FANDOM


Mam trochę nauki na jutro, ale za to wolny piątek przede mną *^* Co nie zmienia faktu, że bez solucji daleko nie zajdę XD Tak więc w wolnej chwili zacznę wrzucać tłumaczenie, dopóki mi się jakieś wybory nie pojawią :') Czekam na solucję z bloga: http://solutioneldarya.eklablog.com/episode-18-c29482976

W moim wypadku jeszcze przed odcinkiem musiałam wydać 100 maany na zmianę WS w celu zdobycia ilustracji, bo miałam "ktoś".

Leci edycja :D Zatem czas wprowadzić kolorki: A., B., C., Leiftan, Ezarel, Valkyon. Będę tłumaczyć z tego filmiku: https://youtu.be/rn9XEfk1IAE fragmenty, które różnią się od mojego przebiegu ;)

Ostatnio ciągle epizody zaczynają się tak samo i w sumie chyba tym razem to też sobie zobaczę XD Czarne tło, biała ramka...

W poprzednich odcinkach Eldaryi...

A. (Obejrzeć streszczenie poprzednich odcinków.)

B. (Nie oglądać streszczenia poprzednich odcinków.)

[Po A pokazała mi się Yvoni xD Ciekawe, dlaczego tak daleko się cofają w tym streszczeniu... W każdym razie, nie dowiem się tak szybko, bo nie mam czasu T-T]

Y: Ja... Nazywam się Yvoni. Żyję w tym lesie od zawsze, ale nigdy nie pokazywałam się nikomu przed panią. Czy mogę mówić... "na ty"?

Y: Wiesz, naprawdę myślałam, że ta okropna pieczęć nigdy się nie usunie. Jeśli kiedykolwiek odnajdę tego osła, zapewniam cię, że nie nałoży drugiej takiej.

G: (Yvoni... jej głos jest inny... Wygląda na bardziej pewną siebie?)

G: (Jest obok mnie, jestem sparaliżowana.)

[Czarny ekran i "(Dalej.)", po czym pojawia się Naytili]

Nay: Ha ha ha... wy wszyscy zasługujecie na to, by zdechnąć.

[Przeskakujemy do lasu, gdzie w poprzednim odcinku był zanieczyszczony kryształ.]

G: (To odłamek kryształu, ale jest on prawie czarny, jak w grotach.)

G: Nie ustawiaj się w poprzek mojej drogi!

[Przenosi nas do przychodni]

Wyjaśniłam Miiko to, co się stało: ten kawałek kryształu, który wzięłam w swoje ręce, mroczną aurę, która mnie otoczyła, broń, która pojawiła się w moich rękach... i ten głos, który wychodził z moich ust, ten głos, który do mnie nie należał...

G: On był jej. Tej kobiety, która zaatakowała K.G., Miiko.

M: Czy mówiła bezpośrednio do ciebie? Co odczuwałaś, gdy cię opętała?

G: Nie powiedziała mi nic bezpośrednio, ale dobrze czułam, do jakiego stopnia nienawidziła tej K.G. Naprawdę, ona chce nas wszystkich zabić... wszystkich, bez wyjątku.

[Czarne tło "(Dalej.)" i przenosi nas tam, gdzie Gardienne znalazła kryształy w odc. 16]

G: (Posunęłam się w kierunku kryształów, jest ich tu tak wiele. Jak to jest możliwe?!)

G: (Złowroga aura bije z tego aglomeratu. Czuję to bardzo głęboko w sobie.)

[Czarne tło, biała ramka z napisem]

A teraz, ciąg dalszy...

[Plaża, biały napis na szarym tle]

Byłam tu. Sama przed bezkresem oceanu, wiedziałam, że tu byłam...

To miejsce, które pozwoliłoby mi pójść tam, gdzie musiałam iść.

To miejsce, które pozwoliłoby mi objąć^ to, czego pragnęłam najbardziej na świecie.

^w sumie to bardziej "pocałować", ale nie pasowało w kontekście

To zależało tylko ode mnie, by posuwać się naprzód w tej wodzie lodowatej i zimnej jak śmierć, która mnie czekała.

?: NIE! Nie rób tego!

G: To ty? To naprawdę ty?

Ez/Val: Oczywiście, że tak.

G: Ale... jak to możliwe?

Ez/Val: Szukałem cię, odkąd mnie wezwali. Przepraszam, że zajęło mi tyle czasu to, by do ciebie dołączyć. Byłem zagubiony... nie znajdowałem już swojej drogi.

G: Byłam w punkcie zanurzenia^, myślałam, że to jedyny sposób, by cię odnaleźć.

^choć tu to raczej będzie "właśnie miałam się zanurzyć"

Ez/Val: Jesteśmy razem, teraz, nie martw się tym już.

G: Będziemy tacy na zawsze?

Ez/Val: Cały ten czas spędzony z dala od ciebie, nie chcę już nigdy żyć bez ciebie.

G: (Podszedł do mnie i położył swoje dłonie na moich policzkach.)

Ez/Val: Pozwól mi być u twego boku aż do końca. [było "do końca czasu", ale to nie brzmi]

G: (Jego wargi zbliżyły się, by ułożyć się na moim czole z delikatnością, zanim zatrzymały się na moim nosie.)

Ez/Val: Moja miłości...

G: Pocałuj mnie.

[Ilustracja]

Czułym gestem, położył swoje usta na moich. Chwyciłam jego płaszcz, by zacieśnić nasz uścisk. Miałam wrażenie, że nasz ostatni pocałunek nadrabiał za wczoraj.

[Wczoraj może być użyte w sensie przeszłości. Tak, jak po polsku "wczoraj i dziś" nie musi się odnosić do jednego dnia różnicy. Pocałunek sprawiał wrażenie wynagradzać im rozłąkę]

Ponownie zacieśniłam swój uścisk i poczułam, jak jedna z jego rąk prześlizguje się na tył mojej szyi, podczas gdy druga opuściła w swojej turze mój policzek, by przyłączyć się do mojej talii.

[Znika ilustracja, jest czarne tło i opis]

Kilka dni wcześniej, po tym, jak Naytili odkryła prawdziwą naturę Leiftana.

Leif: Zatem. Widok ci się podoba?

Nay: Poznaję jednego z nich! Daemona...

?: ^schlak^

Leif: Nie wymawiaj tej nazwy...

Nay: Ale jednak, to właśnie to, jak was wzywamy.

Leif: To nazwa, którą nadają nam heretycy...

Nay: Zatem jak muszę was nazywać?

Leif: Aengel. Jesteśmy Aengel, nigdy o tym nie zapominaj...

Nay: To zaszczyt, który mi pan daje, Mistrzu.

Ash: (Pokłoniła się przed nim, a ja nie mogłem powstrzymać śmiechu. Co za idiotka!)

Leif: Ashkore, byłbyś uprzejmy odeskortować naszą nową sojuszniczkę aż do punktu orientacyjnego?

Ash: Ma się rozumieć, czy chcesz, żebym również zaserwował jej herbatę?

Leif: ... Nie zaczynaj mnie denerwować.

Ash: Zawsze równie drażliwy.

Ash: (Zbliżyłem się do tej słabej istoty i złapałem ją za ramię.)

Ash: Uprzedzam cię od razu, jeśli spróbujesz uciec, nie zawaham się przez sekundę zmiażdżyć ci nogi.

Ash: (Leiftan spojrzał na mnie z szyderczym uśmiechem na ustach.)

Leif: Musielibyście przejść przez to.

Ash: (Podniósł ramię i wyśpiewał inkantację, by obniżyć tarczę, która pieczętowała wejście do podwodnej groty.)

Ash: Nie mogłeś zrobić tego przed chwilą?

Leif: Dobrze wiesz, że to zaalarmowałoby zbyt wcześnie. Dalej, idź! Zajmę się pozostawieniem śladów, wyjaśniających jej ucieczkę.

Ash: Mam nadzieję, że jesteś dobra we wstrzymywaniu oddechu.

?: ^plusk^

Po kilku godzinach, dotarliśmy do naszej kryjówki. Był teraz najwyższy czas, by kazać gadać tej idiotce.

Leif: (Hmm, zobaczmy, jak uporządkować sprawy. Kilka uszkodzeń tu i tam.)

Znajdując miejsca równie ciche, co zwykle, dorzuciłem tu kilka osobistych poprawek: zniszczyłem drzwi od więzienia, a później przedsięwziąłem degradację ścian dookoła.

?: Jest tu ktoś?

Leif: (Oto ktoś, kto nigdy nie powinien był tędy przechodzić...)

Ukryłem się w ciemności, czekając, by wkroczyła do więzienia, później skacząc jej na plecy, przeciąłem jej gardło.

Krew płynęła strumieniami, ale zatroszczyłem się, by odsunąć się, by nie umieścić jej zbyt wiele na sobie... Nie wchodzi w rachubę, żeby mogli mnie podejrzewać o bycie jej katem.

Trzeba było również, abym się zranił... to byłoby dziwne, że wychodzę bez szwanku z konfrontacji z Naytili.

To dlatego dobrowolnie wsadziłem sobie sztylet/nóż w udo, troszcząc się, by oszczędzić tętnicę udową.

Później odzyskałem swój zwyczajny wygląd, jak gdyby nic się nie stało.

Leif: (Czas na spektakl.) 

1. Rends-toi à la salle du cristal pour prévenir Miiko du drame ! (Udaj się do sali kryształu, by uprzedzić Miiko o dramacie!)

[Sala drzwi - 40 maana]

Valkyon: Leiftan? Czy... Skąd pochodzi cała ta krew?

Leif: Wię... zie...nie... Naytili... uciekła... Ach... Zabiła młodą kobietę... niewinną...

Leif: (Zwaliłem się w jego ramiona i przybrałem rozpalony^ wygląd.)

^gorączkowy? jak ktoś jest pobudzony przez adrenalinę XD (więc może być i przy walce i przy podnieceniu xD)

Leif: Musimy uprzedzić... Miiko.

V: Uwieś się na mnie!

Leif: (Co za kretyn, naprawdę łyka wszystko, co mu się powie?)

[Korytarz - 10 maana - razem 50]

Miiko: LEIFTAN?!

Leif: Więźniarka... ona...

Leif: (Udałem utratę przytomności.)

V: Naytili uciekła i myślę... myślę, że ktoś został zabity.

M: Jesteś tego pewien?

V: Przyprowadziłem ci Leiftana bezpośrednio.

M: Valkyon, idź zobaczyć, co z tym jest i po drodze uprzedź Ewelein o stanie Leiftana.

Leif: (Nigdy nie widziałem osób równie... łatwowiernych.)

Pół godziny po tej "dramie".

[Sala Kryształu]

Miiko: Zatem, Ewelein, jak ma się Leiftan?

Ew: Dobrze, więcej strachu niż krzywdy. Z wyjątkiem tej z jego rany na udzie, krew, która była na Leiftanie, nie była jego.

M: Ach tak?

Ew: Tak, próbował uratować Anyę... naciskając na jej szyję, ale to była strata czasu.

M: On da się zabić siłą pchania się na stos.

[w sensie... wg Miiko w końcu go zabiją, jak ciągle będzie wchodził w największe bagno xD bo prawda jest taka, że Leiftan zawsze jest w centrum największego gówna (stos i kupa to to samo po francusku xD) i takie wtrącanie to już jak wewnętrzny przymus, "siłą rzeczy" przez to w końcu go ktoś zabije, wg Miiko, powtarzam]

M: Ale nie będziemy mu tego wypominać. Nie śmiem sobie wyobrażać, w jakim stanie byłby kryształ, gdyby Leiftan nie zaskoczył i nie zaatakował tego zamaskowanego człowieka w swoim czasie.

M: Nie mielibyśmy z pewnością więcej kryształu w tej chwili...

[Brak czasu ;-; Smutne to. W ogóle to nawet nie zdążyłam skończyć rozdziału opowiadania, a wyszedł następny odcinek :/ To ukazuje skalę mojego "problemu" z brakiem czasu xD]

M: (Zbliżyłam się do kryształu i pogłaskałam go z czułością. Myśl, że mogłoby mu się stać cokolwiek innego mnie niepokoi. Wciąż się nie pozbierałam się po fakcie, że ten przestępca^ go rozbił.)

^to może być też "zdrajca'" czy "ktoś, kto się sprzeniewierzył"

M: (Ezarel przybył.) Jesteś spóźniony.

Ez: Przepraszam, musiałem pokierować małą łasicą, która próbowała pójść do więzienia, pomimo obecności strażników od monitorowania wejścia.

V: Małą łasicę?

Ez: Tak... TĘ łasicę...

M: (Spojrzał na Nevrę z natarczywością.)

Nev: ^westchnienie^ Och... Karenn.

M: Porozmawiamy o tym później, jeśli chcecie. W tej chwili potrzebuję was, by pomyśleć o tym, co zrobimy, patrząc na tę sytuację.

Hua: Mogłabyś być bardziej precyzyjna?

M: Naytili uciekła. Myślę, że nie możemy ukrywać tej informacji.

Ez: Jestem twojego zdania, ale jak usprawiedliwić ten błąd? Konkretnie [mówiąc], spieprzyliśmy^. Umieściliśmy ją w więzieniu bez wzmocnienia dozoru, myśląc że bez swojego kryształu, będzie nieszkodliwa. Konsekwencja: zabiła młodą kobietę i zraniła Leiftana.

^tłumacząc dosłownie wyszłoby coś w stylu "zgówniliśmy" XD czasownik od rzeczownika "merde" czyli "gówno"

Ezarel doskonale streścił sytuację, a ja czułam się całkowicie za to odpowiedzialna.

To ja byłam tą, która podjęła decyzję, by oszczędzić tę młodą kobietę, w nadziei na dowiedzenie się, jak ona zepsuła/zanieczyściła odłamek kryształu.

[Tłumaczyłam to przy poprzednim odcinku. "Zepsuć", jak np. samo psuje się jedzenie, w sensie wewnętrznego zepsucia, a nie fizycznego rozwalenie na kawałki]

To również ja byłam tą, która nie umieściła wszystkich możliwych ludzi do nadzorowania naszych więzień. Chciałam uniknąć przed członkami K.G. panikowania przed groźbą, reprezentowaną przez Naytili.

To było zatem z mojej winy, że Anya straciła życie.

M: Powiem im prawdę. Wybrałam pozostawienie uratowanego życia Naytili i to jest z mojej winy Anya zginęła.

N: Ja również byłem zgodny, by jej nie eliminować.

Ew: To samo.

Val: Nie boisz się, że to podda w wątpliwość twój autorytet i twoje kompetencje?

M: To będzie z pewnością taki przypadek.

Y: Miiko... Nie jestem pewna, że to jest dobry wybór.

M: Mamy inne rozwiązania? Chcecie, być może, żebyśmy udawali, że K.G. została zaatakowana przez tego zamaskowanego człowieka jeszcze jeden raz? Czy przez inne osoby? Że byliśmy w mniejszej liczbie i że w trakcie bitwy, Anya straciła życie?

M: Życzycie sobie kłamać naszym pobratymcom?

Ew: Nie... zdecydowanie nie.

Y: Nie jesteś, swoją drogą, zobowiązana przyjmować tę odpowiedzialność sama...

[Mało dzisiaj tłumaczyłam, ale za to skończyłam rozdział opowiadania, więc jak tylko w tygodniu będę miała czas całość przeczytać i sprawdzić, to go wrzucę.]

Nie było żadnego sposobu ogłoszenia tej tragedii w K.G. tak, żebyśmy nie uszli za odpowiedzialnych za ten dramat. Jako Szefowa, uważałam, że to był mój obowiązek, wycierpieć gniew tłumu samej, ażeby moi koledzy zachowali swoją reputację.

Miałam pełną świadomość negatywnej strony moich odpowiedzialności.

Po dyskusji, która trwała pewną część nocy, udało mi się przekonać ich, by pozwolili mi wszystko wziąć na siebie.

[Czarne tło i biała ramka z napisem]

Następnego ranka, o świcie.

Ziemianka się budzi.

G: (Hmm... Cholera, minęło trochę czasu, odkąd nie spałam równie dobrze!)

G: (I jestem hipergłodna!)

2. Ton ventre crie famine, rends-toi à la cantine pour engloutir ton petit-déjeuner. (Twój żołądek krzyczy z głodu, udaj się do stołówki, by pochłonąć swoje śniadanie.)

[Stołówka - 50 maana - razem 100]

G: (Atmosfera tutaj jest ciężka, zastanawiam się dlaczego...)

Karuto: Cześć...

G: Karuto? Coś jest nie tak?

[Przenosi nas do kuchni]

K: Chodź. Wydawałoby się, że więźniarka uciekła w nocy.

G: Naytili?!

G: (Po całym trudzie, który sobie zadaliśmy, by umieścić ją z dala od stanu szkodliwości!!! Czuję mieszankę wściekłości i smutku, która mnie opanowuje.)

K: Nie wiemy zbytnio jak, z wyjątkiem tego, że narobiła niemało szkód i że tam... miała tam miejsce śmierć.

["była tam jedna śmierć" no w sensie jeden trup no xD]

G: Co? Kto to?

K: Nikt nie wie...

G: Co za straszna nowina...

K: Tak, to rzuciło wielkim chłodem w K.G.

[Możliwe, że jako związek frazeologiczny będzie "rzuciło wielki cień na K.G."]

G: To zrozumiałe.

Alajea: Przepraszam, że wam przeszkadzam. Powiedz, Karuto... nie widziałeś może Leiftana?

K: Nie, dlaczego?

A: Kurcze, mieliśmy porozmawiać o jednej sprawie razem.

K: Jakiej sprawie?

A: Sprawie prywatnej.

K: Hmm...

G: (On na pewno mi wybaczył uśpienie go, ale widząc podejrzliwy wyraz twarzy, który przybiera w obecności Alajei, obawiam się, że tak nie jest w jej wypadku!)

A: Dobrze, dziękuję, tak czy owak... Do później!

G: Do później, tak.

K: Hmm...

G: Zdajesz się bardzo zmartwiony, tak nagle.

[Dzięki Ci, ChiNo, za te scenki w skórze Leiftana, bo bez nich wielu graczy by tu umierało z niepokoju xD]

K: To prawda, że nie widziałem Leiftana od wczorajszego wieczoru. Jego, który jest zawsze wcześnie rano, by wziąć swoje śniadanie.To zadziwiające. Swoją drogą, wydaje mi się, że był na straży blisko więzień wczoraj wieczorem.

G: Nie... szczerze myślisz, że...?

A. (Czuję, jak pewien niepokój ze mną wygrywa, trzeba, żebym dowiedziała się, czy Leiftan jest żywy!!!)

B. Nie, powiedzieliby nam o tym.

[Dałam B XD Bo tak. Bo moja Gardzia go lubi, ale nie róbmy z niej panikary.]

K: To niepewne, jeśli chcą uniknąć paniki... zrozumiałbym, gdyby ukryli tę nowinę.

G: (Moja naturalna ciekawość popycha mnie, by dowiedzieć się prawdy.)

G: Przepraszam! Muszę tam iść.

K: Ale... a twoja taca z posiłkiem!!!

3. Quelqu’un a été assassiné dans la nuit, essaye de savoir s’il s’agit de Leiftan. (Ktoś został zamordowany w nocy, spróbuj dowiedzieć się, czy to dotyczy Leiftana.)

[Korytarz straży - 30 maana - 130 maana. To jeden z cieni, które nas podrywały. Ten z fajnym tyłkiem xD]

?1: Zdaje się, że Lśniąca organizuje naradę, by wiedzieć, co nam powiedzą.

[A ten drugi to jakiś ze spiczastymi uszami]

?2: Myślę, że powiedzą nam, kto zginął. To prawda, że nie są nas tysiące w straży, ale między tymi, którzy są na misji i tymi, którzy odeszli z x powodów, trochę się gubię...

?1: Mmmh, mam nadzieję, że nie był to ktoś, kogo dobrze znałem... nawet jeśli to egoistyczne z mojej strony tak myśleć.

[Prosty korytarz - 10 maana - 140. Cień z kocimi(?) uszami]

?: Jeśli jeszcze nie odkryli przed nami tożsamości ofiary, to na pewno przez to, że był to ktoś ważny.

