FANDOM


Witam :)

Kolejna część skończona, więc wklejam. Miłej lektury.



Przebudzenie


        Leiftan przez dłuższą chwilę leżał nieruchomo, starając się przywołać jakieś myśli. Było to jednak bardzo trudne, gdyż w głowie miał całkowitą pustkę, która jak na złość nie chciała wypełnić się żadnymi myślami ani odczuciami. Kiedy w końcu udało mu się przełamać opór własnego umysłu, poczuł narastający niepokój, gdyż zdał sobie sprawę, że nie ma władzy nad swoim ciałem. Nie mógł otworzyć oczu ani nie mógł się poruszyć. Nie wiedział, gdzie jest, ani co się z nim dzieje - jedyne, co odczuwał, to jakby swoista siła zamknęła go w jego własnym ciele, ale bez możliwości jakichkolwiek interakcji z tym ciałem. Przez chwilę nawet zagościła w jego głowie przerażająca myśl, że może umarł i go pochowali, a teraz właśnie powrócił do swojego martwego ciała. Szybko jednak porzucił ten niedorzeczny pomysł, gdyż poczuł na swojej twarzy promienie słoneczne, delikatny powiew wiatru i usłyszał śpiew ptaków. Dlaczego więc nie mógł się poruszyć albo chociaż otworzyć oczu? Z całych sił pragnął przywołać wspomnienia ostatnich wydarzeń, aby w ten sposób zrozumieć, w jakiej jest sytuacji. Ostatnią rzeczą, jaką mógł sobie teraz przypomnieć, to rozmowa z Shairisse w Kryształowej Sali. Dlaczego nie potrafił sobie przypomnieć, co było dalej? Dlaczego nie pamięta, co się stało? Im bardziej starał się przypomnieć sobie cokolwiek więcej, tym mocniej i boleśniej odczuwał ucisk w okolicach skroni i tym bardziej czuł ogarniające go zmęczenie i senność.
        Nagle cały jego niepokój i strach zeszły na dalszy plan, niczym odsunięte czyjąś dłonią, żeby zrobić miejsce na coś nowego. Tą nową rzeczą były ciche słowa, które rozległy się w jego umyśle i brzmiały, jakby były wypowiedziane gdzieś bardzo daleko:
        - Zapamiętaj i rozważ dokładnie następne moje słowa, gdyż wskażą ci one drogę do przeznaczenia... - tu nastała chwila ciszy i ponownie rozległy się słowa, ale tym razem były wyraźne i głośne:
        - "Bo czyż gotów jesteś poznać prawdziwą naturę miłości, co w jej liliowych oczach się skrywa? Żądny atencji o subtelności, czułości i delikatności zapominasz. Patrząc złowieszczo na innego starania, co pełne są pokory i oddania pamiętaj, że jedno słowo lub gest mogą być jak topór kata, co opada nieubłaganie, by zakończyć żywot swej ofiary. Nawet jedna myśl nieposkromiona może stać się trucizną, co wtłoczona w świadomość niszczy i tłamsi, aż w końcu zabija."
        Były to ostatnie słowa, jakie Sehanine skierowała do Leiftana, tuż przed odesłaniem go do jego wymiaru i ciała. Przy całej delikatności i melodyjności, jakimi charakteryzował się ton głosu Strażniczki, wypowiedziane przez nią wtedy słowa, brzmiały teraz jak ponure ostrzeżenie. Przez dłuższy czas nie potrafił się na niczym skupić, bo te słowa kołatały teraz w jego głowie, niczym natrętne myśli, których pomimo usilnych starań, nie można się pozbyć. Nie potrafił przypomnieć sobie, skąd zna ten głos ani do kogo on należy. Dlaczego pytała, czy jest gotów poznać prawdziwą naturę miłości? Przecież już od dawna wiedział, czym jest miłość. I o jakim przeznaczeniu mówiła? Czy chodziło o jego przeznaczenie? A może o Shairisse? I dlaczego znowu odczuwa ten ucisk w skroniach? Nim się zorientował, znowu dopadło go to dziwne zmęczenie i senność, ale tym razem nie potrafił się im oprzeć...
