkyon nic mi nie chciał powiedzieć, bo stwierdził, że ty lepiej mi to wyjaśnisz.
        - Cały Valkyon – skwitowała krótko Ewelein, siadając na krześle. - Nigdy nie potrafił mówić o tym, co najbardziej go bolało. Widzisz moja droga - zaczęła mówić poważnie, chcąc przy okazji zmienić szybko temat. Wyraz twarzy Shairisse wskazywał, że dziewczyna nie jest chyba w pełni świadoma motywów postępowania swojego szefa. - Nie bardzo wiemy, co się wydarzyło. Mamy tylko kilka poszlak, sporo domysłów i całe mnóstwo pytań, na które nie znamy odpowiedzi. Nie będę ukrywać, że bardzo liczyliśmy na jakieś wyjaśnienia od ciebie, gdy się obudzisz...
        - Tylko że ja właśnie nic nie pamiętam - odparła smutno Shai.
        Elfka zamyśliła się na chwilę, zastanawiając się, w jaki sposób mogłaby zaradzić na takie problemy. Liczyła się z tym, że dziewczyna nie będzie pamiętać wydarzeń z okresu, gdy była nieprzytomna, ale nie spodziewała się luk w pamięci odnośnie do okresu poprzedzającego ten stan. Tak, jak wszyscy zainteresowani była przekonana, że po przebudzeniu się Shairisse, dowiedzą się bezpośrednio od niej, dlaczego sama w nocy poszła na leśną polanę. Wszystko wskazywało jednak, że rozwiązanie tej tajemniczej sprawy nie będzie takie proste, jak się zdawało.
        - Mogłabym ci podać eliksir Admonere - zasugerowała po chwili rozmyślań. - To łagodny wyciąg z ziół, który wspomaga pamięć i oczyszcza umysł, ale najefektywniej działa w czasie snu. Co prawda, nie oczekiwałabym żadnych cudów, ale pomoże ci uporządkować myśli i wtedy, być może coś więcej sobie przypomnisz.
        - Warto spróbować – powiedziała dziewczyna z nadzieją. - Przyznam, że ta cała sytuacja trochę mnie dołuje.
        - Laerin, przynieś mi eliksir Admonere'a! - pielęgniarka zawołała w stronę drugiej sali.
        Chwilę później pojawił się kotołak z buteleczką zielonego płynu. Shairisse wypiła zawartość jednym haustem i uśmiechając się niewinnie, oddała fiolkę chłopakowi. Kiedy ten opuszczał salę, Ewelein zaczęła opowiadać przyjaciółce o wydarzeniach z feralnej nocy. Opowiedziała o bohaterstwie jej chowańca, o znalezieniu jej na polanie w lesie i jej katastrofalnym stanie, gdy przynieśli ją do przychodni. Powiedziała o przeszukaniu jej pokoju i znalezieniu dzbanka z dziwnym osadem, o powstałych podejrzeniach, że padła ofiarą nieudanego rytuału związania dusz. Dłuższą chwilę wahała się, czy opowiedzieć jej wszystko o tym rytuale, ale ostatecznie zdecydowała się wyjawić całą prawdę na ten temat. Dziewczyna słuchała tych wyjaśnień z uwagą, a także coraz większym zdziwieniem i przerażeniem. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ktoś chciał związać swoją duszę z jej duszą. Łatwość, z jaką pakowała się przecież w problemy, powinna innych wręcz zniechęcać do tego rodzaju zabiegów. Ktoś musiał być niesamowitym desperatem, że połasił się na takie rozwiązanie jakiegoś problemu. Zatem jaki to był problem? Kto to był i dlaczego obrał sobie na cel właśnie jej osobę? Jakim też cudem miał dostęp do jej pokoju i dzbanka z wodą?
        - Nic nie przypomina ci się z tamtego wieczoru? - zapytała Ewelein, widząc zamyślony wyraz twarzy Shairisse.
        - Nie... Jedyne, co mnie męczy, to nieodparte wrażenie, że miałam się z kimś spotkać... chyba... - dziewczyna patrzyła przed siebie z zagubionym wyrazem twarzy. - To musiał być ktoś, kogo dobrze znam, inaczej... Raczej nie poszłabym do tego lasu sama, w nocy... Nie mam jednak bladego pojęcia, po co tam polazłam i z kim niby miałam się spotkać... Nadal też nie rozumiem, w jaki sposób Leiftan wkręcił się w tę historię... - dodała po chwili, spoglądając wyczekująco na elfkę.