[Postać... z kitką jak Iruka XD]

?: To jest pewne. To, co jest jeszcze bardziej pewne, to że kolejny raz, dają popis swojej niekompetencji.

G: (Nie wiedzą nic, a ich potok nienawiści mówi mi, że następne ogłoszenie Lśniącej będzie z tych bardziej skomplikowanych.)

[Targ - 30 maana - 170]

G: (Ezarel! On będzie umiał mi powiedzieć, czy Leiftan ma się dobrze czy nie!) Hej Ez'!

Ez: Przykro mi, Gardienne, ale teraz naprawdę nie mam czasu.

G: (Odszedł, nie czekając nawet, bym mu odpowiedziała... wygląda na naprawdę zajętego.)

G: (To mnie wcale nie uspokaja!)

[Schronisko - 10 maana - razem 180 - Nevra pośród tłumu]

G: (Nevra jest otoczony przez tłum, obawiam się, że to nie jest odpowiedni moment, by z nim porozmawiać.)

N: Przykro mi, ale nie mogę nic powiedzieć, na tę chwilę. Zostaniecie poinformowani w swoim czasie. Czeka mnie narada, wrócimy do was, tak szybko, jak to możliwe.

G: (Odszedł, dając mi mały znak ręką...)

A. (Uśmiechnęłam się do niego w odpowiedzi, nawet jeśli moja ciekawość absolutnie nie jest zaspokojona.)

B. (Uśmiechnęłam się do niego w odpowiedzi, pomimo niepokoju, który ze mną wygrywał...)

[Wybór chyba nie ma znaczenia. W każdym razie po A nic się nie dzieje.]

[Sala Drzwi, 20 maana - 200]

G: Valkyon!

V: Dzień dobry, Gardienne.

G: Dzień dobry!

G: Usłyszałam plotki w temacie ucieczki Naytili. Czy to prawda?!

V: Nieszczęśliwie dla nas, tak.

A. Cholera, wszystko to, co zrobiliśmy, na nic się zdało! //

B. Po raz kolejny dowodzimy, że jesteśmy nieudolni! -5

C. Miiko musi być strapiona przez to nowe niepowodzenie... +5

Po C:

V: Nawet sobie tego nie wyobrażasz.

G: Nie bardzo... mam nadzieję, że ma się dobrze, swoją drogą.

V: Na ile to możliwe w danych okolicznościach.

G: Zdawałoby się, że była w tym też ofiara.

V: Tak, ktoś stracił życie.

G: Kto to jest?

V: Nie mogę ci tego powiedzieć, nie uprzedziliśmy jeszcze jej/jego^ bliskich. Byłem, skądinąd, w punkcie, by to zrobić, więc przykro mi, ale muszę tam iść.

^my już wiemy, że "jej", ale Gardzia nie wie

G: Czekaj, Valkyon, możesz mi przynajmniej powiedzieć, czy to jest Leif...

G: ...tan. (Odszedł.)

G: Kurczę!

G: (Moja naturalna ciekawość przekształca się po trochu w rzeczywisty niepokój... a fakt nie posiadania odpowiedzi jest bardzo frustrujący.)

Czekanie bylo naprawdę nie do zniesienia. Nic nie wiedzieć było znacznie bardziej bolesnym niż być pewną, że mój towarzysz jest rzeczywiście martwy. W obliczu tej sytuacji, czułam się całkowicie bezsilna... i ignorowana.

Nie potrafiłam już powściągnąć swojego zmartwienia.

Ponieważ odczuwałam potrzebę, by wszystko z siebie wyrzucić, złożyłam gwałtowny cios pięścią na jednej z kolumn sali. Co za błąd!

G: Ała!

Ew: Faktycznie, uderzanie w marmur, to nigdy nie robi dobrze. Pozwól mi to zobaczyć.

G: (Obejrzała moją dłoń.)

Ew: Hmm, chodźmy do przychodni, żebym ci zaaplikowała maść.

G: (Podążyłam za Ewelein bez szemrania...)

Ew: Dobra, co cię wzięło, by zrobić podobną głupotę?

G: Frustracja.

Ew: A dlaczego jesteś sfrustrowana?

G: Dowiedziałam się o ucieczce Naytili. Wszyscy mówią, że nastąpiła tam śmierć i sporo pytałam, ale nikt nie jest zdolny mi odpowiedzieć co do tożsamości ofiary.

Ew: Ach...

G: Ja... ja chcę tylko wiedzieć, czy to jest Leiftan!

Ew: Martwisz się o niego?

A. Nie, jestem po prostu ciekawa.

B. Tak...

Po B:

Ew: To urocze. Uspokój się, on ma się dobrze. Odpoczywa w sali z tyłu dokładnie w tym momencie. Zaproponowałabym ci zobaczenie się z nim, ale on potrzebuje odpoczynku...

G: Nie ma problemu, rozumiem.

Nagle, rzeczywistość zdominowała nade mną i zdrętwiałam.

G: Jestem okropna!

Ew: Hę?

G: Zajęłam się tylko tym, by wiedzieć, czy to był Leiftan czy nie, nie zdając sobie sprawy, że co by się nie działo, ktoś stracił życie.

Ew: Nie czuj się winna, że bałaś się, że to byłoby jedno z twoich znajomych. To jest zupełnie normalne zachowanie.

G: Domyślam się, że wiesz, kto to jest.

Ew: Tak... musiałam zrobić jej/jego autopsję bardzo wcześnie tego ranka.

G: Przykro mi...

Ew: Nie tak bardzo jak mi wobec jej/jego bliskich.

Ew: Jeśli to może cię uspokoić, nie sądzę, żebyś znała tę osobę. W końcu nie sądzę, żebyś już z nią rozmawiała.

G: To mnie troszeczkę uspokaja, ale uważam to za okropne i smutne mimo wszystko.

G: (Poczułam, jak dłoń Ewelein kurczy się w mojej, zanim nie pozwoliła uciec łzie.)

G: Co jest?

Ew: Skoro ty, ty czujesz się okropnie, co ja powinnam powiedzieć?

G: Jak to?

Ew: Kiedy poszłam zobaczyć ciało... nie ukrywam przed tobą, jak bardzo mi ulżyło i byłam szczęśliwa, że to nie jest Ezarel.

G: (Ona nadal go kocha...)

Ew: Ha ha... jestem naprawdę głupia.

G: Wcale.

G: (Wzięłam ją w swoje ramiona, by ją pocieszyć.)

G: (Wrażliwość, którą odkrywam każdego dnia u Ewelein jest naprawdę poruszająca.)

Ew: Wreszcie, będę musiała tam iść. Musimy podyskutować o tym, co powiemy wszystkim.

G: Powodzenia... to nie będzie łatwe.

Ew: Oto balsam, aplikuj go na swoją rękę przez kilka dni. Ja lecę!

G: Do później!

4. Sors de l’infirmerie. (Wyjdź z przychodni)

[Sala drzwi, 10 maana, łącznie 210]

G: (Wyszłam z przychodni z bardzo dziwnym uczuciem.)

G: (Trochę mi ulżyło, gdy wiem, że Leiftan nie jest ofiarą w tej historii, ale jednocześnie... jest mi okropnie przykro i czuję się źle wobec bliskich tej osoby, która zmarła.)

G: (To naprwdę poddaje w wątpliwość przenikliwość Lśniącej Straży w tej sprawie.)

G: (Następne dni nie zapowiadają się najlepszymi przepowiedniami.)

G: (Biedna Miiko, ona, która starała się wyprostować drut po wszystkich głupstwach, które potrafiła robić!)

Moja pogoń za prawdą, dotyczącą imienia ofiary odcięła mi tymczasowo apetyt i gdy poranek dotykał swego kresu, zdałam sobie sprawę, że byłam wygłodzona.

Byłam w trakcie pochłaniania swojej części tarty, gdy Chrome wylądował w furii w stołówce.

Chrome: Do sali drzwi, wszyscy! Miiko ma ogłoszenie!!!

Mając teraz za zwyczajne tego typu sytuacje, pozwoliłam masie pospieszyć na zewnątrz stołówki i skończyłam jeść w spokoju.

Po kilku minutach, nie słysząc już hałasu kroków, stawianych przez moich współmieszkańców, podniosłam się, by dołączyć do wszystkich.

Cameria: Widzę, że ty również czekasz spokojnie aż tabun przejdzie, zanim tam pójdziesz.

G: Tak, nie lubię zbytnio uczucia bycia zgniataną przez tłum. A poza tym, patrząc na mój rozmiar, czy byłabym w drugim czy w szestnastym rzędzie, niczego wielkiego nie zobaczę!

G: (Przybyłyśmy w samą porę na początek przemówienia Miiko.)

Ofiarą była młoda kobieta o imieniu Anya i widziałam, jak kilka osób załamuje się z bólu. Cameria zaczęła kląć.

Cam: Jeśli odnajdę tę Naytili, sprawię, iż pożałuje, że przyszła na świat.

G: (Miiko ma zaczerwienione oczy, a jej głos drży.)

M: Wiem, że Anya była dla wielu spośród was drogą przyjaciółką... Była również godnym podziwu członkiem tej straży, a jej śmierć jest wielką stratą dla całej K.G.

G: (Minęły zaledwie dwa dni, odkąd członkowie K.G. wrócili żyć tutaj... i już jest jakaś śmierć. Zaczynam wierzyć, że te miejsca są przeklęte.)

M: Jesteśmy szczerze skruszeni i zasmuceni, że sprawy się tak źle obróciły.

?: "Źle się obróciły"?! Ona została zamordowana!!!

M: Tak... przez wroga znacznie silniejszego niż to myśleliśmy... Biorę pełną odpowiedzialność co do tego błędnego osądu.

?: Dlaczego nie wyeliminowaliście tego zagrożenia? Dlaczego postawiliście w grze bezpieczeństwo mieszkańców?!

M: Jak wam to powiedziałam, źle oceniliśmy możliwości naszej przeciwniczki... i myśleliśmy, że po konfrontacji całe niebezpieczeństwo mogloby zostać oddalone. Przyjmuję całkowicie tę winę.

G: (Miiko posuwała się w poprzek tłumu, mimo licznych spojrzeń, które ją lustrowały ze złością.)

M: Cendoc, prezentuję ci jeszcze raz moje przeprosiny. Wiem bardzo dobrze, że moje słowa nie przywrócą ci siostry i zrozumiałabym, gdyby nienawiść zamieszkała w twoim sercu na zawsze.

?: ...

G: (Cendoc zdaje się więźniem swojego bólu i nie może mówić. Biedny...)

M: Nie wiem, co więcej ci powiedzieć, by załagodzić twój ból. Chciałabym jednynie, byś mi uwierzył. Nigdy bym nie pomyślała, że ta sytuacja mogła chwiać się do tego stopnia...

Zablokowany w absolutnym mutyzmie, Cendoc skinął głową na znak akceptacji. Miiko objęła go, mimo pomruków gniewu tłumu.

G: (By odblokować nieco dialog, Huang Hua zainterweniowała... Przywiązanie, jakie do niej wznoszą członkowie K.G. jest rzeczywistą przewagą w łagodzeniu napięcia.)

Hua: Śmierć Anyi jest zrządzeniem losu, które dotyka całej K.G., ale nie może być ona w żadnym wypadku podżeganiem do rozłamu między Lśniącą Strażą, Strażą Eel i wami, cywilami, których obiecaliśmy chronić. Anya, stając się członkiem naszej Straży, złożyła tę obietnicę. Zginęła, wypełniając swój obowiązek i musimy teraz oddać jej honory.

Hua: Zorganizujemy nocne czuwanie na jej cześć tego wieczoru i pochowamy ją, ażeby mogła dołączyć do gwiazd i obrać swoją ścieżkę w nieskończonym cyklu życia.

Bez wielkiego zdziwienia, słowa Huang Hua trafiły w sedno i łzy zastąpiły pomruki gniewu.

Tłum rozpraszał się stopniowo. Wszyscy zdawali się mieć potrzebę odrobienia swojej żałoby...

Dzień był długi i dający się we znaki, K.G. zdawała się obracać w zwolnionym tempie. Było to tak, jakbyśmy wlekli cały nasz smutek i nasze nieszczęście. I nawet jeśli wcale nie znalałam tej młodej kobiety, rozumiałam z łatwością uczucia jej bliskich.

Próbowałam niemniej nie dać się opanować przez mroczne myśli.

Czuwanie miało miejsce wieczorem, jak przewidziano. Cendoc wygłosił pochwalną przemowę o swojej siostrze i o swojej życiowej miłości. Jego słowa dodały trochę werwy całej K.G.

Zamiast opłakiwania śmieci Anyi, poprosił nas o uczczenie jej życia: dawne jak i nowe. Słuchanie, jak śmiechy przeszywają mury K.G., ogrzało moje serce.

Zdecydowałam dobrze się bawić ze wszystkimi i skorzystać z tej chwili.

[Teleportowało nas pod wiśnię]

Chrome: Wiesz, mój kumplu, twoja siostra była naprawdę sympatyczna. Zrobiliśmy razem kilka misji i to była śmietanka^. Zachowam na zawsze wspomnienie jej życzliwości!

^jak "śmietanka towarzyska"; w sumie nie mam pomysłu na polskie, potoczne określenie, które by było podobne :/ może "wisienka na torcie", ale to wydaje mi się za długie

G: (Chrome jest naprawdę czarujący, gdy bardzo tego chce, stroi niemało żartów i upewnia się, że Cendoc nie traci swojego uśmiechu.)

G: ^ziewa^ Ach...

Ch: Zmęczona?

G: Trochę, tak! Myślę, że pójdę się położyć, jeśli nikt nie widzi ku temu przeszkód.

Karenn: Pójdę za tobą!

G: Condoc, jeszcze raz, moje kondolencje. Nie znalałam twojej siostry, ale wydawała się być szykowną dziewczyną.

G: (Podziękował mi ciepło, a ja go krótko uścisnęłam w swoich ramionach w geście współczucia.)

G: Dobranoc wszystkim!

5. Va te coucher ! (Idź się położyć!)

[Pokój, 60 maana, 270 maana]

G: (Co za dzień! Czuję się przytłoczona ciężarem wszystkich tych emocji.)

G: (Dobra noc snu mi nie zaszkodzi.)

G: (Obudziłam się wczesnym rankiem.)

G: (Ledwo wyszłam z łóżka, sprawdziłam swój harmonogram dnia.)

G: (Muszę pracować w schronisku aż do okolic południa! Śniadanie i zaczynamy.)

6. Prends ton petit-déjeuner. (Zjedz swoje śniadanie.)

[Stołówka, 50 maana, 320 maana]

G: Cześć Karuto!

K: Dzień dobry, moja piękna, czym ci służę?

G: Zrównoważone śniadanie, pracuję dzisiaj aż do 14. Trzeba, żebym się jakoś trzymała!

K: Oto one, panienko.

G: Bardzo dziękuję.

G: (Spójrz, są tu Alajea i Colaia. Pójdę usiąć blisko nich.)

A: Cześć Gardienne!

Co: D-Dzień dobry...

A: Pójdę poszukać naszego posiłku. Nie przejmuj się tym, Gardienne jest bardzo miła.

G: (Ona odeszła, a wyraz twarzy Colaii zamknął się natychmiastowo.)

A. (Spróbować nawiązać dialog z Colaią.) //

B. (Nie próbować nawiązywać dialogu z Colaią.)

Po A:

G: Zatem, dobrze ci w K.G.?

Co: Ja... tak.

G: Przydzielono ci już twoją straż?

Co: Nie.

G: (Ok, wygląda na równie rozmowną co Valkyon, gdy go poznałam.)

A: Oto ja! Trzymaj, mam nadzieję, że to polubisz.

Co: Dziękuję...

G: (Colaia wzięła kęs i natychmiast go wypluła.)

Co: Co to jest?

A: To roślinny jogurt i owoce.

Co: Jaki uwoc? [tak, uwoc, w oryginale było "chruit" zamiast "fruits", więc dałam "uwoc" xD]

A: Truskawki, banan, ki...

Co: Kichwi?

A: Tak, kiwi. Dlaczego?

Co: Sza jesztem uszulona!!!

A: Och... nie! Przepraszam!

Jeśli uczymy Milo:

A: Idziemy do przychodni. Przepraszam, Gardzienne!

G: Będę wam towarzyszyć.

A: Nie, nie wygłupiaj się. Skończ swój posiłek.

Co: Alachea!!!

A: Już idziemy, tak!

G: (Skończyłam swoje śniadanie na spokojnie, nawet jeśli trochę się martwię o Colaię.)

G: (W końcu Ewelein jest bardzo utalentowana w swojej dziedzinie, zatem myślę, że nie ma tak naprawdę o co sobie robić kłopotu.)

G: (Dalej, muszę popracować w schronisku.)

7. C’est l’heure du travail ! (To czas pracy!) 

[Schronisko, 40 maana, 360]

G: (Przybyłam do schroniska i poproszono mnie o bycie asystentką Ezarela na porannym kursie.)

G: (Temat dnia: inne światy.)

Ezarel przedstawił mnie zatem jako Ziemiankę.

Milo: CO?! JESTEŚ EXTRAELDARYESTRE?!

G: Ech... jeśli przez extraeldaryestre rozumiesz to, że nie urodziłam się na Eldaryi, to tak.

Milo: Ooooooooooooooooch! To ZBYT^ dobrze!!! Pochodzisz z wielkiej kuli, która świeci w nocy?

^powiedział "zbyt" zamiast "bardzo", bo to Milo :')

A. Z książyca? Nie, pochodzę z innej planety: Ziemi. //

B. Ach nie, nie jestem lorialet. Pochodzę z planety Ziemia. //

Po B: [Jako że oba są neutralne, a mnie coś ciekawi... Może A jest bardziej pedagogiczne, ale cii xD] 

Milo: ZIEMIA?! Moja mamusia, ona mówiła, że to tam, skąd byli nasi przodkowie. Jesteś moją babunią?!

Wyjaśniłam zatem Milo i innym dzieciom wszystko to, czego nauczyłam się o Niebieskim Poświęceniu, które zrobiło z Eldaryi całkowicie osobny świat. Młody mykonida patrzył na mnie błyszczącymi oczyma podczas wszystkich moich wyjaśnień.

Reszta poranka minęła bardzo szybko i naprawdę miałam wrażenie, że mogłam coś komuś przekazać. To było naprawdę upajające!

Merry: Ba, chociaż ja już to wiedziałem!

Milo: I mi nie powiedziałeś?!

Merry: Miiko, ona powiedziała to przed wszystkimi.

Milo: Ach tak?! Ale...

Merry: Wielki głupek!

Milo: Nie jestem głupkiem! To ty jesteś głupkiem!!!

Merry: Nie, to ty!!!

G: Dzieci...

Ez: Kurs jest skończony, możecie odejść.

Milo: Niech pani powie, mogę ci dać buziaka? Jesteś bardzo miła.

G: Tak, oczywiście.

Milo: Nie, nie ty. Inna pani!

Ez: ... Zgoda.

Ezarel zaczął tłumaczyć Milo, że nie był wcale "panią".

Milo: Ale masz długie włosy. Długie włosy, to jest dla pań!

Ez: Nie, wcale. Ja...

Widząc, że dyskusja się przeciągała, dałam znać Ezarelowi, że sobie stamtąd pójdę.

G: (Niewinność Milo jest czarująca.)

Jeśli pomagamy w przychodni:

G: Chodźmy do przychodni, natychmiast! Idźcie za mną!

7. Emmène Colaia à l'infirmerie pour soigner son allergie. (Zaprowadź Colaię do przychodni, by wyleczyć jej alergię.)

[Jak w zadaniu]

Ew: Cześć dziewczyny.

G: Przyprowadzam ci przypadek alergii!

Co: Hiiihahajeaaa jjehaaa!!!

Ew: Uch... W dodatku poważny.

G: (Odeszła szukać przedmiotu, który położyła na torsie Colaii.)

Ew: To jest po to, by pozwolić ci oddychać na czas, gdy ja przygotowuję to, czego ci trzeba.

