FANDOM


Jak zwykle, korzystam z solucji i dialogów z tego bloga: http://solutioneldarya.eklablog.com/episode-21-c29846478

Moim wybrankiem serca jest "ktoś", ale nie wykluczam tłumaczenia pozostałych scenariuszy, jeśli nikt inny ich nie zrobi, a ja zdążę przed polską premierą.


W poprzednim odcinku:

A. (Zobaczyć streszczenie.)

B. (Nie oglądać streszczenia.)

Po A:

Misja wyglądała na prostą: znaleźć potężny artefakt, by wyleczyć zło, które gryzło kryształ

i zabijało Gardienne na małym ogniu... Ale po raz kolejny chwalebne intencje

Straży Eel nie wydawały się skazane na bycie wynagrodzonymi. Złowrogi Ashkore

i demoniczna Naytili byli dalecy od skończenia z naszą bohaterką i jej kompanami.

[w sensie "dalecy od skończenia z gnębieniem bohaterki", a nie od zakończenia jej życia, bo temu byli bliscy xD]

Po powaleniu Gardienne na ziemię, Naytili została jednak zabita z rąk Leiftana.

Młoda Ziemianka obudziła się kilka dni później... Wrogowie Straży spowodowali

wiele szkód, a fenghuangimiały śmierci do opłakiwania... Po przytłaczającej ceremonii,

Gardienne schroniła się w swoim pokoju, by dać wolny wybieg swoim emocjom.

To wtedy Leiftan wszedł do pomieszczenia... i wszystko się zmieniło.

[Chyba tu się kończy streszczenie i wracamy do tego, co było w poprzednim odcinku, ale w perspektywie Gardzi]

Wreszcie w pełni należeliśmy do siebie nawzajem.

Smutek, ból, przemoc tych ostatnich dni, już nic nie istniało... poza nami. Nami i tym uściskiem, którego nigdy nie chciałabym zobaczyć, jak się kończy.

Bardzo szybko straciłam grunt pod nogami... niesiona przez uczucie, które było mi dotąd nieznane.

To było nienamacalne, a jednak niewiarygodnie realne.

Leiftan był tak delikatny, tak czuły, tak uważny względem mnie. Każdy z jego gestów zdawał się wymierzony i doskonale dobrany.

Dałam się więc nieodwracalnie uwieść przez jego absolutną życzliwość.

Pozostawałam niema ze strachu, by moje słowa nie wyprzedziły mojej myśli. To, co czułam do Leiftana w tym konkretnym momencie było niewiarygodnie silne... ale nie wiedziałam jeszcze, czy to było naprawdę z miłości.

Rozumiejąc moją powściągliwość, Leiftan objął mnie, okrywając mnie pocałunkami.

Pozostawaliśmy przez chwilę nieruchomi w spokojnej ciszy nocy. Promienie księżyca omiatały jego twarz z łagodnością i nadawały mu wygląd anioła.

Spokojnie zasnęłam.

Jednakże budziłam się kilka razy w nocy, nerwowa. Byłam ogarnięta przez niepokój, którego nie umiałam sobie wytłumaczyć.

Aby nie budzić Leiftana, zdecydowałam się trochę przewietrzyć...

G: (Mam złe przeczucia...)

1. Ton sommeil est agité. Prends l’air pour te calmer. (Twój sen jest niespokojny. Przewietrz się, by się uspokoić.)

[To zadanie występuje tylko przy Leiftanie; z resztą WS zaczynamy od trzeciego.]

[Ołtarz ognia - 30 maana]

G: (Nie rozumiem, czemu jestem tak zaniepokojona... To jakby moja intuicja dążyła do zaalarmowania mnie, ale w jakim temacie?)

Pod zimnym światłem księżyca, nie potrafiłam rozwiązać tej tajemnicy... 

W ostatnim zrywie nadziei, zbliżyłam się do posągu, który przedstawiał feniksa, i zaczęłam modlić się, by dał mi odpowiedzi.

To wtedy poczułam, jak delikatna i znajoma mgła mnie otacza. Odwróciłam się, by stawić czoła Wyroczni.

W: Gardienne...

G: Wyrocznia?!

W: Ko'em-ne xoyn? F'awuel we daemon umn uhvalu jfem jlúmuhnu uh nay...

[Qu'as-tu fait? L'odeur du daemon est encore plus présente en toi... => Co zrobiłaś? Zapach daemona jest w tobie jeszcze bardziej obecny...]

W: Jluhwm zolwu ò fey! Cu n'uh mejjfyu.

[Prends garde à lui! Je t'en supplie. => Uważaj na niego! Błagam cię o to.]

G: (Natychmiast się rozmyła. Co próbowała mi powiedzieć?)

G: (Gdybym tylko mogła ją zrozumieć... jestem przekonana, że jej słowa nie są niegroźne.)

G: (Trzeba, żebym znalazła sposób, by się z nią komunikować.)

?: Gardienne!!!

G: (Ten przerażony głos...)

Leif: Krew mi zmroziło^...

^Dosłownie "zrobiłem sobie krew z atramentu", ale to jest frazeologizm... [Kiedyś, w innym kontekście, dałam "żyły sobie wypruwałem", ale to było bardziej związane z wysiłkiem, szukaniem Gardzi i sposobu na ratowanie jej (a przynajmniej wtedy tak myślałam), a tu wyraźnie widzę, że chodzi o przerażenie... może być też "odchodziłem od zmysłów", ale że chciałam nawiązać do tej krwi, to na to się zdecydowałam]

G: Leiftan... ale dlaczego?

Leif: Nie wiem, gdy zobaczyłem, że ciebie już tam nie było, ja... ja spanikowałem.

A. Myślałeś, że cię opuściłam? -5

B. Nie masz żadnego powodu, by panikować... [pewnie //, patrząc na punktację innych odp XD]

C. (Pocałować go, by go uspokoić.) +5

Po C:

G: (Zbliżyłam się do niego, by złożyć pocałunek na jego ustach.)

Leif: Bałem się, że cię porwali.

G: Kto chciałby mnie porwać?

Leif: Tego... ja... nie wiem.

G: Dalej, chodź, wracajmy się przespać.

2. Retourne dormir. (Wróć spać.)

[Pokój nocą - 30 maana - razem 60]

Leif: Przy okazji, dlaczego byłaś na zewnątrz?

G: Nie mogłam spać, a nie chciałam cię budzić... więc wyszłam się przewietrzyć.

Leif: Rozumiem cię. W dodatku, księżyc jest wspaniały tego wieczoru.

A. Muszę przyznać, że ledwo zwróciłam na to uwagę... 

B. Osobiście uważam go za raczej zimny. +5

C. Tak, nawet jeśli tak naprawdę nie poświęciłam czasu, by go podziwiać...

Po B:

G: Być może nie jest zadowolony, że skradłam serce jednego z jego dzieci?

Leif: Z pewnością...

G: (Leiftan zbliżył się do mnie, by pocałować mnie z dużą dozą zmysłowości... ale ta wizja Wyroczni mnie prześladuje.)

Leif: Coś cię dręczy?

G: Tak, ale jeszcze nie wiem co. To jak intuicja. Poza tym, widziałam Wyrocznię, zanim przyszedłeś.

Leif: Wyrocznię?

G: Tak, znów mi mówiła o daemonie, ale nie potrafię zrozumieć tego, co ona chce powiedzieć.

Leif: Przypominasz sobie jej słowa?

G: Tak... To było coś jak: Jluhm zolwu oa daemon.

Leif: ... Nic mi to nie mówi... mam jakieś pojęcie o oryginalnym języku, ale tu, tak od razu, nie mam żadnego pomysłu na to, co to może oznaczać.

G: Patrząc, że ten język jest mi kompletnie nieznany, są duże szanse, że zniekształcam jej słowa, przepraszam...

Leif: To nie jest poważne... W każdym razie, jej przybycie potwierdza po raz kolejny horror, który nam zagraża.

G: Myślisz, że będziemy umieli stawić temu czoła?

Leif: Oczywiście. Zrobię wszystko, żeby cię chronić, wierz mi.

G: Wierzę ci.

Wróciliśmy się przespać, a ja zwinęłam się przy jego rozpalonym torsie.

To ciepło kompletnie mnie otuliło i zasnęłam niemal natychmiast, uspokojona. 

Następnego ranka, Leiftan obudził mnie łagodnie. Poświęciłam kilka minut, by otworzyć oczy, podczas gdy on się ubierał.

G: Myślę wziąć prysznic przed dołączeniem do wszystkich na śniadaniu.

G: Chcesz iść?

Leif: Oczywiście!

3. Va prendre une douche au rez-de-chaussée. (Idź wziąć prysznic na parterze.)

[Ołtarz ognia - 30 maana - razem 90]

G: (Udałam się pod prysznice...)

G: (A Leiftan podążył za mną.)

G: (Znaleźliśmy wolny i odizolowany prysznic, pod który weszliśmy dyskretnie oboje.)

Skoro okazałam się początkowo wstydliwa, - światła prysznica pozostawiały oczywiście mniej miejsca na tajemnicę niż pościele łóżka - Leiftan umiał jednak mnie uspokoić.

Otoczył moją twarz dłońmi z czułością, która przeszyła mi serce. Co było prawie bolsne.

Czy to było naprawdę możliwe? Po wszystkich tych mękach, znalazłam wreszcie punkt zaczepienia w tym świecie? Ramię, trochę łagodności, osobę niezachwianą, przy której [mogę] być sobą?

Leiftan rozproszył moje wątpliwości, zaciągając mnie pod letnią wodę, przytrzymując stanowczo moje ciało przy jego. Tym razem znów straciłam głowę.

Pocałowałam go brutalnie, wbijając swoje paznokcie w jego plecy, spragniona wznowić sprawy do tego, gdzie były kilka minut wcześniej.

Myśl, że można by nas usłyszeć, ledwo mnie musnęła. Byłam gdzieś indziej. Bardzo daleko od świątyni fenghuangów.

G: (Kiedy wyszliśmy z łaźni, Leiftan chwycił mnie za talię, by skraść mi pocałunek.)

G: Naprawdę chcesz, żebyśmy poszli zjeść śniadanie...?

Leif: Chciałbym ci powiedzieć "nie"... ale to byłoby nieodpowiedzialne z mojej strony, mamy przed sobą długi dzień. Powinniśmy nabrać sił, myślę, że już niemało ich zużyliśmy od wczorajszego wieczoru.

G: To prawda...

4. Rends-toi à la cantine pour partager un dernier repas avec les fenghuangs. Le départ est proche ! (Udaj się do stołówki, by dzielić ostatni posiłek z fenghuangami! Wyjazd jest bliski!)

[Stołówka - 30 maana - razem 120]

Chrome: Hej, Gardienne, dobrze spałaś?

A. Dobrze, skąd to pytanie? -5

B. Jak koszatka!^

C. Średnio, nie miałam wrażenia, że odpoczywam.

^chociaż może to zmienią na "Jak niemowlę!" albo coś

[Co do B i C, to większość osób ma już z nim 100 i trudno rozstrzygnąć, która jest pozytywna, a która neutralna, bo ktoś z setką pisał, że może C będzie na plus, ale osoba z 85 pisze, że po C nie ruszyło. O B nikt nie wspomina. Też mam 100, więc mi to w sumie nie robi różnicy i wezmę C, jak inni. Ale sprawdziłam też B na youtubie i Chrome w pierwszej chwili się cieszy, że chociaż ona wypoczęła, a potem mówi to, co jest niżej, od "Hej, ale...". Czyli albo proponuje herbatę i się z nas nabija, albo się cieszy naszą dobrą formą - taki mamy wybór]

Po C:

Chrome: Ach, kurczę... weź witaminową herbatę, żeby przetrzymać dzień, ok?

G: Och, dziękuję za radę. To bardzo troskliwe z twojej strony.

C: Normalka, nie chcę, żebyś spadła w jabłka^, jak zwykle!

^To frazeologizm na omdlenie. Mamy taki w języku polskim? Nie znam lub na niego w danej chwili nie wpadłam xD

G: Chrome...

C: Hej, ale... Jesteś pewna, że wszystko gra? Masz tak podkrążone oczy, że można by tam zanurzyć jaja Boltue.

G: Mam się dobrze, Chrome, o to się nie martw! Wreszcie, wybacz, pójdę usiąść o tam.

G: (Odeszłam usiąść u boku Leiftana.)

G: (A naprzeciwko nas znajdowała się Ewelein.)

G: (Zdaję sobie sprawę, że spędziliśmy noc razem, w moim pokoju...)

G: (Ona, siłą rzeczy, próbowała wrócić spać!!! A jeśli ona... jeśli nas...)

G: Cześć, Ewelein! G-Gdzie spałaś tej nocy? Nie słyszałam, żebyś wracała...

Ew: Och, widziałam, że odeszłaś pospiesznie podczas ceremonii. Feng Zifu powiedział nam, że nie miałaś się dobrze, więc nie chciałam ci się narzucać moją obecnością. Myślałam, że potrzebujesz pobyć sama... A jeśliby tak nie było, umiałabyś mnie znaleźć.

G: Och, dziękuję... to godne podziwu z twojej strony. Mam nadzieję, że to nie sprawiło ci kłopotu.

Ew: O to się nie martw, jest wiele innych łóżek w tej świątyni.

Hua: A moje jest zdecydowanie najwygodniejszym ze wszystkich, nie jest tak?

G: (Z tą niewiarygodną rewelacją, Huang Hua odeszła usiąść przy Feng Zifu, puszczając do mnie oczko.)

G: Spałaś z Huang Hua?!

Ew: Tak. Dyskutowałyśmy znaczną część nocy i zasnęłam. ^szepcze^ Ale nie powtarzaj tego. Nie chcę, by wierzono, że wydarzyło się coś pomiędzy nią a mną.

G: (Teraz to ja szeptałam.) Jeśliby tak było, to dotyczy was, wiesz.

Ew: ^szepcze^ Tak nie jest, a ja nie lubię być obiektem plotek.

G: ^szepcze^ Nie powinnaś się tym przejmować.

Ew: Hmm... bo nie zamierzasz tego ukrywać, ty?

G: Ukrywać? O czym ty mówisz?

Ew: Was dwoje. Widziałam, jak kręcicie się wokół siebie, odkąd tu przybyliśmy...

Ew: I wiem, że nie byłaś w swoim pokoju wczoraj wieczorem.

G: (Posłała znaczące spojrzenie na Leiftana.)

Leif: Mogłem być gdziekolwiek.

Ew: Lei... nie zrobisz mi tego.

G: (Leiftan wywrócił oczami, nie próbując zaprzeczyć czemukolwiek.)

G: Nie zamierzam ukrywać naszej relacji, jednakże... nie odczuwam potrzeby, by się afiszować, ani by krzyczeć na każdym dachu, co dzieje się między nami.

Ew: Ha ha, dopóki wam to odpowiada. To najważniejsze. W każdym razie, moje gratulacje. I obiecuję, nie pójdę głosić nowiny w cztery strony Eldaryi.

G: Dziękuję!

G: (Kontynuowaliśmy posiłek, a Huang Hua dała wtedy ogłoszenie.)

Hua: Dla tych, którzy i które^ zadawały sobie pytanie o godzinę wyjazdu, myślałam posunąć ją naprzód w porze obiadowej. To pozostawia każdemu czas na zebranie ostatnich swoich rzeczy, a naszym wyjątkowym kucharzom na przygotowanie nam przekąsek na nadchodzącą długą podróż.

^po francusku "tych" w odniesieniu do mężczyzn i kobiet są różne, ale żeby nie dawać "dla tych i tych" to zrobiłam dalej "którzy i które"

Hua: Czy to stanowi problem dla jednego z was?

G: (Nikt nie sprzeciwił się Huang Hua. Wszyscy zdają się bardziej niż gotowi do wyjazdu.)

G: (Jest taka determinacja w naszych spojrzeniach... To hiper motywujące!)