        ***
        Miiko szła do przychodni, zastanawiając się, czy będzie musiała dzisiaj stawić czoła jakimś nowym problemom. Był wczesny poranek, a ona już odczuwała zmęczenie i zniechęcenie. W ciągu ostatnich kilku dni działo się zdecydowanie zbyt wiele jak na jej siły. Nieporozumienia wśród sojuszników, które należało jak najszybciej załagodzić i rozwiązać. W związku z tym w najbliższych dniach szykowały się negocjacje dyplomatyczne w Balenvii, do których trzeba się było przygotować. Nagłe zmiany w grafiku misji, spowodowane atakiem na Shairisse, który notabene prawie pozbawił dziewczynę życia, a teraz jeszcze kłopoty zdrowotne Leiftana. Wszystkie te wydarzenia stresowały ją tak bardzo, że kolejną noc nie mogła zasnąć, a jak już się udawało, to po chwili wybudzał ją nagły lęk, że nie da sobie z tym wszystkim rady. Szła z nadzieją, że Ewelein będzie miała dla niej same dobre wiadomości, bo naprawdę potrzeba jej było teraz zastrzyku pozytywnej energii.
        W drzwiach przychodni minęła się z Velandelem, który bez pośpiechu opuszczał swoje miejsce pracy i wesoło pogwizdywał. Widząc go, czarnowłosa nabrała wiary, że rytuał zakończył się powodzeniem, a nocny kryzys zdrowotny lorialeta został zażegnany.
        - Witaj Ewelein - przywitała elfkę, która siedziała przy biurku i coś notowała.
        - Och, witaj Miiko - odparła zmęczonym głosem pielęgniarka.
        - Chyba jesteś wykończona? Nie przeszkadzam? - kitsune wymownie zerknęła na stertę kartek rozłożonych na biurku.
        - Oczywiście, że nie - uśmiechnęła się Ewe. - Muszę tylko uzupełnić zalecenia i skończyć raport z nocnego dyżuru - dodała zrezygnowanym tonem. - Velandela i Narendę odesłałam, aby coś zjedli i odespali nocny alarm, ale zaraz Laerin zaczyna dyżur, to będę mogła się trochę położyć. Nasze gołąbki muszą odpocząć i mam nadzieję, że pozostaną już grzeczne i spokojne.
        - "Nasze gołąbki"? Kogo masz na myśli? - spytała zaskoczona szefowa.
        - Leiftana i Shairisse - odparła lekko rozbawiona elfka. - Nie mów mi, że nie wiedziałaś?
        - O czym? - zaskoczenie na twarzy Miiko, powoli przechodziło w zadumę. Zdawała sobie sprawę, że lorialet traktuje Shai z wyjątkową troską i sympatią, ale zawsze myślała, że to z powodu tej dziwnej więzi dziewczyny z Kryształem i Wyrocznią.
        - Naprawdę nie widziałaś, jaki przerażony był wczoraj? - zdziwiła się pielęgniarka.
        Szefowa straży przez chwilę się zamyśliła. Wczorajsza reakcja Leiftana na wiadomość, że dziewczyna umiera, rzeczywiście była dość zaskakująca i gwałtowna. Jego zachowanie później pod drzwiami przychodni w sumie też wskazywało, że mocno przeżywa to, co się dzieje z ziemianką.
        - Wiesz, to jeszcze o niczym nie świadczy - powiedziała po chwili z uśmiechem.
        - No niby nie, ale wiesz co? - Ewe spojrzała na kitsune i zaczęła wyjaśniać. - Wczoraj, gdy weszłam do sali, nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności. Myślał, że jest z nią sam i jego zachowanie wobec niej nie pozostawiało żadnych wątpliwości - uśmiechnęła się znacząco. - Wierz mi Miiko, jestem pewna, że nasza mała ziemianka nie jest obojętna Leiftanowi. Szczerze mówiąc - dodała po chwili namysłu - ostatnio z moich obserwacji wnioskuję, że stała się kimś ważnym nie tylko dla Leiftana, ale i dla Valkyona.
        - Twoje ostatnie obserwacje? Ewelein, o czym ty mówisz? - dopytywała zdziwiona i coraz bardziej zaciekawiona szefowa.
        - Chodź i sama spójrz - powiedziała elfka i wstała od biurka. Podeszła do uchylonych drzwi sali, gdzie leżeli Leiftan i Shairisse. - Widziałaś kiedykolwiek, żeby Valkyon się tak zachowywał?