G: (Ewelein zrobiła jej nakłócie, a gardło Colaii zaczęło delikatnie spuszczać powietrze.)

Ew: Powinnaś bardzo szybko się odpowietrzyć.

Co: To było okropne... snif snif.

A: Przykro mi, siostrzyczko! Powinnam była pamiętać, że byłaś alergikiem.

Ew: Przynajmniej ja jestem teraz na bieżąco. To będzie zapisane w jej teczce i przekażę informację Karuto, żeby wziął to pod uwagę na przyszłość. Colaia, zalecam ci nieco odpoczynku. Alajea, liczę na ciebie, byś się nią zaopiekowała.

A: Żaden problem! Jeszcze raz dziękuję, Ewelein.

Co: D-Dziękuję...

G: (Wyszły równie szybko, jak przyszłyśmy.)

Ew: No cóż, zaczynasz swój dzień pracy z grubej rury!

A. Tak, przyznaję, że nigdy bym nie pomyślała tak tutaj wpaść.

B. Czego chcesz? Wyjątkowe wejście, wyjątkowa osoba! -5

C. Mam nadzieję, że moje najbliższe wejście cię nie zawiedzie! +5

Po C:

Ew: Tak, postawiłaś poprzeczkę bardzo wysoko!

Ew: Wreszcie, przygotowałam ci manekina w sali w głębi i oto almanach^ wszystkiego, co musisz wiedzieć jako podstawy. Musiałam dokupić jeden z nich po tym, co się stało w bibliotece.

^https://pl.wikipedia.org/wiki/Almanach

Ew: Oczekuję od ciebie, byś nauczyła się wszystkiego.

G: (Ta książka ma co najmniej cztery tysiące stron...)

Ew: To zrozumiałe, nie dzisiaj. A jeśli kiedykolwiek mnie potrzebujesz, wołaj mnie!

G: (Odeszłam do jednej z tylnych sal.)

Spędziłam ranek z manekinem Marcelem - to, to było imię, jakie mu nadałam - by nauczyć się podstaw zawodu opiekuna medycznego. Prosiłam o pomoc Ewelein w licznych powtórzeniach.

Nauczyłam się zszywać rany, czy też zakładać szyny. Niektóre balsamy zaskoczyły mnie swoją skutecznością: jak ta, która pozwalała scalić niektóre kości. Po raz kolejny zdałam sobie sprawę, że medycyna Eldaryi była bardzo różna od tej z mojego świata.

Ale na koniec tego dnia pracy, naprawdę miałam wrażenie, że się czegoś nauczyłam.

Ew: No cóż, miałaś szczęście, że nikt nie przyszedł się dzisiaj z nami zobaczyć. Wykonałaś doskonałą pracę. Czy przynajmniej uznałaś to za interesujące?

G: Tak, to było bardzo pouczające. Naprawdę nie mogę się doczekać, by być bardziej użyteczną!

Ew: Super! Zatem możesz sobie stąd pójść.

Powrót do wspólnej akcji:

8. Tu as quartier libre, profites-en pour souffler un peu ! (Masz wolny kwadrans, skorzystaj z niego, by odetchnąć trochę!)

[Kiosk, 10 maana, 370]

Chrome: Gardienne!!!

Chr: SUPER dobrze, że wpadłaś! Chodź ze mną.

G: Co?! Dokąd to?

Ch: Muszę trochę uprzątnąć kamienie wszędzie w K.G. i nie chcę tego robić sam.

G: Właśnie skończyłam pracę... i jest tu jeszcze coś do posprzątania?

Ch: Tja, to tylko małe rzeczy, w ogóle nic. Błagam cię o to. Nie zostawiaj mnie!

A. Ok, nie mogę ci niczego odmówić. +5

B. Nie wiem, co mi oferujesz w zamian? //

C. Chrome, właśnie zatrzymałam się z robotą, mam ochotę odpocząć... -5

Po A:

Chr: Jesteś genialna!!! Dziękuję!

9. Chrome te supplie de l’aider dans son travail. C’est donc parti pour le déblayage. (Chrome błaga cię, by pomóc mu w jego pracy. Zatem zaczęło się sprzątanie.)

[Wielka Brama, 20 maana, 390]

Chr: Dalej, zaczęło się!

G: Nie zauważyłam, że K.G. została aż tak dotknięta.

C: Och, to nic wielkiego. Kilka szczelin tu i tam. Dalej nie jest gorzej, mury potrzebują tylko odmalowania. Oto twoja kielnia i sprzęt do malowania. Bierzesz tę stonę, ja zajmę się drugą.

[Musimy kliknąć na mur.]

G: (Wolałam zdjąć swoją kurtkę, by uniknąć nałożenia sobie wszędzie tynku i farby.)

W dwóch ruchach kielni i trzech pędzla, mur zdawał się zupełnie nowy.

Mój partner misji, on... zdawał się bardziej niż znudzony.

Chr: Będziesz się śmiać... Nie potrafię dosięgnąć do tej strefy.

G: Nie wziąłeś drabiny?

Chr: Ech...

G: Rozumiem. Daj mi nóżkę. Zajmę się tym!

[Znów klikamy mur.]

G: Chrome, to nadal za wysoko. Czy możesz mnie podnieść trochę bardziej?

Chr: Próbuję!!!

G: (Widząc go, siłującego się, by mnie unieść, naprawdę uważałam, że jego głowa miała zaraz eksplodować. Jest czerwony jak piwonia!)

G: (Udało mi się zatkać dziurę. Jest to zrobione gorzej niż inne, ale to załatwi sprawę.)

Chr: O cholera! Nie, że jesteś ciężka czy coś, ale wyraźnie siebie przeceniłem!

Chr: Bardzo bolą mnie ręce.

G: Przykro mi...

Chr: Kontynuujmy, misja wskazuje, że dalsza część znajduje się na plaży!

10. Prochaine étape de la mission de Chrome : la plage ! (Następny etam misji Chrome: plaża!)

[Schody na plażę, 30 maana, 420 (ja wydałam 50, bo się nie zorientowałam XD) Trzeba kilknąć na skały, które zagradzają nam przejście.]

Chr: To nie jest twoje?

G: Ech, nie, wcale. Gdzie to znalazłeś?

[Pokazuje nam się bransoleta.]

Chr: Wśród gruzów, myślałem, że pozwoliłaś temu upaść.

G: Wygląda na starą... powiedzielibyśmy, że była tu dłuższą chwilę.

Ch: Przyznaję. Skoro to się znalazło, to znak! Możesz to dokończyć? Mam coś do zrobienia.

G: Jesteś poważny?!

G: (Co za facet, odszedł...)

[Znów klikamy kamienie.]

G: (Nie mogę uwierzyć, że tak mnie usadził...)

G: (Powinnam przestać sprzątać te skały i zostawić go, by sobie z tym radził.)

G: (...)

G: (Ale jednocześnie, zostały mi tylko dwie skały do poruszenia.)

G: (Jestem naprawdę dobrą naiwniaczką!!!)

Chr: Gardienne, jestem z powrotem! Przepraszam, że musiałem być nieobecny.

G: Nazywasz to nieobecnością? Odszedłeś, mówiąc mi, bym skończyła twoją pracę! Nie że byłeś nieobecny.

Chr: Przyznaję, nie ogarnąłem. Trzymaj.

G: (Wręczył mi pierścień, który znalazł w gruzach.)

Chr: Wybaczysz mi?

A. Oczywiście. //

B. Zobaczę... jak będziesz miły. //

Po B:

Chr: He he! Będę!

G: (Zaakceptowałam jego obrączkę, jest całkiem ładna. Trzeba jednak będzie, żebym ją umyła przed noszeniem jej.)

G: (Wsunęłam ją w jedną z kieszeni mojej torby, żeby jej nie zgubić.)

G: Co jest następnym miejscem do wyczyszczenia?

Chr: Odpuść, zajmę się całkiem sam resztą. To już super miłe z twojej strony, że za mną poszłaś. Nie byłaś zobligowana i usadziłem cię. A poza tym, już zabrałem dosyć twojego wolnego czasu.

G: Żaden problem, lubię robić przysługi.

Chr: Do dzieła!

G: (Patrząc na to, ile się pociłam przez całe przedpołudnie, pojdę wziąć prysznic... i skubnąć coś. Nie jadłam w to południe.)

11. La journée est finie pour toi, retourne dans tes appartements pour te reposer et profiter au calme de ta soirée. (Dzień jest dla ciebie skończony, wróć do swoich mieszkań, by odpocząć i skorzystać ze spokoju twojego wieczoru.)

[Korytarz prosty, 100 maana, 430]

G: (Potrąciłam kogoś przez niedopatrzenie.) Przepraszam!

G: (Spójrz, nie widziałam tej osoby nigdy wcześniej.)

?: To nie jest poważne, miałam trochę głowę w chmurach.

A. (Przedstawić się.) ILU2

B. (Czekać, by ona się przedstawiła.)

Po A:

G: Nigdy cię tutaj nie widziałam, nazywam się Gardienne!

?: Och tak! Ja... ja jestem Yeu, [jestem] zaszczycona!

Prąd przeszedł w mgnieniu oka między Yeu a mną: to była młoda kobieta, tryskająca życiem i pozytywna jak nikt. Wzięłam szybki prysznic i zdecydowałam się spędzić resztę swojego popołudnia z nią.

Y: Zatem, co chcesz, żebyśmy zrobiły?

G: Porozmawiajmy o wszystkim i o niczym. Dobrze mi się z tobą przebywa, więc mam ochotę lepiej cię poznać.

Y: Ja również!

12. Passe du temps avec Yêu et découvres-en un peu plus sur elle. (Spędź czas z Yeu i dowiedz się o niej trochę więcej.)

[Targ, 30 maana, 460]

G: (Wszystko to spacerując, zaczęłyśmy rozmawiać o życiu każdej z nas.)

Y: Zatem nie jesteś z naszego świata?

G: Nie, pochodzę z Ziemi. Przeszłam przez krąg grzybów, od wtedy minęła już teraz wieczność.

Y: Na Wyrocznię, to musiało być tak trudne dla ciebie, by przystosować się do tego nowego świata.

G: Ogromnie... Nie byłam zbyt oszczędzana od swojego przybycia. Otrzymałam wiele misji, wycierpiałam ciężkie ciosy.

Y: Domyślam się, że twoja rodzina musi za tobą tęsknić...

G: (Zamilkłam w przeciągu chwili. Przywołanie mojej rodziny, utraty wspomnień... To pozostaje bólem okropnym i wciąż zbyt świeżym, by poruszać ten temat.)

G: (Część mnie miała ochotę jej opowiedzieć tę nikczemną prawdę, ale nie znałam jej dostatecznie, by podzielić się z nią tym ciężarem.)

G: Bardzo, tak.

Y: Nie mówmy o tym, zatem. Dobrze widzę, że sprawia ci to ból!

G: Porozmawiajmy raczej o tobie. Jesteś wszędzie wytatuowana, czy to reprezentuje coś szczególnego? Jestem bardzo zaintrygowana!

Y: Ach, urodziłam się z tym.

G: Jak to?

Y: Jestem z rasy chimer. Przy narodzinach, rodzimy się z tatuażami na całym ciele.

G: Naprawdę? To imponujące!

Y: Tak uważasz? Ha ha. Dziękuję. I, jak to zgadłaś, coś reprezentują. Daj mi się zastanowić przez kilka minut, jak ci to wszystko wyjaśnić!

[Ogród muzyki, 30 maana, 490]

Y: Żeby to uprościć, każda chimera, która przychodzi na świat, nie przychodzi sama.

G: Masz bliźniaka czy bliźniaczkę?

Y: Nie... mam to, co mogłybyśmy nazwać bratnią duszą. Osobę, która jest mi obiecana przez bogów.

G: Tę, którą domniemanie masz pokochać?

Y: Dokładnie tak.

G: Zdarza się, że niektóre chimery rodzą się bez bratniej duszy?

Y: Niemożliwe. Z kolei istnieją chimery, których bratnia dusza nie jest częścią naszego narodu. Rodzą się bez tatuażu i to czyni ich poszukiwanie trudniejszym.

G: Zatem twoją bratnią duszą może być ktokolwiek? Chcę powiedzieć, ktoś tej samej płci, to możliwe?

Y: Całkowicie! Istnieją nawet chimery, posiadające kilka bratnich dusz. Jedna z moich ciotek, na przykład, była bratnią duszą dwóch innych chimer.

G: Rozumiem. A w sumie, kto jest szczęśliwie wybranym u twego boku?

Y: Tinh... On nazywa się Tinh. Urodził się w tej samej wiosce co ja, ale jesteśmy razem dopiero od dwóch lat.

G: Jak to się stało?

Y: Nigdy się nie zgadzałam z tymi zasadami bratnich dusz. Zawsze uważałam to za absurd. Według czego tatuaż powinien dyktować moje życie i moje uczucia? Swego czasu uważałam, że Tinh wcale nie był stworzony dla mnie. Nawet jeśli był bardzo przystojny, uważałam go za prostaka i śmiertelnie głupiego.

[Po namyśle, pewnie bym tu zamieniła "śmiertelnie głupiego" na "skończonego idiotę", bo to chyba nasz  odpowiednik xD]

G: (Nie przebiera w słowach.) Co zrobiłaś, żeby przeciwdziałać temu systemowi?

Y: Uciekłam... przybyłam do K.G., mając nadzieję znaleźć tutaj wreszcie swoje miejsce, ale Tinh podążył za mną.

G: Poważnie?!

Y: Tak... został kilka miesięcy w wiosce, ale brakowało mu mojej obecności. Zatem, przybył aż tutaj, by do mnie dołączyć.

G: To cię nie wkurzyło?

Y: Na początku? Niezmiernie. Odeszłam, żeby nie deptał mi nieustannie po piętach i oto on ładuje się w moje nowe życie... Byłam wściekła, ale powiedział mi coś, co mnie poruszyło. To nie wyjaśniało jego gestu, jednak to odbiło się we mnie echem. To było tak, jak gdyby zwrócił się bezpośrednio do mojej duszy.

Nie proszę cię, byś mnie kochała,

życzę sobie tylko stanowić część twojego życia

i być tu dla ciebie, jeśli tego potrzebujesz. Sam

fakt, by wiedzieć, że jesteś szczęśliwa, mnie

dopełnia, nawet jeśli twoje szczęście znajduje się

przy innym. Zatem mam nadzieję,

że mnie za to nie winisz... i jeśli kiedykolwiek naprawdę

zechcesz, żebym odszedł, zatem odejdę...

Y: Nie udało mi się powiedzieć mu, by odszedł... Miesiące i lata mijały. Każdego dnia odkrywałam trochę więcej Tinha. Zdaję sobie teraz sprawę, że nie poświęciłam czasu, by to zrobić, gdy byliśmy w wiosce.

G: Ponieważ miałaś wrażenie, że ten wybór został narzucony?

Y: Bez wątpienia... To prawda, że mieliśmy naszych rodziców czy przodków, tutaj, by nakładali na nas presję, ha ha. Wbrew sobie, zostałam uwiedziona. Zrozumiałam, że cała ta głupota, której tak nienawidziłam... ten idiotyzm, którym tak gardziłam, wynikała tylko z niezgrabności. Odkryłam chłopaka o niezmierzonej życzliwości.

Y: Czasem zastanawiam się jeszcze, jak on mógł znaleźć odwagę, by kochać mnie po tym wszystkim, co mu zrobiłam. Byłam nienazwanie pretensjonalna względem niego i nie zrobiłam mu żadnego prezentu... Jednkaże, on wciąż tu był.

G: To bardzo poruszające.

Kontunuowałyśmy rozmawianie o Tinhu przez chwilę i nie zauważyłam, jak mijają godziny.

Kiedy nastała godzina, bym poszła się położyć, zrozumiałam, że Yeu miała pokój zaraz obok mojego. Życzyłam jej zatem dobrej nocy i odeszłam się położyć.

G: (Spędziłyśmy razem tylko kilka godzin, ale uważam ją za naprawdę sympatyczną. Mam dobre przeczucie.)

Po staremu, pracowałam aż do czternastej. Kiedy to się skończyło, odebrałam na spokojnie swój obiad.

G: (W stołówce skrzyżowałam spojrzenia z Leiftanem, zanim nie wyszedł. Nigdy nie zapytałam go, jak miała się jego rana, powinnam być może pójść się z nim zobaczyć.)

13. Retrouve Leiftan/Valkyona pour discuter. (Znajdź Leiftana/Valkyona, by porozmawiać.)

[UWAGA: myślałam, że odc. będzie bardziej z Ezem, skoro zmieniłam WS dla ilustracji, ale jednak w tym zadaniu pojawił mi się Leiftan, a nie elf (początkowo założyłam, że wszyscy szukają Leifa, ale sprawdziłam, że w solucji jest wypisanych 4 chłopaków) i teraz już sama nie wiem, jak to dalej będzie...]

[Na zewnątrz kwatery, poza murami (szłam tam wg solucji), 80 maana, razem 570]

G: Hej, Karenn, ty, która wie wszystko.

G: Czy widziałaś Leiftana/Valkyona?

K: Na pewno nie jest daleko.

G: To mi nie pomaga, tak naprawdę, ale i tak dziękuję.

[Skrzyżowanie dróg, 10 maana, 580]

G: (Spójrz, Jamon i Colaia dyskutują we dwoje. Alajei nie ma za rogiem/w pobliżu, to zadziwiające.)

J: W obliczu Jamona, wiele golemów być naprostowanych.

Col: Na wszystkich bogów!!!

J: Ja mieć misję ochraniać córkę władcy. Zatem ja atakować golemy! Ja był skoczyć na jednego i był wyrwać mu głowa. On obrócić się w proch. Jamon mieć dużo szczęścia.

[Jest wskazanie, że to czas przeszły, a jednocześnie bezokoliczniki dlatego robię "był zrobić" XD]

J: Zatem golemy mnie zaatakować. Ja biec do wody z dziewczyną, żeby golem nie podążać za Jamon. My być zablokowani we wodzie... musieć czekać wiele nocy.

Col: I co wydarzyło się następnie?

J: Trzy noce później dziewczyna być słaba, bo nienajedzona i przemoczona. Ja musieć walczyć przeciw golemom, by uratować ona. Ja wiedzieć, że ja nie być dość silny, by zwalczyć golemy.

J: Dziewczyna to rozumieć. Dziewczyna oddać życie za Jamon.

J: Ja zawieść na misji.

Col: Och, naprawdę mi przykro. To musiało być dla ciebie bardzo trudne...

G: (Zbliżyła się do niego i wzięła go w swoje ramiona. Zdają się dobrze się rozumieć.)

[Plaża, 20 maana, 600]

G: (Mój instynkt popchnął mnie, by maszerować aż na odizolowaną plażę, blisko miejsca, gdzie mieliśmy swoje spotkanie i w sumie mnie nie zmylił.)

[Ok, już wiem, w tym zadaniu szukamy tego, z kim byłyśmy na plaży xD To ma sens.]

G: (Leiftan/Valkyon jest blisko skały, idę do niego dołączyć.)

Leif: Och, Gardienne, co ty tu robisz?

G: Przyszłam zebrać nowiny, dowiedzieć się, czy twoja rana wciąż cię boli.

Leif: Definitywnie wyzdrowiałem, Ewelein jest wspaniałą alchemiczką. Jej lekarstwa mają zawsze wyjątkową skuteczność. Byłem na nogach bardzo szybko.

G: To musiało być okropne dla ciebie, musieć stawić czoła Naytili. Mieliśmy tyle trudności wszyscy razem. Pomyśleć, że udało ci się z tego wyjść żywym i to bez wsparcia Wyroczni. 

G: Jesteś naprawdę bardzo odważny.

Leif: ... by być szczerym, to moje tchórzostwo jest tym, co mnie uratowało. Byłem uziemiony w głębi więzienia, spetryfikowany przez nie budządcą podejrzeń potęgę Naytili. Widziałem, jak Anya posuwa się naprzód... nie miałem czasu, by... by... Nie mogłem jej uratować... powiedzieć jej, że nie trzeba było przeć naprzód.

