FANDOM


POCZUŁEM JAK GORĄCO PRZEBIJA MOJA SKÓRĘ, ZAMKNĄŁEM OCZY... POCZUŁEM PUSTKĘ, GDY JE OTWORZYŁEM, ZOBACZYŁEM SWOJE CIAŁO POD SOBĄ ODDAŁO SIĘ ODE MNIE. BYŁEM PONAD CAŁYM LASEM, I NAGLE ZACZĄŁEM UPADAĆ...

Rozdział 24

Leif- Nie... Nie udało się... Za każdym razem mi się udawało, więc dlaczego teraz to nie wyszło...

Leif: Nie mogę, ja... ja muszę ją znaleźć. Musi gdzieś być blisko, skoro się nie udało.

Leif: Potrzebuję pomyśleć. Gdzie mogłaby być. Jeżeli jest gdzies w tym lesie, to albo będzie w okolicy drzewa Yvoni, albo w drodze do...

Leif- Benelivi! 

Leif: Śmierć patriachy Ethela sprawiła jej wielki ból, pewnie poszła tam, aby pomodlić się za jego duszę... Muszę powiedzieć o tym reszcie, inaczej pomyślą, że znowu coś kombinuję, a nie mogę pozwolić sobie na utratę ich zaufania... Nie teraz.


Podczas gdy Leiftan wraca do Kwatery, Ezarel walczy z własnymi myślami...

Ez: Jak mogłem być tak głupi i jej to powiedzieć... Szlag by to trafił, nie wierzę. Mogłem za nią wybiec, mimo że tego nie chciała... Mogłem ugryźć się w język, po co ja w ogóle zaczynałem ten temat. Było tak pięknie aż...


Mała retrospekcja...

Ez- Jakie miałaś życzenie?

E- Wiesz, że nie można wypowiadać ich na głos, inaczej się nie spełnią.

Ez- Rozumiem. (Pocałowała mnie, a ja odwzajemniłem ten pocałunek).

~Jakiś czas później.~

Ez- Estellain?

E- Tak?

Ez- Ja... Chciałbym wiedzieć, czy czujesz coś do Leiftana? 

E- Skąd to pytanie?

Ez- Widziałem, jak zapisujesz swoje życzenie... Widziałem też, jak patrzyłaś na niego i na mnie, zanim je zapisałaś...

E- Nie wiem, z jednej strony nic nie czuję do niego, podjęłam wybór, że chcę być tylko z tobą, a z drugiej...

Ez- A z drugiej? (Nacisnąłem, aby powiedziała mi prawdę)

E- Z drugiej strony sama nie wiem, ale zanim dowiedziałam się, że to, co mówi o tobie to kłamstwa, to miałam wrażenie, że dużo nas łączy...

Ez- Aha... (Myślałem, że jak powie  mi prawdę, będę spokojniejszy, ale tak nie było, przybrała we mnie złość)

E- Ez?

Ez- Hm...

E- Coś nie tak?

Ez- Nie. Jest okey.

E- Widzę, chciałeś znać prawdę, więc powiedziałam ci ją.

Ez- Wiem. Cieszy mnie, że byłaś szczera, ale boli mnie fakt, że ten dupek zajmuje jakieś miejsce w twoim sercu.

E- Ezarel nie jest tak...

Ez- Przed chwilą mówiłaś coś innego!

E- Ez... 

Ez- Potrzebuję się uspokoić... 

E- Rozumiem, mam wyjść?

Ez- Nie. Zresztą jak chcesz...

E- Dobrze.


Estellain wstała i zaczęła się ubierać. Co dość zaniepokoiło naszego elfa.

Ez- G-gdzie idziesz?

E- Sam tego chciałeś. Musisz pomyśleć, ja też, więc idę się przejść.

Ez- Pewnie do tego idioty... 

E- Jesteś bezczelny, w takich chwilach żałuję, że przypomniałam sobie wszystko!

Ez- Tak!? W takim razie idź sobie. Nikt nie każe ci tu być, zostawać ze mną ani być, droga wolna!

E- W porządku, właśnie tak ci zależy...


Wyszła. Zostawiła go samego, tak jak tego chciał. Wróćmy do czasu teraźniejszego.