        Miiko podeszła do niej i zajrzała do sali. Na krześle przy łóżku dziewczyny, siedział szef straży Obsydianu. Był pochylony w jej stronę, wspierał się na łokciach i trzymał ją za rękę, a głowę miał opartą na jej biodrze. Wyglądało na to, że chłopakowi się przysnęło, gdy siedział przy ziemiance. Obok jego stóp, pod łóżkiem spał zwinięty w kłębek Athira. Różany lis od samego początku nie odstępował swojej pani ani na krok.
        - Od dawna tak siedzi? - zapytała szeptem kitsune. Widok ten faktycznie ją trochę zdziwił, gdyż pierwszy raz widziała Valkyona czuwającego przy łóżku podopiecznej. Nigdy wcześniej nie było takiej sytuacji, mimo że jego podwładni często trafiali do przychodni, bo była to straż skupiająca wojowników.
        - Przyszedł wczoraj przed Leiftanem i wyszedł tylko raz, gdy poprosiłam, żeby zawołał Ezarela i moich asystentów - odpowiedziała również szeptem Ewelein i ponownie usiadła przy biurku. - Już jakiś czas temu zauważyłam, że Shairisse ma na niego dobry wpływ. Przy niej się zmienił i wyszedł z tej swojej skorupy. Dlatego śmiem przypuszczać, że jego zachowanie jest spowodowane tym, co dzieje się w jego sercu.
        - Jeśli rzeczywiście tak jest - Miiko nagle spoważniała - to powiem ci, że niedługo mogą się pojawić nieoczekiwane sytuacje w Kwaterze.
        - Zapewne tak moja droga - pielęgniarka również przybrała poważny ton głosu - na razie jednak mamy inne problemy, którymi trzeba się zająć.
        - Masz rację. To tak dla pewności zapytam - kitsune zerknęła w stronę sali - z naszymi gołąbkami już wszystko dobrze?
        - Mogę powiedzieć, że u Shairisse wszystko wróciło do normy - elfka popatrzyła na czarnowłosą. - Musi jedynie odpocząć, ponownie nabrać sił i odnowić swoją energię i poziom maany we krwi... Jeśli chodzi o Leiftana... - w tym momencie spojrzała w kierunku sali, na której leżał lorialet. - Wygląda na to, że fizycznie jest z nim wszystko dobrze, ale poziom energii i maany w jego krwi jest niestabilny...
        - Czyli? Co to dokładnie znaczy? - dopytywała Miiko, marszcząc brwi. - Czy coś się stało w trakcie rytuału?
        - Tego nie wiem. Na czas rytuału poszłam do drugiej sali, aby im nie przeszkadzać i nie robić jakichś zakłóceń - spokojnie zaczęła wyjaśniać Ewe. - Kiedy Huang Hua mnie zawołała, Shai akurat wróciła do siebie i musiałam tylko ustabilizować jej oddech. Leiftan za to leżał na podłodze wyprężony i napięty jak struna od kitary*. Użyłam staroelfickiej frazy łagodzącej napięcia, która podziałała na niego od razu, ale zaraz potem miał jakiś dziwny, choć krótkotrwały napad epilepsji. Z opowieści Valkyona i Huang Hua wywnioskowałam, że to mógł być moment zakończenia rytuału. Gdy kładliśmy Leiftana na łóżko, okazało się, że ma krwotok, który nie był jednak poważny i udało nam się go dość szybko opanować. Od tamtej pory jego oddech, tętno, ciśnienie i temperatura są prawidłowe, wręcz książkowe. Martwi mnie jednak to, że poziomy maany we krwi i energii w czakrach sukcesywnie się obniżają. Ezarel stwierdził, że podobne efekty występują po zażyciu eliksiru Tersus Victas, ale z tego, co wiem to Leiftan nie pił takiego eliksiru...
        - Co to za eliksir?
        - Ciężko to wyjaśnić w prostych słowach - westchnęła elfka. - Krótko mówiąc, używa się go wraz z zaklęciem, aby wymazać wspomnienia i oczyścić pamięć i nie chodzi tylko o umysł.
        Kitsune wpatrywała się w pielęgniarkę przez dłuższą chwilę w milczeniu, wyraźnie starając się zrozumieć i przetrawić dopiero co pozyskane informacje. Ewelein przyglądała się jej z uwagą i widziała, że szefowa czuje się przytłoczona całym tym zamieszaniem, jakie powstało i wzmagało się w ostatnich dniach.
        - Nie martw się na zapas Miiko - odezwała się w końcu łagodnie, patrząc czarnowłosej w oczy i łapiąc jej dłoń w geście pocieszenia. - Najważniejsze, że oboje żyją. Ezarel wysłał Taenmila z wiadomością do pewnego znajomego zaklinacza, więc niedługo powinniśmy mieć obszerniejsze wieści na temat stanu naszego lorialeta.