G: Tak... To egoistyczne z mojej strony, ponieważ Anya straciła życie... ale jestem naprawdę zadowolona, że nie było ci nic poważnego, ostatecznie.

Leif: Dziękuję, to urocze z twojej strony.

Leif: Brakowało mi ciebie od tego wieczoru na plaży... nie poświęciliśmy czasu, by znów porozmawiać o tym, co się stało.

G: To prawda... była tu Naytili, jej ucieczka... życie K.G.

Leif: Nie przestawałem myśleć o tobie od tamtego wieczoru... o tym, co stało się między nami... Myślę, że byłem trochę za szybki... i mam wrażenie, że cię wykorzystałem. Przepraszam.

A. Ależ wcale! Ja... (Złapałam jego ramię, instynktownie.) +5

B. Nie mylisz się...

Po A:

Leif: Gardienne...

Leif: Chciałbym lepiej cię poznać... Chcę spędzić z tobą więcej czasu i nawet jeśli ja...

G: (Odwrócił wzrok, nie mogąc dokończyć zdania.)

Leif: Nie chcę naciskać na pewne rzeczy, w rzeczywistości. Chcę poświęcić czas, by dowiedzieć się, kim jesteś...

G: (Przytaknęłam, bo, by być szczerą... myślę, że mam potrzebę poodkładania sobie myśli na miejsce. Nie jestem pewna, czy to byłoby dobre, bym straciła grunt równie szybko przy nim...)

G: W sumie, co ty tutaj robisz?

Leif: Spokojnie czerpię powietrze. To bardzo relaksujące miejsce, by wszystko wyznać. Chcesz, żebyśmy przeszli się trochę brzegiem wody?

A. Oczywiście! //

B. Mmh, nie jestem pewna. //

Po A:

Przechadzaliśmy się krótką chwilę brzegiem wody. Powiew wiatru pieścił moją twarz z czułością. Leiftan miał rację: to miejsce było naprawdę kojące.

Ten spacer trwał krótko.

Karenn: Przeszkadzam wam?!

Leif: Nie, wcale. Co się dzieje?

K: Miiko cię szuka... ciebie i pozostałych, wysłała mnie was uprzedzić.

L: Och, rozumiem... pójdę tam zatem.

K: Tak, a poza tym powiesz jej, że nie jestem gołębiem pocztowym, hę!

G: (Leiftan odszedł, śmiejąc się.) Ouh... wyglądasz na zdenerwowaną.

K: Przyznam ci, że mam tylko to do zrobienia, by szukać tej a tej osoby na prawo i lewo w całej K.G.! [sarkazm, gdyby ktoś nie wyczuł xD]

G: Mogę zrozumieć... to zabiera szalenie dużo energii, tak generalnie.

K: Dalej, ja spadam. Muszę jeszcze uprzedzić tego kretyna, Ezarela.

Cześć, Valkyon!

Gardienne! Cieszę się, że cię widzę. Byłem właśnie w trakcie myślenia sobie, że minęła chwila, odkąd nie spędzaliśmy razem czasu.

A. To prawda? Co za zbieg okoliczności!

B. Przestań, zwodzisz mnie.

Po A:

V: Całkowicie.

V: Od tego, co wydarzyło się z Naytili: jej atak, jej schwytanie, później jej ucieczka... Muszę się wyspowiadać z tego, że nie widziałem wielu osób.

G: Jak to?

V: Wiele zebrań, treningów, szkoleń... Nie miałem nawet minuty dla siebie...

G: Rozumiem. Zatem być może chcesz, żebym cię zostawiła?

V: Nie! Zostań ze mną. Mówiłem ci to... nie mogłem zobaczyć się z nikim od paru dni, a twoja obecność jest daleka temu, by mi się nie podobać...

G: (Czułam, jak jego spojrzenie przewierca mnie na wylot i czułam się jak naelektryzowana.)

G: (Upojona, podeszłam do niego.)

Floppy: Kyiii!

G: (Zaskoczyła mnie!)

V: Co mi przyniosłaś?

Flo: Kyi kyi!!!

V: Koronę z kwiatów? Ale to jest dziesiąta w tym tygodniu... Odnieś to tam, gdzie to znalazłaś, zgoda?

G: (Uch, ba... ja bym ją wzięła.) Przynajmniej przynosi ci rzeczy... czasami mój nie przynosi mi nic.

V: Powiedzmy, że gdyby nie chodziła kraść w rzeczach innych, to by mi nie przeszkadzało.

G: Kraść?!

V: Tak... Wczoraj wróciła cała dumna z kolczykami ze złota, które należały do Ewelein. Byłem dość zażenowany.

G: (To prawda, że nigdy nie zadałam sobie pytania o sposób, w jaki [imię chowańca] mógł otrzymać wszystko, co mi przynosi...)

G: (Jak się okazuje, ukradł wszystko od uczciwych osób...)

V: W porządku?

G: Tak, tak... (Uniknę dzielenia się z nim tego typu refleksją, to nie może go interesować. Lepiej zrobię, narzucając znów temat sprzed chwili!)

G: Mówiłeś o szkoleniach... szkoleniach z?

V: Z walki, w istocie. Szkolę nowych żołnierzy. Po tym, co wydarzyło się z Naytili, zdaję sobie sprawę, że jesteśmy dalecy bycia gotowymi w razie ataku. Absolutnie musimy się wzmocnić, jeśli chcemy spełnić obowiązek Straży Eel.

V: Liczyłem przyjść zobaczyć się z tobą w najbliższych dniach, by przetrenować ciebie również. Wywarłaś spore wrażenie z Naytili i myślę, że masz potencjał, by stać się wspaniałą wojowniczką.

G: Naprawdę?

V: Absolutnie.

A. Nie jestem zbyt łasa na walki, jednakże. //

B. Licz na mnie, że chwycę za broń, gdy będziesz tego potrzebował! //

C. Jeśli to może mi pozwolić lepiej się bronić i nie być ciężarem. Bardzo chcę! //

Po B:

V: Doskonale.

?: Valkyon? To ty?

V: Tak, jestem tutaj.

Karenn: Ach, doskonale. Szukałam cię. Miiko chce cię widzieć, powiedziała mi, by cię uprzedzić.

V: Och.

G: Odpoczynek będzie trwał krótko...

V: Tak... do później.

G: (Na nowo, jego złotobrązowe spojrzenie spotkało moje. Dostrzegłam tam nutę frustracji, odbicie moich własnych uczuć.)

G: (Z Karenn, wymieniłyśmy współczujące spojrzenia. Wierzę, że ona dobrze widziała, ona również, że Valkyon potrzebował odpoczynku i wsparcia.)

G: (To przerwanie nie było tak naprawdę przewidziane w moim programie. Skończyłam pracę na dzisiaj, nie mam szczególnej misji do zrobienia. Skorzystam z mojego czasu wolnego, by wyczesać trochę mojego chowańca. Myślę, że on tego potrzebuje!)

[Idę czesać żółwia :') To słówko nie oznacza dokładnie "wyczesać", ale to zdawało mi się najbliższe... https://translate.google.pl/#fr/pl/bichonner "troszczyć się" też by mi pasowało, ale w sensie dbania o jego wygląd, a nie w znaczeniu karmienia, itd., z tego, co rozumiem]

14. Tu n’as rien à faire pour le moment. Au lieu de te tourner les pouces, rentre au Q.G. et bichonne un peu ton familier. (Nie masz nic do zrobienia na tę chwilę. Zamiast zbijać bąki^, wróć do K.G. i poczesz trochę swojego chowańca.)

^dosłownie "obracać sobie kciuki", więc może być też "kulać babole", nie wnikam XD

[Korytarz prosty - 110 maana - 710 maana]

G: Och, Yeu!

Y: Cześć...

G: Coś nie tak?

Y: Nie... wcale!

G: (Zaczęła płakać.) Ja... Yeu...

A. (Wziąć ją w ramiona.) [Wybór dla ilu]

B. (Nie wiem, co zrobić, tak bardzo jej reakcja wzięła mnie bez przygotowania.)

Po A:

Y: Proszę cię... nie... nie dotykaj mnie.

G: (Rozmyśliłam się.) Ok, jak chcesz... ale powiedz mi o tym, co się dzieje.

Y: Mój... chłopak, on... on nie wrócił wczoraj wieczorem. Jestem pewna, że widuje się wtedy z inną.

W przeddzień Yeu długo opowiadała mi o swoim narzeczonym: Tinhu.

Znając więc całą historię tej nietypowej pary, całkowicie wykluczyłabym pomysł z cudzołóstwem.

G: Widząc, jak bardzo cię kocha, usilnie wątpię, by poszedł widywać się z inną. Być może wyruszył na misję na kilka dni i zapomniał ci o tym powiedzieć...

Y: To prawda, że to byłoby w jego stylu, ha ha...

G: (Osuszyła łzę, śmiejąc się.) Jeśli chcesz, możemy zacząć od szukania go w K.G. i pójść sprawdzić raporty o misjach w toku.

Y: To ci nie przeszkadza?

G: Nie, skończyłam pracę na dzisiaj. Jestem cała twoja!

15. Cherche des informations sur Tinh. (Poszukaj informacji o Tinhu.)

16. Vérifie qu’il n’est pas envoyé en mission quelque part. (Sprawdź, czy nie został wysłany gdzieś na misję.)

[Sala drzwi - 20 maana - 730]

G: (Zapukałyśmy do drzwi biblioteki, ale nikt nie odpowiedział.)

G: Nie pozostaje nam nic, jak wrócić później.

Y: Hmm...

G: (Wygląda na zrozpaczoną... biedna.)

[Targ, 10 maana - 740]

Y: Jest tu niemało osób.

G: Rzeczywiście, rozdzielmy się.

Przepytałam kilka osób w temacie Tinha... Nieszczęśliwie dla Yeu, nikt go nie widział.

Yeu próbowała przepytać kilka grup kobiet w pobliżu stoiska z biżuterią, ale zderzyła się z małym problemem z komunikacją.

G: Co ci zatem powiedziały?

Y: Nic, kompletnie mnie zignorowały... Ale dobrze, trzeba przyznać, że biżuteria na wystawach była taka piękna, aż mogę zrozumieć to, że całkowicie zatrzymała ich uwagę.

G: Hmmm, moim zdaniem, na pewno nie miały one informacji, w każdym razie.

Y: Zaczynam zastanawiać się, czy ktokolwiek je ma...

G: Nie trać nadziei, odnajdziemy go.

[Schronisko, 10 maana - 750]

Ew: Hej Gardienne, miałabyś dwie minutki?

G: Teraz?

Ew: Jeśli to możliwe, tak.

G: Przykro mi, pomagam mojej przyjaciółce.

Y: Jesteśmy na poszukiwaniach mojego chłopaka.

Ew: Któż to?

G: Tinh.

Ew: Ach, nie przypominam sobie więcej o tym, kto to jest.

Y: To członek Straży Cienia, jest prawie mojego wzrostu, o włosach czarnych z dreadem(?)

(?) z google wiem, jak to wygląda, ale nie wiem jak to tłumaczyć XD [1]

G: Ma tatuaże na wysokości ramion.

Ew: Musiał nie przychodzić często do przychodni.

Y: To nie jest zadziwiające, nie jest praktycznie nigdy chory czy ranny.

G: To wyjaśnia, dlaczego nigdy go nie widziałaś, Ewelein.

Ew: Bez wątpienia! Przyjdziesz się ze mną zobaczyć, gdy będziesz mogła, mam dla ciebie małą niespodziankę.

G: Ach tak? Co?

Ew: Zobaczysz! Ciao!

Y: Wygląda na miłą.

G: Ewelein? Tak, bardzo. Nigdy jej nie widziałaś?

Y: Tinh nie jest moją bratnią duszą na darmo, wiesz... ja również nigdy nie jestem chora, ha ha.

G: Rozumiem, szczęściaro! Ja mam wrażenie spędzać tam cały swój czas!

Y: Och, moja biedna...

[Spiżarnia, 30 maana, 780 maana, widzimy 3 kobiece cienie, będę je oznaczać 1,2,3 od lewej zaczynając xD]

G: Dzień dobry, moje panie, jesteśmy na poszukiwaniach młodego mężczyzny...

Y: Jest wysoki, bardzo umięśniony, o zielonych oczach i związanych, czarnych włosach. Nosi dreda(?).

G: Ma tatuaże na ramionach.

Y: Są takie, jak moje.

1: Przykro mi, ale to mi nic nie mówi.

3: Mi również nie...

[Ok, nie ogarnęłam solucji, bo było "wróć tam, żeby zobaczyć swojego chowańca", to odruchowo pomyślałam o pokoju i trochę błądziłam, więc ja zużyłam 100 maana, a wy pewnie 20, bo trzeba było wyjść ze spiżarni i do niej wrócić :') Zatem liczmy te 20, razem 800 maana]

?: Hiiiii!

G: [Imię], co ty tu robisz?

[W moim wykonaniu wielki żółw łazi po tej spiżarni xD Jak ona się w drzwiach zmieściła?!]

Y: To twój chowaniec? Jest czarujący!

G: ([Imię] zaczął/zaczęła warczeć na Yeu.)

A. Hej! Nie bądź nieprzyjemny/a wobec niej. W innym razie się pogniewam!

B. Przepraszam... jest raczej czarujący/a, zazwyczaj. [dla ilustracji]

Po B:

Y: Och, nie przejmuj się tym... Nigdy nie byłam zbyt zaprzyjaźniona z chowańcami.

G: (Odszedł/Odeszła w biegu. Znam jedno, co nie będzie miało pieszczot tego wieczoru!!!)

[Kiosk, 40 maana, 840]

Y: ...

G: (Yeu robi pogrzebową minę, muszę być zdecydowanie pozytywna!)

A. Jestem pewna, że go odnajdziemy. Nie trać nadziei. [ilustracja]

B. (Problem w tym, że nie wiem, co powiedzieć, by podnieść jej morale.)

Y: Masz rację, powinnam mieć do niego zaufanie i... do ciebie. Uwijasz się dla mnie, to godne podziwu.

Y: Dziękuję, naprawdę przywróciłaś mi uśmiech, tym!

G: Tym lepiej! Wiesz, nie kłamię, kiedy ci mówię, że jestem pewna, że go odnajdziemy. Czuję to w głębi sie...

?: Grmblblbl.

G: (Hę? To mój żołądek zrobił ten okropny hałas?!)

Y: Haha, myślę, że jedna z nas umiera z głodu.

G: Tak... trochę.

17. Ton estomac crie famine, contente-le ! (Twój brzuch krzyczy z głodu, zadowalaj go!)

[Stołówka, 50 maana, razem 890]

Y: Hmm, ładnie tu pachnie!

G: Przyznaję, to naprawdę pobudza mój apetyt.

Karuto: Dobrze więc, co wybierasz, moja piękna?

G: Twoje danie, które tak ładnie pachnie!

K: Ach, dobry wybór! Osobiście jestem super głodny. Nie mogę się doczekać, aby mieć kilka chwil przerwy, by móc się obsłużyć.

Yeu: Przykro mi, ale myślę, że niczego nie wezmę, mam naprawdę ściśnięty żołądek z powodu Tinha...

G: Powinnaś, w każdym razie, coś zjeść.

Kar: W najgorszym wypadku później...

Y: Tak, przyjdę znowu, jeśli kiedykolwiek zgłodnieję.

G: Jest tak, jak to czujesz.

Kar: Wciąż szczęśliwy!

G: I tak wezmę ci zupę na dodatek.

Y: Nie jesteś zobligowana!!!

G: (Zmrużyłam oczy w kierunku Yeu, żeby zamilkła.)

Y: Zgoda...

Kar: Masz, oto twoja zupa na "dodatek".

G: Dziękuję! (Odeszłyśmy usiąść i widziałam zatem cień, podążąjący blisko za nami.)

G: (Oto Ezarel.) Hej, idziesz? 

Ez: Jeśli to nie przeszkadza. 

G: (Rzuciłam okiem na Yeu, która dała mi znać głową, że jej by to nie przeszkadzało.) Dalej, chodź! 

Ez: Powiedz, nie powiedziałaś nic Karuto? Wiesz, a propos plaży. 

[No i pięknie XD Byłam tam z Leifem, a ten myśli, że z nim i zrobił piknik xD Gro, co z tobą jest nie tak? XD] 

Yeu: Co się stało na plaży? 

G: Obiecałam zachować ten sekret dla siebie. 

Y: Rozumiem, nie ma problemu! 

Ez: Dziękuję... Po prostu mam wrażenie, że się dowiedział. Popatrz, co mi zaserwował... 

G: (Ma rodzaj gulaszu o ohydnym wyglądzie.) Rzeczywiście... 

Y: Możesz wziąć zupę, którą Gardienne wzięła dodatkowo. 

G: Wzięłam ją dla ciebie. 

Y: Naprawdę, nie jestem głodna... Daję mu [ją] z przyjemnością. 

G: (Wręczyłam zupę Ezarelowi. Wolałabym, żeby Yeu zjadła trochę...) 

Ez: Jesteś pewna? 

Y: Tak, oczywiście!!! 

G: Nie odstawiaj ceregieli^ i jedz, Ez. 

^haha, to ten związek frazeologiczny :') dosłownie oznacza "nie rób swojej pindy" i mnie to bawi xD 

Ez: Dziękuję, to naprawdę super miłe. Co pięknego dziś robiłaś? 

Y: Gardienne cały dzień pomagała mi szukać mojego chłopaka. Zniknął wczoraj. Niestety nikt nie wie, gdzie on jest. 

G: Znasz być może imiona osób na aktualnych misjach? 

Ez: Tak, ale nie jestem upoważniony, by o tym mówić. Odkąd trochę restrukturyzujemy całą K.G. i hierarchię... ten typ informacji jest poufny. 

G: Jak to? 

Ez: By uniknąć nowych przecieków o... ^szepcze^ sama-wiesz-czym. Zdecydowaliśmy nie udzielać informacji bez autoryzacji od osób zajmujących się sprawą. 

Ez: W twoim wypadku, powinnaś pójść zobaczyć się z Ykhar. 

Y: Próbowałyśmy, ale biblioteka była zamknięta. 

Ez: Nie mogę bardziej pomóc... przykro mi. 

Y: Ja... 

G: (Yeu zaczęła płakać. Ezarel zdaje się niewzruszony wobec jej strapienia.) 

G: Swoją drogą, to nadużycie, Tinh zniknął wczoraj i nikt nie wydaje się czuć zaniepokojony! Szukałyśmy go wszędzie w K.G. i niemożliwym jest dowiedzieć się, gdzie on się znajduje. 

Ez: Bardzo chciałbym ci pomóc, ale nie wiem nawet, kim jest ten facet. 

G: Nie macie wykazu pracowników^?! 

^Nie wiem, jak tłumaczyć "trombinoscope" w jednym słowie... google wyświetla taki zbiór zdjęć pracowników z podpisanym nazwiskiem i funkcją, więc dałam "wykaz pracowników" 

Ez: Mieliśmy... i przypominam ci, że niemało nas jest w straży, nie mogę sobie przypominać wszystkich twarzy. Udaje mi się już zachowywać twoje imię, więc uważaj się za szczęśliwą.

G: Nie uważam tego za zabawne, Ezarel. 

G: (On nie zdaje sobie sprawy ze stanu, w którym znajduje się Yeu. Jest ślepy czy co? Jego zachowanie jest zwyczajnie niedopuszczalne.) 

G: Jak możesz stroić żarty w takim momencie? 

Ez: Hej, co się z tobą dzieje? Dlaczego tak szybko się unosisz? [Dosłownie: Dlaczego wsiadasz równie szybko na swoje wysokie konie? XD] 

G: Nie unoszę się!!! [Dosłownie: Nie wsiadam na swoje wysokie konie!!! XD]

G: A co się ze mną dzieje? To to, że Yeu wypruwa sobie żyły przez zniknięcie swojego chłopaka. Że po ucieczce Naytili, powinniście zwrócić na to więcej uwagi. ALE NIE. Ty, ty jesteś w trakcie obżerania się i stojenia żartów przy niej!