Hua: Leiftan, Ewelein, Ezarel. Chciałabym się z wami zobaczyć po posiłku...

G: (Wszyscy troje wyszli natychmiast, gdy skończyli swoje dania.)

G: (Ze swojej strony, czekałam na koniec posiłku, by dać pomocną dłoń w kuchni i wykonać ostatnie przygotowania.)

G: (Wszystko jest gotowe... pozostaje mi tylko zaczekać na wszystkich do wielkiego wyjazdu.)

5. Tu es prête à partir, mais ce n’est pas le cas de tout le monde… Tu dois maintenant attendre que le temps passe. Un conseil : ne t’éloigne pas de l’entrée du temple ! (Jesteś gotowa do wyjazdu, ale nie wszyscy tak mają... Musisz teraz zaczekać, aż czas minie. Jedna rada: nie oddalaj się od wejścia do świątyni!)

[Wielki plac - 40 maana - razem 160]

G: (Oczekiwanie zaczyna się dłużyć... Ludzie gromadzą się na wielkim placu. Czekamy już tylko na zielone światło do odjazdu.)

[Tak, wiem, w oryginalnym tłumaczeniu jest "duży plac", ale mi się to nie podoba XD]

Hua: Dobrze.

G: (Huang Hua wreszcie tu jest! Już nie wytrzymywałam!)

Hua: Wszyscy są gotowi?

G: (Jednym głosem, tłum odpowiedział uroczyste "tak".)

Hua: Doskonale. W siodło!

6. Fais tes adieux au temple, il est temps de partir et de retrouver les douces terres d’Eel. (Pożegnaj się ze świątynią, czas wyjechać i odnaleźć słodkie ziemie Eel.)

[Droga pielgrzymów - 30 maana - razem 190]

Przygotowywałam się na pożegnanie z tym regionem, który tak ciepło nas powitał, podczas gdy mdłości uniosły moją klatkę piersiową.

W swoim wnętrzu, wiedziałam trafnie, co to oznaczało: Wyrocznia nas potrzebowała.

W przeciwieństwie do tego, co zwykle, ta dolegliwość nie naruszyła moich morale. Byłam silna nową determinacją i bez skazy.

G: (Proszę się tym nie martwić, Wyrocznio, wkrótce będziemy u pani boku.)

G: (Wkrótce, nie będzie pani więcej cierpiała... składam pani tego obietnicę.)

[Ku Balenvii - 10 maana - 200]

Przystanek w Balenvii był z tych najkrótszych...

Ledwo postawiliśmy tam stopy, gdy brutalne wstrząsy dały się odczuć. Bez namysłu, Huang Hua rozkazała znów ruszyć w drogę.

Pomimo zmęczenia podróżą, na tę chwilę, żadne z nas nie okazywało najmniejszej oznaki słabości... ożywiało nas poczucie pilności: musieliśmy dołączyć do K.G. jak najszybciej.

To było nasze jedyne zadanie.

G: (Nie wiem, czy wytrzymam aż do K.G... odczuwam coraz mocniej zgryzoty kryształu.)

G: (Moje serce skręca się w piersi, a ja mam nudności... To jakby coś zgniatało powoli moje organy wewnątrz mojego ciała.)

Zdałam sobie wtedy sprawę, że zatem dystans bardzo zmnieszał ból... I zaczęłam się bać...

G: (Co będę odczuwać, przybywszy do K.G.?)

G: (Widząc mój stan, nawet nie śmiem sobie wyobrażać stanu kryształu.)

7. Pas de temps à perdre, rentre au Q.G. même si la fatigue et la douleur te gagnent ! (Nie ma czasu do stracenia, wróć do K.G., nawet jeśli zmęczenie i ból cię ogarniają!)

[Najpierw idziemy w kierunku obozu, a z niego kropką na wprost - Ku Ziemiom Eel - 60 maana - razem 260]

Liczne osoby opuściły nas w ciągu drogi. Nie przez tchórzostwo lub strach, ale by nie spowalniać tych, którzy mieli jeszcze siłę przeć naprzód pomimo wzrastającego zmęczenia.

Przerwy były rzadkie i krótkie, nie spaliśmy dłużej niż godzinę, a jedzenie bylo luksusem, z którym mijaliśmy się większość czasu...

Bo nie mieliśmy czasu.

I bardziej niż ktokolwiek miałam tego świadomość: kryształ umierał... i ja również.

Biorąc to na siebie, usiłowałam pozostawać stoicka i przełykałam zrywy bólu, które ogarniały mnie coraz bardziej.

Chwyciłam silnie lejce mojego shau'kobowa, jak gdyby... nie, bo od tego zależało moje życie. Moja głowa potwornie mnie bolała i miałam wrażenie, że każda część mego ciała była przeszywana na wylot. To było nie do wytrzymania.

Wbrew sobie, spadłam ze swojego wierzchowca, a Huang Hua zaproponowała mi zostać w miejscu.

G: Nie... muszę iść z tobą, czuję to.

Hua: Zgoda. Usiądź więc ze mną!

Z trudem wspięłam się na olbrzymią bestię, która służyła jej za wierzchowca i dalej się trzymałam, pomimo zawrotów głowy.

Myślałam, że nigdy nie dotrę żywa do K.G., a jednak... jednak... wreszcie odnaleźliśmy las.

Hua: Nie zwalniajmy naszych wysiłków, prawie jesteśmy!

8. Allez Gardienne, il ne reste plus qu’un pas ! (Dalej, Gardienne, został tylko jeden krok!)

[Wielka brama - 110 maana - razem 370. Mapka lasu, gdyby ktoś potrzebował: https://www.zupimages.net/up/18/28/zrib.png]

W momencie przekraczania bram K.G., wyładowanie odrzuciło nas do tyłu.

Leif: Co się dzieje?

Hua: Kryształ! Jego zanieczyszczenie musi być takie, że tarcza już nie funkcjonuje!

G: (Huang Hua ma rację, odczuwam bardzo głęboko w sobie ból kryształu.)

Leif: Jak wejść?

[Jak wejść, panie premierze, jak wejść? XD]

Hua: Nie wiem... Ja... muszę użyć fletu.

G: Nie! Huang Hua... (Mimo ognia, który pustoszy moje serce, nie wchodzi w rachubę, bym została w tyle.)

G: Ja... ja się tym zajmę.

G: (Głos w głębi mnie popychał mnie, by stawić czoła tarczy. Jestem przekonana, że Wyrocznia będzie umiała rozpoznać moją istotę i zrobi nam przejście.)

Rozgorączkowana, przesuwałam się ku ogromnym drzwiom K.G., by przejść tę nieprzekraczalną tarczę. Z ręką wyciągniętą przed siebie, byłam zdeterminowana wypełnić tę misję.

Jednakże ból, który odczuwałam, był taki, że nie mogłam już chodzić. Byłam drżąca, spocona, brakło mi tchu...

Lecz nagle poczułam znajomą obecność przy swoich plecach. Chwilę później, otoczyły mnie silne ramiona, popychając mnie do posunięcia się znowu.

Leif: Nie przejmuj się tym. Razem możemy wszystkiemu stawić czoła!

Wspomagana tą nową siłą, największą, jaka istnieje, dalej parłam naprzód.

To było tak wymagające, że przez chwilę myślałam, że nigdy do tego nie dojdę... ale zachęty przyjaciół zewsząd dookoła mnie, jak również ich modlitwy, dały mi siłę konieczną, by dotrzeć do końca.

Wreszcie zauważyłam chimeryczną sylwetkę Wyroczni, otwierającą nam przejście, w które wpadliśmy natychmiast.

Niestety, tylko Huang Hua i mi udało się przejść. Kiedy się otwróciłam, nie widziałam już pozostałych...

G: Co się dzieje? Dlaczego oni nie mogli za nami podążyć?!

Hua: Nie wiem, ale musimy iść do Sali krzyształu!

9. Le cristal a besoin de toi, va le guérir ! (Kryształ cię potrzebuje, idź go uleczyć!)

[Aleja łuków - 10 maana - razem 380]

G: (Ból w moim sercu... stawał się coraz bardziej uporczywy... Na szczęście, mam Huang Hua u swego boku. Dzięki niej, mogę dalej przeć naprzód.)

[Kiosk centralny - znów 10 - 390]

G: (Mój oddech stawał się coraz płytszy. Im dalej się posuwamy, tym bardziej się duszę... Trzeba, żebym wytrzymała aż do końca. Wyrocznia mnie potrzebuje.)

[Schronisko - 10 - 400]

G: (Schronisko wydaje się spokojne pomimo odtąd tak czarnej aury kryształu... A przede wszystkim, cała K.G. wydaje się pusta, dlaczego?)

Hua: Coś tu śmierdzi. Nie widzę nikogo... a K.G. wydaje się niezmieniona, jak gdyby...

G: Czas został zatrzymany?

Hua: Tak. To nie wróży niczego dobrego. Ruszajmy dalej.

[Targ - 10 - 410]

G: Ach! (Ten ból... nie mogę dłużej iść.)

Hua: Gardienne!!!

G: Będzie dobrze... Pomóż mi tylko iść.

G: (Posłuchała się, wysilając się, by zamaskować swój niepokój.)

[Sala drzwi - 10 maana - 420. Trochę mnie zaczyna dobijać to, że mamy się spieszyć, a co krok zatrzymujemy się na monologi lub dialogi :')]

G: (Zostało nam już tylko kilka kroków... Zło, którym jest dotknięta Wyrocznia, intensyfikuje się coraz bardziej... Huang Hua również wygląda, jakby powstrzymywała okrzyki bólu.)

[Korytarz straży - 10 maana - 430]

G: (Huang Hua zatrzymała się przed Salą kryształu. Dlaczego?)

Hua: Gardienne... Będę cię potrzebować. Energia fletu nie będzie dość potężna, by wyleczyć kryształ, nie jestem nawet pewna, by mógł złagodzić jego stan.

G: Co... Co muszę zrobić? (Mam problem z mówieniem, tak bardzo boli mnie serce.)

Hua: Użyję magicznej siły, którą posiadasz, by służyła mi za katalizator.

G: Zgoda.

Hua: Nie, chcę, żebyś była w pełni świadoma ryzyka... szczególnie widząc twój stan. To, o co cię proszę, jest...

G: Tak, nie wiem, czy przetrwam to, o co mnie prosisz, ale jeśli niczego nie spróbuję, jestem skazana na cokolwiek się stanie. Uzdrowienie kryształu jest bez wątpienia jedyną nadzieją, jaka mi pozostaje.

[A przed chwilą nie miała siły mówić XD]

Hua: Dobrze...

G: (Huang Hua i ja wspiełyśmy się do Sali kryształu, by odkryć horror, który przekraczał wszystko to, co mogłabym sobie wyobrazić.)

Ciemności dosłownie wyciekały z kryształu. W obliczu tego spektaklu, przełknęłam ślinę... Huang Hua ustawiła wtedy tarczę ochronną na czas, gdy dochodziłam do siebie.

Miałam problem z oddychaniem, a moje serce biło na złamanie karku, ale dałam jej znak, by zaczęła grać.

Huang Hua uniosła flet do swoich ust. Żywe ciepło stopniowo mnie otulało, a nieznane symbole o fantazyjnych krzywiznach tańczyły wokół mnie.

To wtedy moje ciało uniosło się w powietrze i czułam, jak każda nuta muzyki nasycała^ moje ciało.

[^to słówko miało też tłumaczenie "zapłodnić" X'D]

Zwróciłam oczy ku Huang Hua, skoncentrowanej do przesady i promieniującej oślepiającą aurą.

Później, odwracając twarz na nowo do kryształu, posunęłam się ku niemu i poczułam, jak moje serce się rozdziera.

Zamknęłam oczy, by stawić czoła tej, która przerażała tyle osób we wszystkich światach, jakie mogły istnieć... Śmierci.

W ostatnim oddechu, rozłożyłam ramiona, by ją powitać, podczas gdy łzy płynęły wzdłuż moich policzków.

Czułam, jak życie mnie opuszcza, by dołączyć do kryształu i go uzdrowić...

Później, był tam ten głos...

?: Gardienne...

G: Leiftan?

Otworzyłam oczy i dostrzegłam zbliżającą się do mnie, bezkształtną masę...

Leif: Walcz!

G: (On ma rację! Nie mogę się poddawać!)

Ożywiona nową determinacją, skoncentrowałam się, by wesprzeć Huang Hua, której ciepło dostarczało mi dodatkowego wsparcia.

Słowa w nieznanym języku przebijały się przez moje usta... Oryginalny język.

G: Oe hag wu fo Vlúonlyvu, Wyroczni naen jeymmuhn.

[Au nom de la créatrice, Oracle tout puissant. => W imieniu stworzycielki, wrzechmocnej Wyroczni.]

G: Cu nu tohhym jaymah yumafuhn.

[Je te bannis poison insolent. => Wypędzam cię, zuchwała trucizno.]

G: Wu Wyroczni haem maggus muefm mulpynuelm.

[De l'Oracle nous sommes seuls serviteurs. => Jesteśmy jedynymi sługami Wyroczni. lub, żeby "Wyrocznia" była na początku, dałabym "Dla Wyroczni jesteśmy jedynymi sługami."]

G: Cu nu vbommu we cristal, we gah valjm un wu gah vauel.

[Je te chasse du cristal, de mon corps et de mon cœur. => Przeganiam cię z kryształu, z mego ciała i z mego serca.]

Podmuch zdawał się omiatać atmosferę, a światło, które opanowywało mój wzrok, rozproszyło się, by zrobić miejsce kryształowi, którego spokojna, niebieskawa poświata na nowo była obecna.

[Pierwsza ilustracja]

Zdałam sobie wtedy sprawę, że unosiłam się ponad kryształem... zwisałam nad salą, nie wiedząc, jak odzyskać twardą ziemię.

Szukając wzrokiem rozwiązania, zobaczyłam, jak Wyrocznia uśmiecha się do mnie, zanim odzyskała kryształ, wyglądając na uspokojoną. Zamknęła oczy i zdawała się zasypiać.

Ból w moim sercu, co do niego, to zniknął.

To wtedy zaczęłam opadać.

?: Gardienne!!!

Ktoś złapał mnie in extremis^.

^In extremis to z łaciny "w ostatniej chwili"

Leif: Gardienne...

G: Leiftan...

G: (Ochronił mnie, gdy miałam upaść... dokładnie tak, jak mi to obiecał. Ja...)

Miiko: Gardienne? Huang Hua? Wy dwoje?! Co wy tu robicie? Co się wydarzyło?!

[W przeciwieństwie do ciebie, my ratujemy kryształ, a nie mu szkodzimy :v]

M: Kryształ? Jego kolor... Udało wam się!

[Brawo za refleks, Miiko. Oczywiście, trzeba było zacząć od krzyku, pewnie!]

G: (Ledwo miałam czas zejść z rąk Leiftana, gdy Miiko na mnie naskoczyła.)

M: Gardienne, jesteś sina! Czy masz się dobrze?

G: Ech... tak, tak myślę. Ja...

M: Co wy tu robicie? Widziałam, jak pojawiacie się nagle, podczas gdy kryształ się uspokoił. Nie rozumiem.

Hua: Ja też nie rozumiem. Kiedy udało nam się przeniknąć do K.G., ona była pusta.

M: Tak... ewakuowaliśmy K.G., gdy zanieczyszczenie się rozprzestrzeniło. Swoją drogą, nie mieliście trudności ze stawieniem czoła jego przeszkodom?

Hua: Nie... Wszystko wyglądało normalnie. Dopiero przenikając do Sali kryształu mogliśmy zobaczyć zakres szkód.

M: Hmm... Wyrocznia musiała was wysłać w rodzaj równoległego wymiaru, żebyście mogli do niej dotrzeć bez przeszkód. To dlatego jej obecność jest teraz prawie niedostrzegalna... musiała czerpać ze swojej energii magicznej, by zaoferować wam taką ochronę.