        - Jakby ci to wytłumaczyć? - ta zaczęła lekko zakłopotana. - Nie wiedzieliśmy, jak cię ratować i Leiftan zaproponował pewien rytuał, zwany "unum mundum". To rytuał pradawnej magii, dzięki któremu mógł odnaleźć twoją duszę w innym wymiarze. Przeprowadził go z pomocą Valkyona i damy Huang Hua. Jak widzisz, udało mu się ciebie sprowadzić - głos kobiety delikatnie zadrżał. - Jednak on sam jeszcze się po nim nie wybudził...
        - Czemu? Czemu się nie wybudził? Czy coś mu się stało? - wypytywała Shairisse, a ton jej głosu wyraźnie zdradzał, że czuje się mocno zaniepokojona tą sytuacją. - Gdzie on leży? Na pewno nic mu nie grozi? - dopytywała, unosząc się delikatnie na łokciach i rozglądając dookoła.
        - Leży tam, pod ścianą – powiedziała Ewelein, wskazując głową miejsce za wezgłowiem jej łóżka. - Nic mu nie jest. Ten rytuał ma korzenie w pradawnej magii daemonów i wymagał od niego poświęcenia sporej ilości energii i maany. Takie rytuały niestety bardzo osłabiają rzucającego zaklęcie. Teraz musi tylko spokojnie zregenerować siły i uzupełnić straty maany i energii we krwi, a jak sama wiesz, na to potrzeba czasu – stwierdziła, zerkając przy okazji na zegarek. - Ty też musisz zregenerować siły, więc dobrze by było, żebyś się uspokoiła i przespała - dodała z łagodnym uśmiechem.
        Shairisse nie wyglądała na całkowicie przekonaną, ale nie pytała już o nic więcej. Oparła się ponownie na poduszce i westchnęła tylko, czując, że powoli ogarnia ją zmęczenie. Może rzeczywiście niepotrzebnie się martwiła? Może jak się obudzi, to wszystko wróci na swoje miejsce? Może Leiftan też się zdąży wybudzić i będzie mogła z nim porozmawiać? I podziękować mu za ratunek? Jej rozmyślania przerwało nagłe pojawienie się Ezarela w przychodni. Elf pewnym krokiem wszedł na salę, przywitał się zdawkowym: "Cześć marudo. Dobrze widzieć, że się obudziłaś" i bez jakichkolwiek wyjaśnień podszedł do łóżka lorialeta.
        - Ale... Co z tobą Ez? - zapytała zdziwiona Ewelein. - Nie zapominasz się trochę?
        - Taenmil wrócił od Itzal'a - odpowiedział szef Absyntu, nie patrząc nawet w ich stronę. - Według informacji zaklinacza, Leiftan prawdopodobnie trafił do wymiaru zapomnienia. Jeśli uda się złapać i przyciągnąć jego ducha wystarczająco szybko, to może zapobiegniemy całkowitej utracie jego wspomnień z wymiarów - mówiąc to, alchemik wcierał w dłonie zawartość przyniesionej ze sobą buteleczki. Następnie położył prawą dłoń na czole blondyna, a lewą na jego klatce piersiowej, na wysokości serca i zaczął recytować zaklęcie:
        "Co miało być zapomniane, już zostało wymazane,
        teraz serce, umysł, ciało, niech powrócą do nas cało,
        niech opuszczą wymiar srogi, niech odnajdą spokój błogi,
        byś odnalazł ukojenie, swej pamięci ocalenie"
        W tym samym momencie oddech Leiftana się zatrzymał, ale była to chwila tak krótka, że aparatura monitorująca zdążyła zaledwie raz błysnąć alarmująco i wszystko wróciło do normy. Elfka wstała z krzesła i podeszła do aparatury, aby sprawdzić, co pokazują odczyty. Ku jej zdziwieniu wskaźniki poziomu maany we krwi i energii w czakrach chłopaka przestały opadać. Wszystkie pozostałe parametry były prawidłowe, a nawet bardzo zadowalające.
        - Wygląda na to, że udało ci się wyciągnąć go z miejsca, w którym się ukrył - zaśmiała się Ewelein z wyczuwalną ulgą.
        - Na to wygląda - odparł również z ulgą Ezarel. Następnie odwrócił się w jej stronę i dumnie wypiął pierś. - Mów mi "mistrzu"!