Y: Gardienne... nie przejmuj się tym... ja... 

G: Nie masz nawet świadomości, że twoje słowa są dla niej krzywdzące. 

Ez: Dla niej? O... 

G: Najwyższy czas dorosnąć trochę i przestać oglądać swój nos^, strojąc żarty za dwie maany! 

^dosłownie był "pępek";  u nas może być nawet "czubek własnego nosa" 

G: To nie jest tak, że ponieważ ty nie masz uczuć i emocji, to nikt ich nie ma! 

Y: Gardienne... 

G: Dalej, chodź. Idziemy stąd. 

G: (Ze złości popchnęłam jego miskę gwałtownym gestem, wywracając jego zupę i odwróciłam się na pięcie. Przez niego naprawdę wyszłam z siebie.) 

Ez: Co? Ale... Gardienne!!!

G: (Oto Valkyon) Hej, idziesz?

V: Dokąd to?

G: Na Ziemię!

V: Heh?

G: Ależ nie, pomyślmy, do stołu, oczywiście.

V: Ach! Przez ułamek sekundy zastanawiałem się, czy nie znalazłaś sposobu, by otworzyć portal.

G: Myślę, że o tym by się wiedziało, ha ha.

[W sensie... O tym by było głośno i wszyscy by o tym wiedzieli...]

V: Rzeczywiście. Ponieważ nie znalazłaś rozwiązania, by otworzyć portale, co pięknego dziś porabiasz?

Y: Gardienne cały dzień pomagała mi szukać mojego chłopaka. Zniknął wczoraj. Niestety nikt nie wie, gdzie on jest. 

G: Znasz być może imiona osób na aktualnych misjach? 

V: Tak, ale to nie jest informacja, której mogę ci dostarczyć. Mamy nowe zasady wewnątrz Lśniącej Straży. Zapytaj Ykhar.

Y: Już tam poszłyśmy.

G: Była nieobecna.

V: Kurczę... Naprawdę mi przykro, że nie mogę nic więcej dla ciebie zrobić. Pójdę poszukać trochę wody, zaraz wracam.

G: (Podniósł się i potrącił Yeu po drodze, nie przepraszając.)

G: Mógłbyś powiedzieć "przepraszam", nie?

V: Zrzuciłem coś?

G: Potrąciłeś ją.

Y: To nic... Nie martw się... Ja...

V: Potrąciłem kogo? Tę młodą dziewczynę?

G: (Odwrócił się ku młodej kobiecie, siedzącej za nami i to jej przedstawił swoje przeprosiny.)

G: Nie ją, jesteś idiotą czy robisz to specjalnie?

V: Nie rozumiem...

G: (Zaczynam w końcu rozumieć, dlaczego on nie "może mi bardziej pomóc". To po prostu kretyn!)

G: Nie ma wielu rzeczy, które rozumiesz, można tak powiedzieć!

V: Słucham?

G: To mnie nie dziwi, że nie możesz nam pomóc odnaleźć Tinha. Zapomniałam, że jesteście skończonymi kretynami!

V: Gardienne?

G: Nie zgrywaj niewiniątka, w tym, co dotyczy pomagania komuś, zawsze obieracie najgorsze z rozwiązań. Zacieracie porażkę porażką!

Y: Gardienne...

Dalej, chodź. Idziemy stąd.

V: Zaczekaj, Gardienne...

18. Il t’a vraiment énervée. Quitte immédiatement cette pièce et prends l’air histoire de te calmer un peu. (Naprawdę cię zdenerwował. Opuść natychmiast to pomieszczenie i zaczerpnij powietrza, by się trochę uspokoić.)

[Kiosk, 50 maana, razem 940]

G: (Jestem oburzona jego zachowaniem. Jak on może pozostawać w marmurze?!)

G: (Nie potrafię się uspokoić...)

Y: Gardienne, wszystko gra?

G: (Jeśli jej powiem... eksploduję, a nie mam ochoty, żeby znosiła mój gniew.) Mam potrzebę się trochę uspokoić...

Y: W porządku. Jestem tu, jeśli kiedykolwiek...

[Na zewnątrz K.G. - 30 maana - 970]

G: (Nie mogę dłużej się wstrzymywać, mam potrzebę to wyrzucić!)

G: Co za osioł! On jest poważny?! Mam ochotę go udusić, tu, natychmiast. Banda nieudolnych!

Y: Gardienne, wierzę, że on naprawdę nie mógł nic dla nas zrobić...

G: Nic zrobić? Naprawdę wierzysz, że Lśniąca Straż nie może nic zrobić, kiedy bardzo tego chce?

G: To oni byli odpowiedzialni za wymazanie mnie z pamięci mojej rodziny, więc móc nam powiedzieć, czy twój chłopak jest na misji, powinno być w ich zasięgu!!!

Y: Co? Wymazać ze... wspomnień?

G: ... Tak.

W tamtej chwili, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że Yeu nie była na bieżąco. Czułam się jej tak bliska, że przeoczyłam fakt, że znałam ją od niedawna.

Wyjaśniłam jej zatem całą historię, czując się całkowicie pewnie u jej boku. Była przerażona, ale też trochę zaskoczona tym, co mi się przydarzyło.

Y: Straż zawsze używała dość kontrowersyjnych sposobów, kiedy chodziło o zapewnienie ich własnego bezpieczeństwa. Nigdy tego nie popierałam, nawet jeśli mogę to zrozumieć...

[Skrzyżowanie dróg - 10 maana - 980]

G: Czuję się tak oburzona w obliczu tego permanentnego konserwatyzmu straży. Tinh potencjalnie jest w niebezpieczeństwie, a oni pozostają jak z marmuru.

Y: Ty...

G: Myślą tylko o sobie, nie widząc, że wywołują cierpienie ludzi wokół nich.

G: Chciałabym, żeby przestali oglądać sobie czubek nosa i żeby działali wreszcie dla przyczyny godnej tej nazwy.

Y: Tak. Masz rację.

[Na zewnątrz K.G. - 10 maana - 990]

G: (Nadal jestem w trakcie roztrząsania i złożeczenia w następstwie tego nieszczęsnęgo posiłku. Nie potrafię obniżyć napięcia.)

Y: Gardienne... mogę z tobą porozmawiać?

G: Hmm, oczywiście. O co chodzi?

Y: Chciałam ci podziękować za całą energię, którą włożyłaś, by mi pomóc, ale...

G: Ale?

Y: Ja... nie wiem, jak ci to powiedzieć. Tinh jest moim chłopakiem...

G: Wiem, no i?

Y: Ty nie znałaś go wcale i jesteś znacznie bardziej oburzona ode mnie przez jego zaginięcie i brak wsparcia, którego udziela mi K.G.

G: To normalne, ich postawa jest oburzająca!

Y: Być może, ale to nie dotyczy ciebie bezpośrednio... to ja powinnam być oburzona. To ja musiałabym krzyczeć na tego młodego mężczyznę, a nie ty.

G: Ale on na to zasłużył. Niczego nie słuchał!!!

Y: Przykro mi, ale wolę kontynuować moje poszukiwania całkiem sama. Nie myśl, że rzucam cię po tym, jak cię wykorzystałam... Po prostu źle się czuję, widząc cię w tym stanie z mojej winy.

G: Och, ale... (Czuję się oszukana przez ten cios.)

Y: Tak jest lepiej. Musisz mieć coś znacznie lepszego do zrobienia.

G: Nie bardzo... Ale rozumiem.

G: No cóż, owocnych poszukiwań!

G: (Odeszłam w biegu. Muszę przyznać, że po całej energii, jaką zużyłam, by pomóc jej w poszukiwaniach, jestem naprawdę urażona...)

[Teleportuje nas pod bramę]

Myśląc o tym bardziej na spokojnie, musiałam przyznać, że Yeu nie myliła się zupełnie. Bez wątpienia za bardzo zdenerwowałam się w czasie posiłku...

Ten gniew, który wzrósł we mnie, opanował mnie z imponującą szybkością i nie mogłam go kontrolować...

Teraz, gdy byłam sama, odegrałam sobie w głowie na nowo chwile, które spędziłam z Yeu i zdałam sobie sprawę, że moje reakcje byly bardziej niż przesadzone...

G: (Myślę, że mam parę przeprosin do zrobienia...)

19. Présente tes excuses à Ezarel suite au fiasco de votre repas ensemble. (Zaprezentuj swoje przeprosiny Ezarelowi w następstwie niepowodzenia waszego wspólnego posiłku.)

[Alchemiczna (Ez)/Kuźnia (Valk), 60 maana, 1050]

Ez: Znowu na mnie nakrzyczysz i odejdziesz jak furiatka? A może liczysz na sprzedanie mi liścia?

G: Przepraszam.

Ez: Słucham?

G: Za to przed chwilą... przepraszam, że się zdenerwowałam. Ta sytuacja mnie nie dotyczyła i nie powinnam była aż tak się angażować.

G: Dotyczyła tylko Yeu.

Ez: Kto to?

G: Yeu, młoda kobieta, która była z nami przy posiłku, przypomnij sobie.

Ez: Jaka kobieta?

G: Żartujesz, mam nadzieję. Ona, w każdym razie, odpaliła ci swój posiłek, mógłbyś włożyć ten wysiłek, by sobie o niej przypomnieć.

Ez: Gardienne...

G: (Czuję gniew, który na nowo we mnie wzbiera... to niewytłumaczalne, ale on pożera mnie od środka z niebywałą brutalnością. Lepiej zrobię wychodząc zanim znowu na niego nakrzyczę.)

G: Odpuść.

Ez: Nie, ale zacze...

V: Spójrz, oto najbardziej inteligentna ze wszystkich.

V: Czemu zawdzięcza - nędzny ignorant, którym jestem - zaszczyt pańskiej obecności?

G: (Valkyon, który uprawia ironię... to go nie przypomina, ale muszę przyznać, że szczodrze na to zasłużyłam.)

G: Przyszłam się wytłumaczyć... Byłam podła wobec ciebie za... nic. Ta sytuacja mnie nie dotyczyła i nie powinnam była aż tak się angażować.

G: Dotyczyła tylko Yeu.

V: Kim jest Yeu?

G: Młodą kobietą, którą potrąciłeś.

V: Nie, to, to była Enessa i ona powiedziała mi, że nic jej nie zrobiłem.

G: Już ci to mówiłam, potrąciłeś Yeu, nie tę młodą kobietę.

V: Ale kim jest Yeu?

G: Rha... ale! (On to robi specjalnie.)

G: (Właśnie go przeprosiłam, a on ukazuje się jeszcze głupszym niż przed chwilą... lub też to on bierze mnie za idiotkę.)

G: (Czuję gniew, który na nowo we mnie wzbiera... to niewytłumaczalne, ale on pożera mnie od środka z niebywałą brutalnością. Lepiej zrobię wychodząc zanim znowu na niego nakrzyczę.)

G: Odpuść.

20. Il faut croire qu’il ne veut rien comprendre… va-t’en avant d’exploser. (Trzeba wierzyć, że on nie chce niczego zrozumieć... wyjdź stąd zanim wybuchniesz.)

[Skała na plaży - 110 maana (albo 100, zgubiłam się XD) - 1160]

G: (Naprawdę nie wiem, jak udaje mu się sprawić, że wychodzę siebie, i to jak...)

G: (Ja... ja już siebie nie poznaję.)

?: ^szloch^

G: (Słyszę, jak ktoś płacze.) Kto tu jest?

Y: Idź... idź sobie stąd...

G: Yeu? To ty?

Y: Gardienne? Tak bardzo mi przykro, byłam wobec ciebie okropna... ale...

G: Dlaczego płaczesz? Co się dzieje?

Y: Tinh... on... słyszałam, jak o nim mówią...

G: Yeu...

Y: On jest... on jest martwy...

[To też może oznaczać "zginął", bo przy czasowniku "umrzeć" czas przeszły wygląda tak samo jak "jest martwy"]

^Powrót do posiłku z tych najbardziej... ożywionych.^

[Teraz widzę siebie z perspektywy Eza/Valka.]

G: Nie unoszę się!!!

G: A co się ze mną dzieje? To to, że Yeu wypruwa sobie żyły przez zniknięcie swojego chłopaka. Że po ucieczce Naytili, powinniście zwrócić na to więcej uwagi. ALE NIE. Ty, ty jesteś w trakcie obżerania się i stojenia żartów przy niej!

G: Nie masz nawet świadomości, że twoje słowa są dla niej krzywdzące.

Ez: Dla niej? O...

G: Najwyższy czas dorosnąć trochę i przestać oglądać czubek swojego nosa, strojąc żarty za dwie maany!

G: To nie jest tak, że ponieważ ty nie masz uczuć i emocji, to nikt ich nie ma!

G: Dalej, chodź. Idziemy stąd.

Ez: (Ze złości popchnęła moją miskę, wywracając moją zupę, zanim odwróciła się na pięcie.)

Ez: Co? Ale... Gardienne!!!

A ja myślałem spędzać z nią miło chwilę... Kiedy dyskutowaliśmy w sposób dość sensowny, zaczęła na mnie krzyczeć, chociaż nie rozumiałem dlaczego.

Z resztą, ta rozmowa mnie zaniepokoiła. Coś tu nie grało: kim była ta Yeu, o której mi mówiła? Dlaczego zachowywała się, jakby ona była obok nas?

Musiałem znaleźć odpowiedzi i zdecydowałem podzielić się tym z chłopakami.

N: Powinniśmy porozmawiać o tym z Miiko. Jeśli Naytili kryje się za tym wszystkim, jesteśmy w tarapatach.

V: Chodźmy tam od zaraz. Wiemy od wtedy, do czego jest zdolna. Lepiej nie tracić czasu.

G: Mógłbyś powiedzieć "przepraszam", nie?

V: Zrzuciłem coś?

G: Potrąciłeś ją.

V: Potrąciłem kogo? Tę młodą dziewczynę?

G: Nie ją, jesteś idiotą czy robisz to specjalnie?

V: Nie rozumiem...

G: Nie ma wielu rzeczy, które rozumiesz, można tak powiedzieć!

V: Słucham?

G: To mnie nie dziwi, że nie możesz nam pomóc odnaleźć Tinha. Zapomniałam, że jesteście skończonymi kretynami!

V: Gardienne?

G: Nie zgrywaj niewiniątka, w tym, co dotyczy pomagania komuś, zawsze obieracie najgorsze z rozwiązań. Zacieracie porażkę porażką!

Dalej, chodź. Idziemy stąd.

V: Zaczekaj, Gardienne...

Pozostawałem zakłopotany wobec gniewu Gardienne.

Kim była ta Yeu, o której mówiła? Dlaczego zachowywała się, jakby ona była obok nas? Jak mogłem potrącić kogoś, kogo nie widziałem?

Musiałem znaleźć odpowiedzi i zdecydowałem podzielić się tym z chłopakami.

N: Powinniśmy porozmawiać o tym z Miiko. Jeśli Naytili kryje się za tym wszystkim, jesteśmy w tarapatach.

Ez: O tak. Mam nadzieję, że to nie to!

21. Va voir Miiko pour parler de ce qui vient d’arriver. (Idź zobaczyć się z Miiko, by porozmawiać o tym, co się właśnie wydarzyło.)

[Wystarczy dojść do sali drzwi, dalej nas teleportuje - 20 maana - 1180]

Ez: (Kiedy przybyłem do sali kryształu z chłopakami, Leiftan i Miiko dyskutowali razem.)

[U Valka nie ma powyższego zdania, a rozmawiają w sali drzwi, nie kryształu.]

Leif: Myślę, że lud amazonek mógłby dostarczyć nam pyłu. Zdawałoby się, że liczne wróżki znalazły schronienie w ich domenie.

M: Super, to będzie doskonałe. Zajmiesz się nawiązaniem z nimi kontaktu?

Leif: Ja, z amazonkami? Miiko...

M: Za szybko pomyślałam. Pozwól Ykhar się tym zająć, myślę, że ona ma tam już jakieś kontakty.

Ez: Możemy z wami trochę porozmawiać?

M: Na jaki temat?

Ez: Gardienne...

Wyjaśniłem jej wszystko od A do Z: posiłek z Gardienne, jej mylące i niejasne słowa na temat pewnej Yeu i nasze hipotezy, dotyczące potencjalnej odpowiedzialności Naytili w tej sprawie...

V: Moglibyśmy z wami porozmawiać?

M: Na jaki temat?

Ez: Gardienne...

Jak dla mnie, zbieg okoliczności między nienormalnym zachowaniem Gardienne a ucieczką Naytili był zbyt ważny, by pominąć ją bez przeprowadzenia śledztwa. Potrzebowaliśmy porad od naszych ludzi.

M: ... Jeśli to prawda, my... mamy naprawdę duży problem.

Leif: Hmm, bardzo by mnie to zdziwiło, gdyby Naytili była na bieżąco.

M: Co skłania cię, by tak mówić?

Leif: Widzieliśmy, że Naytili była młodą kobietą o nieporównywalnej brutalności... to wydawałoby mi się dziwne, gdyby prześlizgnęła się od tak, z subtelnością. Poza tym, powiedziałeś, że Gardienne zdawała się rozmawiać z pewną Yeu, jak gdyby ona była tam razem z wami?

Ez/Val: Dokładnie tak.

Leif: Być może ona rzeczywiście kogoś widzi. Chcę powiedzieć, wiemy, że istnieją rasy faery zdolne stać się niewidzialnymi.

M: Dobrze wiesz, że mamy przeciw temu zaklęcie.

Leif: Być może ono już nie działa? Powinniśmy na samym początku to zweryfikować...

M: To prawda. Nevra, Valkyon.../Ezarel, Nevra... zweryfikujcie, czy zaklęcie wciąż jest funkcjonalne, a jeśli tak nie jest, rzućcie je ponownie.

M: Ezarel/Valkyon, szpieguj Gardienne. Leiftan, chcę, żebyś poszukał informacji o możliwym opętaniu: skontaktuj się ze wszystkimi osobami, które znasz, prawdopodobnie posiadającymi informacje w tej domenie.

M: Co do mnie, trzeba żebym uprzedziła Huang Hua. Myślę, że będzie koniecznym przestudiować aury i dusze wokół nas.

Ez: Ok.

V: Już idę.

22. Espionne Gardienne pour savoir ce qui se trame. (Szpieguj Gardienne, by dowiedzieć się, co się święci.)

[Na zewnątrz K.G. - 80 maana - 1260]

G: Co za osioł! On jest poważny?! Mam ochotę go udusić, tu, natychmiast. Banda nieudolnych!

G: Nic zrobić? Naprawdę wierzysz, że Lśniąca Straż nie może nic zrobić, kiedy bardzo tego chce?

G: To oni byli odpowiedzialni za wymazanie mnie z pamięci mojej rodziny, więc móc nam powiedzieć, czy twój chłopak jest na misji, powinno być w ich zasięgu!!!

Ez: (Naprawdę rozmawia całkiem sama... i, oczywiście, jest w trakcie zrzędzenia na mój temat.)

G: Hmm, oczywiście. O co chodzi?

V: (Powiedzielibyśmy, że jest w pełni dyskusji? Ale z kim? Z pewnością z tą Yeu... próbuję zobaczyć, czy mogę dostrzec jej aurę lub coś, co mogłoby świadczyć o tym, że jest to niewidzialny byt, ale nic tu nie ma.)

G: Ale?

G: Wiem, no i?

G: To normalne, ich postawa jest oburzająca!

G: Ale on na to zasłużył. Niczego nie słuchał!!!

[Na skrzyżowanie i z powrotem - 20 maana - 1280]

Ez: (Podnosi teraz głos, można powiedzieć, że symuluje kłótnię... ale z kim ona wierzy rozmawiać?)

Ez: (Część mnie miała ochotę do niej dołączyć i ją objąć, muszę przyznać, że nie lubię widzieć jej w tym stanie.)

Ez: (Nie, muszę dalej obserwować ją bez interweniowania.)

[Aleja łuków]

V: Zdaje się zdewastowana przez to, co się właśnie stało. Nie przestaje chodzić w tę i z powrotem, co ona robi?)

V: (Zaczęła płakać...)