G: Też tak myślę... kiedy powróciła do kryształu, wyglądała, jakby zasypiała.

M: Zasługuje na to, miejmy niemniej nadzieję, że jej sen nie potrwa wieki.

Następnie podjęliśmy się podsumowania sytuacji, teraz, gdy kryształ został uzdrowiony. Dowiedziałam się, że w czasie mojego transu, chłopcy znaleźli sposób, by sprawić, że tarcza opadnie i przybyli właśnie w chwili, gdy kryształ odzyskał swój blask.

Miiko, co do niej, spędziła srogie dni w najzupełniejszej samotności. Podczas tych dni, utrzymywała równowagę kryształu aż do prawie całkowitego jego ujarzmienia.

Przybyliśmy, po raz kolejny, w samą porę... chwilę dłużej i, według kitsune, Eldarya byłaby zgubiona.

Rozmowa obróciła się następnie w zabawny sposób.

Hua: Dlaczego ukrywałaś przed nami prawdę, Gardienne?

G: Słucham?

Hua: Bóle, dolegliwości... miałaś je w świątyni, nie jest tak?

G: ... (Odwróciłam wzrok.)

G: (Cisza zapadła w sali...)

G: Z tych samych powodów, co ty, Huang Hua. Nie chciałam ci sprawiać kłopotu, chciałam cię chronić.

Hua: Co?

G: Słyszałam, jak rozmawiałyście o złu, które mnie gryzło, z Ewelein, zaraz przed odjazdem z K.G. i wtedy, gdy myślałyście, że spałam.

Hua: Dlaczego się tym ze mną nie podzieliłaś?

G: Próbowałam... kiedy przyszłam się z tobą zobaczyć, ale już patrząc ci w twarz, nie mogłam nic powiedzieć. Nie udało mi się wypomnieć ci czegokolwiek.

Hua: Och, Gardienne... tak mi przykro.

G: (Wzięła mnie w swe ramiona, usprawiedliwiając się jeszcze tysiąc razy, a ja, oczywiście, odwzajemniłam jej uścisk.)

Zdałam sobie sprawę z pewną czułością, że każda próbowała zatroszczyć się o tę drugą. Nasze intencje były życzliwe, nawet w sercu kłamstwa. Zdecydowałam się o to nie oburzać, bo wszystko wróciło do ładu.

Po tych odkryciach, miałam coś jak poczucie spokojnego zakończenia.

Miiko rozkazała nam wszystkim odpocząć i kilka dni, które nastąpiły, były z tych najbardziej spokojnych.

[Teleportowalo mnie od kiosku]

Członkowie K.G. powrócili i mieliśmy do przyjęcia liczne delegacje, przybyłe z jednej i drugiej części Eldaryi, by nam podziękować. Wszystkie zdały raport ze wstrząsów w ich regionach podczas naszej przygody.

Przyszłość Straży Eel zapowiadała się bardziej promienną, a przede wszystkim... kryształ już nie drżał.

Skorzystałam wtedy z tego szczęścia, by poznać trochę lepiej tego, który stał się moim towarzyszem...

[Teleport do wiśni]

G: Dalej, Leiftan, powiedz mi, czemu Miiko chce mnie widzieć.

Leif: Nie, dowiesz się, idąc na to widzenie.

G: Obiecuję, nie powiem jej, że mi o tym powiedziałeś. Udam nawet zaskoczenie.

Leif: Nie, pozostanę niemy.

A. (Spróbuj go przekonać, całując go.) +5

B. (Spróbuj go przekonać sposobem mało... konwencjonalnym.) -5

C. Proszę cię, powiedz mi prawdę. [zapewne //]

Po A:

G: (Prześlizgnęłam swoimi ustami po tych jego z delikatnością, by nakłonić go do dania mi buziaka.)

Leif: Próbujesz mnie przekupić?

G: Być może...

Leif: Podła kusicielka...

Leif: Obiecałem Miiko, że nasza relacja nie będzie kolidować z moimi obowiązkami w sercu Lśniącej Straży. Nawet jeśli ta informacja wydaje się tobie błaha, to tak nie jest. Dbam o to, by szanować swoje zobowiązania.

G: Rozumiem... Przykro mi, że jestem taka ciekawska.

Leif: Niech ci nie będzie... Jeśli jestem z tobą, to nie wyłącznie dla twoich zalet, kocham równie mocno twoje wady. Wreszczie, zmykaj się z nią zobaczyć, nim się spóźnisz. Zobaczymy się znów po twoim spotkaniu z Ewelein.

G: Nie wiem, ile czasu mi to zabierze.

Leif: Poczekam na ciebie.

G: Zgoda.

G: (Odkąd jestem z Leiftanem, Miiko jest dość bezkompromisowa co do faktu, że nie mogę mieć większej wagi niż przedtem. Nie chce, żebym nadużywała pozycji Leiftana i ja ją rozumiem. Musimy przede wszystkim pozostać profesjonalni.)

G: (Wreszcie, naprawdę się zastanawiam, czemu ona chce się ze mną widzieć.)

10. Miiko veut te voir, rends-toi à la Salle du cristal, vite ! (Miiko chce cię widzieć, udaj się do Sali kryształu, szybko!)

[Sala kryształu - 50 maana - razem 480]

G: Przepraszam, nie jestem spóźniona, mam nadzieję?

M: Nie, nie martw się. Mam jeszcze coś do załatwienia. Udzielisz mi pięciu minut?

G: (Skorzystałam z tej chwili wytchnienia, by zbliżyć się do kryształu. Odkąd pogrążył się w stanie zastoju, nie miałam żadnej wizji Wyroczni... ani żadnej dolegliwości, swoją drogą.)

G: (Jego kolor pozostaje niebieski, ale mam wrażenie, że jest mniej błyszczący... mniej żywy, być może?)

G: (To z pewnością dlatego, że jest uśpiony.)

G: (Mam tylko nadzieję, że ten pokój nie zatrzyma się zbyt gwałtownie...)

M: Jest dobrze, skończyłam. Pfiu... jak ci wyjaśnić tę misję...

G: Jest do tego stopnia delikatna?

M: Tak... i nie.

M: Jak wiesz, podczas gdy wy byliście u fenghuangów, my otrzymaliśmy wizyty od kilku emisariuszy z licznych regionów Eldaryi. Wielu zdało raport z trzęsień ziemi... ale kappy, jak również Toh'rukans zgłosiły nam zaginięcia faeries i chowańców.

M: Te zaginięcia miały miejsce tuż po tym, jak grupy koczowników osiedliły się w pobliżu poszkodowanych wiosek.

G: Domyślam się, że koczownicy są więc pierwszymi podejrzanymi?

M: Tak... jednak nie chcę ich oskarżać i ich więzić bez konkretnego dowodu ich winy. By być szczerą, myślę, że nie oni są winni...

G: Co każe ci wierzyć, że znajdę winnego?

M: Z pełną szczerością? Ponieważ jesteś wścibska... niemal krnąbrna, gdy chodzi o odnalezienie prawdy. Czy ta misja wzbudza twoje chęci?

G: Tak! Nie jestem tutaj, by zbijać bąki^, w każdym razie.

^już kiedyś się nad tym zastanawiałam: dosłownie "obracać kciuki", więc nie wiem, czy "zbijanie bąków" czy "kulanie baboli' pasuje tu lepiej, ale oba brzmią śmiesznie X'D

M: Oczywiście, ta misja zostanie ci powierzona tylko jeśli Ewelein wyrazi swoją zgodę. Jeśli oceni, że twoje zdrowie jest jeszcze kruche, będę zmuszona zrewidować swoje plany.

G: Zmykam się z nią zobaczyć i wrócę do ciebie później.

M: Zgoda!

11. Rends-toi à l’infirmerie. (Udaj się do przychodni.)

[Przychodnia - 30 maana - razem 510]

G: Cześć, Ewelein!

Ew: Hej, Gardienne, przyszłaś na swoje badanie?

G: Właśnie!

Ew: Stań tutaj.

G: (Ewelein zaczęła mnie osłuchiwać w najbardziej konwencjonalny sposób: pomiar ciśnienia, świetlne testy...)

G: (Trzeba powiedzieć, że odkąd Purral przyniósł jej nowe ludzkie instrumenty medyczne, nie potrafi obejść się bez nich!)

G: Jeśli nie, to kiedy pracujesz?

[Nie rozumiem żartu Gardzi o_O Może "jeśli nie teraz, to kiedy pracujesz", ale nie wiem]

Ew: Och, daj mi się pobawić, ponuraku!

G: Droczę się z tobą.

Ew: Po prawdzie, te przedmioty są bardzo interesujące. Niemniej jestem smutna, nie mając bardziej popchniętej wiedzy w tej domenie, by posługiwać się tym możliwie najbardziej efektywnie.

G: Radzisz sobie raczej dobrze, tym nie martw się.

Ew: Dziękuję! Dalej. Zaatakujmy poważne rzeczy.

G: (Tym razem Ewelein wyjęła swoje prawdziwe narzędzia i osłuchała mnie od stóp do głów. Sądząc po grafikach, które próbowała mi wyjaśnić: jestem doskonałego zdrowia.)

Ew: Widzisz tę niebieską strefę tutaj? Dotyczy stabilności Maany, którą w sobie posiadasz. Dobrze widać, gdy porównamy pomiary sprzed miesiąca, że twoja Maana się zwiększyła. To niewątpliwie przez transfuzję, którą zrobiliśmy ci w świątyni. Jednakże widzimy wyraźnie, że nie było odrzucenia czy zakłócenia. Twoja Maana jest bardzo stabilna.

Ew: Wciąż odczuwasz bóle?

G: Nie.

Ew: Miałaś inne wiadomości od Wyroczni?

G: Żadnej. Jak już wam to powiedziałam, odkąd kryształ wszedł w zastój, nic nie szwankuje.

Ew: Super. Dobra, z tym wszystkim, powinnaś móc jechać do kapp bez problemu.

G: Miiko ci powiedziała?

Ew: A myślisz, że dlaczego dałam ci spotkanie zaraz po twoim zebraniu?

G: To nie jest kłamstwo...

Ew: Wreszcie, możesz tam jechać!

G: Ok, pójdę zatem ogłosić Miiko dobrą nowinę.

12. Annonce tes résultats à Miiko. (Ogłoś swoje wyniki Miiko.)

[Sala kryształu - 20 maana - razem 530]

M: Zatem?

G: Wspa-nia-le! Jestem w doskonałym zdrowiu.

M: Ach, super.

M: Podczas twojej nieobecności, Ykhar przygotowała ci twoją dokumentację misji: oto ona. Chciałabym, żebyś przestudiowała wszystkie szczegóły tej historii zanim tam pojedziesz.

G: Do dzieła. Dłużej ci nie przeszkadzam.

M: Dobrego wieczoru!

G: (Wyszłam z sali kryształu. Jest znacznie później niż przewidywałam...)

G: (Lepiej zrobię, odnajdując Leiftana jak najszybciej, czeka na mnie z pewnością w pokoju.)

13. Les résultats sont bons, tu es soulagée. Retourne maintenant dans ta chambre. (Wyniki są dobre, tobie ulżyło. Wróć teraz do swojego pokoju.)

[Korytarz straży - 10 maana - 540]

Leif: Zatem, Miiko ci wszystko opowiedziała?

G: O misji? Tak, to mi wygląda na dość skomplikowane... nie jestem pewna, czy stanę na wysokości.

Leif: Nie martw się, będę tam, jeśli tego potrzebujesz.

G: Jedziesz?

Leif: Tak. Miiko ci tego nie powiedziała?

G: Nie, muszę przyznać, że tak naprawdę nie przywołałyśmy szczegółów.

Leif: Będziesz chciała, byśmy przejrzeli razem kolejność misji? Znam ją w jej najmniejszych szczegółach, mogę ci pomóc, jeśli sobie życzysz.

G: Oczywiście, byłoby super! Idziemy do mojego pokoju?

Leif: Hmm, nie chcesz, żebyśmy zrobili to raczej na zewnątrz? Byłem zamknięty niezłą część dnia...

G: Jak chcesz. Dokąd idziemy?

Leif: Plaża, to by ci odpowiadało? To nie jest poważne miejsce do studiowania, ale naprawdę potrzebuję się przewietrzyć. 

G: To, co ci się podoba, podoba się też mnie!

14. Accompagne Leiftan à la plage. (Odprowadź Leiftana na plażę.)

[Odizolowana plaża - 100 maana - 640]

G: (Przybyliśmy na plażę.)

G: (Leiftan położył swoją kurtkę na piasku i zaprosił mnie, bym na niej usiadła. To bardzo taktowne i troskliwe z jego strony.)

Leif: Dalej, zabierzmy się do pracy.

G: (Natychmiast weszliśmy w rolę.^)

^dosłownie było "Natychmiast umieściliśmy się w wannie", przy czym "umieścić się w wannie" = "zaaklimatyzować się, dostosować do nowej sytuacji"

Misja wydawała się dość prosta na papierze: udać się na ziemię kapp i znaleźć poszlaki obciążające lub odciążające koczowników w sprawie zaginięć chowańców i faeries, które zgłosiły kappy.

Z tego, co wiedziałam, to nie był pierwszy raz, gdy takie wykroczenia miały miejsce, podczas gdy ta grupa osób była w pobliżu.

Straż nie życzyła sobie stygmatyzować koczowników, a więc rozpoczęła dogłębne śledztwo, mając za cel odnaleźć prawdę.

Musieliśmy udowodnić całkowitą bezstronność.

Leif: Ach, kurczę!

G: Co jest?

Leif: Właśnie sobie przypomniałem, że zapomniałem bardzo ważnego dokumentu z biblioteki. Zaczekasz tu na mnie?

G: Ok!

G: (Leiftan odszedł... i po pół godzinie zaczęłam się martwić, nie widząc, by wracał...)

G: (Lepiej pójdę go poszukać...)

15. Leiftan n’est pas revenu, cherche-le ! (Leiftan nie wrócił, szukaj go!)

[Sala drzwi, a z niej przenosi nas do biblioteki - 90 maana - razem 730]

Ykhar: Gardienne? Co ty tutaj robisz?

G: Wiesz, dokąd poszedł Leiftan?

Y: Nie, dlaczego miałabym wiedzieć?

G: Przyszedł tu odzyskać pergamin, pomyślałam sobie, że być może upuścił informację po drodze.

Y: Leiftan nie przyszedł się ze mną widzieć.

G: Słucham? A jednak mi powiedział, że uda się do biblioteki...?

Y: Ja... przykro mi, ale on nigdy tędy nie przechodził.

G: Hmm... (Zastanawiam się, gdzie on może być!)

[Prosty korytarz - 30 maana - 760]

G: (Nie mogę otworzyć swoich drzwi... a nie przypominam sobie, bym je zamykała.)

G: (Przetrząsnęłam wszystkie swoje kieszenie. Kurczę! To Leiftan ma moje klucze. Naprawdę muszę go odnaleźć!)

16. C’est l’heure du repas ? Cours à la cantine ! (To czas posiłku? Biegnij do stołówki!)

[Samo mnie cofnęło o jeden korytarz, więc Stołówka - 30 maana - 790]

G: (W stołówce jest wiele osób.)

G: (Szukałam Leiftana wzrokiem, na próżno.)

G: (Nie ma go tu...)

[Prosty korytarz - 40 maana - 830]

G: (Hmm... można powiedzieć, że jakiś hałas dochodzi z mojego pokoju... nie mów mi, że...)

Ledwo weszłam do swojego pokoju...

Gdy dotarł do mnie przyjemny zapach.

G: Co...

Prawdziwe pole świeczek rozwijało się przede mną.

Leiftan czekał na mnie na skraju okna o zamkniętych zasłonach, z uśmiechem na ustach.

G: Z jakiej okazji?

Leif: Po prostu miałem na to ochotę. Dlaczego? Nie mam prawa robić ci niespodzianek bez powodu?