Ez: Z jednej strony byłem wściekły na nią, że dalej myśli o tym kretynie, ale z drugiej po prostu zamiast być i ją wspierać, pokazać, że mi na niej zależy i walczyć o nią, wolałem użalać się nad sobą, bo co, bo ma słusznie wątpliwości. Nie byłem nigdy dla niej oparciem, wręcz przeciwnie, zawsze jej dogryzałem i od samego początku tutaj niszczyłem.

Ez- Może faktycznie na nią nie zasługuję...

Leif- Słuszna uwaga.

Ez- Czego chcesz, miałeś jej szukać!

Leif- I robiłem to, zamiast stać w miejscu i użalać się nad sobą. 

Ez- Znalazłeś ją?

Leif- Nie, ale przypuszczam, że wiem, gdzie może być.

Ez- Gdzie?

Leif- Jeżeli znasz ją choć trochę, tak dobrze,  jak ja, to sam do tego dojdziesz.

Ez- ... Ty...

Leif- Idę do Miko, a ty zastanów się raz jeszcze, czy jesteś jej wart.

Ez- Ty... kur... Zabije cię...

Leif- Zobaczymy.


Wracając do Kwatery Leiftan przypomniał sobie o jednej rzeczy...

Leif- Cholera! 

Leif: Przecież prosiłem Lanca, by ją porwał... Szlag! 

Pobiegłem szybko do miejsca, w którym Ashcore miał zostawić Estellain, jednak niestety nie było jej tam, znalazłem za to obrączki i list.



Leiftan ty idioto!  (Cóż ciekawy początek)

Zrobiłem to, co kazałeś, leżała tutaj, jak zdążyłeś zapewne wywnioskować, obudziła się, Najnormalniej w świecie wyszła stąd, mówiąc sama do siebie coś typu "Gdzie ja jestem", a później, że musi postarać się wrócić na drogę i iść do najbliższej osady zapytać o drogę do Kwatery... Jak mówiłem, jesteś skończonym kretynem. Nie wiem, czy zapomniałeś, gdzie SAM KAZAŁEŚ JĄ PRZYPROWADZIĆ, czy po prostu zgubiłeś się w tym małym lasku... W każdym razie o nią się nie martw, odesłałem ją w drogę prowadzącą do Benelivi. Najbliżej mam tam z mojej kryjówki, więc w razie czego, jeżeli nie zdołacie jej dogonić, lub znaleźć, to ją sobie wezmę :3 . Naprawdę taka nagroda pocieszenia w jej postaci mi odpowiada. Chociaż nie obiecuję, że nie zrobię jej krzywdy, jeżeli okaże się zbyt słaba w TYCH RZECZACH. Chociaż nie zdziwiłbym się, gdyby wybrała jednak mnie, zamiast was wiedząc, czego mogę ją nauczyć.

A.

Leif: Ty cholerny... Tylko ją tknij... Pożałujesz wtedy, że w ogóle mnie poznałeś...

Leif: Tak szybko, jak tylko mogłem, wróciłem do Kwatery i przekazałem Miko to, co miałem zamiar zrobić wcześniej. Wezwała wszystkich, jedyną osobą, która się nie zjawiła był Ezarel.



M- Gdzie jest Ezarel?

Nev- Powiedział, że zanim przyjdzie, musi sprawdzić jedno miejsce.

M- Dobrze, zatem Leiftan pokazał mi obrączki, które znalazł zdarte z jej szyi, leżały na drodze, między drzewem Yvoni a Benelivią. Zdążyliśmy przed waszym przyjściem wysłać nowego chowańca Alaji. 

Val- Alajee ma chowańca?

M- Tak, doszłam do wniosku, że może mieć już własnego, stała się bardziej zaradna. Chociaż, ten akurat potrafi o siebie zadbać.

Val- Rozumiem. 

M- Jak mówiłam, wysłaliśmy chowańca, na poszukiwanie, ale jak tylko pojawi się tutaj Ezarel ruszamy w drgoę.

Leif- Nie możemy wziąć go po drodze?

M- Też o tym myślałam, ale doszłam do wniosku, że musi przyjść po parę rzeczy do laboratorium.

Leif- W porządku.

Al- Miko! 

M- Tak, Alajee?

Al- Narevell wrócił. Estellain jest dzień drogi przed Benelivią, więc musimy teraz wyruszyć, żeby mieć szansę ją dogonić.

M- Wyruszamy! Nevra, Valkyon znajdźcie Ezarela i przekażcie mu wszystko.

Nev- Dobrze.

Val- Idziemy.