V: (I przez chwilę miałem ochotę ją objąć i ją uspokoić.)

V: (Ale muszę pozostać skupiony na swojej misji.)

[Gubię się ;-; W solucji było, żeby iść do kiosku, ale za pierwszym razem mi się dialog nie odblokował, więc wydałam 130 maany na błądzenie i dopiero za drugim Ez coś myśli, więc możliwe, że wy wydacie tu mniej, ale nie sądzę, żeby 30 wystarczyło, skoro mi się nie odblokowało po pierwszym podejściu do kiosku :/ (Podejrzewam, że nie da się tak idealnie przejść, żeby zawsze mieć coś za pierwszym razem) Zatem: Kiosk - 130 maana - 1410]

[Kiosk]

Ez: (Zdaje się kompletnie zagubiona... błądzi jak nzambé w korytarzach K.G...)

[Sala drzwi]

V: (Jej zachowanie jest naprawdę dziwne, już jej nie poznaję... Gardienne, co znowu się tobie przytrafiło?)

[Labo - 40 maana - 1450]

Ez: (Kurczę, zobaczyła mnie... nie może wiedzieć, że ją szpiegowałem. Dalej, Ezarel, wyczaruj jej wielką grę.)

Ez: Znowu na mnie nakrzyczysz i odejdziesz jak furiatka? A może liczysz na sprzedanie mi liścia?

G: Przepraszam.

Ez: Słucham?

G: Za to przed chwilą... przepraszam, że się zdenerwowałam. Ta sytuacja mnie nie dotyczyła i nie powinnam była aż tak się angażować.

G: Dotyczyła tylko Yeu.

Ez: Kto to?

G: Yeu, młoda kobieta, która była z nami przy posiłku, przypomnij sobie.

Ez: Jaka kobieta? (Chciałbym, żeby więcej mi o tym powiedziała... ale nie wiem, jak sprawić, żeby zrozumiała, że ona nie istnieje.)

G: Żartujesz, mam nadzieję. Ona, w każdym razie, odpaliła ci swój posiłek, mógłbyś włożyć ten wysiłek, by sobie o niej przypomnieć.

Ez: Gardienne...

G: Odpuść.

Ez: Nie, ale zacze...

Ez: (Jakim ja potrafię być osłem!)

Ez: (Trzeba żebym ją odnalazł!)

[Kuźnia]

V: (Ona kieruje się ku mnie... jako że nasza poprzednia konwersacja nie należała do najprzyjemniejszych, trudno mi zobaczyć siebie uprzejmym i poświęcającym uwagę wobec niej. Dalej Valkyon, myśl.)

V: (Co Ezarel lub Nevra mogliby jej wyważyć?)

V: Spójrz, oto najbardziej inteligentna ze wszystkich.

V: Czemu zawdzięcza - nędzny ignorant, którym jestem - zaszczyt pańskiej obecności?

V: (To nie w moim zwyczaju, by zwracać się tak do kogoś. Mam nadzieję, że jestem dość przekonujący.)

G: Przyszłam się wytłumaczyć... Byłam podła wobec ciebie za... nic. Ta sytuacja mnie nie dotyczyła i nie powinnam była aż tak się angażować.

G: Dotyczyła tylko Yeu.

V: Kim jest Yeu? (Chcę wiedzieć, kim jest ta kobieta, za którą mnie targa za uszy.)

G: Młodą kobietą, którą potrąciłeś.

V: Nie, to, to była Enessa i ona powiedziała mi, że nic jej nie zrobiłem.

G: Już ci to mówiłam, potrąciłeś Yeu, nie tę młodą kobietę.

V: Ale kim jest Yeu?

G: Rha... ale! Odpuść.

V: (Jestem idiotą! Powinienem był wejść w jej grę... zamiast ją atakować i zmuszać do powiedzenia mi, kim była ta kobieta.)

V: (Muszę ją dogonić! Czuję, że nie wolno mi zostawić jej samej!)

23. Essaye de retrouver Gardienne !!! (Spróbuj odnaleźć Gardienne!!!)</span>

[Aleja łuków - 50 maana - 1500, choć wg solucji ta scenka miała być w kiosku, więc pewnie jest różnie]

Ez: (Szukałem jej w poprzek całej K.G... Muszę poddać się tej oczywistości. Nie wiem, gdzie ona się znajduje.)

V: (Szukałem jej wszędzie, nie mam pojęcia, gdzie ona się znajduje... Lepiej zrobię, informując Miiko.)

[Teleportuje nas do sali krzyształu]

Ez: (Odszedłem zobaczyć się z Miiko, by poinformować ją o tym, co się stało.)

Ez: Zgubiłem trop Gardienne.

Ez: (Czuję się taki nieudolny. Z trudem znoszę niepowodzenie...)

M: Skoro tu jesteś, domyślam się tego... udało ci się coś zobaczyć?

Ez: Tak, rozmawiała całkiem sama.

M: Hmm... Leiftan ma nowinę i chłopcy również.

Ez: Słucham was.

Val: Kilkoro członków widziało ją, rozmawiającą z kimś, kogo tam nie było.

Nev: Imiona Yeu i Tinha były słyszane parę razy, a członkowie zasygnalizowali nam, że chowańce zwane felins były często przerażone lub zdenerwowane.

V: Wielu również zadeklarowało, że mieli dziwne odczucia w pobliżu Gardienne: było im zimno, odbierali wyładowania elektrostatyczne... i zasygnalizowano nam, że kilka urządzeń magnetycznych dłużej nie działało.

Ez: Ja jednakże nie odczuwałem niczego szczególnego przy niej.

N: Te zeznania pochodzą wszystkie od jednego gatunku osób: od kobiet.

Ez: Co to oznacza?

Leif: Że mamy do czynienia z istotą, która ukazuje się tylko w obecności kobiet.

Ew: Potwierdzam... mogłam podyskutować z Gardienne. Rozmowa należała do najbardziej normalnych, ale... miałam dziwne wrażenie. Jak gdybyśmy nie były same. Nic nie powiedziałam, bo myślałam, że byłam trochę zmęczona, ale po sprawdzeniu swojego stanu zdrowia... jestem w swojej najlepszej formie, nie ma logicznego wyjaśnienia dla tego uczucia.

Ez: Jakiego rodzaju istota?

Ez: (Huang Hua spojrzała na Miiko z zaniepokojeniem.)

Hua: Zagubiona dusza...

M: Udało nam się nawiązać kontakt z kilkoma dawnymi członkami K.G., obecnie na emeryturze. Jeden z nich powiedział, że pewna Yeu istniała więcej niż pięćdziesiąt lat temu. Z tego, co nam powiedział, zginęła podczas misji i nie miała ostatnich sakramentów od swojego ludu. To na pewno jej błądząca dusza jest tym, co Gardienne widziała.

Ez: Elfy są dość blisko z duszami, wyczułbym to.

M: Ona pochodzi z bardzo szczególnego ludu... chimer.

Ez: (Chimery... Ich dusza nie może znaleźć spoczynku dopóki części, które się na nią składają, nie zostaną połączone w zaświatach.)

Ez: Dlaczego nie ukazała się wcześniej?

M: Nie wiem... musiała bez wątpienia spać, czekając aż jej ukochany do niej dołączy...

Ez: Tinh?

M: Właśnie on.

Ez: Dobrze, nie zostaje nam nic więcej jak go odnaleźć i wszystko się ureguluje!

M: To nie jest takie proste... Tinh jest martwy. Utopił się podczas ekspedycji na morzu i nie odnaleźliśmy śladu po jego ciele. Wysłałam Enthraę przetrząsnąć dno w okolicy i nawiązać kontakt z innymi ludami syren z tego otoczenia.

M: Nie mamy żadnej przychylnej odpowiedzi na ten moment.

Ez: Co mogłyby przydarzyć się Gardienne, gdybyśmy pozostawili ją w tym stanie?

Hua: Ja... ja...

Ykhar: Ja się tym zajmę... Według pewnych legend... kiedy chimera nie potrafi odnaleźć swojej bratniej duszy, ona... pozwala sobie umrzeć... I myślimy, że... że to mogłoby jej przyjść do głowy.

Ez: Jak to? Yeu już umarła, nie może tego zrobić ponownie.

Y: Jak to powiedziałeś, Gardienne była bardzo dziwna, ona nie... przypominała siebie.

Ez: Do czego zmierzasz? [Dosłownie: Dokąd chcesz z tym dojść?]

Y: Myślimy, że to możliwe, że Gardienne została opętana przez duszę Yeu. To nie pierwszy raz, gdy jej się to zdarza... Jej dusza jest bardziej podatna niż wcześniej, po tym, co wycierpiała.

M: Yeu prawdopodobnie nie wie, że jest martwa. Są duże szanse, że spróbuje położyć kres swoich własnych dni, używając ciała Gardienne.

Ez: Zamknijmy Gardienne na czas, gdy to wszystko regulujemy.

Nev: Ez... Są osoby, które widziały, jak wychodzi z K.G. Nikt już nie wie, gdzie ona się od tamtej chwili znajduje.

Ez: Co?! (Cholera, to moja wina, nie powinienem był gubić jej śladu.)

M: Uspokój się, mam rozwiązanie: przywołamy duszę Tinha między nas i poprosimy go, by interweniował. Jednakże potrzeba nam dobrego materiału, który do niego należał.

Ez: A teraz powiesz mi, że jakimś cudem macie akurat coś, co do niego należało?

M: Gdyby tylko...

Ez: Rozumiem. Wyślę ludzi, by ją odnaleźli.

M: To już zrobione.

Ez: Zatem co robimy?

M: Szukamy tego przedmiotu. Dzięki kilku rytuałom wiemy, że jest w K.G. coś, co należało do Tinha, nie pozostaje nam nic innego, jak znaleźć gdzie.

V: Przykro mi, zgubiłem ślad Gardienne, pokłóciliśmy się i uciekła. To moja wina.

Miiko: Ależ nie, Valkyon, wcale... Wiemy, co się z nią dzieje. A przynajmniej myślimy, że wiemy.

V: Ach?

M: Chłopcy, pozwalam wam wszystko mu powiedzieć.

Ez: Wydawałoby się, że kilkoro chowańców, jak maulixy, były agresywne w obecności Gardienne, szczególnie podczas gdy ona przywoływała imiona Yeu lub Tinha.

N: Zgłoszono nam również rozregulowanie urządzeń magnetycznych, członkom bylo zimno przez cały dzień i statyczna elektryczność im przeszkadzała... Nie mówiąc o reakcjach niektórych z naszych chowańców: agresywnych, przestraszonych... I to wszystkie były felins.

V: Wyczułem, że Gardienne nie była sobą, ale to była bardziej intuicja. Żadnego doznania fizycznego.

Ez: No cóż, zdawałoby się, że ten fenomen dotyka tylko kobiety.

Ew: Potwierdzam... mogłam podyskutować z Gardienne. Rozmowa należała do najbardziej normalnych, ale... miałam dziwne wrażenie. Jak gdybyśmy nie były same. Nic nie powiedziałam, bo myślałam, że byłam trochę zmęczona, ale po sprawdzeniu swojego stanu zdrowia... jestem w swojej najlepszej formie, nie ma logicznego wyjaśnienia dla tego uczucia.

Hua: To zagubiona dusza...

M: Udało nam się nawiązać kontakt z kilkoma dawnymi członkami K.G., obecnie na emeryturze. Jeden z nich powiedział, że pewna Yeu istniała więcej niż pięćdziesiąt lat temu. Z tego, co nam powiedział, zginęła podczas misji i nie miała ostatnich sakramentów od swojego ludu. To na pewno jej błądząca dusza jest tym, co Gardienne widziała.

M: Ona pochodzi z bardzo szczególnego ludu... chimer.

V: Tych bytów, które rodzą się przez bratnie dusze? Nie mogą odnaleźć spokoju w zaświatach, dopóki ich różne części się nie połączą, to jest to?

M: Dokładnie tak.

V: Dlaczego nie ukazała się wcześniej?

M: Nie wiem... musiała bez wątpienia spać, czekając aż jej ukochany do niej dołączy... jednakże Tinh jest martwy.

M: Utopił się podczas ekspedycji na morzu i nie odnaleźliśmy śladu po jego ciele. Wysłałam Enthraę przetrząsnąć dno w okolicy i nawiązać kontakt z innymi ludami syren z tego otoczenia.

M: Nie mamy żadnej przychylnej odpowiedzi na ten moment.

V: Co możemy zrobić, ażeby Gardienne nie pogrążyła się w szaleństwie?

Ykhar: Hmm, to tutaj wszystko się komplikuje... Według pewnych legend... kiedy chimera nie potrafi odnaleźć swojej bratniej duszy, ona... pozwala sobie umrzeć... I myślimy, że... że to mogłoby jej przyjść do głowy.

V: Jak martwa może umrzeć na nowo?

Y: Jak to powiedziałeś, Gardienne była bardzo dziwna, ona nie... przypominała siebie. Myślimy, że to możliwe, że Gardienne została opętana przez duszę Yeu.

Y: To nie pierwszy raz, gdy jej się to zdarza... Jej dusza jest bardziej podatna niż wcześniej, po tym, co wycierpiała.

M: A Yeu prawdopodobnie nie ma świadomości bycia już martwą. Jeśli ona posiada Gardienne, z pewnością użyje jej ciała, by spróbować położyć kres swoich dni.

N: Myśleliśmy, żeby ją zamknąć, dla jej bezpieczeństwa, ale pewne osoby widziały ją, wychodzącą K.G. Nikt nie wie, gdzie ona się od wtedy znajduje.

V: Słucham?! (Nigdy nie powinienem był pozwolić jej uciec.)

M: Mamy jedno rozwiązanie: przywołamy duszę Tinha między nas i poprosimy go, by interweniował. Jednakże potrzeba nam dobrego materiału, który do niego należał.

V: Gdzie znajduje się ten przedmiot?

M: Jeszcze nie wiemy...

V: Domyślam się, że już wysłałaś ludzi na poszukiwania Gardienne?

M: To jest to.

V: Musimy znaleźć ten przedmiot!

M: Szukamy tego przedmiotu. Dzięki kilku rytuałom wiemy, że jest w K.G. coś, co należało do Tinha, nie pozostaje nam nic innego, jak znaleźć gdzie.

^Kilka godzin wcześniej młoda, zmartwiona kobieta szpieguje rozmowę.^

[Teraz jesteśmy w ciele Yeu i widzimy Miiko, zanim Ez przyszedł.]

M: Jesteś pewna tego, co twoje kontakty ci opowiedziały?

Hua: Absolutnie. Tinh nie żyje, utopił się na dużej przestrzeni u wybrzeży Eel... a jeśli nie odnajdziemy jego duszy, my...

Yeu: (Nie!!!)

Yeu: (Uciekłam. Łzy napływają mi do oczu... Jak? Jak to jest możliwe?!)

Yeu: (Tinh, on nie może być martwy... nie chcę w to wierzyć.)

Yeu: (Nie mogę tutaj zostać.)

24. Va t’isoler dans un lieu tranquille… tu as besoin d’être seule. (Idź się odizolować w spokojnym miejscu... potrzebujesz pobyć sama.)

[Skała - 120 maana - razem 1620]

Yeu: (Przybywszy na plażę, zwaliłam się, płacząc.)

Yeu: (Ból chwycił mój żołądek, czuję się opuszczona i tak zbita z tropu.)

G: Kto tu jest?

Y: Idź... idź sobie stąd...

G: Yeu? To ty?

Y: (Myślę, że poznaję ten głos.) Gardienne?

Y: Tak bardzo mi przykro, byłam wobec ciebie okropna... ale...

G: Dlaczego płaczesz? Co się dzieje?

Y: Tinh... on... słyszałam, jak o nim mówią...

G: Yeu...

Y: On jest... on jest martwy...

G: Jak to?

Y: Słyszałam, jak te dwie młode kobiety o tym rozmawiają, one to powiedziały...

G: Kto?

Y: Kitsune i fenghuang...

G: Miiko i Huang Hua... Przykro mi, Yeu.

[I w tym momencie komuś tu się powinna zapalić lampka XD Jak można mieszkać w K.G. i nie znać ich imion? Takich osobistości! XD]

Y: Co ja zrobię bez niego? Czym ja się stanę?

G: Yeu...

Y: On z pewnością jest w trakcie oczekiwania na mnie gdzieś tam... a ja...

Y: (A jeśli w ogóle na mnie nie czekał i znalazł inną duszę, z którą odnalazł pokój? Ja... ja nie mogę znieść tej myśli.)

Y: Muszę do niego dołączyć.

G: Do niego dołączyć? Ale dołączyć do niego gdzie?

Y: Tam. (Pobiegłam ku horyzontowi.)

Y: (Usłyszałam przyspieszone kroki Gardienne za moimi plecami.)

G: Zwariowałaś?!

Y: Ale... ale... jest mi źle. Bez niego, ja...

G: Myślisz, że Tinh chciałby tego dla ciebie? Naprawdę myślisz, że chciałby, żebyś się zabiła z miłości do niego? Tinh chciał, żebyś żyła nawet bez niego! Jestem o tym przekonana.

Yeu: Gardienne, ja...

G: Przypomnij sobie, wszystkim, czego dla ciebie chciał, było to, żebyś była szczęśliwa, nawet jeśliby nie był u twego boku!

Yeu: Ale to ON był tym, który czynił mnie szczęśliwą!!!

G: Yeu... nie mogę zrozumieć bólu, który odczuwasz, bo... ja... ja nigdy wcześniej nie byłam zakochana... Ale mówię sobie, że ktoś, kto kocha, nigdy nie chciałby, by jego bratnia dusza zrobiła sobie krzywdę dla niego.

Smutek całkowicie mnie ogarnął, podczas gdy Gardienne zbliżała się do mnie, by mnie objąć.

Wyładowanie elektryczne przeszyło dwa nasze ciała, a ona zwaliła się w wodę, skręcając się z bólu.

To tak zrozumiałam, co mi się przydarzyło... Nie byłam już tak naprawdę sobą.

Nie miałam już tego, co pozwoliłoby mi do niego dołączyć w zaświatach. Nie byłam już...

... stworzona z ciała.

Ta rzeczywistość zdominowała nade mną i przebiła mnie na wylot, nieubłagana.

Popatrzyłam zatem na Gardienne i zrozumiałam, co powinnam zrobić.

Yeu: Ja... przepraszam.

Siłą mojej nowej przenikliwości, wzięłam w posiadanie ciało tej, która była moją przyjaciółką w ciagu tych ostatnich dni.

Jak to wszystko mogło się stać? Nie miałam z tego żadnego wspomnienia, ale...

Byłam tam. Sama przed bezkresem oceanu, wiedziałam, że tam byłam...

To miejsce, które pozwoliłoby mi pójść tam, gdzie powinnam iść.

To miejsce, które pozwoliłoby mi objąć to, czego pragnęłam najbardziej na świecie.

To zależało tylko ode mnie, by posuwać się naprzód w tej wodzie lodowatej i zimnej jak śmierć, która mnie czekała.

?: NIE! Nie rób tego!

Y: To ty? To naprawdę ty?

Tinh: Oczywiście, że tak.

^Powrót do Ezarela/Valkyona, zdeterminowanego, by skontaktować się z duszą Tinha przed wielkim dramatem...^

Ez: Plan na odnalezienie czegoś, co do niego należało?

V: Możemy go odnaleźć? Masz plan?

M: Rytuał Konserwatorki.

Ez: To akadiański czar... a on już nie istnieje. To wydaje mi się skomplikowane.

Hua: Skomplikowane, ale nie niemożliwe!

Ez: Zatem jedziemy z tym!

V: Zatem, zróbmy to!

Raz dwa, podążyłem za Huang Hua do biblioteki, by rzucić to zaklęcie.

Szczęście nigdy tak naprawdę nie było po naszej stronie, ale tym razem wiatr zdawał się odwracać i słabe światło zdawało się wyjść z mojego ciała, by mnie prowadzić.

Bez kręcenia nosem lub namysłu, podążyłem za Huang Hua do biblioteki, by rzucić rytuał, który, miałem nadzieję, miał nam pozwolić odnaleźć ślad tego przedmiotu, którego dusza Tinha być może się uwiesiła.