G: Ach nie, wręcz przeciwnie, jestem zwyczajnie zdumiona.

G: (Ten dowód miłości, czułości... to wszystko, czego potrzebuję przed zaatakowaniem misji, która czeka mnie w najlbliższych dniach.)

G: (Zbliżyłam się, by go pocałować.)

Leif: Gardienne...

Leiftan podniósł mnie, by odlożyć mnie delikatnie na łóżku. Później delikatnie zdjął moje ubrania zanim zatrzymał się na chwilę. Sterczał nade mną, omiatając moje ciało czułym spojrzeniem.

Leif: Jesteś taka piękna... można powiedzieć: anioł spadł z nieba.

G: Z twoimi blond włosami, powiedziałabym raczej, że z nas dwojga, to ty jesteś moim aniołem.

G: (Na te słowa, jego spojrzenie się zmieniło. Jego zielone oczy były ogarnięte przez emocję, którą miałam problem zdefiniować.)

Leif: Kocham cię...

A. Wiem. [zapewne -5]

B. (Nie potrafię mu tego powiedzieć... te słowa... nie czuję się zdolna je wypowiedzieć na tę chwilę.) //

C. Ja też cię kocham. +5

Po C:

Leiftan posłał mi promienny uśmiech zanim pocałował mnie namiętnie.

Delikatnym gestem zsunął moje spodnie aż do kostek.

Korzystając z podnoszenia się aż do moich ust, Leiftan prześlizgnął swoim językiem wzdłuż moich ud i zatrzymał się na moim podbrzuszu, by złożyć tam kilka pocałunków.

A. (Nawet jeśli zazwyczaj trudno mi obejść się bez jego ciała, myślę, że będzie lepiej pozostać spokojnymi tego wieczoru...)

B. (Muszę przyznać, że odkąd zakosztowałam ciepła jego ciała, mam spory problem obejść się bez niego.) //

Po B:

Upojona łagodną pieszczotą jego rozpalonych warg, pozwoliłam sobie iść za przyjemnością, jaką mi sprawiał.

Jego pocałunki rozpaliły mnie niemal natychmiast. To było tak, jakby znał mnie w najmniejszych szczegółach.

Moje serce biło coraz mocniej i miałam wrażenie, że moja twarz płonie... Później to ciepło przeistoczyło się w nową energię.

Nie zadowalałam się już pozwalaniem Leiftanowi na zajmowanie się mną. Chciałam mu sprawić tyle przyjemności, ile on mi jej dawał.

Pomalutku moje ręce coraz bardziej się ośmielały aż...

Nie wytrzymując tego dłużej, Leiftan znów wziął górę. Jego pieszczoty stały się bardziej natarczywe, jego gesty bardziej... dzikie..

Jęki, które ze mnie wydobywał były drżące, wręcz zdyszane... Jednak to nie było wystarczające... chciałam więcej.

Chciałam jego, całego...

G: Leiftan, ja... chcę uprawiać z tobą miłość.

Poszukał mojego wzroku po raz ostatni i, nie czekając dłużej, złączył się ze mną z nieskończoną łagodnością.

Nigdy bym nie pomyślała móc kochać i być kochaną z taką namiętnością...

Zostaliśmy stworzeni jedno dla drugiego, miałam co do tego pewność.

Leif: Gardienne...

Sącząc się przez zasłony, promienie słońca przyszły pieścić moją skórę i obudziły nas łagodnie.

Leif: Hmmm, jest późno?

G: Nie, słońce ledwo wstało... Jesteśmy, o dziwo, rannymi ptaszkami.

Leif: To daje nam czas, by skorzystać z tego ostatniego poranka w K.G.

Skorzystaliśmy z ciepła, które łagodnie zalało pomieszczenie, by spokojnie się obudzić, czule objęci.

Z żalem to skończyłam, wstając, i skierowałam się ku prysznicom K.G.

Ciepła woda mnie ożywi, a potem dołączę do mojego kochanka na najbardziej energetyczne ze śniadań. Czekała nas wielka podróż i Karuto zdawał się wziąć to pod uwagę.

Poranek minął z zaskakującą szybkością i czułam się pełna energii, zdolna góry przenosić! 

Była wtedy pora dołączyć do pozostałych w miejscu spotkania: Schronisku Eel.

17. Rejoins ton escouade au Refuge d’Eel. Il est temps de partir. (Dołącz do swojego oddziału w Schronisku Eel. To czas wyjazdu.)

[Schronisko Eel - 50 maana - razem 880]

G: (Przybyłam na miejsce spotkania. Ykhar nosi plecak, który wydaje się cięższy od niej... ma problem utrzymać się na nogach.)

Hua: Przyjaciele...

G: (Huang Hua wzięła nas na stronę, Camerię, Ykhar, Leiftana i mnie samą.)

Hua: Zejdziemy się w budynkach, przygotowanych przez naszych sojuszników z ludu mórz, podróż nie będzie tak długa, jak poprzednim razem. Jednakże mamy jej na przynajmniej dwa dni. Nie zasiedzimy się tam. Celem jest, byście przeprowadzili swoje śledztwo i żebyśmy przyprowadzili tutaj koczowników.

Hua: Tak jest dla was dobrze?

G: (Spojrzeliśmy wszyscy po sobie i skinęłiśmy głowami.)

Hua: Doskonale, kierunek plaża, zatem.

18. Embarque sur le navire en direction des terres kappas. (Wejdź na statek w kierunku ziem kapp.)

[Odizolowana plaża - 70 maana - razem 950]

Hua: Dobrze, wejdźmy na łodzie, by dotrzeć do statku.

19. Monte sur la barque ! (Wejdź na łódź!)

[Taka kropka na wodzie "ku Ziemiom jaspisu" - 10 maana - 960]

Podróż byla długa, ale znacznie bardziej komfortowa niż gdy popłynęłam do kapp w towarzystwie Chrome.

Oczywiście, temat zgubionego statku znów był na tapecie^. Jednakże Chrome brał rzeczy z większą filozofią, od tego czasu.

^dosłownie "był znów położony na dywanie", co oznacza ponowne omawianie starej sprawy...

["Filozofia" to "zamiłowanie mądrości", więc chodzi o to, że Chrome od wtedy zmądrzał]

Po dwóch dniach dotarliśmy, jak przewidziano, na ziemie jaspisu, które natychmiast rozpoznałam.

Y: Stały ląd ♥

G: (Z radości, Ykhar zwaliła się na ziemię. Trzeba powiedzieć, że ma chorobę morską...)

Hua: Nie ma czasu się guzdrać, Ykhar. Musimy dołączyć do Mistrza Kappa.

20. Rejoins le Maître Kappa au village. (Dołącz do Mistrza Kappa w wiosce.)

[Idziemy najbardziej w prawo, jak się da, gdyby ktoś nie pamiętał. Wioska kapp - 30 maana - razem 990]

Hua: Mistrzu Kappa.

G: (Huang Hua ukłoniła się przed nim, a my zrobiliśmy to samo.)

Mistrz: Damo Huang Hua. Gardienne...

G: (Przywitał się z nami jeden po drugim.)

M: Jestem zachwycony, przyjmując nowych członków Straży Eel w łonie mojej wioski.

Hua: Dziękujemy. Mamy nadzieję móc być efektywni i znaleźć rozwiązanie waszego problemu. Jak odbywa się ewakuacja waszego ludu?

M: Sojusznicy, których nam wysłaliście, wykonali doskonałą pracę. Tylko niektórzy z moich doradców i moja bliska rodzina nie chcieli opuszczać tych ziem. Gardienne. Elliot chciał zostać, by cię zobaczyć... nie mogłem mu tego odmówić. Co więcej, miałbym prośbę go dotyczącą.

Hua: Jaką?

M: W następstwie licznych zaginięć, Elliot stanowi część jedynych naszych ocalałych dzieci... Mam niezachwianą wiarę wobec straży i byłbym wam wdzięczny za przyjęcie jego i jego rodziny w łono K.G. Wiem, że w waszych murach będzie bardziej bezpieczny niż gdzie indziej.

Hua: Oczywiście, jeśli takie jest pańskie życzenie.

Huang Hua kontynuowała chwilę konwersację z Mistrzem Kappa, by ustalić ostatnie przygotowania naszej misji.

Po kilku godzinach był czas zaprząc się do naszego zadania: przeprowadzić śledztwo nad koczownikami i ich potencjalną winą w sprawie zaginięć faeries.

G: Śledzisz ze mną, Leiftan?

Leif: Oczywiście, co za pytanie!

21. Mène l’enquête sur les disparitions : trouve des preuves et interroge tous ceux que tu verras. (Prowadź śledztwo nad zaginięciami: znajdź dowody i przesłuchaj wszystkich, których zobaczysz.)

[Leśna droga (czy jak tam to tłumaczą) - 20 maana - razem 1010]

Elliot: Hiiiii!

G: Elliot?

G: (Wskoczył mi w ramiona i zobaczyłam, jak młody kappa, który mu towarzyszył, rzuca mi mordercze spojrzenie, zanim zdał sobie sprawę, że nie zrobię małemu krzywdy.)

G: Dzień dobry, jestem Gardienne.

Kappa: Och, rozumiem... Jest pani młodą człowiek^, o której tyle mi mówił. Bardzo panią lubi.

^nie wiem, jak to tłumaczyć, bo w polskim nie mamy rodzaju żeńskiego dla człowieka :') a głupio brzmi "jest pani młodym człowiekiem" XD

G: Tak, wierzyłam, że go rozumiem. Jak się masz, Elliot?

E: Zbyt dobrze! Jestem zbyt szczęśliwy, że cię widzę!

G: Ale... ty mówisz?!

E: Moja mamusia nauczyła mnie mówić! On mówi, że nie idzie mi to zbyt źle!

G: (Ha ha, wciąż ma problem z uzgadnianiem^, to urocze.)

^uzgadnianiem osoby, że "mama" to "ona" i z uzgadnianiem kolejności zdania

G: To prawda, tak. Ale wciąż masz wysiłek do podjęcia.

E: Wiesz, czułem jak ty innego dnia... więc chciłem cię zobaczyć, ponieważ... Hmm... więcej nie wiem.

[Nie jestem pewna, czy czuł się jak ona (tęsknił), czy poczuł coś, co pachniało jak ona (i o niej przypomniało), dlatego chciał ją zobaczyć... Dalej w "chciałem" zrobił literówkę, więc dałam "chciłem"]

G: Ha ha. Bez problemu. Widzimy się później, zgoda? Mam grube śledztwo do przeprowadzenia.

E: By odnaleźć ludzi, którzy zniknęli?

G: To jest to.

E: Powodzenia!

K: Tak, wszyscy mamy nadzieję, że znajdziecie ostatnie słowo tej ohydnej historii...

[Plaża o drobnym piasku (czy jak to tłumaczą xD) - 20 maana - 1030. Klikamy na liście.]

G: (Co to jest?)

G: (Broszka...)

[Już widzę te nagłówki gazet "była premier porywa dzieci faeries" XDD]

A. (Pokazać ją Leiftanowi.)

B. (Oglądać ją z zainteresowaniem.) [ILUSTRACJA]

Po B:

G: (Jest cudowna.)

G: (Ten motyw, nie jest mi obcy.)

G: (Leiftan pochylił się nad moim ramieniem.)

Leif: Hmm... Herb królewskiej rodziny Lund'Mulhingar.

G: Kojarzysz?

Leif: Tak. To kraj pochodzenia Ezarela. Jeden z koczowników musi stamtąd pochodzić. Być może Ezarel go zna?

G: To możliwe. Wreszcie, jeśli kogoś zobaczymy, będziemy mogli go wypytać.

Brawo, Gardienne, znalazłaś przedmiot "Borszka Lund'Mulhingar". 

Dzięki mocy Purrekos, replika właśnie została stworzona, możesz

już teraz znaleźć ją w swojej szafie i się w nią wyposażyć.

G: (Muszę kontynuować swoje śledztwo.)

[Oczywiście musiałam sprawdzić: broszka jest w naszyjnikach]

[Zakorzenione drzewa (czy jakkolwiek to tłumaczą) - 20 maana - razem 1050. Klikamy na liście]

G: (Nic tu nie ma, poza kupą martwych liści.)

[Wychodzimy stamtąd - 10 maana - 1060]

G: (Jest tu grupa koczowników, która obozuje na plaży. Poszliśmy ich przesłuchać.)

G: Przepraszam... znaleźliśmy tę broszkę w okolicy. Jest przystrojona herbem Lund'Mulhingar. Należy ona do jednego spośród was?

[Nazwałabym tę postać "Pan KompunujęZbytZłożoneZdania", ale że to taka sama sylwetka, jak kiedyś podrywała nas w stołówce, i pisałam, że ma niezły tyłek, to będzie D jak DobraDupa XD albo jak DowódcaKoczowników, jak wolicie]

D: Jesteśmy koczownikami z Doliny Umbry, generalnie unikamy krajów północy, ale mój lud jest złożony z różnorodnych uchodźców, nie jest niemożliwym, by jeden spośród nas pochodził z tego kraju.

G: Rozumiem... dziękuję za pańską odpowiedź.

Według szefa koczowników, wszyscy członkowie ich grupy byli tu, w obozie, podczas gdy porwania zostaly dokonane... Zresztą podkreślał, że jego lud nie miałby żadnego interesu w popełnianiu podobnych zbrodni.

D: Rozumiecie dobrze, że to byłoby głupie z naszej strony. Nie chcemy pozować na wyrzutków... Mój lud jest pacyfistyczny.

G: Dobrze rozumiem, proszę się nie martwić. A naszym celem jest właśnie prowadzić śledztwo bez a priori^.

^A priori (łac. „z góry”, „uprzedzając fakty”, „z założenia”)

G: Jedyna rzecz, której pragniemy, to zatrzymać/aresztować winnego.

D: Dobrze. Jeśli możemy cokolwiek zrobić, by wam pomóc, nie wahajcie się.

G: Chciałabym przesłuchać całość osób z waszej grupy z moim przyjacielem.

[Przyjacielem? Więc tak to się teraz nazywa...]

D: Jesteśmy to waszej dyspozycji.

Po długiej dyskusji, członkowie Doliny Umbry zaprosili nas do przeszukania ich namiotów i przesłuchania ich, by udowodnich ich dobrą wiarę i ich niewinność.

Nie było mi zbyt swobodnie z myślą, by wejść tak w ich prywatne życie, lecz oni nalegali z użyciem "nie mamy nic do ukrycia".

G: (Podążyliśmy za szefem ludu z Doliny Umbry i zaczęliśmy nasze przeszukania.)

Widząc moje zażenowanie, Leiftan zajął się przeszukiwaniem, podczas gdy ja przesłuchiwałam koczowników.

Dyskutowałam z kilkoma spośród nich, którzy powierzyli mi swój strach, że zostaną wyrzutkami w następstwie tych nieszczęśliwych wydarzeń.

Im więcej z nimi rozmawiałam, tym mniej miałam wątpliwości... Dla mnie ten lud był rzeczywiście pacyfistyczny, w totalnej symbiozie z naturą i o życzliwości bez porównania.

[Zabawne, dokładnie takie samo stwierdzenie padło odnośnie fenghuangów "życzliwość bez porównania"/"niezrównana życzliwość" (zaleźnie od tłumaczenia) - la bienveillance sans pareille. Chyba ChiNo lubi to określenie XD]

Wielu z nich zgromadziło informacje o zaginięciach i dało mi je z dobroci serca. Inni zgłosili się na ochotnika, by pomóc nam w naszym śledztwie.

Para młodych małżonków zasygnalizowała mi, że długo rozmawiali z jednym z dzieci, które zaginęły, i odprowadzili je aż do wejścia do wioski. Bali się wtedy być głównymi podejrzanymi, ale, szczęśliwie dla nich, miałam w ręku zeznanie jednego z kapp, potwierdzające ich życzliwość.

