FANDOM


Perspektywa Riany:



Po rozmowie z Melyem, wyszłam zaczerpnąć świeżego powietrza. Nie chciałam nikogo słyszeć. Chciałam tylko przemyśleć sobie to wszystko. I choć na chwilę oddalić się od tej rzeczywistości.

Dlaczego to musi być takie trudne?! Dlaczego znowu mam to wszystko ukrywać?! Mam już dość tak długiego ukrywania siebie samej, a teraz, po raz drugi, odkąd mogłam powiedzieć Erice o wszystkim, muszę przed nią to wszystko ukrywać! I to na dodatek wszystko, o czym powinna, już dawno, wiedzieć. Tylko ciekawa jestem, jak Melyem się wykaraska, gdy Erica dowie się, że, jej własna siostra, ukrywała przed nią coś takiego!

Po wyjściu z Kwatery usłyszałam znajomy głos. A więc się nie zgubiła. A była tego taka pewna… Haha!

- Quile?! – Krzyknęłam, udając, że nie dowierzam własnym oczom.

- Riana! – Podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję, po czym szepnęła mi do ucha: - Musimy? Nie chcę zatajać przed nią tego wszystkiego, ani jej okłamywać!

- Nie mamy wyboru Quile. To nie zależy teraz od nas.

Odkleiła się ode mnie i zaczęłyśmy szeptać, póki jeszcze nikt do nas nie podszedł na tyle blisko, by nas usłyszeć.

- Księżniczka Melyem dalej chce to przed nią ukrywać? No błagam! Jeszcze jej mało? – Szeptała dosyć głośno, ale na szczęście… na szczęście Melyem, nikt je nie usłyszał. Po krótkiej chwili dodała coś jeszcze: - Nie zniosę, że będę musiała ukrywać przed nią, że ją znam! I przed wszystkimi innymi…

- Musimy. Przez jakiś czas.

Kątem oka zauważyłam, że podchodzą do nas Księżniczki oraz strażnicy. Pff! Też mi strażnicy… Myśleli, że Quile jest nie wiadomo, kim i pewnie jest człowiekiem, na którego muszą uważać i „przynieść” go do swojej, jakże wspaniałej szefowej, więc trzymali ją, aby nie uciekła, a ona nawet nie musiała się męczyć, aby do mnie podbiec. Powinni być przygotowani na wszystko.




Perspektywa Erici:




Quile rzuciła się Rianie na szyję. Po kilku sekundach oderwały się od siebie, a ja po następnej minucie podeszłam do nich.

- Quile, tak?

- Tak! ^^ A ty to oczywiście Erica, jak mniemam?

- Tak, haha. A to jest Merket.

- Merket? – Uniosła brwi, zdziwiona. Pewnie dlatego, że jesteśmy tak bardzo podobne do siebie. Ja za to się dziwię, że wiedziała, kim ja jestem, a o Merket nie miała najmniejszego pojęcia. I z tego, co widzę, przyjaźni się z Rianą.

- Miło mi – Merket podała jej dłoń, którą Quile, choć trochę zmieszana, chętnie przyjęła, mówiąc „mi również!”, a po chwili odwróciła się do Riany, która również na nią spojrzała. Miałam wrażenie, że się jakoś kontaktują wzrokowo.

- Skąd się znacie? – Spytałam patrząc to na Rianę, to na Quile.

- Kiedyś byłyśmy Strażniczkami i Wojowniczkami w naszym Królestwie. Ale rozpętała się tam okropna wojna, podczas której zginęli prawie wszyscy z naszej rasy. Od tamtej pory nie powróciłyśmy do I… Królestwa – wyjaśniła Quile, a Riana przez chwilę spojrzała na nią przerażona, na co Quile posłała jej tylko zakłopotany i przepraszający uśmiech. Riana tylko westchnęła i sceptycznie pokręciła głową.

- Naprawdę? Z waszego Królestwa nic nie zostało? – Wyrwało mi się. Cóż, ciekawość wzięła górę. Mah na bank by powiedziała „jak zawsze” i dostała by ode mnie „lekko” w ramię. No cóż… Stare nawyki.