Wiedziałem, że istniała tylko niewielka nadzieja. I nawet jeśli nigdy nie byłem zbyt wierzący, zdecydowałem się zaadresować modlitwę do Wyroczni, ażeby wspierała nas i prowadziła... życie Gardienne od tego zależało.

Po kilku śpiewach, słaba poświata opuściła moje ciało i kierowała moimi krokami.

Hua: Ezarel/Valkyon, widzisz coś?!

Ez: Tak, to prawie niedostrzegalne, ale to/go wyczuwam...

V: Myślę, że muszę za nią podążać.

Hua: Zatem idź tam!

25. Laisse-toi guider par cette lueur jusqu’à l’objet auquel s’accroche l’âme de Tinh. (Pozwól sobą kierować przez to światło aż do przedmiotu, którego kurczowo trzyma się dusza Tinha.)

[Targ]

V: (Mam nadzieję, że nie jestem w trakcie podążania za tą poświatą na nic.)

[Kiosk, 40 maana, 1660]

Ez: (To światło, nie potrafię dowiedzieć się, dokąd mnie prowadzi... ale trzeba żebym za nim podążał, mimo wszystko.)

V: (Swoją drogą, to dziwne... ona zdaje się kierować ku wiśni.)

[Wiśnia, 10 maana, 1670]

Ez: (Światła się zebrały wokół tego samego punktu, myślę, że to tutaj znajduje się przedmiot, którego szukam.)

V: (Poświata wskazała ziemię pod wiśnią, przedmiot, którego szukam, musi tu być.)

[Trzeba kliknąć na taki biały dym czy jak to nazwać XD]

Nie mając choćby jednego narzędzia, kopałem gołymi rękoma w ziemi, by znaleźć to, czego szukałem.

Ziemia była zadziwiająco lekka, jak gdyby robiła wszystko, żeby mi pomóc. To było takie dziwne.

Szybko znalazłem małą skrzynkę, ozdobioną wyrytymi symbolami. Otworzyłem ją, by odkryć pierścień z tych najbardziej niepowtarzalnych.

Natychmiast wiedziałem, że był to element, który pozwoliłbym nam przyzwać duszę Tinha między nas.

Swoimi gołymi rękami, kopałem w ziemi z łatwością w miejscu, gdzie wszystkie strzępki światła się zbiegały.

W miarę, jak moje palcezagłębiały się w ziemi, czułem, że zbliżałem się do mojego pierwszego celu: znaleźć przedmiot, który zatrzymywał duszę Tinha.

Odkryłem wreszcie małą, grawerowaną skrzynkę... Zawierała pojedynczy pierścień, prawdopodobnie obrączkę.

Nie pozostawało mi nic więcej jak odnaleźć Miiko, by ogłosić jej nowinę.

26. Retourne à la Salle du cristal pour faire part de ta découverte. (Wróć do Sali kryształu, by podzielić się swoim odkryciem.)

[Korytarz - 50 maana - 1720]

Ez: Jamon, pozwól mi przejść.

Ez: (Wbiegłem do sali kryształu.)

Ez: Znalazłem ten przedmiot!

V: (Wbiłem do sali kryształu, nie czekając już.)

V: Mam to!

M: To prawda?! Daj mi to zobaczyć.

Miiko zamknęła oczy, by się skoncentrować i delikatna, niebieskawa błona ją otoczyła. Wyczułem wtedy wielką moc, emanującą od niej.

Po kilku minutach zgłębiania biżuterii pod przychylnym spojrzeniem Huang Hua, wyszła ze swojego transu.

Miiko prawie wyrwała mi pudełko z rąk, by odkryć tam obrączkę. Obejrzała ją z uwagą, zanim weszła w trans.

Po kilku minutach, odzyskała swoją duszę.

M: Tak... ten przedmiot jest wciąż naładowany energią. Hunag Hua, będziemy mogły porozmawiać z tym młodym mężczyzną. Podążaj za nami, Ezarel/Valkyon. Leiftan, będziemy cię potrzebować, wszystko tak, jak przed chwilą. [U Valka było bez "Tak..."]

Leif: Oczywiście.

27. Rends-toi à la bibliothèque pour communiquer avec l’esprit de Tinh. (Udaj się do biblkioteki, by skomunikować się z duchem Tinha.)

[Sala drzwi - 20 maana - 1740]

Ez/Val: (Podążyłem za Miiko aż do biblioteki, by wykonać rytuał.)

M: Dobrze, już czas rozpocząć rytuał. Leiftan, przemieść się na północ kręgu przywołania. Ezarel, ustaw się na południu. Hua i ja będziemy odpowiednio na wschodzie i zachodzie. A teraz powtarzajcie za mną.

Ty, który żyłeś dawniej

Wzywamy od tej chwili twoje światło

W tym kręgu, nasze ręce łączymy

Ukaż się tu, byśmy zadali

nasze pytania.

Niebieskawa poświata zarysowała się wokół nas, przypominała ono tę, która wyszła z mojego ciała kilka godzin wcześniej.

PZbiegła się ona ku centrum kręgu przywołania i ukształtowała się w formę antropomorficzną.

Włókna niebieskiego światła przeszyły pomieszczenie, by skierować się do centrum kręgu przywołania.

Światła zbiegły się, by utworzyć byt ze skóry i kości.

Tinh: ...

Ez: (Miiko zwróciła się zatem do niego uroczystym tonem.)

[U Valka było po prostu "dalej", bo co on się będzie wysilać? XD]

M: Zagubiona duszo, ty, która czynisz nam zaszczyt swoją obecnością w sercu tego świętego kręgu... Jesteś ty odpowiadającym na imię Tinh?

T: Tak.

M: Tinh... Jesteś tym, czyja dusza jest komplementarna do [duszy] chimery Yeu?

T: Tak.

M: Jestem Miiko, strażniczka dusz tej K.G. Przyzywam cię tu dzisiaj, by zabiegać o twoją pomoc.

T: Co się dzieje?

Miiko wyjaśniła sytuację Tinhowi, który zdawał się zniszczony przez to, co się stało.

Miiko zgłosiła się na ochotnika, by wyjaśnić sytuację przez nas zaproszonemu.

T: Macie rację, myślę, że wasza przyjaciółka jest w niebezpieczeństwie... ale spałem tyle czasu w tym pierścieniu, że ja... nie mam dość energii, by wam pomóc.

Leif: Jak moglibyśmy ją panu dać? Naprawdę pana potrzebujemy!

T: Ja... Pozwólcie mi przejąć posiadanie nad jednym spośród was.

Hua: Proszę przejąć posiadanie nade mną.

T: Hmm... wolałbym, żeby to był mężczyzna, jeśli mi pozwolicie/jeśli pani pozwoli.

Hua: Dlaczego więc?

T: Nie chcąc pani urazić, znam moją towarzyszkę... i zobaczenie mnie równie blisko kobiety mogłoby mieć efekt przeciwny do oczekiwanego.

Hua: Ha ha, rozumiem... są pewne osoby, które mi również przynoszą ten efekt czasami.

Ez: (Miiko wywróciła oczami.)

Ez: Zatem proszę przejąć posiadanie nad moim ciałem.

Leif: Ezarel, ja się tym zajmę.

Ez: Odpuść Leiftan. Gardienne uciekła z mojej winy... to do mnie należy zrobić to poświęcenie.

T: Dobrze.

Biały wybuch przebił otoczenie i wkrótce nie słyszałem już nic poza ciszą, mrożącą moją własną duszę. Nieruchomy, byłem więźniem samego siebie.

Widziałem różne rzeczy, nie mogąc działać. Tinh kompletnie przejął moje ciało.

V: Ja będę pańskim gospodarzem.

Leif: Nie, Valkyon, ja się tym zajmę.

V: Będzie dobrze, Leiftan, będę dość silny, by przyjąć Tinha i uratować Gardienne. Nie miej żadnych obaw, mój przyjacielu.

T: Dobrze.

Natychmiast światło otoczyło mnie, by zaprowadzić mnie w inne miejsce: moją własną duszę. Byłem tam całkowicie zamknięty... więźniem własnego ciała bez możliwości zrobienia czegokolwiek.

Ale to było naszym paktem: moje ciało należało od tej chwili do Tinha.

[Pojawia się biały ekran, po czym zamiast Ezem, jesteśmy Tinhem.]

T: Teraz, jeśli mi na to pozwolicie. Idę odnaleźć Yeu...

M: Podążymy za panem.

T: Nie. Wasza obecność ryzykuje w nią wymierzyć i... jest to coś, co muszę zrobić sam.

T: Przepraszam za całe zło, jakie wyrządziła.

M: Dobrze. Myślę, że nie mamy wyboru. Ufamy panu...

Hua: Przyprowadźcie nam Gardienne, błagam pana o to.

28. Retrouve Yêu. (Znajdź Yeu.)

[Aleja łuków - 50 maana - 1790]

T: (Skoncentruj się, Tinh! Gdzie ona może się znajdować?!)

Ez: (Według naszych informatorów, niewątpliwie nie ma jej już wewnątrz K.G. Musimy ją znaleźć, szybko!)

V: (Tinh, według naszych informatorów... ona nie znajduje się już w K.G. Musimy się pospieszyć, żeby ją odnaleźć.)

[Skrzyżowanie dróg - 30 maana - 1820]

T: (Wiem, że pytanie, które ci zadam, wyda się dziwne, ale... jak ja umarłem? Nie przypominam sobie tego.)

Ez: (Hmm... powiedziano nam, że się utopiłeś.)

V: (Zatopiony.)

T: (Gdzież to?)

Ez/Val: (W szerokiej przestrzeni u wybrzeży Eel.)

T: (Lepiej rozumiem, dlaczego naszym duszom nie udało się siebie odnaleźć... Wiem, dokąd Yeu odeszła.)

T: (Z pewnością wbiła sobie do głowy mnie odnaleźć... dosłownie.)

[Schody na plażę - 10 maana - 1830]

T: (Jest tutaj... czuję to. Muszę do niej dołączyć.)

[Plaża - 10 maana - 1840]

Podczas gdy przybywałem, mogłem obserwować sylwetkę Yeu, rozpoznawalną wśród tysiąca. Stała twarzą do oceanu, wciąż z tak wielką prostodusznością.

Ale zobaczywszy ją, jak posuwa się naprzód we wodzie, moje serce się ścisnęło i nie umiałem powstrzymać krzyku trwogi.

T: NIE! Nie rób tego!

Y: To ty? To naprawdę ty?

T: Oczywiście, że tak.

Y: Ale... jak to możliwe?

T: Szukałem cię, odkąd mnie wezwali. Przepraszam, że zajęło mi tyle czasu to, by do ciebie dołączyć. Byłem zagubiony... nie znajdowałem już swojej drogi.

Y: Byłam w punkcie zanurzenia^, myślałam, że to jedyny sposób, by cię odnaleźć.

^choć tu to raczej będzie "właśnie miałam się zanurzyć"

T: Jesteśmy razem, teraz, nie martw się tym już.

Y: Będziemy tacy na zawsze?

T: Cały ten czas spędzony z dala od ciebie, nie chcę już nigdy żyć bez ciebie.

T: (Podszedłem blisko niej i otoczyłem jej twarz swoimi dłońmi. Tak bardzo brakowało mi ciepła jej skóry.)

T: Pozwól mi być u twego boku aż do końca wieczności.

T: Moja miłości...

Y: Pocałuj mnie.

[Druga ilustracja]

Płonąc gorliwym pożądaniem do tej, którą kochałem, złożyłem swoje usta na jej. Czułem, jak jej ciało przyciska się do mojego.

Tak bardzo brakowało mi jej delikatnych jak jedwab warg... Nie miałem ochoty ich puszczać. Chciałem pozostać uwieszony na niej na zawsze.

Poczułem, jak światło nas unosi. Przycisnąłem Yeu do siebie najmocniej, jak to możliwe... Nie miałem ochoty zostać od niej oderwany jeszcze jeden raz.

G: (C-Co się? Gdzie ja jestem?)

Y: Przepraszam, Tinh.

T: Przepraszasz za co?

G: (To Yeu i... myślę, że to Tinh, chociaż ich wołałam, oni mnie nie słyszą.)

Y: Za sprawienie, że pokutowałeś przez te wszystkie lata, gdy byliśmy dziećmi... Za... Za to, że nie udało mi się ciebie odnaleźć i że zasnęłam...

T: Nie masz co się tłumaczyć, nie winię cię o to. Powinienem był cię chronić i być tu, kiedy tego potrzebowałaś.

Y: Gardienne, wiem, że jakaś część ciebie mnie słyszy. Ja... ja przepraszam za przejęcie twojego ciała i wystawienie twojego życia na niebezpieczeństwo... Mam nadzieję, że pewnego dnia będziesz umiała mi wybaczyć...

T: Yeu, myślę, że to jest ta chwila.

Y: Tak... Żegnaj Gardienne, dziękuję, że byłaś moją przyjaciółką przez te kilka dni.

A. (Yeu, zaczekaj! Wybaczam ci!!!) //

B. (Przykro mi, Yeu, ale nigdy nie będę mogła ci wybaczyć.) //

[Wybrałam A, ale to chyba nic nie zmienia.]

G: (W błysku światła, widziałam, jak dusze Yeu i Tinha zacieraja się przede mną.)

Kiedy znów otworzyłam oczy, moje usta były ułożone naprzeciw tych Ezarela/Valkyona w pocałunku z tych najbardziej namiętnych.

Upojona przez energię, która, nawet jeśli znajoma, nie wydawała mi się być moją, pozwoliłam sobie pójść za gestami czułości.

Pewien głos rezonował w mojej głowie: ten Yeu, mówiła mi "żegnaj" jeszcze jeden raz.

To tak moje ciało stało się ponownie w pełni moje. Przerwałam nasz pocałunek i odczepiłam się od jego ust z łagodnością.

Ez/Val: Gardienne... ja...

G: Nic nie mów, wiem.

Nie mogłam go winić za ten pocałunek, nie byliśmy sobą... Opętani przez inne dusze, to nic nie znaczyło...

G: (A jednak... wciąż mam ochotę czuć jego wargi na swoich.)

G: (Wszystko to jest tak... dziwne.)

G: Lepiej zrobimy, idąc zobaczyć się z Miiko, nie czuję się dobrze we wodzie.)

Ez: Tak, a poza tym myślę, że Ewelein będzie chciała się upewnić, że z tobą wszystko dobrze.

V: Będzie wniebowzięta, dowiadując się, że żyjesz... Będzie trzeba pójść zobaczyć się również z Ewelein.

29. Va voir Miiko maintenant que tu es toi-même. (Idź zobaczyć się z Miiko, teraz, gdy jesteś sobą.)

[Korytarz - 100 maana - 1940]

G: (Ledwo przekroczyłam drzwi sali kryształu, Huang Hua pospieszyła w moje ramiona.)

Hua: Niech będzie pochwalona Wyrocznia, masz się dobrze!

[Można to w sumie skrócić do "chwała Wyroczni", ale ci geniusze dadzą pewnie "na chwałę Wyroczni", żeby było śmieszniej XD]

G: Tak, ale muszę przyznać, że nie jestem pewna, czy rozumiem to, co się stało... wszystko jest dla mnie trochę rozmyte.

M: No cóż... wiesz, twoja przyjaciółka, Yeu.

G: Tak?

M: Był to w rzeczywistości duch dawnej członkini straży. Jest ona martwa od lat. Nie wiemy, dlaczego nagle się obudziła i zaczęła przejmować cię w posiadanie. Domyślam się, że musiałaś czuć się inaczej, odkąd ją spotkałaś?

Próbowałam przypomnieć sobie wszystkie emocje, które mogłam odczuwać od naszego spotkania... Ten niewytłumaczalny gniew, który mnie przejmował bez ostrzeżenia, tę frustrację z niewiedzy, gdzie znajdował się Tinh i wszystkie te negatywne uczucia...

Im więcej o tym rozmyślałam, tym bardziej uświadamiałam sobie, że nic z tego nie było do mnie podobne...

Zwróciłam się ku Ezarelowi/Valkyonowi, zrozumiawszy, do jakiego stopnia wyszłam z siebie podczas posiłku.

G: Przepraszam... nakrzyczałam na ciebie za nic. A kiedy przyszłam się z tego wytłumaczyć...

G: Byłam naprawdę ohydna.

Ez: To nic...

V: To nie jest poważne...

G: Mam nadzieję, że nikogo nie skrzywdziłam.

M: Nie, uspokój się, po prostu dużo się o ciebie martwiliśmy.

Dyskutowaliśmy przez chwilę o wszystkim, co się stało i lepiej zrozumiałam sytuację, widząc jak Ezarel wyjmujeze swojej kieszeni pierścień, który dziwnie przypominał ten, który dał mi Chrome.

Nie zauważyłam związku od razu, ze swoim umysłem wciąż zbyt zamglonym przez to, co właśnie przeżyłam.

Przypominałam sobie bieg naszych wspólnych dni: nasze pierwsze spotkanie, ten dzień spędzony na poszukiwaniu Tinha, ten katastrofalny posiłek...

Mój gniew w następstwie braku jego reakcji... i ta kłótnia z Yeu, podczas której ona oskarżyła mnie o wampiryzowanie jej... Nie myliła się, wreszcie nie do końca.

Następnie miała miejsce moja nieudana próba przeprosin. Później łzy Yeu, gdy dowiedziała się o śmierci Tinha.

Opowiedziałam im wszystko, co wiedziałam... wszystko poza jedną rzeczą: tym pocałunkiem na plaży.

M: Co sprawiło, że dusze sobie stąd poszły?

G: No cóż, ja...

G: (Spojrzałam na Ezarela, jakby po to, by mieć jego poparcie.)

[U Valka on się pojawia milczący na ekranie, bez zastanowienia Gardzi.]

Powinniśmy wszystko wyznać czy zachować ten sekret dla siebie? Nie wiedziałam, co powiedzieć i on mówił na moim miejscu.

Ez: Zdaję się przypominać sobie, że oni dyskutowali o tym, co się stało. Nie byłem tak naprawdę sobą... to wciąż rozmyte również dla mnie.

V: Nie przypominam sobie o tym, tak naprawdę, przykro mi.

M: Domyślam się, że zwykły fakt odnalezienia się pozwolił tym dwóm duszom opuścić nasz świat. Musicie być wycieńczeni... Idźcie do przychodni. Ewelein was osłucha.

M: Rozkazuję wam następnie iść odpowiednio do waszych pokoi, by odpocząć. Ze swojej strony nie wyczuwam już żadnego zagrożenia. Dusze K.G. zdają się być jak najbardziej uspokojone.

G: (Pozostaje mi rozmyta strefa do rozjaśnienia.) Miiko, miałabym wcześniej jedno pytanie... w temacie Yeu.

M: Słucham cię.

G: Kiedy o tym rozmyślam, uważam zachowanie Yeu za naprawdę dziwne... Chcę powiedzieć, żyła tu dawno temu i osoby, z którymi się mijała w tych czasach są albo martwe, albo stare.

G: Dlaczego ona nie zauważyła tych nowych twarzy? K.G. musiała się zmienić, ona również. Powinna była zobaczyć to wszystko, nie?

M: Hmm... domyślam się, że zwyczajnie zasłoniła sobie twarz.

G: Jak to?

M: Przyznać, że była martwa, to było dla niej bez wątpienia zbyt trudne.

G: To prawda... Nie wiem, czy potrafiłabym to zrozumieć, gdyby to mi się przydarzyło. Dziękuję za twoją odpowiedź, w każdym razie!

M: Wypocznij dobrze.

30. Va à l’infirmerie te faire ausculter. (Idź do przychodni, by dać się osłuchać.)

[Przychodnia - 20 maana - 1960]

G: (Ewelein osłuchała mnie, by sprawdzić, czy wszystko szło dobrze i bilans zdawał się być jak najbardziej pozytywny.)