Inna osoba, stara kobieta o twarzy zużytej przez czas powierzyła mi swój strach o dzieci ze swojego ludu. Uznałam to za wzruszające i próbowałam ją uspokoić, jak tylko mogłam.

Spędziliśmy dwa następne dni na przetrząsaniu wzdłuż i wszerz ziem kapp i przesłuchiwaniu wszystkich osób, które mijaliśmy na naszej drodze...

Z tego, czego się dowiedziałam, jedna kobieta słyszała ryk w sercu lasu...

G: (Szczerze myślę, że koczownicy są niewinni... nie znaleźliśmy żadnego dowodu ich winy.)

G: (Powinniśmy wrócić zobaczyć się z Mistrzem Kappa, być może pozostali mieli więcej informacji z ich strony?)

22. Retourne voir le Maître Kappa, les autres ont peut-être eu plus d’indices que toi. (Wróć zobaczyć się z Mistrzem Kappa, pozostali być może mieli więcej wskazówek od ciebie.)

[Leśna droga - 10 maana - razem 1070]

Jak my, Ykhar i Cameria nie znalazły wielu informacji w okolicy...

Poza resztkami prymitywnego obozu, ustawionego kilka kilometrów stąd...

Jednakże ten zdawał się sięgać kilku tygodni. Daty się nie zgadzały.

Byliśmy w impasie.

[Teleportowało mnie do wioski :3 Lubię tak oszczędzać maanę]

Hua: Przypominam wam, że naszą główną misją było ustalić winę lub niewinność koczowników. To rzecz zrobiona: dowody wykazują, że są niewinni. Co do tego, co jest z zaginięciami, czekamy na powrót pozostałych ekip, wysłanych w dotknięte regiony. Dopóki nie mamy ich raportów, nie będziemy mogli postawić kropki w tej sprawie.

Rozmowa trwała długo i dołączył do nas szef koczowników.

?: Droga uczennico-feniksie, chciałbym rozmówić się z panią przez kilka chwil.

Hua: Proszę uprzejmie.

G: (Odwróciła się do nas.)

Hua: Leiftan, chcesz zostać?

Leif: Jak czujesz. Jestem, oczywiście, do dyspozycji w razie potrzeby. 

Hua: Idź. Przyjdę cię szukać, jeśli będę cię potrzebować.

G: (Odeszliśmy w stronę plaży.)

23. Va à la plage ! (Idź na plażę!)

[Ziemia Jaspisu - 30 maana - 1100]

G: (Przybywszy na plażę, Leiftan i ja odizowaliśmy się.)

G: (Nie mieliśmy nawet czasu skorzystać z tej chwili, gdy Huang Hua przyszła go szukać.)

G: (Zdecydowałam się pójść na poszukiwania dziewczyn, ale nie udało mi się ich znaleźć.)

G: (Byłam sama...)

Leiftan zostawał z Huang Hua dłuższą chwilę. Gdy noc zapadła, szybko zjadłam kolację i wróciłam do jednego z namiotów, które rozbiliśmy. Zasnęłam bardzo szybko.

W ciągu nocy, lorialet dołączył do mnie, przepraszając po drodze, że zajęło mu to tyle czasu. Oczywiście mu wybaczyłam: miał obowiązki.

Następnego ranka, Huang Hua wezwała nas wszystkich.

24. Huang Hua veut vous voir, rendez-vous au village des kappas. (Huang Hua chce was widzieć, udajcie się do wioski kapp.)

[Wioska kapp - 30 maana - razem 1130]

Hua: Jesteście tu wszyscy. Mam wam do ogłoszenia wielką nowinę.

Hua: Będziemy przyjmować wszystkich koczowników w K.G. I to aż [do czasu, gdy] ta sprawa będzie sklasyfikowana.

G: (Dobra, misja tutaj będzie krótka. Czas zwijać bagaże.)

25. Le départ est proche, va plier ta tente avant de repartir au Q.G. (Wyjazd jest bliski, idź zwinąć swój namiot zanim odjedziesz do K.G.)

[Ziemie Jaspisu - 30 maana - 1160]

G: (Zwinęliśmy namiot.)

G: (Widząc piasek nietknięty naszym przejściem, poczułam zalewające mnie ukłucie nostalgii... i inne, bardziej mroczne uczucie: niepokój.)

G: (Byłam przerażona na myśl, że nadejdzie nowe nieszczęście...)

G: (Nie, nie mogę dać się złapać przez negatywne myśli!)

26. Rentre au Q.G ! (Wróć do K.G!)

[Ku Ziemiom Eel - 10 maana - 1170 (w sumie fajnie, że na chodzenie po lądzie zużywamy więcej energii niż na przebycie morza XD)]

Trasa wydawała mi się dłuższa niż w drodze do, a gdy wreszcie dotarliśmy do K.G., była ciemna noc.

G: (Prawie jesteśmy.)

[Sala drzwi - 50 maana - 1220]

Hua: Ludu z doliny Umbry... przykro mi, że nie mogę wszystkim zaoferować łóżek, ale możecie postawić swoje namioty w naszych ogrodach lub w piwnicy, jeśli obawiacie się, że będzie za zimno.

G: (Hmm...)

Leif: Huang Hua, mogę przyjąć kilka osób w swoich apartamentach, jeśli chcesz.

Hua: Byłoby super.

Leif: Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza, Gardienne?

G: Dlaczego by mi przeszkadzało? Twoja propozycja jest bardzo hojna, a poza tym... to oznacza, że będziesz musiał spać w moich ramionach. Ja tu zyskuję!

Leif: Ha ha.

G: Przypuszczam, że nie ma nic więcej do zrobienia na ten wieczór, Huang Hua?

Hua: Nie, Ykhar i ja zajmiemy się ulokowaniem wszystkich tych osób. Daję wam wszystkim spotkanie jutro rano o pierwszej w Sali kryształu.

G: Zgoda!

27. Vous êtes rentrés tard, il est l’heure d’aller se coucher. (Wróciliście późno, pora iść się przespać.)

[Pokój - 30 maana - 1250]

G: (Weszliśmy do pokoju i poszliśmy spać, wykończeni naszą długą podróżą.)

Tym razem znów nie mogłam zasnąć. Wszystkie podróże, które odbywaliśmy od kilku tygodni, chodziły mi po głowie, wysyłając wyrzut adrenaliny do moich żył.

Leiftan otoczył mnie wtedy swoimi ramionami, by mnie uspokoić i razem znaleźliśmy wyśmienity sposób, by zasnąć.

[Wg solucji przypadku Ezarela Gardzia nie może zasnąć i wychodzi, więc chyba elf coś sobie nie radzi z przytulaniem na uspokojenie XD]

Następnego ranka, obudziliśmy się o świcie.

G: (Lepiej zrobimy, nie będąc spóźnieni na zebranie tego ranka.) 

28. Va en salle du cristal. (Idź do sali kryształu.)

[Sala kryształu - 20 maana - 1270]

G: (Weszliśmy bezpośrednio.)

Miiko: Wszyscy tu są? Dobrze!

G: (Inni członkowie Straży Eel są obecni, Leiftan podszepnął mi, że byli to ci, którzy zostali wysłani na miejsca innych zaginięć.)

G: (Różne ekipy podchodziły jedne po drugich, by złożyć swój raport.)

Śledztwo naszych sojuszników, jak nasze, okazało się bezowocne.

Jakieś poszlaki, znalezione tu i tam, bez żadnego związku jedne z drugimi na pierwszy rzut oka... ale metody porwania i cele zdawały się takie same: młode dzieci i nastolatkowie faeries, które znalazły się w odosobnieniu...

Jednakże niektóre zeznania przyciągnęły naszą uwagę.

1: Jeden ze świadków z regionu Danthei twierdzi, że widział gryfa w okolicach... A przynajmniej widział tylko ogon.

M: Hmm, to dziwne. Gryfy nie mają w zwyczaju włóczyć się po tej stronie Eldaryi.

2: Ze swojej strony mogłem pobrać łuski syreny.

M: No i?

2: Wysłałaś mnie do wąwozów Gorony.

M: Jak?!

Leif: ^szepcze^ To dolina wulkaniczna. Ciepło i lawa, które się tam znajdują, czynią życie niemożliwym dla syren.

G: (Miiko podziękowała nam wszystkim za czas spędzony na tej misji, później poprosiła nas, byśmy wyszli.)

G: (Ale gdy miałam przekroczyć drzwi, poprosiła moją ekipę i mnie samą, byśmy zostali.)

M: Mam wam nową misję do powierzenia. Najwyraźniej nie mamy tu dość miejsca, a nasi sojusznicy uprzejmie zgodzili się przyjąć nadwyżkę populacji.

M: Zatem, chciałabym, żebyście odeskortowali część koczowników aż do Balenvii.

G: (Wymieniłam spojrzenia z Leiftanem. Znowu podróż... Spokój, jego nie będzie od zaraz.)

Cameria: Bez problemu! Kiedy musimy wyruszyć?

M: Kiedy zbierzecie koczowników, których wam spisałam, przed wielką bramą.

G: (Wręczyła nam listy nazwisk.)

M: Dziękuję wszystkim!

M: Leiftan, jesteś zwolniony z części zbierania. Potrzebuję, żebyś został, by wyjaśnić ci szczegóły tej nagłej misji.

G: (Dobra, zostaje tylko to!)

29. Rassemble les nomades avant le grand départ. (Zbierz koczowników przed wielkim wyjazdem.)

[Wg solucji trzeba się przejść po ogrodach, by znaleźć dwie grupy i jedno dziecko.]

[Schronisko - 40 maana - razem 1310]

G: (Dziecko podeszło do mnie.)

Dz: Jest pani tu na wielką podróż do grzybów?

G: Tak, wyjeżdżamy wkrótce. Jakie jest twe imię? To po to, by wiedzieć, czy ty też tam jedziesz.

Dz: Ja jestem Marthym, a moja mama Olyvia!

G: Jesteście na mojej liście.

Dz: Och! Super. Pójdę to powiedzieć mojej mamie. Jestem bardzo zadowolony z wyjazdu tam. Wiesz, kto jeszcze jedzie z nami?

G: Wszystkie te osoby. (Wręczyłam mu listę, wygląda, że jest w takim wieku, by [umieć] czytać.)

Dz: Jest tu mój wujek i moja ciocia też, i moi kumple.

G: (Pokazywał ich palcem, a ja pozdrawiałam ich dłonią.)

G: Możesz im powiedzieć, by poszli zebrać swoje rzeczy i udali się do wielkiej bramy, zatem?

Dz: Tak!

G: Dziękuję!

G: (Wciąż mam kilka osób do znalezienia.)

[Kiosk - 10 maana - 1320]

G: Przepraszam, szukam następujących osób, bo zamierzamy wyjechać do Balenvii, by znaleźć wam tymczasowe zakwaterowanie.

G: (Wymieniłam nazwiska i niektórzy podnieśli rękę.)

G: (Wciąż mam kilka osób do znalezienia.)

[Najpier sprawdziłam pod wiśnią, potem poszłam pod fontanny, więc 40 maana, ale może komuś zejdzie 20 - u mnie razem 1360]

G: (Przybyłam przed jedną z grup koczowników.)

G: (Grają muzykę...)

G: (Czekałam, aż skończą, by poprosić zainteresowanych o dołączenie do punktu zbiórki.)

G: (Ok, myślę, że mam wszystkich.)

G: (Lepiej ja też pójdę przygotować swoje rzeczy i zaczekać przy Wielkiej bramie.)

30. Prends un sac de rechange dans ta chambre ! (Weź torbę [z rzeczami] na zmianę ze swojego pokoju!)

[Pokój - 80 maana - razem 1400. Klikamy na rzeczy.]

G: (Jest dobrze, przygotowałam swoje rzeczy.)

G: (Pozostaje mi tylko odnaleźć wszystkich w punkcie wyjazdu.)

31. Tu dois retourner à Balenvia pour escorter les nomades, rends-toi à la Grande porte pour le départ ! (Musisz wrócić do Balenvii, by odeskortować koczowników, udaj się do Wielkiej bramy, by wyjechać!)

[Wielka brama - 80 maana - 1480]

G: (Po przygotowaniu swoich rzeczy, przybyłam do wielkiej bramy, gdzie wszyscy się zebrali.)

G: (Wsiadłam na jednego z Shau'kobowów, w towarzystwie jednego z dzieci koczowników. Obraliśmy kierunek do lasu.)

32. Rends-toi au centre de Balenvia maintenant ! (Udaj się teraz do centrum Balenvii!)

[Przez las do miejsca, gdzie kiedyś była Yvoni, potem Ku Balenvii - 130 maana - razem 1610]

Jak to przeczuwałam, ta podróż była wycieńczająca... Ciężkie i zgubne napięcie zdawało się ciążyć na naszych ramionach.

Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego... ale czułam, że coś miało się źle obrócić.

G: (Wreszcie przybyliśmy do Balenvii! Noc zapadnie w krótkim czasie...)

G: (Pozostaje nam tylko iść zobaczyć się z Patriarchą Ethelem w okolicach^.)

^chociaż miejsce, do którego mamy się udać, jest placem wewnątrz wioski, to wg tej wikii nazywa się "okolice wioski", dlatego "w okolicach" [ja bym tu raczej dała "na rynku" i dalej "rynek wioski" (choć niedokładnie to znaczy to słówko, ale lepszego nie wymyślę XD), ale już nie będę się kłócić XD]

[Okolice wioski - 20 maana - 1500]

Ethel: Straż Eel.

G: (Ethel przywitał nas z otwartymi ramionami. Huang Hua natychmiast zbliżyła się do niego, by zorganizować transfer koczowników.)

G: (Wszystko dzieje się tak szybko, brakuje mi tchu.)

E: Kiedy odjeżdżacie?

Hua: W najlepszym wypadku? Jutro rano, o świcie. Mamy jeszcze dużo pracy w K.G. Jednakże zostawimy wam kilkoro naszych ludzi.

E: To bardzo miłe. Podążajcie za mną do Ratusza, mamy do pogadania.

Leif: Domyślam się, że jestem zaproszony?

Hua: Oczywiście.

Leif: Dołączę do ciebie za chwilę, Gardienne.

G: Zgoda.

G: (Lepiej pójdę dołączyć do obozu.)

33. Rejoins le campement. (Dołącz do obozu.)

[Obóz - 50 maana - razem 1550]

G: (Wszystko zdaje się już zainstalowane w obozie: Balenvianie oszczędzili nam tego trudu. Dzięki im!)

G: (Z drugiej strony, nie ma tu nawet kota... jestem całkiem sama.)

G: (Gdzie są Ykhar, Cameria i inni?)

34. Trouve Caméria. (Znajdź Camerię.)

[Ścieżka do groty - 20 maana - 1570]

G: Cameria, masz trochę czasu do udzielenia mi?

C: Uch... faktycznie, niezbyt.

G: (Dwoje dzieci mykonid jest uwieszonych na jej bicepsach.)

G: Chcesz troszkę pomocy?

C: Nie, będzie dobrze. Dobrze się bawimy wszyscy razem. Nie jest tak, dzieci?

Dzieci: Taaaak!!!

G: Zatem dłużej ci nie przeszkadzam!

35. Trouve Ykhar. (Znajdź Ykhar.)

[Polna droga - 10 maana - 1580]

G: Ykhar? Co ty tu robisz?

Y: Ja? Zupełnie nic.

G: (Schowała coś za swoimi plecami.)

G: Dalej, pokaż mi.

Y: To... to prezent... dla ciebie. Tak, to jest to! To dla ciebie. Nie chcę, żebyś go widziała, ha ha.

G: Prezent? Z jakiej okazji?

Y: Tak o. Bardzo lubię robić prezenty osobom, które cenię!

G: Zgoda... zatem nie będę cię dłużej niepokoić.

G: (Ani Ykhar, ani Cameria nie wydają się dostępne, by spędzić trochę czasu ze mną. Pozostaje mi tylko wrócić do obozu...)