- Wszyscy nasi Wojownicy, Strażnicy i w ogóle cała nasza rasa prawie wyginęła. Z tego, co wiem, jak na razie, jest nas tu tylko ośmioro…, albo i nawet dziewięcioro… – zaskoczona zmarszczyła brwi i odwróciła głowę w stronę Quile. Ona też spojrzała na nią zaskoczona. Ale nie zmarszczyła brwi, jak Riana, tylko je podniosła, przez co wyglądało to trochę zabawnie - …wliczając w to mnie i Quile – znowu spojrzała na nas.

- Ohh… Macie podobnie, jak ja… - spuściłam lekko głowę, uśmiechając się smutno i patrząc z tą samą emocją na trawę.

- Wiem… – spojrzałam na nią zdziwiona. Skąd ona może to wiedzieć? Widząc moją minę, powiedziała szybko: - Melyem mówiła.

- Powiedziała ci to? – Spytałam zaskoczona.

- Tak. Ona zna naszą historię, tak samo, jak ja znam historię Aengel. Ona tylko wyjaśniła to, czego nie wiedziałam lub nie byłam pewna – wyjaśniła, a ja kątem oka widziałam, jak Merket dziwnie, i podejrzliwie, patrzy na Rianę. Wyglądało na to, że bardzo dziwiły ją jej słowa. Zresztą, ja też jestem zaskoczona.

Jednak żadna z nas nie miała pomysłu, co teraz powiedzieć lub zrobić.

Po chwili stania tak i patrzenia na siebie, nie wiedząc, co powiedzieć, Quile wybuchła niepohamowanym śmiechem. Coś musiało ją naprawdę rozbawić, bo aż złapała się za brzuch. Czemu mam wrażenie, że jest tak samo szalona, jak Mah? Albo podobnie?

- Co ci jest? – Spytała Riana patrząc na nią. Ona jednak nie przestawała się śmiać.

- Pewnie ma coś z głową – podskoczyłam, słysząc kogoś za sobą. To był jeden ze strażników, który chyba chciał zaprowadzić Quile do Miiko. Ona mu się jednak bardzo łatwo wyrwała. A czy oni przypadkiem nie powinni być przygotowani na wszystko? Ja rozumiem, że mi by się bardzo łatwo wyrwała, ale… Nie, zaraz. Przecież Wojownikom Aengel się nikt nie wyrwie, są zbyt silni. A ja mam zresztą dopiero zostać Wojowniczką Aengel.

- Hm… Może tak się śmieje przez zaistniałą sytuację? – Zaproponowała Mer, a my nie zrozumieliśmy, o co jej dokładnie chodzi, więc szybko wytłumaczyła, że już chwilę stoimy tak zmieszani, patrząc na siebie, nic nie robiąc, ani mówiąc.

- Tahahahahak – Quile potwierdziła pomysł Mer.

- Ile ona będzie się tak jeszcze śmiać? Bolą mnie już uszy! – Narzekał drugi strażnik. Jak ja mu zaraz ponarzekam… Matko, mówię, jak Mah.

- Skoro tak, to wracaj do Kwatery. Wiesz już, że Quile nie jest żadnym „ludzkim zagrożeniem” lub, jak to bardzo często rasistowska część was lubi nazywać, „ludzkim potworem” albo nie wiem, jak jeszcze, więc możesz już wracać – powiedziała i zawiadomiła oschle Riana. Już sobie wyobraziłam, jak Mah szeptałaby teraz „dajesz, Riana!” albo jeszcze lepiej „Polska gola!”, tyle, że to akurat by wykrzyczała, co jest bardziej prawdopodobne, zważając na to, że pomyślałaby, że byłoby śmieszniej.

Strażnik spojrzał groźnie na Rianę i jej nie posłuchał. Posyłał jej tylko mordercze spojrzenia, a Riana nic sobie z tego nie robiła. My za to, wraz z tamtym strażnikiem „staliśmy na trybunach” i oglądaliśmy to „przedstawienie”. Matko, znowu mówię, jak Mah…

- Myślisz, że się przestraszę? – spytała pogardliwie i trochę bezczelnie Riana.

- Powinnaś – strażnik dalej nie dawał za wygraną, a my równocześnie obracaliśmy głowy, to na Rianę, to na strażnika.

- Mam się bać ciebie? Oj, mój drogi…, chyba coś ci się pomyliło – sama nie wiem, dlaczego, ale spodobał mi się ten „ton głosu” Riany. Bezczelny, pogardliwy i rozkazujący. Czy to dobrze i normalne?