        - Dobrze - odezwała się zrezygnowanym tonem szefowa. - Powiedzmy, że postaram się o tym teraz nie myśleć i poczekam na więcej informacji. Tak z innej strony biorąc - zaczęła, zerkając na Ewelein przyjaźnie - jadłaś już śniadanie?
        - Tak, Ezarel przyniósł mi kanapkę i sok, zanim poszedł się położyć - odpowiedziała pielęgniarka, kierując swoje spojrzenie na stos papierzysk leżących na biurku.
        Gdy elfka kończyła wypowiedź, do przychodni wszedł młody, szczupły chłopak. Jego ruchy były miękkie i niezwykle sprężyste. Z czarnej czupryny wystawały czarne, kocie uszy z białymi pędzelkami, idealnie pasujące do czarnego kociego ogona z białą końcówką. Ciemna, prawie czarna karnacja kontrastowała z pomarańczowymi oczami o bystrym i trochę dzikim spojrzeniu.
        - Witam szanowne panie - przywitał się miłym i bardzo ciepłym głosem, zamykając drzwi przychodni.
        - Witaj Laerin - powitała go Ewe, zerkając na zegarek. - Już jesteś? Masz jeszcze ponad pół godziny do dyżuru.
        - Wiem, ale słyszałem, że w nocy było dość nerwowo - odpowiedział łagodnie kotołak - i pomyślałem, że może przydałbym się wcześniej, żeby w czymś pomóc, albo szybciej przejąć zmianę i cię odciążyć.
        - To miłe z twojej strony - Ewe spojrzała na niego z rozbrajającym uśmiechem. - Miiko, tobie zalecam trochę więcej spokoju i porządne śniadanie - zwróciła się do szefowej tonem lekarza, który na odchodne wydaje ostateczne zalecenia pacjentowi. - Po południu natomiast zalecam wspólny spacer w ogrodach - dodała żartobliwie, mrugając porozumiewawczo i zabrała się do uzupełniania dokumentów.
        - Tak jest - Miiko uśmiechnęła się rozbawiona i skierowała do wyjścia. Wiadomości, które usłyszała od Ewelein były raczej pozytywne, chociaż pozostawiały spory margines na nowe domysły i zmartwienia. - Miłego dnia - rzuciła na odchodne.
        Idąc do stołówki, kitsune stwierdziła, że musi porozmawiać z Nevrą i Ezarelem, aby uzyskać od nich poradę na temat szykujących się rozmów dyplomatycznych. Trzeba coś było zacząć ustalać, a na Leiftana chwilowo nie mogła przecież liczyć. Valkyon chyba też na razie nie byłby zbyt pomocny, bo cała jego uwaga wyraźnie skupiona była na Shairisse. Postanowiła zwołać na popołudnie zebranie Lśniącej Straży, może przy okazji zdoła dowiedzieć się, czy szefowie straży wiedzą coś więcej o sercowych zawirowaniach w Kwaterze. Nie był to priorytet, ale Ewe rozbudziła dzisiaj jej ciekawość. Na razie jednak jedyne, o czym mogła myśleć, to zjedzenie śniadania, bo burczenie w brzuchu stawało się coraz dokuczliwsze.
        ***
        - Uhm... - ciche westchnięcie i poruszenie trzymanej dłoni, momentalnie wyrwały Valkyona z płytkiego snu. Od razu skierował spojrzenie na twarz dziewczyny, której od kilku godzin nie odstępował ani na krok. - Gdzie ja jestem? Co się stało? - dopytywała ledwo słyszalnym głosem Shairisse, zerkając na wojownika lekko oszołomionymi i nie do końca jeszcze przytomnymi oczyma.
        - Na Wyrocznię - wyszeptał wzruszony szef Obsydianu, całując przy okazji trzymaną dłoń ziemianki i nie spuszczając wzroku z jej twarzy. - Jesteś w przychodni, miałaś trochę problemów... ze zdrowiem - dodał po chwili niepewnie. Obawiał się, że prawda ujawniona w tej chwili, może spowodować u niej jakiegoś rodzaju szok lub traumę. Wolał, żeby wnikliwym wyjaśnianiem zajęły się osoby znające się na takich sprawach lepiej od niego. Dla niego bowiem liczyło się tylko to, że najważniejsza osoba w jego życiu żyje i właśnie się przebudziła. - Jak się czujesz maleńka? - zapytał łamiącym się głosem, usilnie starając się przy tym nie dopuścić łez do oczu.