Ew: W tym, co dotyczy twojej psychiki, to będzie należało do ciebie, by mi o tym powiedzieć w najbliższych dniach. Możliwe, że czujesz się jeszcze dziwnie i nie do końca sobą. Jeśli tak jest, nie wahaj się przyjść mnie zobaczyć.

Ew: Będę bardzo szczera wobec ciebie, Gardienne. To nie jest pierwszy raz, gdy dajesz się opętać... Domyślam się, że to twoja ludzka strona czyni cię podatną aż do tego stopnia. Spróbuję znaleźć rozwiązanie.

G: Przepraszam...

Ew: To nie jest twoja wina. Nikt nie jest niepokonany... Zależy mi tylko na tym, by cię chronić najlepiej, jak będę mogła.

G: Zgoda.

Ew: Ezarel/Valkyon, twoja kolej.

G: (Posłałam mu nieśmiały uśmiech i wyszłam z przychodni. Lepiej zrobię, jeśli pójdę odpocząć, jak mi to "doradziła" Miiko.)

31. Va te reposer. (Idź odpocząć.)

[Pokój - 40 maana - 2000]

Już w moim pokoju, rozebrałam się i obserwowałam swoje odbicie w szybie. Chociaż rozpoznawałam swoje ciało, coś zdawało się we mnie zmienione.

Nie potrafiłam wskazać tego palcem... By uniknąć myślenia tylko o tym, odeszłam się położyć po włożeniu koszuli nocnej.

G: (Przekopując moją torbę, odnalazłam pierścień... ten, który dał mi Chrome.)

Zrozumiałam wtedy, że to z powodu tego pierścienia dusza Yeu się obudziła. Wszystkie jej uczucia mnie wtedy przeszyły i opętały, jeszcze zanim ona przejęła moje ciało.

G: (Odczułam wtedy potrzebę, by umieścić go na łańcuszku, który nosiłam na swojej szyi.)

G: (Odeszłam się położyć zaraz po tym, dobra noc snu najlepiej mi zrobi.)

?: Puk puk

G: (Hmm? Kto może być tu o tej godzinie?)

G: Ezarel/Valkyon, co ty tu robisz?

Ez: Gardienne... nie przestawałem myśleć o tobie od tego pocałunku.

V: Myślę o tobie cały czas, Gardienne... od tego pocałunku... ja...

Nie mówiąc słowa więcej, podszedł do mnie i pocałował mnie z namiętnością przed położeniem mnie na łóżku.

Nie potrafiłam kontrolować swoich uczuć względem Ezarela/Valkyona. Moje ręce badały całe jego ciało, ceniąc każdą część jego skóry.

Zrywałam z niego jedno po drugim jego ubrania, pozwalając całkowicie ogarnąć się przez moje własne uniesienie...

I on również rozgrzał się w kontakcie ze mną, unosząc delikatnie materiał mojej koszuli.

Miałam ochotę tylko na jedno: pozwolić sobie pójść za tym płonącym pożądaniem, które mnie trawiło.

G: Ez.../Val...

Nagle się obudziłam.

Wszystko to było tylko snem, zwykłym snem... Ale czułam wciąż na sobie ciepło naszego uścisku.

Na zewnątrz wstawało słońce, z pewnością od kilku godzin. Ten sen był tak realistyczny...

G: (Czy... ale dlaczego?)

G: (Czy... ja...)

Nie potrafiłam zrozumieć tego snu, zatem zamiast go roztrząsać, wolałam zająć się czymś w ciągu dnia...

On mijał spokojnie i otrzymałam wiele wiadomości wsparcia: Miiko wysłała list do członków K.G., wyjaśniając moją niemiłą przygodę przez wzgląd na transparentność.

[Domyślam się, że to nawiązanie do tego, jak Gardzia ich wyzwała, że muszą przestać wszystko ukrywać przed mieszkańcami...]

M: Przede wszystkim, nie rób za dużo, Gardienne. Niepotrzebnie podejmować to ryzyko, chodząc do pracy. Traktuj to jak dni urlopu i skorzystaj z nich, by trochę odpocząć, zgoda?

G: Zapewniam cię, że będzie dobrze, Miiko, nie potrzebuję, żeby mi matkowano lub zamykano pod kluczem.

M: Wiem, że jesteś silna, ale wolę się upewnić. To, co właśnie przeżyłaś, nie jest nieszkodliwe.

G: Ale mam się dobrze.

M: Nie dyskutuj. Wypocznij. To rozkaz. Czy teraz jestem wystarczająco klarowna?!

G: Zgoda... (Wywróciłam oczami.)

M: Dalej, wyjdź stąd i idź się przespacerować.

32. Écoute Miiko, sors d’ici et va te promener. Allez hop ! (Posłuchaj Miiko, wyjśc stąd i idź się przespacerować. Dalej, hop!)

[Targ - 10 maana - 2010]

G: Och, Miiko!

M: Nie wypoczywasz? Mam nadzieję, że nie zaskoczyłam cię w trakcie pracy!

G: Nie, obiecuję, nic nie robię. Przechadzam się spokojnie i zbieram nowinki po trochu od wszystkich.

M: Ok, super! Miałabyś dwie minutki do przydzielenia i mnie?

G: Oczywiście.

M: Podążaj za mną.

G: (Poszłyśmy pod wiśnię.)

M: Nigdy tak naprawdę nie poświęciłyśmy czasu, by porozmawiać o tym, co mogłaś zobaczyć w moich wspomnieniach.

G: No cóż, ja też nie miałam ochoty naciskać cię na trudną rozmowę.

M: Dziękuję, to miłe...

G: Nie miałaś łatwego życia.

M: Znasz może kogoś, kto ma łatwe życie? Myślę, że wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej podzieleni... moje życie nie jest gorsze niż to innych.

G: Swoją drogą... znów myślę o bracie Valkyona...

M: Lance...

G: Musiałaś ogromnie cierpieć.

M: Byłaś już zakochana?

G: Nie.

M: Zatem nie możesz zrozumieć...

G: Wcześniej, tak, niczego bym nie zrozumiała... ale odkąd...

M: Odkąd?

G: Odkąd Yeu przejęła nade mną posiadanie, ten ból utracenia kochanego bytu... myślę, że go rozumiem. Wiem, że to mi przejdzie, ale wciąż czuję złamane serce Yeu w sobie, na tę chwilę.

G: Moja świadomość śmierci się wyostrzyła, a jednak, odmawiam w to uwierzyć.

M: Bardzo dobrze rozumiem, o czym mówisz, ha ha. Zabrało mi to wiele czasu, by zaakceptować śmierć Lance'a... skoro nigdy nie odnaleźliśmy jego ciała, ciągle miałam nadzieję, że on żyje.

M: Ale wiem, że to niemożliwe. Gdyby tak było, to by wrócił.

G: Być może nie?

M: Znając go, tak. On i jego brat byli sobie bardzo bliscy, prawie nierozłączni. Lance nie mógłby nigdy opuścić Valkyona.

G: Domyślam się, że wzięłaś [pod uwagę] wszystkie ustawiania, by to sprawdzić w każdym sposobie, a poza tym, znałaś go lepiej ode mnie...

G: Swoją drogą, dlaczego nigdy nie wyznałaś mu, że go kochałaś?

M: To nie przywróciłoby go do życia...

G: Ale doświadczał, być może, tego samego wobec ciebie?

M: Wolę tego nie wiedzieć... domyślasz się. Gdyby też mnie kochał, jakaż to frustracja, że nigdy nie ośmieliłam się wyznać mu tego, co ja czułam do niego, gdy żył!

G: A dlaczego nigdy tego nie zrobiłaś?

M: Nigdy nie miałam ku temu okazji. Zazwyczaj nie przygotowuję sobie słów i jestem raczej w gorącej wodzie kąpana. Ale z nim... z nim, to było coś specjalnego.

G: Rozumiem, nie przejmuj się tym.

Rozmawiałam z Miiko przez dłuższą chwilę: o jej rodzinie, o jej życiu, o jej mentorze...

Jej życie nie było różowe, nawet jeśli urodziła się w rodzinie królewskiej. Ukrywana od urodzenia przed oczyma swojego ludu, została odsunięta na bok w kwestii objęcia tronu, nawet jeśli miała do tego słuszne prawo.

Kiedy osiągnęła wiek, by go przejąć, wolała opuścić swoją rodzinę i znalazła schronienie w K.G. Ukrywała swoją prawdziwą naturę przez chwilę, aż do tego, gdy...

M: Kiedy zobaczyłam, że to moja siostra była emisariuszką... mój świat się zawalił. Wiedziałam od razu, że prawda nie mogła być dłużej ukrywana. Wyznałam wszystko mojemu mistrzowi, a widząc sposób, w jaki moja siostra mnie traktowała, zerwał wszelkie ugody z Królestwami Północy.

G: Do tego stopnia? Musiało mu na tobie zależeć.

M: Yonuki uważał, że nikt nie był lepszy od nikogo. I to nieważne za jaką cenę.

G: Ale w sumie, nie mieliście już ugody z nimi?

M: Tak. Wzięłam na siebie oficjalne ustąpienie z tronu na rzecz mojej siostry w zamian za niezmienną ugodę między naszymi dwoma ludami.

Następnie dyskusja przeszła na jej mentora: Yonuki Kaze. Jego przedwczesna śmierć wstrząsnęła Miiko, która spotkała się, wbrew sobie, z odpowiedzialnością znacznie zbyt dużą na jej barki.

Tym, co mnie zafascynowało, była jej predyspozycja, by się na to nie skarżyć i nie chcieć przyciągać mojej litości. Rozpatrywała swoje życie jako ciąg wyzwań do podjęcia.

M: Wiesz, wcale nie chcę, żeby moja przeszłość mogła mieć wpływ na to, co o mnie myślisz. Jeśli muszę być sądzona, chcę, żeby to było za moje aktualne czyny... I patrząc na wszystko, co kazałam ci wycierpieć, odkąd tu jesteś. Zasłużyłam, żebyś mnie nienawidziła.

M: W końcu to prawda, ja...

Milo: PANI MIIKO!

G: (Mery przybył zaraz po Milo i odepchnął go, mówiąc, że była to JEGO Miiko. Widziałam, jak ten ostatnia strzela jedną ze swoich min... jest widocznie zdegustowana. Myślę, że nie docenia zbytnio dzieci...)

M: Gardienne, dokończymy naszą rozmowę później, ok? Muszę się pozbyć tych... małych... Irkkk.

G: Nie ma problemu, do później!

[Kiosk, 10 maana, 2020]

G: Kero!

A. (Skoczyć mu w ramiona.) //

B. (Przywitać się z nim uprzejmie.)

Po A:

K: No cóż, co za powitanie!

G: Minęła wieczność, kiedy cię nie widziałam.

K: Tak, byłem bardzo zajęty, ha ha.

G: Mi o tym nie mów, podobnie z mojej strony. Co cię aż tak zajmowało?

K: Powiedzmy, że skorzystałem z faktu, że wysłano nas do Balenvii, by pójść do wieloletnich przyjaciół w innej wiosce. Spędziłem tam kilka dni, to mi bardzo dobrze zrobiło. Mam mnóstwo roboty do nadrobienia. Spróbujemy się zobaczyć niebawem, ok?

G: Mi to pasuje!

[Ogród muzyki, ale zeszło mi 90 maana, bo musiałam tam wejść ze 3 czy 4 razy zanim Karenn się pojawiła; łącznie 2110 maana]

Karenn: Zdajesz sobie z tego sprawę Allie, to i tak jest szalone. Trzeba żeby wszyscy o tym wiedzieli!

G: Wiedzieli o czym?

K: Nie mogę zbytnio o tym mówić...

A: Nie byłaś w trakcie mówienia, że wszyscy powinni wiedzieć?

K: Tak, ale nie z ust do ust, chcę czegoś bardziej oficjalnego.

G: Ok, zatem zostawię was same...

K: Czekaj.

G: Hmm?

K: Co ty masz wokół szyi?

G: (Ach, noszę pierścień od Chrome.)

G: To cacko, które znalazł Chrome, zaoferował mi je.

K: Hmm... co za typek.

G: (Odeszła w furii.)

G: Zrozumiałaś coś, Allie?

A: Chrome zaoferował jej ten pierścień, ale ona odmówiła.

G: (Miło, ostatecznie byłam tylko wyborem z drugiej ręki...)

A: W każdym razie, znam jednego, który da sobie wytargać uszy.

G: Och tak, jest taka szansa.

[Sala drzwi, 40 maana, 2150]

G: (Nie zrobiłam nic specjalnego poza dyskutowaniem z moimi przyjaciółmi, a jednak...)

^Gdzieś w K.G., dwóch mężczyzn odbywa rozmowę...^

[Pokazuje nam się Leif w piwnicy]

L: Nie mów mi, że się wypisujesz.

Chrome: Wcale, nie opuszczę was... ale Anya, cholera!

L: Chrome, bardzo dobrze wiesz, że będą ofiary, jeśli chcemy dobrze poprowadzić naszą sprawę. Będzie trzeba, żebyś się do tego przyzwyczaił.

C: Próbuję. Ale Anya na to nie zasługiwała!

L: Ty to tak widzisz. Ale to nie tak - idąc w wyrzuty sumienia - pomścisz swoich rodziców.

L: Przypominam ci, że to ty mnie wezwałeś. 

C: Wiem... przepraszam. Wezmę się w garść.

^Powrót do młodej faelienne^

G: (Pozostaje ktoś, z kim zależy mi, by odbyć dyskusję...)

33. Tu ressens le besoin de lui parler… et rien qu’à lui. Trouve-le ! (Odczuwasz potrzebę, by z nim porozmawiać... i z nikim poza nim. Znajdź go!)

[Sala alchemii - 10 maana - 2160]

Ez: Gardienne.

G: Cześć, Ezarel, masz się lepiej?

Ez: Tak... czuję się trochę dziwnie. A ty?

G: Podobnie... to jakby... bym była...

Ez: Obok siebie samej?

G: Jakoś tak.

Ez: Normalka, Ewe mówi, że to nam przejdzie. To czas, gdy ewakuujemy po trochu energię, zostawioną przez Tinha i Yeu. Skoro byłaś opętana dłużej ode mnie, ryzykujesz odczuwać to przez pewną chwilę, domyślam się.

G: (To bez wątpienia z tego powodu śniłam równie intensywnie o Ezarelu... wreszcie, mam nadzieję.)

Ez: Wiesz, a propos tego pocałunku na plaży... przypominam sobie o nim coraz bardziej. I ja...

G: (Zrobił pauzę.) Ty?

Ez: Hm... wciąż mi przykro. Wiem, że to nie było ani z twojej winy, ani z mojej, ale i tak przepraszam.

G: Dziękuję...

Ez: Powiedz... Nie masz na sobie obrączki?

G: Obrączki?

Ez: Tak, trochę jak ta tutaj.

G: (Wręczył mi pierścień, który pokazał w trakcie spotkania w sali kryształu.)

Natychmiast przypomniałam sobie, że nosiłam ją na szyi. Od razu ją odczepiłam i mu wręczyłam.

G: Trzymaj, to dziwaczne... można powiedzieć, że one...

G: (Ezarel wziął mój pierścień i wpiął go w ten, który posiadał.)

Ez: ...nakładają się idealnie. Musiał bez wątpienia należeć do Yeu. Domyślam się, że to była ich obietnica zaręczyn. To ten pierścień musiał być tym, co obudziło jej duszę i pozwoliło jej przejąć nad tobą posiadanie.

G: Też tak myślę.

Ez: Zachowaj je.

G: (Wręczył mi pierścienie.)

Ez: Nie powinny być rozdzielane.

G: Jesteś pewien? Nie powinniśmy ich oddać Miiko?

Ez: Duszę Tinha i Yeu opuściły nasz świat. Te pierścienie nie mogą już nic nam zrobić.

[Kuźnia]

V: Gardienne.

G: Cześć, Valkyon, masz się lepiej?

V: Tak... i nie. Mam problem, by czuć się sobą od tego opętania. Na szczęście Ewelein powiedziała mi, że to nie powinno długo trwać. Ty nie masz tego wrażenia?

G: Tak, w zupełności. Wiesz, od czego to jest zależne?

V: To z powodu energii, którą nam zostawili podczas opętania.

G: (To bez wątpienia z tego powodu śniłam równie intensywnie o Valkyonie... wreszcie, mam nadzieję.)

Swoją drogą, co do plaży... Tego pocałunku, który wymieniliśmy. Mam nadzieję, że to nie przywołało ci złych wspomnień... jeśli tak jest, naprawdę mi przez to przykro.

G: Sytuacja była zupełnie inna, więc cię o to nie winię, bądź spokojny.

V: Dziękuję. Wiesz, ja...

G: (Zaznaczył pauzę przed wytłumaczeniem się kolejny raz.)

V: Dusza Tinha. Była ona zamknięta w obrączce, jak ta tutaj. Nie miałabyś takiej samej, przez przypadek?

G: (Wręczył mi pierścień, który pokazał w trakcie spotkania w sali kryształu.)

Natychmiast przypomniałam sobie, że nosiłam ją na szyi. Od razu ją odczepiłam i mu wręczyłam.

G: Znalazłam to, tak. (Podałam mu pierścień.)

G: Trzymaj, to dziwaczne... można powiedzieć, że one...

G: (Valkyon wziął pierścień i wpiął go w ten, który posiadał.)

V: ...dopasowują się zupełnie jedna do drugiej. To był z pewnością pierścień Yeu. Jej dusza musiała tam znaleźć schronienie. To wyjaśniałoby, dlaczego zostałaś przez nią opętana... Ty, a nie inna.

G: Też tak myślę.

V: Myślę, że powinnaś je zatrzymać.

G: (Wręczył mi pierścienie.)

V: Nie powinny być rozdzielane.

G: Jesteś pewny? Nie powinniśmy ich oddać Miiko?

V: Nie zawierają już żadnej mocy, nie przejmuj się tym.

G: Zgoda...

Otrzymałaś naszyjnik z obrączek Tinha i Yeu.

Odnajdź go w swojej garderobie.

Pomyśl o ubraniu go, by przypomnieć sobie te dwie bratnie dusze.

G: (Wyszedł... ta wymiana była co najmniej dziwna.)

34. Il est peut-être temps d’aller se reposer, non ? Retourne dans ta chambre. (Być może już czas iść odpocząć, nie? Wróć do swojego pokoju.)

[Pokój - 40 maana - 2200]

G: (Reszta dnia potoczyła się bez przeszkód. Muszę przyznać, że nic nierobienie w tej K.G. nie jest nieprzyjemne, chociaż raz.)

G: (Mam nadzieję, że te wymuszone urlopy nie będą trwać długo. Nie jestem tutaj, żeby zbijać bąki... a poza tym, przede wszystkim...)

G: (Nie przestaję rozmyślać o tym pocałunku, o cieple jego ust, o sile jego ramion.)

G: (Dobrze wiem, że nie powinnam o tym rozmyślać, zwłaszcza że nie potrafię sobie wyjaśnić, dlaczego odczuwam wszystkie te emocje...)

G: (Dlaczego gdy myślę o Ezarelu moje serce bije na złamanie karku?)

Rozgorączkowana, podeszłam do okna mojego pokoju, by podziwiać błękitne, bezchmurne niebo.

Instynktownie uniosłam rękę do swojego serca, wciąż będąc ofiarą tego natłoku emocji, który zdawał się nie chcieć mnie opuścić.

Moja głowa prawie eksplodowała, tak wszystko przepychało się w moim umyśle. Nie potrafiłam już myśleć...

Byłam tak zmieszana, że ściany wokół mnie zaczęły się trząść. Musiało naprawdę być ze mną źle do tego stopnia, by być skłonną do takich halucynacji...

Trzeba było, żebym poszła się położyć, odpocząć... nie czułam się dobrze.

Kiedy zbliżałam się do swojego łóżka, chwiejąc się, zdałam sobie sprawę, że te wstrząsy nie miały nic wspólnego z moją psychiką.

Trzęsienie ziemi, rzeczywiste, było w trakcie pustoszenia K.G.

Wyszłam z hukiem z mojego pokoju, by wpaść na Miiko, widocznie spanikowaną.

G: (ZAKOŃCZ ODCINEK)

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.