        - Chyba cię rozum całkiem opuścił - odpowiedziała mu rozbawiona kobieta, wywołując tym samym cichy chichot u Shairisse. - Wszystko wskazuje na to, że miałeś rację mówiąc o tym, że objawy są podobne do tych, po wypiciu eliksiru Tersus Victas. Tylko że w tym przypadku to nie eliksir a wymiar wywołał takie efekty.

        - Wiem, jestem mistrzem – odparł nonszalancko elf. - A tak na marginesie, to Itzal zapowiedział się z wizytą... za jakiś czas.

        - I dobrze, może udzieli nam jakiś wyjaśnień i przekaże dodatkowe informacje – odparła Ewelein i podeszła do łóżka przyjaciółki. - Mówiłam ci kochana, że nie ma się czym martwić. Teraz już chyba wszyscy mamy z górki - dodała i pogłaskała ją po włosach.

        Przez chwilę stała i przyglądała się na powrót zmartwionej twarzy dziewczyny, aż w końcu z ciepłym, a zarazem wymownym uśmiechem zapytała, czy przestawić jej łóżko na inne miejsce. Gdy uzyskała pozytywną odpowiedź, poprosiła Ezarela o pomoc i oboje poprzestawiali łóżka tak, aby rekonwalescenci leżeli obok siebie. Kiedy Shairisse spojrzała na Leiftana, to aż westchnęła zaskoczona, widząc bladą i prawie całkiem pozbawioną życia twarz chłopaka.
        - Jejku, jaki on przeraźliwie blady - powiedziała zatroskanym głosem.
        - To normalne w jego stanie - pocieszała ją spokojnie Ewe i pochyliła się w jej stronę, aby dodać konspiracyjnym tonem. - Zdradzę ci, że ty wyglądałaś dużo gorzej, a teraz... wracają ci kolorki, więc jemu też wrócą. Postaraj się na trochę zasnąć, żeby eliksir Admonere efektywniej zadziałał. Później do ciebie zajrzę i sprawdzimy, czy są jakieś efekty.
        Po tych słowach spojrzała na elfa i stanowczym tonem oznajmiając, że czas opuścić pomieszczenie, ruszyła w stronę drzwi. Ezarel zatrzymał się na chwilę w nogach łóżka Shairisse. Przyglądał się jej z szelmowskim uśmiechem na twarzy, zastanawiając się, w jaki sposób jej dogryźć.
        - Daruj sobie Eziu - mruknęła dziewczyna, uśmiechając się przy tym nieznacznie, ale ciepło i ostentacyjnie zamykając oczy. Dobrze znała to spojrzenie i uśmieszek chłopaka, które sugerowały, że lada moment powinna spodziewać się z jego strony kąśliwej uwagi pod swoim adresem.
        - No przecież nic nie mówię - elf udał oburzenie i odsunął się od jej łóżka na odległość jednego kroku, udając przy tym, że się dąsa. - Chciałem tylko zakomunikować, że Nevra przesyła pozdrowienia, a Valkyon przeprasza, ale ma pilną misję i nie jest pewien, kiedy z niej wróci – powiedział i ruszył w stronę drzwi. - Ech, marudna jak zawsze - dodał pod nosem żartobliwie, acz bardzo przyjaźnie i opuścił pomieszczenie.
        W sali nastała przyjemna cisza, którą czasami tylko przerywał szum wiatru w koronie pobliskiego drzewa i świergot alfeli w ogrodach Kwatery. Shairisse przyglądała się twarzy Leiftana, która całkowicie pozbawiona była kolorów, ale przy tym zdawała się być bardzo spokojna i odprężona. Przyzwyczaiła się, że lorialet zawsze był raczej blady, ze względu na swoje pochodzenie i rasę, ale teraz wydawał się jeszcze bardziej pozbawiony jakichkolwiek sił życiowych. Przyglądała się w skupieniu jego twarzy, starając się zrozumieć motywy postępowania chłopaka. Dlaczego czasami bywa wobec niej oschły i zdystansowany, jakby za coś ją obwiniał, a innym razem ryzykuje swoje zdrowie, a nawet życie, aby ją ratować? Chcąc uporządkować w głowie swoje myśli oraz wszystkie informacje, jakie przekazała jej Ewelein, zamknęła oczy dla lepszej koncentracji. Z jednej strony czuła prawdziwą ulgę, że lorialet znalazł sposób, żeby uratować jej życie. Czuła, że koniecznie musi podziękować mu za ten ratunek. Jemu i wszystkim pozostałym. Z drugiej strony czuła przerażenie na myśl, że z taką łatwością można kogoś zniewolić w tym świecie, nawet bez wiedzy tej osoby. Co by się stało, gdyby jej napastnik nie pomylił formuły? Co by się stało, gdyby przeprowadził rytuał do końca, osiągając zamierzony cel? Co by to wtedy oznaczało dla niej? Czy istniałby wtedy, chociaż cień szansy na uwolnienie jej z takiego zniewolenia? Czy ktokolwiek wiedziałby wtedy, co zrobić i w jaki sposób ją ratować? Myśląc o tym wszystkim, poczuła, jak zmęczenie coraz bardziej opanowuje jej ciało i umysł i zanim się zorientowała, odpłynęła w objęcia Morfeusza.