- Ty chyba też masz coś z głową. Radzę się leczyć.

Riana tylko uśmiechnęła się pogardliwie i bezczelnie, unosząc kącik ust do góry i podeszła bliżej do strażnika. Powiedziała mu coś na ucho, ale nie usłyszałam, co – co zresztą normalne – a gdy się od niego odsunęła, on wydawał się nie być już taki pewny siebie, a wręcz przeciwnie. Był przerażony. 1:0 Riana! … Dlaczego mówię, jak Mah?

- Chodźmy do Kwatery – zaproponowała, a raczej rozkazała Riana. Potem odwróciła się do nadal śmiejącej się Quile i szepnęła jej coś na ucho, przez co przestała się śmiać i skierowaliśmy się do Kwatery. Odwróciłam się jeszcze raz do strażnika, który kłócił się z Rianą. Naprawdę był przestraszony.

Ledwo przeszliśmy przez Aleję Łuków, a tam spotkałyśmy Ykhar, chyba po raz pierwszy dzisiaj nierozbieganą, która od razu zaczęła wypytywać, kim jest Quile. Oczywiście, Riana zabrała głos i zaczęła jej wszystko tłumaczyć, a mi i Merket powiedziała, żebyśmy wróciły do spaceru.

Ale ja nie miałam ochoty już spacerować. Zamiast tego, poszłam do swojego pokoju po broń. Czas wreszcie trochę potrenować.

Wzięłam swoją broń i odwróciłam się do Merket.

- Nie mów mi, że teraz chcesz trenować – mówiła zdezorientowana, kierując swój wzrok najpierw na broń, potem na mnie.

- Muszę się w końcu wyżyć. Od trzech dni tylko płakałam, to teraz czas na trening – mówiłam ciągle patrząc na broń. Spojrzałam na Merket. – Jesteś Wojowniczką Aengel, prawda?

- Aleś sobie wybrała moment… -mruknęła dosyć głośno. – Naprawdę chcesz teraz zacząć to trenować?

- Tak. Lepiej, żebym się zajęła czymś pożyteczniejszym niż płakanie, a nie mam nic do roboty. A poza tym, i tak w końcu zostanę Wojowniczką Aengel, więc co mam do stracenia?

- Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, żebyś trenowała teraz, gdy emocje tobą targają i nie przebudziłaś jeszcze swoich zdolności. A poza tym, złość napędza Wojowników Aengel i gdy emocje targają nami podobnie, jak tobą teraz, jesteśmy nieokiełznani. Zwłaszcza, jeśli chodzi o złość, a to na pewno stanie się twoją emocją numer jeden, gdy zaczniesz trenować i sobie przypominać wszystko, co się do tej pory stało i może, co ma się jeszcze stać. A to zwłaszcza ty, więc naprawdę nie jestem tego taka pewna.

- Przecież nic ci nie zrobię.

- No nie wiem…

- Nie skrzywdziłabym cię!

- Nawet tobą złość może zawładnąć. Może i nie będziesz chciała mnie skrzywdzić, ale jeśli twoja złość sięgnie zenitu, nie dasz rady jej pohamować, a jeszcze przez łzy, które zbiorą się w twoich oczach, nie będziesz widziała kompletnie nic, tylko jakiś rozmazany obraz i boję się, o czym będziesz myślała. Jeśli na przykład przed oczami stanie ci obraz kogoś, kogo nienawidzisz, jakieś przykre wspomnienie, które mogłabyś chcieć zmienić, to sama będziesz nie do okiełznania.

- Na pewno nad tym zapanuję.

- Nie mam pojęcia, kto lub co mogłoby cię okiełznać, ale szczerze wolę nie ryzykować.

- W takim razie może potrenuję z Melyem?

- Hmm… Może ona wybije ci to z głowy.

Wyszłyśmy z mojego pokoju i zaczęłyśmy szukać Melyem. Merket poprosiła mnie, żebym zostawiła broń. To jeszcze zrobiłam.

- Gdzie ona jest? – Zapytałam sama siebie. Szukałyśmy Melyem po całej Kwaterze Głównej i w innych miejscach, do których mogłaby się udać i nic.

- Tam jest – powiedziała Merket, a ja odwróciłam się i spojrzałam tam, gdzie ona patrzyła. Byłyśmy akurat w piwnicy, więc trochę się zdziwiłam, gdy zobaczyłam, jak Melyem, Riana i Quile dyskutują o czymś i to tak, żeby nikt ich nie widział i nie słyszał.