36. Tu n’as rien d’autre à faire pour le moment. Rentre au campement ! (Nie masz nic innego do roboty na tę chwilę. Wróć do obozu!)

[Obóz - 30 maana - razem 1610]

G: (Wróciłam do obozu. Wciąż nikogo tu nie ma...)

?: Potrzebujesz towarzystwa?

G: Valarian! Przestraszyłeś mnie.

V: Przykro mi...

Rozmawiałam przez część wieczoru z Valarianem. Odkąd go poznałam, zawsze był szarmanckim i ujmującym chłopakiem.

Tego wieczoru odkryłam raczej wrażliwego mężczyznę o burzliwej przeszłości.

G: A więc? Co zrobiłeś po opuszczeniu Brygady Krwi?

V: Jak wielu członków straży, byłem najemnikiem. Swoją drogą, spotkałem Jamona podczas jednej z moich misji, to on zapoznał mnie ze strażą i namówił mnie na dołączenie do niej. Spoko typ, ten ogr.

G: Tak, bardzo go lu... ^ziew^ bię.

V: Mam wrażenie, że jesteś wycieńczona.

G: Trochę tak. Myślę, że pójdę spać.

V: Zatem dobrej nocy!

G: Tobie również.

37. Tes yeux piquent, va dormir ! (Oczy cię szczypią, idź spać!)

[Pokój obozowy - 10 maana- razem 1620]

G: (Zwaliłam się na łóżko i zasnęłam niemal natychmiastowo.)

W ciągu nocy, dołączył do mnie Leiftan.

Zadowoliłam się złożeniem prostego pocałunku na jego ustach... zbyt wyczerpana, by poddać się innym aktom czułości.

Następnego ranka, zostaliśmy obudzeni o świcie. Huang Hua ogłosiła nam, że wszystko było ok dla koczowników i Balenvian.

Pozostawało nam tylko odjechać... ku rozczarowaniu moich mięśni, obolałych przez szereg naszych podróży.

G: (Skończę, prosząc o urlop... jestem wycieńczona!)

38. C’est l’heure de repartir au Q.G. Tu vas enfin pouvoir te reposer… (To czas odjazdu do K.G. Będziesz wreszcie mogła odpocząć...)

[Ku Ziemiom Eel - 20 maana - razem 1640]

Zasnęłam na swoim wierzchowcu w czasie podróży... na szczęście dla mnie, byłam dobrze przypięta.

Podążając posłusznie za stadem, zabrał mnie tam, gdzie było trzeba...

Obudziłam się na kilka godzin przed K.G. i byłam bardziej niż wniebowzięta, widząc las w oddali.

Byliśmy w końcu z powrotem.

Hua: Przybyliśmy... mam nadzieję, że Miiko nie przewidziała dodatkowej podróży dla was.

G: Ja też nie mam nadziei, ha ha. Myślę, że moje ciało by nie przetrwało.

[Z tego miejsca idziemy w lewo i na potrójnym skrzyżowaniu też w lewo, dalej głównie w dół, czasem w lewo, ale to już się łatwiej zorientować, bo dalej są tylko po dwie kropki, więc albo idziemy w dobrą stronę, albo cofamy się w miejsce, w którym już byłyśmy XD]

[Sala drzwi - 140 maana - razem 1780]

G: (Wzięłam urlop od innych, podczas gdy Leiftan poszedł zobaczyć się z Miiko w towarzystwie Huang Hua.)

Minęło kilka dni ciszy i spokoju.

Byłam bardzo zadowolona, mogąc korzystać z tych chwil z Leiftanem.

Lecz to wyciszenie trwało krótko... i nowina, której się nie spodziewałam, uderzyła we mnie z pełnym rozmachem.

G: Ty... jesteś poważna?

Hua: Tak. Miiko bardzo dobrze radzi sobie w K.G., wiele nauczyła się ze swoich błędów i teraz wiem, że jesteś w dobrych rękach.

G: Ale Huang Hua, ja...

Hua: Moja oferta wciąż się trzyma, wiesz... nawet jeśli doskonale rozumiem, że twoje serce należy odtąd do tych miejsc.

G: (Odwróciłam wzrok.)

G: (To prawda, że jakiś czas temu powiedziałabym "tak" bez namysłu i towarzyszyłabym jej aż do Świątyni, by zacząć tam na nowo swoje życie, ale...)

G: (Nie miałam przewidziane, że Leiftan i ja stworzymy parę.)

G: (To każe mi wielce rozważyć ponownie tę kwestię. Nie mam już ochoty wyjeżdżać.)

Hua: Znasz teraz drogę, będziesz mogła przyjechać się ze mną zobaczyć, kiedy chcesz. Wreszcie, gdy Straż ci pozwoli!

G: Będzie mi tak bardzo ciebie brakowało...

Hua: Mi ciebie też... jestem naprawdę szczęśliwa, mając cię za przyjaciółkę.

G: (Wzięła mnie ciepło w ramiona zanim odjechała.)

G: (Jestem naprawdę zasmucona na myśl, że Huang Hua stąd jedzie... ale nie mam tak naprawdę czasu, by rozstrząsać.)

G: (Mam wciąż wiele rzeczy do zrobienia dzisiaj.)

G: (Obiecałam Alajei oddać jej przysługę: pomóc jej wybrać sukienkę na jedną z jej randek z Sonze.)

G: (Muszę się udać na targ.)

39. Tu as rendez-vous avec Alajéa, rends-toi au marché. (Masz spotkanie z Alajeą, udaj się na targ.)

[Targ - 10 maana - 1790]

G: Oto ja!

A: Dziękuję, że przyszłaś, to sprawia mi wielką przyjemność. Już wypatrzyłam parę sukienek, idziesz?

G: (Podążyłam za Alajeą.)

G: (Muszę przyznać, że nowa kolekcja Purriry robi prawdziwą chrapkę.)

G: (Nie wiem, dokąd ona poszła znaleźć swoją inspirację, ale nie jestem pewna móc utrzymać swój port-fel zbyt długo.)

Purriry: Dalej, zrób sobie przyjemność. Jakby powiedzieli niektórzy: życie jest krótkie!

G: Nie wiem... ja...

P: Spójrz na ten jedwab, ten haft... czekają tylko na ciebie.

G: (Staram się uwolnić spod jej wpływu, ale jak czarownica z mórz w Małej Syrence, Purriry mnie hipnotyzuje.)

Ykhar: Gardienne!!!

G: Ykhar?

Y: Za mną!

G: (Złapała mnie za nadgarstek i wyciągnęła mnie na zewnątrz butiku. Nie miałam nawet czasu powiedzieć "do widzenia" czy przeprosić, że wychodzę równie pospiesznie.)

Y: Musimy iść do Sali kryształu, szybko!!!

40. Il y a urgence, rends-toi à la Salle du cristal immédiatement ! (To nagły wypadek, udaj się natychmiastowo do Sali kryształu!)

[Sala kryształu - 20 maana - razem 1810]

G: (Miiko mnie wzięła na stronę, zanim nawet mogłam coś powiedzieć.)

M: Gardienne, kiedy pojechałaś do kapp i do Balenvii, zauważyłaś dziwne zjawiska?

G: Nie, dlaczego?

M: Pewne rzeczy wydarzyły się w tych dwóch krajach, krótko po waszym wyjeździe... Osoby były zanieczyszczone odłamkami kryształu i zaczęły zabijać mieszkańców.

G: Co?!

M: Bezwzględnie musimy wysłać ludzi z odsieczą, możliwie najszybciej! Rozdzielcie się na dwie ekipy. Jedna z nich pojedzie do Balenvii, a druga do kapp.

?: Ekipy już na miejscu nie wystarczają?

M: Powstrzymujemy ataki i bronimy niewinnych, ale potrzebujemy was, by położyć kres tej pladze.

G: (Uformowały się dwie bezstronne grupy.)

M: Gardienne?

A. (Udać się do kapp.) [Zginie Ethel]

B. (Udać się do Balenvii.) ]Zginie Mistrz Kappa]

Po B:

M: Doskonale. Wyruszajcie natychmiast. Czas dla nas jest policzony.

G: (Odeszłam wziąć kryzysowe rzeczy ze swojego pokoju. Muszę teraz dołączyć do pozostałych.)

41. Résous le souci à Balenvia. (Rozwiąż problem w Balenvii.)

[Ku Balenvii - 200 maana - razzem 2010]

G: (Odjechaliśmy w kierunku Balenvii.)

I przeciwnie do tego, co mogłam myśleć, podróż wyglądała mi na bardzo krótką.

Wszystko działo się szybko... nawet zbyt szybko.

Strasznie obawiałam się następnych wydarzeń... i po fakcie okazało się, że byłam daleka mylenia się. Jednakże był to nagły wypadek i nie miałam czasu do poświęcenia stanom swojej duszy.

Ledwo przybyłam, zakrzątnęłam się do szukania zanieczyszczonego u boku Leiftana i Valariana.

Pozostali zajmowali się wspieraniem członków Straży, [którzy byli] już na miejscu.

Nie miałam nawet okazji pozdrowić Patriarchy Ethela.

G: (Nie mamy czasu do stracenia. Musimy znaleźć to stworzenie i je powstrzymać!)

42. Tu n’as pas le temps de réfléchir. Trouve le contaminé et neutralise-le. (Nie masz czasu na przemyślenia. Znajdź zanieczyszczonego i zneutralizuj go.)

[W wejściu do wioski - 20 maana - 2030]

G: (To nie jest prawda...)

G: Patriarcho Ethelu, co pan tu robi?! Powinien pan być w wiosce, w schronieniu, razem z innymi.

P: Nie mogę... Na nieszczęście, dwoje dzieci z mojego ludu zaginęło, nie możemy ich znaleźć.

G: Myśli pan, że to zanieczyszczone stworzenie je porwało?

P: Nie wiem...

G: Niech pan wraca się schronić w wiosce, błagam pana. My zajmiemy się odnalezieniem dzieci i zneutralizujemy to stworzenie.

P: Ufam wam.

[Polna droga - 10 maana - 2040]

G: (Na ziemi są ślady kroków... Widać, że ktoś tędy przechodził.)

[Miało być w wejściu do wioski, ale mi na to zeszło 70 maana - razem 2110]

G: (Nikogo tu nie ma... Poza plamą krwi. To przerażające.)

Valarian: Podążajmy tym tropem... Obawiam się najgorszego.

G: Ja też, Val... ja też.

[Droga do groty - 30 maana - 2140]

G: (Jest tu jakaś obecność...)

G: (Instynktownie obróciłam się do Leiftana.)

G: (To wtedy zaatakowano nas od tyłu.)

Leif: Gardienne!!!

Jednym susem odskoczyłam na bok i uniknęłam napaści ze zręcznością, której u siebie nie znałam.

To stworzenie... ta rzecz nie miała już nic z faery. Jej członki były powykrzywiane w pozycje, które zmroziły mi krew. Nie potrafiłam dostrzec bytu, który mógł istnieć zanim kryształ go nie zanieczyścił.

Unikając ciosów atakującego, zakoczyłam siebie, poruszając się w sposób bardziej płynny, szybszy, bardziej lekki... Siła nowa i nieznana mnie zamieszkiwała...

Wymierzyłam zatem dobrze zasłużony prosty w tę abominację, która stawiała mi czoła, zanim dorzuciłam cios stopą, który rzucił ją na ziemię.

Leiftan patrzył na mnie ze zmartwionym wyrazem.

Stworzenie się podniosło, korzystając z tej chwili nieuwagi, i rzuciło się na mnie.

W następnej chwili, ktoś wtrącił się między nas, ratując mnie przed pewną raną.

Leiftan...

W kilku gestach udało mu się ujarzmić to stworzenie. Byłam pod wrażeniem jego siły i odwagi.

Później wyznał mi, że zobaczenie mnie równie osaczonej jakby zdziesięciokrotniło jego siły. Miał taką chęć mnie chronić... byłam dotknięta do głębi swego serca.

G: (Dzieci wyszły z grot i pospieszyły na nas, płacząc.)

G: Musimy zaprowadzić te dzieci do ich rodziców.

Leif: Zajmę się tym, by położyć kres jego cierpieniom i do ciebie dołączę.

G: Naprawdę jesteśmy zobligowani do... do...

Leif: Jeśli istniałoby inne rozwiązanie, uwierz, że bym je wybrał...

43. Ne reste pas ici... et ramène les enfants à leurs parents. (Nie zostawaj tu... zaprowadź dzieci do ich rodziców.)

[Cośtam - 10 maana - razem 2150]

G: (Zaprowadziłam dzieci, które odnaleźliśmy, do odpowiednich rodzin... później zatrzymałam się na chwilę.)

G: (Wzięłam głęboki wdech, ażeby się uspokoić. Ta misja była znacznie bardziej wymagająca niż myślałam.)

?: Gardienne.

G: Och...

G: (Nie udało mi się spojrzeć mu w oczy, wiedząc, co zrobił przed chwilą.)

Leif: Szukamy innego rozwiązania, obiecuję... ale dopóki go nie znajdziemy, będziemy zobligowani tak działać.

G: Wiem...

G: (Wziął mnie w ramiona. Ta sytuacja, te śmierci... Myślę, że wciąż jestem w trakcie wahania.)

G: (Wziął mnie za rękę i zdecydowaliśmy się pójść ogłosić "powodzenie" tej misji...)

44. Retourne au centre du village. (Wróć do centrum wioski.)

[Okolice wioski - 30 maana - razem 2180]

G: (Leiftan poszedł opowiedzieć to, co się stało, ja zostałam w tyle.)

G: (Znów myślę o tym stworzeniu, które było kiedyś feary jak inni.)

[Ktoś mi podpowiedział, że zamiast "kreatura" (jak piszą oficjalni tłumacze; ja dawałam "istota") można mówić "stworzenie" i tak się jakoś na to przestawiłam. Też jest neutralne (w przeciwieństwie do kreatury), a nawet bardziej pasuje od "istoty", bo "tworzyć" i "stworzenie" są w jednej rodzinie wyrazów jak "créer" i "créature"]

G: (Bez wątpienia miał żonę lub dzieci? Być może był kimś, kto pomagał bliźniemu?)

G: (Zastanawiam się, czy naprawdę istnieje inne rozwiązanie...)

G: (Lśniąca Straż zna ten fenomen od dłuższego czasu niż ja.)

G: (Jeśli inna alternatywa byłaby możliwa, byliby na bieżąco...)

G: (Nie! Nie mogę myśleć tak negatywnie. Muszę zachować nadzieję!)

Ethel: Wszystko w porządku, moje dziecię?

G: Tak... (Nie mam ochoty zanudzać go stanami mojej duszy.)

G: (Po krótkiej rozmowie, patriarcha zdecydował się wrócić z nami do K.G., a w następstwie wydarzeń, poprosił nas o przesiedlenie również koczowników.)

45. Ta mission ici est terminée, tu dois à nouveau retourner au Q.G. (Twoja misja tu jest skończona, musisz ponownie wrócić do K.G.)

[Ku Ziemiom Eel - 60 maana - razem 2240]

G: (Po raz kolejny odbyliśmy podróż aż do ziem Eel.)

G: (Naprawdę zaczynam odczuwać coś w rodzaju jet lagu/zespółu nagłej zmiany strefy czasowej.)

[Ze względu na limit słów dałabym angielski "jet lag", ale żebyście wiedziały, o co chodzi, to daję też polską nazwę. Wiem stąd: https://portal.abczdrowie.pl/jet-lag]

G: (Szczęśliwie dla nas, koczownicy byli bardziej niż ugodowi w odpowiedzi na prośbę Balenvian i zgodzili się za nami podążyć bez dyskusji.)

G: (Przybyliśmy do K.G. w środku nocy. Koczownicy byli zobligowani postawić namioty do spania.)

G: (Miiko czekała na nas i poprosiła nas o podążenie za nią do Sali kryształu.)