M- Leiftan, Chrome, wy idźcie pierwsi, ja z Ykhar idziemy po Coalię i Camerię, dołączymy do was zapewne wieczorem. 

Leif- W porządku. Chrome ruszamy jak najszybciej.

Ch- Dobra. 


Ruszyłem razem z Chromem, wiedziałem, że decyzja miko da nam trochę czasu przewagi. Jendak nie o to chodziło, musiałem ją dogonić, zanim Ashcore coś zrobi.

Rozdział 25

Ash: Coraz bliżej mnie jest. Przyznaje, ciekawie byłoby ją posiąść, wtedy Leiftan nie przeżyłby tego, że wybrała mnie. 

Ash- Hah... No dalej maleńka chodź do mnie.

Ash: Dam mu jeszcze dzień, jeżeli do tego czasu się nie zjawi, zatrzymuję ją dla siebie. Nie jest taka zła, jakby mogło się wydawać. Wtedy gdy miałem ją na dłużej w kryjówce, w górach przyglądałem jej się. Z jednej strony nie dziwię się, że Leiftan ją pragnie. W pewnym sensie mi także się podoba... Wtedy gdy podała mi swoja dłoń i poszła za mną, zostawiając swoich  przyjaciół, mógłbym pomyśleć, że kiedyś może i byśmy mogli być razem. Chociaż pewnie nigdy nie wzięłaby mnie pod uwagę... Jak to mówią, warto spróbować.

Ash- Po północy się zabawimy maleńka...


W chwili gdy Ashcore wrócił do kryjówki, Estellain błądziła w myślach.

E- Po raz kolejny się zgubiłam... Mam już dość tego! Na spokojnie, przypomnij sobie Estellain co działo się kilka dni temu...

~ Pamiętam, jak byliśmy  u Fenghuangów, uczestniczyliśmy w Święcie Ognia. Szukałam tam Ezarela, w trakcie szukania spotkałam Leiftana, który znowu namieszał mi w głowie... Sam jego uśmiech doprowadza mnie do szaleństwa, a co dopiero jego dotyk... Ach!!! Estelain skup się, masz Ezarela...

E: Właśnie Ezarel... Pokłóciliśmy się po uroczystości, później pamiętam, jak wyszłam się przejść, gdy wróciłam już spał. Na następny dzień wstałam o świcie i wymknęłam się z pokoju, żeby go nie obudzić... Do powrotu do Kwatery nie rozmawiałam z nim ani razu... Jak wróciliśmy do K.G poprosiłam Miko o misję. Dalej już nie pamiętam niczego...

~ Usiadłam na chwilę na kamieniu, obok mnie płynął spokojnie strumyk. Poczułam kolejne ukłucie w klatce, ale nie mogłam tutaj paść. Położyłam się na chwilę i poczekałam, aż przejdzie. 

E- Znowu się zaczyna, muszę znaleźć jak najszybciej wyjście z tego lasu.


Ezarel, Nevra i Valkyon dogonili Miko i resztę, a następnie szli śladami Leiftana i Chroma. Wiedzieli, że będąc daleko od kryształu, może umrzeć, szczególnie teraz.

Ch- Jak to jest z Estellain i kryształem?

Leif- W chwili, gdy Kryształ został uleczony, Estellain przypadkowo wpadła z nim w symbiozę, jedynie silny czar, bądź mikstura mogłyby ją uratować od śmierci. Jednak aby przerwać całkiem symbiozę, nie powinna oddalać się od kryształu. Dopóki nie będzie on w miarę stabilny. Sama Estellain nie jest tego świadoma, dlatego im bliżej Benelivi jest, tym większe prawdopodobieństwo, że może zginąć.

~ To jest coś, o czym wie tylko Deamon. Nikt poza nim nie wie, jakie czary zostały użyte do zniszczenia Kryształu. Do tej pory Leiftan żałuje tego, co zrobił. Gdyby mógł, cofnąłby czas albo doprowadził do tego, żeby nie Estellain go uleczyła tylko ktoś inny. 

Ch- Leiftan?

Leif- Co?

Ch- Słuchałeś mnie w ogóle?

Leif- Nie, zamyśliłem się...

Ch- Eh... Mówię, że powinniśmy przyśpieszyć kroku, jeśli chcemy ją przed zmierzchem znaleźć... 

Leif- Słusznie. 