Spojrzałyśmy na siebie z Merket i ruszyłyśmy w stronę dziewczyn. Szłyśmy do nich po cichu, tak, żeby nas nie usłyszały. Chciałam wiedzieć, o czym rozmawiają.

Widziałam, jak zdenerwowana Quile macha rękami i prawie krzyczy na Melyem, jednak się opamiętuje. Riana starała się ją uspokoić, co jej nawet wychodziło, ale w pewnej chwili zauważyłam, że po policzkach Quile spływają łzy. Co się tam dzieje?!

Quile krzyczy na Melyem, a po jej policzkach spływa coraz więcej łez. Riana próbuje uspokoić obie. A Melyem widać, że zaczynała się już naprawdę denerwować. W jej oczach też widziałam łzy, zarówno złości, jak i smutku.

Czułam, że chce już wykrzyczeć wszystko, co jej leży na sercu i co sprawia, że ma zaszklone oczy. Ale nie krzyczeć tak, jak Quile, tylko tak, żeby cały świat ją usłyszał. A w szczególności ja. Widziałam to. Chciała, żebym to usłyszała, ale jednak nie chciała, żebym o tym wiedziała. I na odwrót…

Wiedziałam, że Melyem chce, żebym wszystko sobie oswoiła i nie dowiedziała się wszystkiego na raz - zwłaszcza, że wydaje mi się, że jest tego dużo - tylko wszystkiego po trochę. Dlatego też nie naciskałam na nią zbytnio. Wiem przecież, że chce dla mnie dobrze…

Ale wiem też, że czasami jednak lepiej nie zwlekać z prawdą za długo…

Przez kilka chwil patrzyłam, jak dziewczyny się kłócą, starając się skradać, dopóki nas nie zauważyły i natychmiast się uciszyły. A niech to!

- O, dziewczyny, jak dobrze, że jesteście! – Powiedziała z ulgą Riana.

Quile spojrzała na Rianę, potem na Melyem i na nas, a raczej na mnie i szybko wyszła, mijając po drodze mnie i Merket. Zdążyłam jeszcze zauważyć, jak posyła mi… naprawdę współczujące i troszeczkę pogardliwe spojrzenie – choć miałam wrażenie, że to pogardliwe było zwrócone do innej osoby. Choć wzrok skierowała na mnie.

W każdym razie, dalej była naprawdę wściekła. Nie wiem, jakie są Wyższe Istoty, a jej – chyba… - nie znam, więc mam nadzieję, że nie zrobi nic głupiego przez swoją złość.

- Co się stało? – Spytała zdezorientowana już Merket. Chyba też widziała, jakie Quile posłała mi spojrzenie.

- Nie pytaj… - westchnęła ciężko Riana.

- O co chodzi? – Zapytała mnie i Merket Melyem.

- Mama – gwałtownie podniosłam na nią swój wzrok. Tak dziwnie słyszeć, gdy mówi tak… o mnie… Ciekawe, czy kiedykolwiek się do tego przyzwyczaję…? - wpadła na prze genialny pomysł, żeby zacząć trenować.

Melyem przez chwilę milczała, trochę przestraszona i zdezorientowana, ale po chwili spytała szybko z nadzieją, choć chyba znała już odpowiedź:

- Mam nadzieję, że ninjutsu, jak już…

- Nie – Melyem zacisnęła mocno powieki, jakby bojąc się tego, co zaraz usłyszy. – Powiedziała, że nie chce tak bezczynnie siedzieć w miejscu, a i tak w końcu ma zostać Wojowniczką Aengel, więc co ma do stracenia?

- Nie zgodziłaś się, jak sądzę i mam nadzieję, więc dlaczego przyszłyście tu z tą sprawą?

- Nie, nie zgodziłam się, ale wiesz dobrze, jak bardzo moja mama jest uparta – spojrzała na mnie wymownie, a Melyem przekręciła oczami. – Może ty wybijesz jej to z głowy.