        ***
        Ponowna pobudka Leiftana, tak jak i poprzednia, nie należała do najprzyjemniejszych. Ze snu wyrwało go silne i z powodu zastałych mięśni, dość bolesne szarpnięcie, które było punktem kulminacyjnym snu o spadaniu z dużej wysokości. Szybko jednak zapomniał o tym niemiłym doznaniu, gdy odkrył, że jego ciało znowu poddaje się jego woli. Mógł swobodnie otworzyć oczy i poruszać wszystkimi kończynami. Z dużym zadowoleniem przeciągnął się w miękkiej pościeli, aby rozprostować kości i rozluźnić choć trochę mięśnie całego ciała. Ciepłe promienie słońca wpadające przez otwarte okno, ogrzewały mu twarz i ku jego zdziwieniu, wcale nie drażniły jego oczu. Z położenia promieni słonecznych i różnych cieni na sali wywnioskował, że jest mniej więcej pora kolacji.
        Kiedy rozejrzał się dookoła siebie, jego uwagę od razu przykuła Shairisse, leżąca na łóżku obok, z twarzą zwróconą w jego stronę. Zaintrygowany przez dłuższą chwilę przyglądał się jej, w całkowitej ciszy i skupieniu. Kawałek po kawałku, centymetr po centymetrze analizował wygląd jej twarzy, która notabene jego zdaniem stanowiła ideał kobiecego wyglądu i wdzięku. Delikatna cera, która zawsze wydawała się mienić odcieniami słonecznego bursztynu, teraz była bardzo blada i pozbawiona wszelkich kolorów. Z satysfakcją zauważył jednak, że nie jest tak blada, jak wtedy, gdy widział ją przed rytuałem. Burza niesfornych, popielatych loków częściowo okalała jej twarz, a częściowo w nieładzie rozrzucona była na poduszce. Zamknięte powieki zwieńczone były długimi i delikatnie podkręconymi rzęsami, wyglądającymi jakby niedawno użyto na nich zalotki. Usta miała lekko rozchylone, nadal delikatnie spierzchnięte, ale nie były już tak sine i pozbawione życia jak ostatnio. Wszystko wskazywało na to, że dziewczyna pogrążona jest we śnie, gdyż jej klatka piersiowa unosiła się w stałym i spokojnym tempie.
        W głowie zaczęły mu się kłębić przeróżne myśli. Czy rytuał zakończył się powodzeniem? Czy udało mu się stworzyć połączony wymiar i przeniknąć do niego? Czy odnalazł tam jej duszę i czy udało się ją uratować bez żadnych komplikacji? Czy po tym wszystkim, będzie to ta sama Shairisse, którą tak bardzo pokochał? Wspomnienia, które do niego powróciły, sięgały tylko do momentu odprawiania rytuału. Starając się przypomnieć sobie cokolwiek z dalszych wydarzeń, miał dziwne uczucie, jakby te wspomnienia ukrywały się przed nim, bądź uciekały, unikając odkrycia. Uczucie podobne do tego, gdy z wysiłkiem sięgasz po coś i już prawie to masz, prawie dotykasz palcami, a w tym samym momencie, ktoś złośliwie odsuwa to kawałeczek dalej od twojej ręki.
        Kiedy układał się wygodniej na poduszce, śpiący wciąż pod oknem Athira podniósł głowę i z zaciekawieniem spojrzał na niego. Widząc jego poruszenie, od razu podszedł do łóżka i położył głowę tuż obok jego dłoni, oczekując reakcji chłopaka.