        - Czuję się, jakby mnie czołg przejechał - odpowiedziała Shai żartobliwie, przewracając przy tym oczami i wywołując tym samym łagodny uśmiech na twarzy Valkyona. To była standardowa odpowiedź dziewczyny zawsze po ich wspólnych treningach. Sporo czasu zajęło mu zrozumienie, czym jest ów "czołg", o którym wspominała.
        - To dziwne, bo nie trenowaliśmy ostatnio - odparł, uśmiechając się przy tym z wyraźną ulgą i zadowoleniem na twarzy. Skoro żartowała, to mogło świadczyć tylko o tym, że jej samopoczucie nie jest najgorsze. Chwilę wcześniej jego uwagę zwrócił Athira, który słysząc głos swojej pani, od razu usiadł przy rozmawiających i domagał się uwagi, wesoło merdając ogonem i popiskując. - Zobacz, kto cały czas przy tobie czuwał - oznajmił, prostując się na krześle. Kiedy to zrobił, chowaniec od razu delikatnie wsparł się łapami o jego kolana i wsunął mokry nos w dłoń swojej opiekunki.
        - Dzień dobry - nieoczekiwanie przywitał się Laerin, który niepostrzeżenie wszedł do sali i pochylał się właśnie nad aparaturą monitorującą stan lorialeta. - I nie tylko on czuwał - dodał z ciepłym uśmiechem, specjalnie unikając kontaktu wzrokowego z białowłosym i pacjentką. Zaskoczony szef Obsydianu spojrzał na niego karcąco, ale nie odezwał się słowem.
        - Och, mój słodki lisio - szeptała w międzyczasie Shairisse, uśmiechając się szeroko i delikatnie drapiąc swojego chowańca za uchem. - Nie tylko on? - po chwili zapytała lekko zdziwiona, spoglądając łagodnie na swojego szefa. Valkyon nic jednak nie odpowiedział i lekko zażenowany spuścił wzrok. Pojawiające się jednak rumieńce na jego policzkach były wystarczającą odpowiedzią dla dziewczyny. Laerin zaśmiał się i spojrzał na wojownika, ale widząc jego reakcję, wolał nie kontynuować tematu. W międzyczasie zadowolony Athira położył się pod oknem, od czasu do czasu zerkając tylko na swoją panią.
        - Znajdziesz mi Valkyonie jakąś poduszkę? - poprosiła delikatnie rozbawionym tonem Shai, tym samym dając do zrozumienia szefowi swojej straży, że nie będzie drążyć tematu. Słysząc jej słowa, złotooki odczuł ulgę i zaczął rozglądać się po sali, w poszukiwaniu wolnej poduszki. Wiedział, że dziewczyna zrozumiała jego zakłopotanie, gdyż nie dopytywała go już więcej, tylko spoglądała na niego i uśmiechała się przyjaźnie. Właśnie w takich momentach miał wrażenie, że oboje dogadują się niemalże bez słów. Zawsze doceniał jej spostrzegawczość i wyrozumiałość, dzięki którym czuł się przy niej swobodnie.
         - Weź z łóżka obok - podpowiedział mu Laerin. - Później przyniosę nową.
        Wojownik wstał, aby zabrać poduszkę z wolnego łóżka, a następnie bardzo delikatnie wsunął ją pod ramiona i głowę swojej podopiecznej.
        - Tak dobrze? - zapytał, patrząc jak Shairisse układa się na posłaniu.
        - Super, dziękuję ci bardzo - odpowiedziała z uśmiechem.
        - Potrzebujesz jeszcze czegoś? Może głodna jesteś? - dopytywał z troską.
        - Nie, na razie niczego mi nie potrzeba.
        - Jak coś, to mów - odparł, siadając ponownie na krześle i przyglądając się z uwagą Shairisse. Wyraźnie widział, że dziewczyna się nad czymś zastanawia. Domyślał się, że będzie chciała zapewne wiedzieć, jak się tu znalazła i dlaczego, ale on sam przecież nie znał dokładnych odpowiedzi na te pytania. Bardzo chciał dowiedzieć się, dlaczego w nocy znalazła się w lesie i co się wydarzyło, zanim Athira po niego przybiegł. Stwierdził jednak, że czas na dopytywanie o to będzie później. Teraz najważniejsze było, aby wróciła do pełni zdrowia.