- Wiesz, Merket, Erica ma jakiś taki dar, że praktycznie nigdy nie potrafiłam, i chyba dalej nie potrafię jej niczego odmówić…, ale to już jest sprawa, której nie należy lekceważyć. Erica, czy ty zdajesz sobie sprawy, że nie możesz teraz trenować? Jeszcze nie…

- Jeszcze nie przebudziłam swoich mocy, tak, wiem o tym, ale nie zamierzam przez to nic nie robić! I tak mam zostać Wojowniczką Aengel, prawda? Więc teraz zacznę trenować, a potem będzie łatwiej.

- Merket, czy ty mówiłaś jej, że jeśli naprawdę się wścieknie, co teraz jest pewne, że tak by się stało, to stanie się nie do okiełznania?

- Tak, mówiłam jej, ale i tak mnie nie słucha.

- Wystarczy, że znajdziemy sposób, żeby mnie okiełznać, gdy to się stanie i po krzyku! – Powiedziałam. Nie mam zamiaru zrezygnować z tego treningu tylko dlatego, że moje moce jeszcze się nie przebudziły!

- Gdyby to było takie łatwe… - westchnęła Melyem. – Erico, nawet ja nie wiem, kto lub co mogłoby cię okiełznać w tym czasie, a uwierz mi, że znam cię nawet lepiej niż ty sama sie… - nie dokończyła. Wyglądało, jakby się nad czymś zamyśliła. – Erica, nie możesz trenować, gdy nie będziesz w stanie zapanować ani nad sobą ani nad swoimi mocami!

- Przecież moje moce nie są jeszcze przebudzone, jak mogłabym w ogóle je użyć?

- Przez to, że jeszcze się nie przebudziły i przez to, że nad nimi nie panujesz, gdy się wściekniesz, możesz ich użyć. To twoja złość będzie wtedy tobą kierować. Ty nawet nie będziesz świadoma tego, co robisz i co się dzieje.

- Melyem...

- Nie pozwolę ci treno… a wiesz co, wpadło mi coś do głowy.

- Co takiego? – Spytałam trochę zlękniona. Co ona wymyśliła?

- Założę się, że Mahdilia chciała cię kiedyś wytrenować na kunoichi? – Raczej stwierdziła, niż spytała… Zaraz, co?

Znieruchomiałam.

- Czyli zgadłam? To dobrze. Skoro tak bardzo chcesz teraz trenować, to będzie to ninjutsu.

- Mel…

- Nie!

Ok, to moja ostatnia deska ratunku. Jeśli to nie zadziała… to chyba już nic. … No, to teraz brzmię, jak Aslı*.

- Przecież muszę być gotowa na wszystko, jeśli chcę stawić czoła wszystkim przeciwnościom, potrafić się obronić i walczyć. A gdy teraz zacznę, to potem będę dobrą Wojowniczką, prawda? Lepiej nie odkładać na później tego, co można zrobić dzisiaj, a to może mi tylko pomóc i przygotować mnie na to, co może się w przyszłości wydarzyć.

Melyem, Riana i Merket zdębiały. Pewnie nie spodziewały się takiego przemówienia ode mnie.

- No i tu mnie masz… No dobrze, chodź. Będziesz trenować ze mną – zrezygnowana, zgodziła się.

- Dziękuję, Melyem! – Rzuciłam się jej na szyję, a ona objęła mnie lekko ramieniem. Po chwili puściła i poszła przodem, a za nią my trzy.

Merket podeszła do niej i usłyszałam, jak zapytała trochę zlękniona „jesteś pewna, że to naprawdę dobry pomysł?”. Odpowiedzi nie usłyszałam, ale widziałam, jak Melyem westchnęła zrezygnowana i dalej szła przed siebie.

Gdy tylko wyszłyśmy, wpadłyśmy na… Leiftana...

- Co robicie? – Spytał zaciekawiony, ale gdy tylko mnie zobaczył, jego twarz zmieniła się na taką, jakiej nigdy nie chciałam widzieć… Widać było, że nienawidził mnie całym sercem. Ale dlaczego…? Moloch wymazał mu przecież ze wspomnień tylko to, co do mnie czuje, a więc nie powinien mnie nienawidzić, prawda?

- A od kiedy to ty się tak nami interesujesz, co? Od kiedy jesteś taki ciekawy, co robimy… - spytała sarkastycznie Melyem, zakładając ręce.

 - W sumie, to nic. Ale nie mam co robić, więc pytam, co wy robicie.

- A co? Chciałbyś się przyłączyć?

- Widzę, że jest z wami twoja siostra, więc nie – powiedział oschle, a ja poczułam silne ukłucie w sercu.