46. Miiko a quelque chose d’important à vous dire, suis-la jusqu’à la Salle du cristal. (Miiko ma wam coś ważnego do powiedzenia, idź za nią do Sali kryształu.)

[Trzeba przejść z Kiosku (bo tam mnie teleportowało) do Sali kryształu - 30 maana - 2270]

Miiko: Dobrze... Zajmijcie miejsca, mam wam do ogłoszenia złą nowinę.

G: (Rzuciłam spojrzenie ku innym członkom Straży obecnym w sali, wyglądają na przytłoczonych.)

G: (Później popatrzyłam na Leiftana, który zdawał się równie zaintrygowany, co ja.)

M: Podczas gdy wy byliście na misji...

M: Sprawy źle się obróciły u kapp. Zanieczyszczone stworzenie zaatakowało Mistrza Kappa... i on... on...

M: On nie przeżył.

G: Co?!

M: To wielka strata dla wszystkich...

[Jak tu dadzą "duża strata" (jak z tym "dużym placem" u fenghuangów), to padnę ze śmiechu zamiast się smucić XD]

G: (Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu.)

G: (Ale nie chcę dać się zalać przez swoje emocje przed wszystkimi.)

G: (Więc zwyczajnie przełknęłam ślinę i wzięłam głęboki wdech.)

M: By stawić czoła tej bolesnej próbie, zdecydowaliśmy się przywieźć jeszcze więcej wsparcia ludowi kapp.

M: Wyślę tam niektórych spośród was w najbliższych dniach, ażeby pomóc jego bliskim i przyjaciołom. Później będziemy z nimi pracować, by wesprzeć ich społeczeństwo i pomóc im wybrać nowego przywódcę.

M: Ja również się tam udam. Oceniam, że śmierć Mistrza Kappa podnosi się z mojej odpowiedzialności: nie wysłałam tam dość oddziałów.

M: Muszę więc sama załatwić problemy, które to pociąga. Powiem wam o tym więcej jutro, możecie iść spać. Przykro mi, że musiałam ogłosić wam to w równie nagły sposób...

M: Liczę na waszą obecność jutro rano o 10:00, tutaj!

G: Zgoda...

M: Leiftan, wiem, że właśnie wróciłeś, ale potrzebuję, żebyś został kilka chwil dłużej.

G: (Wyszłam z sali, oszołomiona nowiną.)

G: (Po krótkim dyskutowaniu z kilkoma członkami Straży, pozostałymi na miejscu, zdecydowałam pójść się położyć.)

47. Va dormir. (Idź spać.)

[Pokój - 20 maana - 2290]

G: (Przybyłam do swojego pokoju i położyłam się w łóżku, wycieńczona.)

G: (Roztrząsałam słowa Miiko: brakowało im sposobów i brakowało im ludzi u kapp...)

G: (A gdybym zdecydowała się jechać raczej tam niż do Balenvii? Co by się stało?)

[Zginąłby Ethel. Nie chcesz tego, Gardzia.]

G: (Być może Mistrzy byłby wciąż żywy?)

Zasnęłam z ciężkim sercem...

Następnego ranka, po wzięciu krótkiego śniadania, ruszyłam w drogę do Sali kryształu.

48. Assiste à la réunion de Miiko. (Uczestnicz w zebraniu Miiko.)

[Sala kryształu - 30 maana - razem 2320]

M: Dziękuję wam, że przyszliście. Zajmijcie miejsca.

G: (Miiko wyjątkowo kazała przynieść kilka ławek, usiadłam i zobaczyłam, jak bierze długi wdech.)

G: (Ethel i szef koczowników stali u jej boku.)

[Zabawne - wcześniej ten szef miał cień jak koleś podrywający Gardzię w stołówce, a teraz ma cień jak nauczyciel historii XD]

M: W następstwie ostatnich wydarzeń, zdecydowaliśmy wysłać Nevrę i Ezarela do Balenvii, podczas gdy ja będę towarzyszyć Valkyonowi u kapp.

M: Widząc te okoliczności, Huang Hua zgodziła się odsunąć swój powrót do swego ludu i będzie utrzymywać porządek wewnątrz Straży u boku Leiftana. 

G: (Ykhar rozdała rozkazy misji.)

G: (Zostałam wysłana do kapp...)

G: (To oznacza, że Leiftan i ja będziemy rozdzieleni.)

M: Ci, którzy nic nie otrzymali, zostaną tutaj, w K.G. Do pozostałych, wyjeżdżacie na następne trzy tygodnie.

G: (CO?)

G: (Nie będę widzieć Leiftana przez prawie miesiąc?!)

G: (Jestem trochę smutna na tę myśl, ale rozumiem... praca przede wszystkim. Szkoda, że nie mogę być z nim.)

Miiko wyjaśniła nam powagę sytuacji: od kilku tygodni był tam nagły wzrost zanieczyszczeń przez kryształ. Wielu ludzi zostało dotkniętych... Nie potrafili dowiedzieć się, co powodowało ten fenomen.

Ze swojej strony rozpatrzyłam, że to nie mogło być normalne.

Miiko kontynuowała zebranie, przystępując do tematu, który sprawił, że rozpoczęłam tę przygodę: zaginięć dzieci.

Kolejny balenviański nastolatek również został uznany za zaginionego w następstwie tamtejszej misji... Straż kazała przesiedlić wszystkich koczowników do wnętrza K.G. i umieściła w więzieniach niektórych spośród nich.

M: Oszczędziliśmy tej kary dzieciom i osobom starszym, ale muszę przyznać, że nie jestem dumna, musząc stosować takie metody, zaczynają nam się kończyć rozwiązania.

Kiedy zebranie się skończyło, Miiko dała mi znak, bym została, co mnie zdziwiło.

G: Zrobiłam coś złego?

M: Nie, wcale, chcialam tylko porozmawiać z tobą o tym, co się działo w ostatnich tygodniach.

G: To znaczy?

M: Jakie jest twoje zdanie o sytuacji? Jak ty ją postrzegasz?

G: (Jej pytania są dziwne, można powiedzieć, że próbuje mnie wybadać... niezbyt rozumiem.)

G: Ech... no cóż.

G: To ekstremalnie skomplikowana sytuacja. Ostatnie tygodnie były silne w emocje, liczne osoby zginęły, a konsekwencje są niewymierzalne, w moim odczuciu.

G: Myślę szczególnie o śmierci Mistrza Kappa. Ogromna strata, która mogłaby zakwestionować ugody między Ziemiami Jaspisu a K.G.

G: Mordercą jest faery, który nie był już panem siebie samego, bo [był] zanieczyszczony przez kryształ. I to zanieczyszczenie nie jest odizolowanym przypadkiem.

G: Ta sama rzecz dokonała się w Balenvii.

G: Mamy prawo zastanawiać się, czy to zanieczyszczenie jest owocem przypadku, czy też jest to spowodowane interwencją osoby trzeciej.

G: Co więcej, jesteśmy skonfrontowani z problematyką tych zaginięć: wciąż nie mamy winnego... A przede wszystkim, jesteśmy niezdolni dowiedzieć się, czy te dwie różne sprawy są powiązane.

G: By wszystko ukoronować, mamy kłopot z kryształem, który był zatruty i moją więzią z nim. Na tę chwilę, mamy pozór wytchnienia, ale osobiście przeczuwam, że następstwo wydarzeń mogłoby być katastrofalne... i myślę, ze wy również.

G: Uważam, że nieszczęścia znacznie zbyt łatwo na nas spadają, siłą rzeczy jest ktoś, kto nimi dyryguje...

G: Trudno mi uwierzyć, byśmy byli aż takimi pechowcami...

M: No cóż, pozwól mi powiedzieć, że raczej trafiłaś w dziesiątkę.

G: S-Słucham?

M: Podejrzewam od jakiegoś czasu obecność kreta wewnątrz Straży Eel... i chciałabym, żebyś...

Ew: Miiko!

G: (Ewelein przybyła, widocznie przerażona. Towarzyszą jej Ykhar i Huang Hua, i są w tym samym stanie.)

M: Ewelein, co się dzieje?

Ew: Mery, Milo i dwoje koczowników zaginęło.

M: J-Jak to?

Ew: Nic o tym nie wiem... ich bliscy są załamani.

[Tu się rozpłakałam i musiałam przerwać pisanie...]

M: Podjęliśmy jednakże wszystkie środki ostrożności... ja...

M: Ykhar, zbierz maksimum osób, by wyruszyć na ich poszukiwania.

M: Huang Hua, zajmij się bliskimi naszych zaginionych.

M: Gardienne...

G: Chcę uczestniczyć w poszukiwaniach.

M: Dobrze, pomóż więc Ykhar zebrać wszystkich!

49. Aide Ykhar à rassembler des gens pour chercher Mery et ses amis. (Pomóż Ykhar zebrać ludzi, by poszukać Mery'ego i jego przyjaciół.)

[Kiosk - 50 maana - razem 2370]

Byłam na poszukiwaniach dzieci, gdy...

G: (Leiftan zbliżył się do mnie i mnie pocałował. Odruchowo go odepchnęłam.)

Leif: Jakiś problem?

G: Nie, to po prostu nie jest [odpowiedni] moment. Trzeba żebyś poszedł zobaczyć się z Miiko!

Leif: Dlaczego?

G: Dzieci zaginęły i...

Leif: Więcej nie mów, idę tam.

[Aleja łuków - 10 maana - 2380]

G: Alajea!

A: Wiem, właśnie wpadłam na Ykhar, idę dołączyć do Miiko... Co za horror!

G: Tak...

G: (Odeszła truchtem, wyglądając na wstrząśniętą.)

[Fontanna - 30 maana - razem 2410]

Chrome: Co?!

Ykhar: Tak... trzeba byś tam poszedł od zaraz.

C: Do dzieła!

Y: Gardienne, myślę, że zebrałam dosyć ludzi. A ty, z kim rozmawiałaś?

G: Wpadłam na Leiftana i mu powiedziałam.

G: Widziałam też Alajeę, ale ona była już na bieżąco.

Y: Tak, mówiłam jej o tym.

G: Nie obijałaś się!

Y: To mój zawód! Dalej, nie przeciągajmy. Miiko czeka na nas w Sali drzwi.

50. Il y a assez de monde pour les recherches, retourne à Salle des portes. (Jest dość ludzi do poszukiwań, wróć do Sali drzwi.)

[Sala drzwi - 50 maana - razem 2460]

G: (Wszyscy są tu zebrani.)

M: Dobrze, skoro wszyscy są obecni, zaczniemy. 

M: Straż Absyntu zajmie się przetrząśnięciem południowej części lasu. Straż Cienia weźmie północ, a Obsydian zajmie się równinami.

M: W drogę!

51. Effectue tes recherches dans la forêt, il faut retrouver ces enfants ! (Wykonaj swoje poszukiwania w lesie, trzeba odnaleźć te dzieci!)

[Przejście starszych - 120 maana - razem 2580]

G: (Szukaliśmy wskazówek w zaroślach... na próżno.)

G: (Ale gdzie oni mogą być?)

[Kamienne wzgórze - 20 maana - razem 2600]

G: (Zlokalizowałam ślady na ziemi... ale chodzi tylko o odciski przechodzącego tędy seryphona.)

G: (Ale gdzie oni mogą być?)

[Polana po Yvoni, równina pustki (? tak to tłumaczą?) - 40 maana - 2640]

G: (W chwili posuwania się na równinę pustki, miałam mały atak nudności.)

G: (Przez chwilę bałam się, że Yvoni powróciła... ale, na szczęście, równina była wciąż równie pusta, co po jej śmierci.)

G: (Spędziliśmy tu godziny, na próżno, i zdecydowaliśmy się wrócić do K.G.)

52. Vos recherches sont infructueuses, retourne au Q.G. (Wasze poszukiwania są bezowocne, wróć do K.G.)

[Ogólnie szłam w dół, na skrzyżowaniach w lewo (dwa takie były) Obrzeża lasu - 90 maana - 2730]

Elliot: Gardienne...

G: (Zdumiona, zobaczyłam, jak mały kappa do mnie biegnie.)

G: Elliot, co ty tu robisz?

G: (Wzięłam małego w ramiona, nie wchodzi w rachubę, żebyśmy wycierpieli dodatkowe zaginięcie.)

G: (Moi kompani poszukiwań zdawali się wszyscy równie oszołomieni co ja i patrzyli na Elliota z powagą.)

El: Ba, byłem z kumplami... poszliśmy się kąpać na pjaży! Była bardzo uprzejma, pachniała trochę jak ty... ale w rzeczywistości jest bardzo niemiła.

[Tak, pjaży, nie plaży, Elliot jeszcze nie mówi idealnie XD Btw. znowu będę płakać, jak on mi będzie mówił "pachniała trochę jak ty", bo pamiętam, że ostatnim razem Mistrz Kappa to samo mówił o osobie porywającej dzieci ;-;]

Elliot: Zrobiła mi kuku swoim ogonem... w dodatku była cała lepka jak dziewczyna, która pochodzi z morza!

G: O czym ty mówisz?

Wtedy znów pomyślałam o zeznaniach, jakie słyszałam u kapp i tych, które inne ekipy nam zaraportowały.

G: (Zauważono już końcówkę ogona czego? Gryfa, to jest to! Co było mówione w ich temacie? Że są rzadkie w tym regionie?)

I była też ta historia z syreną na kontynencie, który był im wrogi.

Moje myśli układają się łagodnie na miejscu i każda wskazówka, którą znaleźliśmy, odkrywała po trochu swoje znaczenie.

G: Wybaczcie mi, muszę coś zweryfikować!

Valarian: Dokąd myślisz iść całkiem sama?

G: Na plażę.

Wyjaśniłam Valarianowi możliwie najzwięźlej i najszybciej to, co Elliot właśnie mi powiedział i wnioski, jakie z tego wyciągnęłam. Po otrzymaniu zgody od naszego szefa, zdecydowali się posłuchać mojego instynktu.

G: (Jestem pewna, że dzieci są tam!)

53 Rends-toi à la plage, les enfants y sont sûrement. (Udaj się na plażę, dzieci z pewnością tam są.)

[Kamienne schody - 30 maana - razem 2760]

G: (Elliot poprowadził nas w pobliże miejsca, gdzie barka zdawała się niedawno opuścić plażę. Znalazłam również kawałek materiału.. dziwnie przypomina jedną z tkanin, które nosi Mery.)

G: (Elliot wyciągnął rękę, by wskazać ocean.)

Elliot: Wszędzie tam... jeszcze czuję jej zapach.

G: (Znów wzięłam Elliota w ramiona i zaadresowałam zdeterminowane spojrzenie swoim kompanom.)

G: (Wiemy słusznie, co to oznacza...)

[Sala kryształu - za darmo]

M: Jesteś pewna?

G: Wszystko się zgadza, Miiko: ta historia o syrenie, zapach, który czuje Elliot... To nie pierwszy raz, gdy mówi o kimś, kto ma ten sam zapach, co ja. Wątpię, by to był zbieg okoliczności.

M: Dobrze, ponieważ nie mamy czasu myśleć nad innym planem... Gardienne, weź tego malucha ze sobą. Wciąż mamy jeden ze statków kapp do dyspozycji. Ezarel, Valarian, Ewelein... Towarzyszcie im!

M: Kiedy znajdziecie dzieci, przyprowadźcie je natychmiast tutaj. Ykhar, każ zanieść racje żywnościowe na statek, przewiduj kilka dni... nie! Tydzień, co najmniej.

M: Nie wiemy, dokąd trop was poprowadzi. Huang Hua, zajmij się K.G. pod moją nieobecność. Jadę z wami.

Natychmiast zaprzęgliśmy się do przygotowywania naszych rzeczy, by wyjechać jak najszybciej. Trop tego stworzenia był trudno wyczuwalny, nie chcieliśmy go stracić.