        - Witaj Athira - szepnął i pogłaskał chowańca po głowie.
        Różany lisek przez chwilę pozostawał nieruchomo i wpatrywał się w jego zielone oczy, jakby starając się w nich coś wyczytać. Jego zachowanie zaciekawiło Leiftana i przez chwilę przyglądał mu się zaintrygowany. Im dłużej patrzył w czerwone ślepka, tym większe miał wrażenie, że w spojrzeniu chowańca dostrzega wdzięczność i oddanie. To odkrycie było dla niego dość zaskakujące, bo odkąd pamiętał, pupil ziemianki zawsze zachowywał się wobec niego raczej z niechęcią i dystansem.
        - Wszystko w porządku mały? - zapytał łagodnie, drapiąc liska za uchem. Ten polizał chłopaka po dłoni i radośnie popiskując, zamerdał ogonem. - Wiem, wiem, też się cieszę, że twoja pani jest wciąż z nami - dodał przyciszonym głosem. - Nawet nie wiesz, jak bardzo się z tego cieszę...
        Mówiąc ostatnie słowa, ponownie spojrzał na dziewczynę. Różany lisek bez chwili zastanowienia również przerzucił radosne umizgi na swoją panią, trącając jej ramię i twarz mokrym nosem. Jego zachowanie od razu wywołało u ziemianki ciche westchnięcie zaskoczenia, a jej dłoń spoczęła na głowie pupila, gotowa go pogłaskać lub delikatnie odepchnąć, w zależności od humoru obudzonej.
        - Athi, co cię napadło?- zapytała zaspanym głosem Shai, nie otwierając przy tym zaspanych oczu. Ton jej głosu wykazywał się delikatną nutą rozbawienia, co zachęciło Leiftana do udzielenia odpowiedzi, bez czekania, aż ukochana otworzy oczy:
        - Chyba się za tobą stęsknił...
        Dziewczyna natychmiast zareagowała, odsuwając od siebie radosny pyszczek swojego pupila. Spojrzała w twarz lorialeta i poczuła, jak serce jej przyspiesza z radości na widok tych zielonych oczu, spoglądających w jej stronę. Zadowolony z siebie Athira stał przez chwilę między nimi, merdając ogonem. Zerkał to na jedno, to na drugie, a nie doczekawszy się zainteresowania ze strony obudzonych, ruszył w stronę drzwi, zostawiając tych dwoje samych sobie.
        - Leiftan... - szepnęła ciepło Shairisse. - Tak się cieszę, że się obudziłeś. Martwiłam się o ciebie...
        - Niepotrzebnie - odpowiedział z łagodnym uśmiechem. - Wiedziałem, co robię. Najważniejsze, żebyś to ty była cała i zdrowa. Jak się czujesz?
        - Dobrze - szepnęła, delikatnie się rumieniąc. - Trochę mnie bolą mięśnie, ale Ewelein mówiła, że to niedługo minie. Poza tym podobno wszystko jest ze mną w porządku, mam tylko odpoczywać. A jak ty się czujesz? - zapytała, starając się przy tym brzmieć jak najbardziej spokojnie i swobodnie. W środku czuła jednak, jak targają nią przeróżne emocje. Od euforii z powodu jego przebudzenia, przez niepewność, jak się zachować i jak reagować w jego obecności, aż po złość, że dla niej zaryzykował swoje zdrowie i życie.
        - Też zapewne będę musiał odpocząć - odparł wesoło. - Jeszcze nie wiedzą, że się obudziłem...
        - Już wiedzą - jego wypowiedź przerwała Ewelein, która właśnie energicznym krokiem weszła na salę. - Pewien szczęśliwy i rozentuzjazmowany pupil nie omieszkał powiadomić nas o waszej pobudce. Twój podopieczny, moja droga wzorowo sprawuje nad wami pieczę - dodała rozbawionym głosem, wymownie spoglądając na różanego liska, który ją właśnie wymijał. Athira radośnie zamerdał ogonem i spokojnie udał się pod okno, żeby zwinąć się w kłębek i znowu zapaść w sen. - A teraz słucham kochani, jak wasze samopoczucie? - zapytała, podchodząc do Leiftana i łapiąc jego nadgarstek w celu sprawdzenia tętna.