Leiftan miał już iść, ale Melyem go zatrzymała.

- Będę trenować Ericę na Wojowniczkę Aengel, jakby cię to choć trochę interesowało.

Leiftan spojrzał na nią z rozbawieniem. Jego wyraz twarzy był naprawdę bezczelny. Nie rozumiem tego… Co on ma do mnie i do Melyem? Co takiego Moloch mógł mu naopowiadać?

- Naprawdę chcesz ją zacząć trenować? Teraz? Hm… To może być nawet zabawne. W każdym razie, powodzenia ci z nią życzę! – I poszedł…

- Dobra, chodźmy – zarządziła Melyem, patrząc na odchodzącego Leiftana. Po chwili złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła w stronę plaży.

- Hm, myślę, że tu będzie idealnie – powiedziała, sprawdzając teren.

- Też tak myślę – poparła ją Merket. Riana tylko kiwnęła głową, na znak, że też jest za.

- No dobrze. Więc zaczynajmy – Melyem stanęła naprzeciwko mnie.

- Beż stroju Wojowniczki? – Riana zmarszczyła lekko brwi.

- Tak. W tym wypadku, bez tego stroju – oznajmiła, po czym chciała zacząć trening, ale jeszcze ja ją zaczepiłam.

- Bez żadnej broni? – Spytałam, rozkładając lekko ręce.

- Wiesz, Wojownicy Aengel rzadko kiedy walczą z bronią – „wyjaśniła”, po czym zaczęłyśmy trenować. Kątem oka widziałam, jak Riana i Merket stoją oparte o skałę i nam się przyglądają.

Na początku szło całkiem dobrze. Panowałam nad sobą, zwinnie unikałam jej ciosów i sama też dobrze walczyłam. Trochę wydawało mi się dziwne, że znam już tak wiele ruchów, skoro nikt mi ich nigdy nie pokazywał. A może i pokazywał? Ale i tak nie powinnam ich w takim razie pamiętać.

Odpierałam ataki Melyem i sama zadałam jej kilka niemocnych ciosów. Nie chciałam jej robić żadnej krzywdy. A niech to… Mogłam o tym pomyśleć… Ale w sumie nie przebudziłam jeszcze swoich zdolności Aengel, więc nie jestem nadal tak silna, jak powinnam. I tak nic bym jej pewnie nie zrobiła. A może? Ale może lepiej nie ryzykować. Swoją siłę – jakąkolwiek teraz posiadam – wykorzystam w walce z wrogiem.

W każdym razie, było naprawdę dobrze. Aż do chwili…

Przed oczami zaczęły mi się pojawiać wszystkie te smutne i okropne sceny z życia. Gdy zaatakowano nasze Królestwo, śmierć Aengel, które widziałam na własne oczy, wszyscy, którzy mnie ochronili oddając za mnie życie… A zwłaszcza jedna osoba… Ucieczka, portal i Melyem…

Potem to, co działo się na Ziemi. Wszystkie przykre chwile z życia… Moment, gdy znalazłam zapłakaną Mahdilię. Gdy Marie zniknęła. I wszystko inne…

Następnie to, co działo się odkąd przybyłam, a raczej wróciłam do Eldaryi. Wszystko, co mnie spotkało od tamtego czasu. Te wszystkie morderstwa, oszustwa… Yvoni…, Woda Lethe… Mnemosyne…, Bestia, Naytili i wszystko inne.

Udawało mi się jeszcze panować nad emocjami, ale ledwo mi to wychodziło.

W końcu się załamałam…

Przed oczami stanęła mi Marie-Anne i chwile spędzone z nią. Czy ona tylko udawała, czy naprawdę była wtedy sobą?

Obraz Marie-Anne nie chciał usunąć mi się sprzed oczu. A gdy obok niej pojawił się obraz Leiftana…, w końcu nie wytrzymałam.

Wściekła i rozgoryczona, jak chyba jeszcze nigdy dotąd, rzuciłam się na Melyem i zamachnęłam się. Spojrzała na mnie przerażona.

Ale w ogóle się nie ruszyła…

- Erica…

- MELYEM!!!



___________________________________________________

  • Aslı (Asle) – bohaterka tureckiego serialu „Aşk Laftan Anlamaz” (Aszk Laftan Anlamaz); Miłosne Potyczki.
Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.