Gdy wszystko bylo gotowe, Miiko wyznaczyła nam spotkanie na plaży do wielkiego wyjazdu.

G: (Wyrocznio, spraw, abyśmy odnaleźli te dzieci w dobrej formie.)

54. Fais confiance à Elliot et laisse-le te guider jusqu’à ses amis. (Zaufaj Elliotowi i pozwól mu zaprowadzić cię aż do jego przyjaciół.)

[Odizolowana plaża - 110 maana - razem 2870]

G: (Odbiliśmy bez opóźniania.)

G: (Ale w chwili podnoszenia żagli, Elliot zaczął płakać i chciał zejść... wróciliśmy więc na ziemię.)

Elliot: Nie chcę znów widzieć niemiłej łajdaczki!

G: Elliot... spójrz na mnie... wiesz, że porwała twoich kumpli?

Elliot: Tak, i nie chcę, żeby zrobiła mi jeszcze kuku!

G: Nic ci nie zrobi, obiecuję ci to... Zostaniesz na łodzi z tym uprzejmym panem. Widziałeś, jaki jest duży? Obroni cię.

E: A ty zostaniesz ze mną?

G: Podczas podróży tak, ale później będzie trzeba, żebym poszła szukać twoich kumpli.

E: Ale... a jeśli niemiła, ona zrobi ci krzywdę, nigdy nie wrócisz.

G: O to się nie martw, wszystko będzie dobrze. Ufasz mi?

E: Tjak...

G: Chodźmy ratować twoich przyjaciół, nie możesz się doczekać, by ich zobaczyć, tak?

E: Tak! Bardzo! W dodatku Mery, on musi mi pokazać, gdzie rosną wkwaśnie jagody...

G: Kwaśne jagody, tak... Kolejny powód, by iść go szukać.

G: (Elliot wszedł mi na ręce, trzęsie się całym swym jestestwem.)

G: (Mery, Milo... dzieci. Przybywamy.)

[Ku nieznanej ziemi - 10 maana - razem 2880]

Podróż wydawała mi się jedną z niekończących się... Kierowani przez Elliota i jego nadwyraz rozwinięty węch, dotarliśmy bardzo szybko na odizolowaną plażę...

Ledwo postawiłam stopę na piasku i już wiedziałam, że miał tu miejsce dramat...

Była tu krew... znacznie zbyt dużo krwi.

Miiko: Ezarel, Gardienne... Podążajcie za mną. Ewelein, zostań tutaj.

G: Valarian, powierzam ci małego...

Elliot: ^chlip^

G: Miiko... mam bardzo złe przeczucie.

M: Ja też... ale nie możemy tracić nadziei. Ta krew może należeć do kogokolwiek... lub czegokolwiek.

G: (Posłałam zdeterminowane spojrzenie Ezarelowi.)

55. Trouve les enfants ! (Znajdź dzieci!)

[Las ciszy - 10 maana - razem 2890. Zakrwawiony Milo.]

Milo: Ouiiiin!

G: Milo!

G: (Jest przywiązany do drzewa, muszę go uwolnić.)

Zbliżyłam się pospiesznie do Milo, który płakał ciepłymi łzami, podczas gdy Miiko, Ezarel i Kayvin zabezpieczali teren wokół mnie.

G: Milo, gdzie są twoi kumple?

M: Ja... nie wiem. Pani, ona ich zabrała. Nie wiem gdzie.

G: Milo... (Jest pokryty krwią i coś mi mówi, że to nie jego...)

Miiko: Nie...

G: Co jest?

G: (Miiko zastygła... co...)

G: (Obróciłam się powoli, by spojrzeć w tym samym kierunku, co ona.)

G: Nie...

G: (Kilka metrów dalej, stworzenie leżało na szkarłatnym piasku.)

G: (Chodzi o crylasma... tego Mery'ego. Został rozpruty.)

G: (Na nowo odwróciłam się ku Miiko. Ma rysy zdeformowane przez gniew.)

M: K-Kto mógł popełnić taką zbrodnię?!

?: Ja.

M: ACH!

Miiko upadła na ziemię, znokautowana przez starą kobietę, którą już widziałam... Tę z klanu koczowników. Swoją drugą ręką, ta ostatnia, zdawała się ciągnąć bezkształtną masę po piasku...

A. Powinnam była się domyśleć, że to była pani...

B. Co pani tu robi? [ILUSTRACJA]

Po B:

?: A nie widać?

G: (Spuściłam wzrok i wtedy zrozumiałam, że ten ładunek, który transportowała i któremu pozwalała ciągnąć się niedbale po piasku... To był...)

G: M-Mery...

[Czas pisać przez zaszklone oczy :'(]

Byliśmy spetryfikowani z przerażenia... Trzymając stanowczo biedne dziecko za kostkę, kobieta patrzyła na nas, wyglądając na usatysfakcjonowaną.

[Dobra, tym razem obyło się bez płaczu, ale łzy w oczach miałam]

A. Puszczaj to dziecko! [ILUSTRACJA]

B. Co pani mu zrobiła?!

Po A:

?: Poprosiłaś tak uprzejmie.

Pogardliwym gestem, podniosła Mery'ego ponad swoją głowę w demonstracji zaskakującej siły... zanim pozwoliła mu upaść. Usłyszałam wtedy, jak jego czaszka rozbija się na ziemi.

G: Nie!!!

Kompletnie wychodząc z siebie, posuwałam się ku niej wielkimi krokami, z bronią w pięści, by zasypać ją ciosami.

Odepchnęła mnie natychmiast dzięki swemu ogonowi i sprawiła, że zatoczyłam się kilka metrów w tył. Odleciałam uderzyć w pień drzewa, a szokująca przemoc zaparła mi dech.

G: (Nie mogłam powstrzymać jęku bólu.)

?: Czyżbyś była człowiekiem? Jesteś taka słaba...

Ez: Zostaw ją!

Ezarel już był na niej, wyprowadzając ciosy z oszołamiającą prędkością, podczas gdy ja próbowałam dołączyć do Milo, czołgając się...

M: Czy możesz się podnieść? Musimy umieścić małego w schronieniu.

A. Tak... ale Ezarel, ja... nie chcę go zostawiać. [ILUSTRACJA]

B. Idź beze mnie, Miiko, byłabym ciężarem! //

Po A:

?: Dlaczego ją chronisz, Ezarel?!

Ez: C-Co?

G: (Kobieta... Czy raczej powinnam powiedzieć potwór, obejrzała mnie od stóp do głów.)

?: Co dzieje się między wami? Czyżbyś zastąpił mnie tą suką?

Ez: Kim pani jest?! Skąd zna pani moje imię?

?: Dalej, Ezarel... wciąż nie zrozumiałeś? A jednak zostawiłam mały prezent dla twojej uwagi...

?: Hmm, musi być tak, ponieważ nie jesteś przyzwyczajony do tego nowego wyglądu... Pozwól mi pokazać ci prawdę.

Czarna chmura otoczyła starą kobietę. Udało mi się dotrzeć do Milo, który płakał, ale nie potrafiłam już wyodrębnić Ezarela.

Gdy mgła się rozproszyła, zobaczyłam znacznie młodszą kobietę... Stała blisko Ezarela z ręką na jego policzku.

[Ilustracja]

On był nieruchomy.

Ez: Broszka... ta, która została znaleziona...

Ez: Nie, to niemożliwe... Odeszłaś, ja... upewniłem się co do tego!

?: Zostałam, dla ciebie... ale widzę, że to być może za wcześnie. Powrócę. Do wtedy bądź gotowy.

Po skradnięciu mu pocałunku, który nie sprowokował najmniejszej reakcji u elfa, stworzenie zniknęło w ciemnościach lasu.

Ezarel upadł na ziemię, apatyczny.

Biorąc się za siebie, podniosłam się z trudem, podczas gdy Miiko odzyskiwała łagodnie swego ducha.

Milo: Mery...

[Ja: Nie, nie, nie, nie nie...]

Zajęta wpatrywaniem się w Ezarela, nie spostrzegłam się, że Milo posuwał się delikatnie do zwłok swojego przyjaciela.

Milo: Mery... obudź się. Straż nas uratowała, jak to mówiłeś. Niemiła pani odeszła.

G: Milo, chodź tutaj!

Milo: Mery, dalej, wstawaj! Mery?!

[A już myślałam, że więcej nie będę płakać. Jednak bardziej mnie ruszają reakcje postaci niż sama śmierć ;-;]

G: Milo... błagam cię, chodź...

Milo: Gardienne... dlaczego Mery, on już się nie rusza? Dlaczego wszędzie jest farba?

[Dobił mnie tym pytaniem. Dobrze, że się nie maluję, bo miałabym dwie ścieżki od oczu do podbródka XD]

Milo: Mery, obudź się, dalej!

G: (Jest tam... delikatnie potrząsając okaleczonym ciałem swego przyjaciela.)

G: (Nie mogłam powtrzymać swoich łez w obliczu dekoncentrującej niewinności tego dziecka. Jak mu wytłumaczyć śmierć?)

G: (Nie mam na to słów... na pewno nie teraz.)

Miiko: Chodź ze mną, Milo, odnajdziemy Ewelein... zdejmie ci całą tę farbę i zobaczy, czy niemiła pani nie zrobiła ci kuku...

Milo: Będzie trzeba kazać wziąć kąpiel również Mery'emu, jest cały brudny... jego mamusia ryzykuje się na niego pogniewać.

Miiko: ...

G: (Oddaliła się z nim, ale wcześniej, posłała mi spojrzenie... spojrzenie zamglone łzami.)

G: (Posunęłam się ku Ezarelowi... wciąż jest na ziemi, jego puste oczy są zwrócone ku niebu.)

G: Ezarel...

Ez: ...

G: Dalej, chodź... musimy dołączyć do łodzi.

Ez: Mery...

G: Nie ma tu już nic do zrobienia...

Ez: ...

Nie wiedziałam, co powiedzieć Ezarelowi... nie wiedziałam, co powiedzieć komukolwiek, żeby być szczerą...

Zatem, po prostu wzięłam jedną z rąk elfa i przełożyłam ją wokół swoich ramion, by nakłonić go do podniesienia się...

Poczułam, jak jego ciężkie ciało się podnosi i pomogłam mu wtedy dołączyć na plażę, gdzie natknęłam się na pogrążone w żałobie spojrzenie Valariana.

Miiko: Odzyska jego ciało... i poszuka tych dwoje zaginionych koczowników. Wyruszymy, gdy wróci.

Zostawiłam Ezarela pod opieką Ewelein, podczas gdy Miiko myła młodego mykonidę, pocierając plamy krwi.

We wodzie, pozwolił uciec kilku wybuchom śmiechu, które przeszyły moje serce. On nie wiedział, co się stało... on tego nie rozumiał.

Widziałam, jak Miiko rysuje wymuszony uśmiech. Nie chciała rozbić jego dzieciństwa.

Odkryłam nowe oblicze jej osobowości: tak życzliwe i opiekuńcze.

Gdy Ewelein skończyła zajmować się Ezarelem, przyszła mnie osłuchać.

Ew: Co się stało?

G: Zostałam... rzucona o drzewo. Jak się ma Ezarel?

Ew: Nie wiem, jest w drugorzędnym stanie... nie ma żadnych powikłań fizycznych, lecz jest w stanie szoku. Na wszystkich bogów... jak my to ogłosimy rodzicom?

Ew: Matka Mery'ego... będzie kompletnie zdewastowana.

G: (Nie wiem, co odpowiedzieć... Dotąd nie byłam świadkiem śmierci dziecka. Nie wiem, co rodzić może czuć w obliczu takiego dramatu.)

Miiko: Rodzic nie powinien nigdy mieć do pochowania swojego dziecka... szczególnie tak młodego.

G: Jak ma się Milo?

Miiko: Ma się dobrze, nie ma świadomości tego, co się stało... a... a ja nie wiem, jak sprawić, by to zrozumiał. Nigdy nie nauczyłam się rozmawiać o tym z dziećmi.

G: Myślę, że będzie trzeba poprosić jego matkę czy jeszcze Leodille, by się tym zajęły, będą umiały z nim rozmawiać lepiej od nas.

Ew: Też tak myślę...

Kilka godzin później, Valarian znalazł wszystkie ciała.

Tylko jedno dziecko przeżyło.

Straszne uczucie porażki ciążyło nad naszą grupą...

Musieliśmy teraz wrócić do K.G...

G: (Spojrzałam na wyspę po raz ostatni przed wejściem na łódź... Zgubna aura, która się z niej uwalniała, jest niemal wyczuwalna.)

56. Rentre au Q.G... (Wróć do K.G...)

[Ku Ziemiom Eel - 10 maana - razem 2900]

Na całą podróż, Ezarel zamurował się w ciszy... Nie ruszał się też ze swojego łóżka.

Zajmowałam się noszeniem mu jedzenia i picia.

Nigdy nie widziałam go w takim stanie.

Dotarliśmy wreszcie na Ziemie Eel i obraliśmy kierunek do K.G.

M: Valarian, zostań tu na tę chwilę. Wracam z dziewczynami i maluchem. Każę wysłać ci kilka osób, by pomogły ci przetransportować ciała...

Ew: Miiko... co im powiemy?

M: Hmm?

Ew: Członkowie straży i cywile w schronisku... Kiedy zobaczą, jak przybywamy z Milo, ale bez innych dzieci... Będą, siłą rzeczy, zadawać sobie pytania. Schwytaliśmy winnego?

Ew: Gdzie^ jest śledztwo nad faeries, które zostały zanieczyszczone?

^w znaczeniu "na jakim etapie"

M: Wiem, Ewelein, wiem.. ale poza powiedzeniem im, że nic nie wiem, nie mam im nic do powiedzenia... Muszę tu postawić kropkę z Huang Hua.

M: Na tę chwilę, chodźmy po prostu do K.G., odprowadzić tego malca do jego rodziców a... a resztę zobaczymy później. Potem musimy też znaleźć rozwiązanie dla... niego.

G: (Posłała spojrzenie w stronę Ezarela, wciąż równie apatycznego.)

M: W drogę.

57. Rends-toi à la salle du cristal, une dernière fois... (Udaj się do sali kryształu, po raz ostatni...)

[Schronisko - 70 maana - 2970]

Po drodze wpadliśmy na matkę Mery'ego, która zalała się łzami...

Żałoba dała się wyczytać w naszych twarzach.

M: Ewelein, czy możesz zająć się Twyldą? Będzie potrzebowała całego naszego wsparcia.

Ew: Oczywiście... Biorę ze sobą również Milo.

M: Dziękuję...

G: (Miiko położyła dłoń na przedramieniu Ewelein z największym współczuciem.)

M: Chodźmy do sali kryształu...

G: (Jej głos jest ledwo słyszalny, tak bardzo drży...)

[Sala kryształu - 30 maana - równiuteńkie 3000!]

Leif: Wróciłyście, chwała bogom!

M: ...

Leif: O nie...

M: Tak... dwoje małych koczowników i Mery. Są martwi.

Nevra: To okropne.

Valk: Matka Mery'ego jest na bieżąco?

G: Natknęłyśmy się na nią, wracając, od razu to zrozumiała.

Ykhar: ...

Hua: Mogliście poskromić sprawcę tych zbrodni?

M: Nie, uciekła w czasie walki... ja... byłam nieświadoma.

G: Zaatakowaliśmy ją, ale położyła mnie na ziemię bardzo szybko... Później zaatakowała Ezarela.

G: I... ja...

G: (Patrzyłam niewzruszenie na Ezarela. To nie do mnie należy opowiadać dalej...)

G: Ezarel... proszę cię, mów...

Ez: ... Ja... nie mogę, ja...

Ez: Wszystko z mojej winy, nie moglibyście nigdy zrozumieć.

G: O czym ty mówisz?

Ez: Ja... Ja znam tę kobietę...

G: (Co?)

ZAKOŃCZ ODCINEK

Mój koszt: równe 3000 maana.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.