        - Bez większych rewelacji Ewe – powiedział chłopak z uśmiechem. - Chciałbym mieć tylko więcej energii, bo czuję się całkiem jej pozbawiony.
        - Nie dziwię się Leiftanie – pielęgniarka uśmiechnęła się szeroko. - Rytuał wyciągnął z ciebie prawie całą energię i maanę. Widzę jednak, że ich poziom ładnie wraca do normy, więc jeśli nadal tak będzie, to jutro pozwolę ci opuścić przychodnię – dodała, przeglądając w międzyczasie wpisy w swojej dokumentacji. Po chwili odwróciła się w stronę przyjaciółki. - U ciebie Shairisse widzę takie same postępy, a więc i ciebie wypuściłabym jutro, jeśli oczywiście nie wyskoczysz mi z jakimś problemem.
        - Nie mam takiego zamiaru – zaśmiała się dziewczyna.
        - No ja mam nadzieję – elfka spojrzała na nią z udawaną srogością. - Już nam wystarczającą dawkę emocji dostarczyłaś. Teraz chcę widzieć tylko szybki powrót do zdrowia. Zanim zaczniemy cokolwiek ustalać, to muszę jeszcze wiedzieć, czy przeszkadza wam takie ułożenie waszych łóżek? Czy może wolicie leżeć w odrębnych częściach sali i za parawanami?
        Rekonwalescenci spojrzeli na siebie i oboje doszli do wniosku, że nie przeszkadza im ich położenie, a wręcz będzie im raźniej i weselej, gdy będą bliżej siebie. Ewelein słysząc ich zapewnienia, uśmiechnęła się pod nosem, ale nie skomentowała tego na głos. Za to w myślach z pewną obawą doszła do wniosku, że tych dwoje ma do siebie swoistą słabość. Oboje zerkali na siebie z pewną uroczą nieśmiałością i delikatnym zakłopotaniem, jakby obawiając się, że zostaną na czymś przyłapani. Jak chwilę ich jeszcze poobserwowała, to wyraźnie widziała, że zachowanie tych dwojga emanuje wzajemną chemią. W ich spojrzeniu kryło się coś, czego nie potrafiła nazwać - jakieś przyciąganie, wzajemna fascynacja i coś na kształt porozumienia. Miała przeczucie, że wydarzenia z ostatnich godzin, dodatkowo jeszcze bardzo zbliżą do siebie tych dwoje. Wiedziała, że jeśli jej przypuszczenia się sprawdzą, to w najbliższym czasie w Kwaterze jedno z serc może pęknąć. Miała tylko nadzieję, że obejdzie się bez dramatów. 
        - No to zostawiamy wszystko bez zmian - powiedziała po chwili z nostalgicznym uśmiechem pielęgniarka. W sumie to przecież nie była jej sprawa, niech sobie zakochani sami radzą. Ona była zadowolona w tej chwili, że nie będzie musiała dzisiaj ponownie przestawiać łóżek. - Idę dla was jeszcze po eliksiry Amplif'a, które wzmocnią i przyspieszą waszą regenerację.
        Po tych słowach kobieta wyszła do drugiej sali, aby z szafki pobrać leki. W międzyczasie Leiftan w zamyśleniu spoglądał na Shairisse. Jakiś czas temu dziewczyna poprosiła go o szczerą i poważną rozmowę. Powiedziała mu wtedy, że chciałaby wyjaśnić z nim kilka spraw, które nie dawały jej spokoju. Domyślał się, jakie to były sprawy i dlatego w tę feralną noc, zdecydował się jej wszystko powiedzieć. Nie wiedział, że wówczas w Kryształowej Sali rozmawia z jej duchem. Teraz zastanawiał się, czy cokolwiek z tamtej rozmowy zostało przez dziewczynę zapamiętane? Miał dziwne przeczucie, że rozmowa ta była tylko próbą. Nawet jeżeli Shai będzie pamiętać ich spotkanie w Sali Kryształu, to przecież tamta rozmowa nie została zakończona. Z zamyślenia wyrwał go cichy trzask domykanych drzwiczek szafki, z której Ewelein brała eliksir. W tym też momencie jego spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem liliowych oczu dziewczyny, która od dłuższej chwili przyglądała się jego zamyślonej twarzy.