        - Długo tu jestem? - zapytała po dłuższej chwili, wyrywając Valkyona z zamyślenia.
        - Niecałe dwie doby - odparł, patrząc prosto w jej liliowe oczy.
        - Nie pamiętam, co się stało... - powiedziała zamyślona. Wojownik chciał jej odpowiedzieć, ale zrezygnował, gdyż do łóżka podszedł Laerin, by sprawdzić wskazania na aparaturze. Chwilę stał, wpatrując się w kolorowe odczyty.
        - Wygląda na to, że wszystko jest w porządku - odezwał się, korzystając z chwili milczenia między chłopakiem i dziewczyną. - Jeśli nic się nie zmieni, to myślę, że za dwa dni będziesz mogła wyjść - dodał, radośnie i wyszedł z sali. Shairisse zareagowała na tę wiadomość tylko delikatnym uśmiechem, wyraźnie skupiając swoje myśli na czymś innym. Valkyon za to odetchnął z ogromną ulgą, czując, jak ogromny ciężar spada z jego ramion.
        - Shai, nie zamartwiaj się na zapas - powiedział łagodnym, uspokajającym tonem. - To zapewne normalne, że w tej chwili nie pamiętasz, co się wydarzyło. Byłaś nieprzytomna, dopiero się wybudziłaś, potrzebujesz trochę czasu, aby dojść do siebie...
        - Może masz rację... - jej odpowiedź nie brzmiała przekonująco, ale wiedział, że nie powinien w tej chwili więcej wymagać. Zawsze była uparta i lubiła robić wszystko po swojemu, a im bardziej czegoś jej zabraniano, tym bardziej czuła potrzebę, by to zrobić. - Ale to takie dołujące, że nie potrafię sobie przypomnieć...
        - Za jakiś czas Ewelein wróci na dyżur, to zapewne będzie mogła ci jakoś pomóc - starał się ją pocieszyć, widząc, że nadal martwi się swoim brakiem pamięci. - Poza tym wszystko ci wytłumaczy i wtedy jestem pewien, że łatwiej ci będzie zebrać myśli i poskładać wszystko w jakąś całość -  dodał, przy okazji sam siebie też chcąc uspokoić. Poniekąd miał sobie za złe, że nie udało mu się zapobiec wydarzeniom z tamtej nocy. Obiecał przecież, wręcz przysięgał kiedyś Shairisse, że będzie ją chronił - nawet za cenę własnego życia... A teraz czuł, że ją zawiódł...
        - Niech ci będzie - powiedziała, dając w końcu za wygraną. - Jak ty to robisz, że zawsze wiesz, co powiedzieć, żeby mnie przekonać? - zapytała po chwili, przyglądając mu się i zabawnie marszcząc brwi.    
        Valkyon słysząc jej słowa, uradowany uśmiechnął się nieznacznie. Nie zdążył jednak nic odpowiedzieć, gdyż w drzwiach stanął Laerin, oznajmiając, że właśnie przyszedł Chrome z informacją o zebraniu Lśniącej Straży w Kryształowej Sali.
        - Shai, niestety muszę iść, więc ci nie odpowiem - oznajmił głosem, który sugerował, że wcale tego nie chce. Wstając z krzesła, wziął rękę dziewczyny i ucałował ją delikatnie. - Chcesz, żebym wrócił po zebraniu?
        - A nie chcesz odpocząć ode mnie? - zaśmiała się, spoglądając figlarnie na niego. - I... wyspać się normalnie w swoim łóżku, a nie na... krześle? - dodała po chwili żartobliwie, chociaż rzeczywiście martwiła się o chłopaka. Znała go na tyle dobrze, że wiedziała, iż jest niewyspany i zmęczony.
        - Nie drażnij się ze mną - odpowiedział również figlarnie, chociaż dało się wyczuć, że nadal czuł się lekko zażenowany tym, że się o tym dowiedziała. - Jeśli nie będę miał obowiązków, to przyjdę do ciebie.
        - Ok, idź już Valkyonie - powiedziała cicho i uśmiechnęła się ciepło. - Miiko nie lubi czekać.
        - Wiem - odparł markotnie. - Odpoczywaj maleńka.
        Po tych słowach odwrócił się do drzwi i ruszył na zebranie.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*starogrecki instrument muzyczny, stanowiący odmianę liry

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.