Ch- Wow, nie sądziłem, że zgodzisz się ze mną. 

Leif- Bo to normalne, jeżeli chodzi o nią...

Ch- Rozmawiałeś z nią?

Leif- O czym?

Ch- Twojej więzi z nią? Miałeś jej wyznać prawdę.

Leif- Nie mogę, nie teraz.

Ch- Tylko nie mów, że stchórzyłeś, tak jak wtedy...

Leif- Nie, po prostu nie mogę jej o tym mówić, dopóki nie będę pewny, że jest po mojej stronie. 

Ch- Spoko.


Nie mając wyjścia szli dalej. Estellain znużona drągą, wciąż z bolącą klatką postanowiła odpocząć. Ashcore natomiast wykorzystał fakt, że śpi i powoli szykował się do przejęcia jej na "własność".

Ash- Powinienem dać jej  eliksir zmroczenia, nie może myśleć, ani o Leiftanie, ani o Ezarelu... 

~ Wyważył eliksir i poszedł do śpiącej Estellain. Wylał dookoła niej krąg przyćmienia, teraz miał pewność, że nie obudzi jej, podczas gdy będzie wchodzić do kryjówki. Jest jednak jeden szczegół, o którym zapomniał. Leiftan, jego wspólnik, który za wszelką cenę, chce znaleźć swoją kobietę życia. 

Ashcore wszedł do swojej kryjówki i delikatnie ułożył Estellain na swoim łóżku. Niczym gentlemen przykrył ją kołdrą i położył się obok. Podziwiał, jak śpi i coraz bardziej zatracał się w jej. W każdej chwili coraz to bardziej podobała mu się, jej brązowe kosmyki włosów, które delikatnie opadały na twarz. Oddech miała spokojny, była po prostu urocza dla niego. Czuł, jak jego martwe przez lata serce powoli ożywało. Wszystkie chęci zemsty zniknęły w chwili, gdy była obok. Wiedział, że zauroczył się w niej, nie chodziło już nawet o robienie na złość Leiftanowi. Po prostu stracił dla niej głowę. Zanim zasnął, delikatnie ręką odciągnął kosmyk jej włosów z twarzy i ucałował jej ciepłe i delikatne usta. W głębi duszy chciał, żeby odwzajemniła to, ale wiedział, że to niemożliwe. 



Leif- Nie ma jej nigdzie tutaj.

Ch- Brawo... Zdążyłem zauważyć...

Leif- Muszę pomyśleć.

Ch- Nad czym znowu.

Leif- Gdzie teraz może być, jest już późna pora, więc pewnie była zmęczona. Oznacza to, że pewnie szukała miejsca, gdzie mogłaby odpocząć. Pewnie zaczęły się pokazywać pierwsze objawy zrywania symbiozy.

Ch- To znaczy, jakie objawy?

Leif- Zaczyna się od bólu w klatce, później dochodzą ból głowy, mięśni, problemy z koncentracją, mdłości i uczucie, jakby w środku coś niszczyło i powoli wypalało wnętrzności.

Ch- Mam nadzieję, że nie będzie musiała tego przeżywać... 

Leif: Chrome widocznie zmartwił się tym, co może się z nią stać, to odpowiednia chwila, aby zapytać go o tą zemstę.

Leif- Jakie masz relacje z Estellain?

Ch- Jesteśmy przyjaciółmi, gdyby nie ona nie wiem, jak bym skończył...

Leif- Jak byś przyjął do wiadomości jej śmierć?

Ch- Nawet nie chcę o tym myśleć... Dlaczego pytasz?

Leif- Jesteś pewien, że dalej chcesz dokonać zemstę na całej K.G? Bo jeżeli tak to licz się z tym, że i ona i Kareen, mogą nie wyjść z tego cało.

Ch- J-jak to?!

Leif- O Estellain mówiłem dlaczego, kryształ jak zniszczymy, to całą manne trafi szlag. Skąd wtedy Kareen ją weźmie? To jest potrzebne jej do życia, Kryształ chroni jej ciało, przed słońcem i innymi szkodliwymi substancjami, które normalnego wampira już dawno by zabiły...

Ch- Nie... NIe pomyślałem o tym...

Leif- Dlatego pytam, dalej jesteś pewien, że tego chcesz?

Ch-J-ja muszę to przemyśleć...

Leif- Zastanów się dobrze. 