        - Przepraszam, zamyśliłem się - powiedział lekko zakłopotany, czując się przy tym, niczym małe dziecko przyłapane na gorącym uczynku. Shairisse w odpowiedzi tylko uśmiechnęła się do niego promiennie. Widać było, że chętnie skomentowałaby jakoś tę sytuację, ale powstrzymała się z powodu zbliżającej się elfki. Kobieta powoli szła w ich stronę, jednocześnie delikatnie wstrząsając niesione przez siebie fiolki i cicho pod nosem mamrocząc jakąś formułkę, aktywującą właściwości eliksiru.
        - Dzięki temu eliksirowi, do jutra rana nie powinniście odczuwać ani głodu, ani pragnienia, ani żadnych innych potrzeb – zaczęła objaśniać działanie eliksiru, podając im buteleczki z fioletowym płynem. - Chyba domyślacie się, o czym mówię – dodała z wymownym uśmiechem. -U wielu osób eliksir ten wywołuje senność, dlatego po wypiciu go, przez co najmniej osiem godzin zalecane jest pozostawanie w łóżku i niewskazany jest jakikolwiek wysiłek fizyczny. - Słysząc jej słowa, Leiftan i Shai w tym samym momencie zerknęli na siebie i uśmiechnęli się rozbawieni. Żadne z nich nie czuło się teraz na siłach, aby wykonywać „jakikolwiek wysiłek fizyczny". Oboje myśleli o odpoczynku i zregenerowaniu swoich sił życiowych. - Wiem, że zapewne chcielibyście sobie wyjaśnić kilka rzeczy – kontynuowała swoją wypowiedź Ewelein, udając przy tym, że nie zauważyła ich uśmieszków – jednak dzisiaj nie traćcie nocy na rozmowy, pozwólcie sobie na odpoczynek i sen. To tyle ode mnie w kwestii zaleceń na dzisiaj. Teraz was zostawiam kochani – uśmiechnęła się radośnie i zaczęła powoli iść w stronę drzwi. - Idę uzupełnić zalecenia, a potem kolacja i spać. Wykończyliście mnie i pozbawiliście sił i energii, bądźcie więc teraz grzeczni i do jutra!
        - Dzięki Ewe, do jutra! - zawołał za nią Leiftan, a Shairisse zawtórowała. Kiedy elfka opuściła pomieszczenie, lorialet spojrzał na dziewczynę z nieśmiałym uśmiechem na twarzy. - No i zostaliśmy sami...
        - Na to wygląda – odpowiedziała i również nieśmiało się uśmiechnęła.
        - Shai... Czy ty pamiętasz cokolwiek z tego, co się wydarzyło? - zapytał niepewnie chłopak, spoglądając na nią teraz poważnie. Dziewczyna zaprzeczyła ruchem głowy i zaczęła nerwowo bawić się czerwoną nitką uwiązaną na nadgarstku. - A jaka jest ostatnia rzecz, którą pamiętasz?
        Shairisse zaczęła opowiadać o swoim powrocie z misji, o czasie spędzonym w Kwaterze, który z niewiadomych dla niej powodów był tylko zamglonym wspomnieniem. Opowiedziała o kolacji z szefami i o swoim dziwnym uczuciu, że miała się z kimś spotkać. Leiftan słuchał jej wypowiedzi z dużym zainteresowaniem. Każde jej słowo, każdy oddech i każdy gest był dla niego w tej chwili namacalnym dowodem na to, że rytuał przyniósł oczekiwany cel. Patrzył na nią z zachwytem, nie mogąc oderwać wzroku od jej osoby. Ona w tym czasie nieprzerwanie bawiła się czerwoną nitką na nadgarstkach i na głos zastanawiała się, po co komuś było związywanie własnej duszy z jej duszą. Od razu przypomniał sobie jej wpis z pamiętnika i notatkę Lance'a, który poinformował go o swoim fortelu. O tym, że podszywając się pod niego, zostawił jej wiadomość o chęci spotkania w lesie, a ona była szczęśliwa, myśląc, że to on ją tam zaprasza. Pragnęła wyjaśnienia sytuacji między nimi. To dawało mu cień nadziei, że nie jest jej obojętny i powodowało, że coraz bardziej chciał wyznać jej wszystkie swoje uczucia – tu i teraz. Powstrzymywało go tylko poczucie przyzwoitości, które nakazywało wysłuchać jej do końca, bez przerywania jej i bez zmieniania tematu.
        - Wszystko wskazuje na to, że to eliksir Are'T Vian spowodował u ciebie problemy z pamięcią – powiedział po namyśle, gdy Shai ponownie na głos się zastanawiała, dlaczego nie pamięta czasu sprzed tej koszmarnej nocy. - Myślę, że twoje wspomnienia powinny się wyklarować w ciągu najbliższych dni...
        - Tak myślisz? - dziewczyna z nadzieją spojrzała w jego oczy. - Bo nie mając tych wspomnień, czuję się taka zagubiona i zdołowana... - jej głos zaczął delikatnie drżeć.
        - Wszystko się ułoży Shai... zobaczysz... - powiedział najczulej, jak tylko potrafił. W środku jednak czuł, jak pęka mu serce na widok jej cierpienia. Z całych sił pragnął ją teraz przytulić i powiedzieć jej, że zrobi wszystko, aby poczuła się bezpieczna. I zrobiłby to, gdyby tak mocno nie bolały go wszystkie mięśnie i gdyby nie czuł się tak słaby. - Wypijmy eliksir od Ewelein. Jestem pewien, że gdy twoje QI wróci do równowagi, to poczujesz się dużo lepiej. Oboje poczujemy się jutro lepiej...
        - Dziękuję ci Leiftanie – przerwała mu, patrząc nadal w jego oczy. Jej głos był cichy i bardzo ciepły.
        - Nie ma za co – odpowiedział zaskoczony, czując, że przy okazji się rumieni.
        - Jest za co – odparła szybko. - Dziękuję za wszystko, co zrobiłeś dla mnie, za to, że mnie uratowałeś i tak bardzo mnie teraz wspierasz...
        Pomimo zapadającego zmierzchu i przytłumionego oświetlenia zauważył, że w oczach dziewczyny szklą się łzy. W jego oczach również zebrały się łzy, które za wszelką cenę chciał utrzymać w ryzach. Dla ukrycia tego rozczulenia uniósł fiolkę w jej stronę i zachęcająco powiedział: - „Na zdrowie!". Ona delikatnie uderzyła swoją fiolką w jego, po czym oboje wypili fioletowy płyn.
        - Będzie dobrze Shairisse. Jutro wszystko zacznie się układać – powiedział łagodnie, zabierając od niej puste naczynko i odkładając na swoją szafkę. Później odruchowo wyciągnął do niej rękę, a ona ją złapała i lekko uścisnęła. Oboje nie powiedzieli już nic więcej, bo nie czuli potrzeby, aby zakłócać tę magiczną chwilę zbędnymi słowami. To była właśnie jedna z tych chwil, którą każdy nazywa „porozumieniem bez słów". Dłuższą chwilę patrzyli sobie w oczy, uśmiechając się tylko nieśmiało. Leiftan patrząc w jej twarz, zdawał sobie coraz bardziej sprawę z faktu, że jego życie ma jakikolwiek sens tylko dzięki tej dziewczynie. Uświadomił sobie, że gdyby po przebudzeniu powiedzieli mu, iż nie udało się uratować Shairisse, to jedyne, o czym by pomyślał, to, w jaki sposób do niej dołączyć. Nie chciał... Nie mógłby... Nie, nie potrafiłby żyć ze świadomością, że nigdy więcej jej nie zobaczy. To, że była żywa tutaj teraz, obok niego, to była najcudowniejsza rekompensata za wszystko, co ewentualnie może być konsekwencją rytuału i tego, że zdecydował się go przeprowadzić. Wiedział, że jakieś konsekwencje będą, bo wykorzystanie prastarego rytuału daemonów nie pozostanie bez echa, szczególnie, że są namacalne jego efekty. Miiko na pewno rozpocznie jakieś śledztwo i stuprocentowo będzie chciała wyjaśnień od niego. Teraz to jednak było najmniej ważne, bo najważniejsze było dla niego, aby wyjaśnić wszystko z Shai i wyznać jej w końcu – na żywo i w pełni świadomie, że kocha ją ponad wszystko.
        - Śpij dobrze słoneczko – powiedział cicho, gdyż eliksir zdążył już na nią zadziałać i dziewczyna zasnęła. Delikatnie odłożył jej rękę na łóżko i przyglądał się jej, chcąc zapamiętać każdy szczegół jej twarzy. Powoli zmęczenie sprawiło, że jego powieki stawały się coraz cięższe, a on pogrążony we wspomnieniach i rozmyślaniach o ukochanej, zaczął odpływać do krainy snów. 

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.