Jestem sama na środku klifu, skądś znam to miejsce, jednak moj umysł wydaje się być zamglony.

E: Zaczęłam otwierać powoli oczy. Jasne światło dnia sprawiało, że miałam na początku z tym problem, jednak po chwili przyzwyczaiłam się do promieni słonecznych, otworzyłam oczy szerzej, nie było to miejsce, gdzie kładłam się spać. Leżałam na jakimś łóżku, pościel pachniała bardzo przyjemnie. Rozejrzałam się dookoła, pomieszczenie samo w sobie wyglądało schludnie, zupełnie jak pokój Ezarela, jednak nie był on "wystawny", przypominał też pokój Leiftana, ale był zbyt prosty. Nie wiedząc do końca jeszcze, o co tutaj chodzi, spróbowałam wstać, ale znowu poczułam ucisk w klatce, zrobiło mi się ciemno przed oczami i zakręciło mi się przy tym w głowie. Upadłam na podłogę. 

E: Poczułam, jak ktoś mnie podnosi i sadza z powrotem na łóżko, ciemna postać wyszła. Jednak szybko wrócił i postawił przede mną szklankę z różowym płynem, który pachniał jak różany dżem... Wypiłam to szybko, nie pytając, co to jest. Od razu poczułam ulgę.



Ash- Lepiej?

E- Zdecydowanie. 

Ash- To dobrze.

E- G-gdzie jestem?

Ash- U mnie w drugiej kryjówce.

E- Powiedz mi, proszę, że nie porwałeś mnie znowu...

Ash- Nie tym razem, znalazłem cię, jak spałaś na ziemi w środku lasu, postanowiłem Cię tu przynieść.

E- Od kiedy ty jesteś taki uprzejmy?

Ash- Od kiedy wiem, że wszyscy cię szukają.

E- Co?! 

E: Zerwałam się szybko na nogi i zaczęłam szukać wyjścia. Gdy je znalazłam Ashcore zastąpił mi drogę,

Ash- A, a, a, nie mogę cię wypuścić...

E- Dlaczego? Przecież mówiłeś, że mnie nie porwałeś tym razem...

Ash- Prawda, ale nie mogę ci pozwolić odejść bez zjedzenia czegoś.

(Lance mistrz kuchni) 

E-. Nie jestem głodna...

Ash- Musisz zjeść, inaczej eliksir nie będzie działać tak, jak powinien.

E- Eh... Dobrze.

Ash- Chodźmy zatem.

E: Podał mi dłoń, niechętnie ją przyjęłam, zaprowadził mnie do pomieszczenia przypominającego jadalnie. Położył  przede mną talerz z jedzeniem i dwie szklanki, w jednej było mleko z miodem, a w drugiej napar wyglądający jak herbata zielona.

Ash- Smacznego.

E- Nie jesz ze mną?

Ash- Ja już jadłem, muszę wyjść zająć się czymś innym, jak skończysz jeść, to możesz wyjść. 

E- Dziękuję, nie rozumiem tylko jednego...

Ash- Czego?

E- Dlaczego to robisz?

Ash- ... Ah. Otóż, dlatego.

E: Szybkim krokiem podszedł do mnie, nachylił się i pocałował mnie, brutalnie i namiętnie, a zarazem delikatnie. Byłam zszokowana tym, co właśnie się stało. Zanim zdążyłam zareagować, oderwał się od moich ust, założył maskę i wyszedł. 

Oto i ja wracam do świata żywych, mam urlop do 25 , także mam czas dla siebie i na pisanie. Dłuuuugo mnie nie było, ze względu na "problemy w raju" tj.  problemy z chłopakiem. 

dobra już nie będę się tutaj rozpisywać, mam nadzieję,  że są jeszcze osoby, które to czytają i jeżeli tak, zostawcie jakiś komentarz po sobie, chętnie posłucham co robię źle, co wam się podoba, albo co wy byście dodali, bo póki co robię z mojej Estellain laskę, na którą poza Ezem lecą czarne charaktery XD  miłej nocki i dobranoc :D

Dla ciekawych...

Chowańca Alaiee prawdopodobnie niedługą udostępnie w jednej z następnych części. Muszę tylko go zrobić przez tableta do programu (nie mam ochoty bawić się w skanowanie)

Mam tylko prośbę, napiszcie jakiego byście chcieli zobaczyć u niej chowańca. Wodnego, ziemnego, a może powietrznego? 

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.